Saturday, 20 October 2018

Świdnica






















   Kilometr za kilometrem. Październik zaskoczył złotą jesienią. Przestronne wnętrze Xsary, z głośników albo przypadkowe stacje radiowe, albo kurs chorwackiego. Wiecie jak jest arbuz po chorwacku? Lubenica (coś od miłości?). A melon? Dinja. A kocham cię? Volim te.
   Jaki cel? Niby nieważny, chodzi przecie o drogę. Ale wybrałem Świdnicę. Obudziłem się o piątej rano i stwierdziłem, że muszę jechać. Daleko, szybko, w nieznane, na zawsze, ale żeby wrócić przed środą, bo muszę do pracy. Napisałem w google „fajne miejsca na południu Polski”. Pojawiła się Świdnica. Prawie 6 godzin jazdy. Nie za dużo, nie za mało. W sam raz, żeby zabić czas, trochę się zmęczyć i czuć, że nie stoi się w miejscu.
    Ja i M. Od czerwca przez całe lato każdy weekend spędziliśmy wspólnie. Rozmowy, czary, wycieczki, trzytygodniowa wyprawa po Bałkanach. A później wszystko stało się coraz gorsze, coraz bledsze, zimniejsze, trywialniejsze, bezduszne. Nie rozumiejąc, co się dzieje, próbowałem ratować, pytać, rozmawiać, ale nie była zainteresowana rozmowami. „Mężczyzna tak się nie zachowuje”, „Po co zawsze chcesz gadać? Zrelaksuj się”... Nie dałem rady, ściana była zbyt wysoka, chłód zbyt lodowaty, słowa zbyt ostre. Uprzedzając ostateczny cios, sam to skończyłem. I teraz znów samotny, na swojej samotnej wyspie, jadę do egzotycznej Świdnicy.

***

   Małe, przyjemne miasteczko. W noclegowni na ulicy Śląskiej miła pani recepcjonistka dała mi mapy, narysowała krzyżyki na atrakcjach, pubie i knajpce z domowymi obiadkami.
   - A pan służbowo?
   - Nie. Dziś rano wpadłem na pomysł, żeby odwiedzić Świdnicę. Zupełnie przypadkowo.
   Popatrzyła z sympatią.
   - O, to zupełnie jak Julia Roberts w takim filmie, gdzie rzuca ją chłopak, więc ona z zamkniętymi oczami trafia palcem w mapę.
   - Jakby pani zgadła. Jestem tydzień po zerwaniu. To moja terapia.
   Sympatia w jej oczach zwielokrotnia się o kilka rzędów.
   Następnego dnia, kiedy żegnałem się z nią przy biurku, powiedziała:
   - Proszę pana, ja też to przeżyłam rok temu. Da pan radę. Czasami nawet trzeba się wypłakać. Wszystko minie.
   Odpowiedziałem wdzięcznym uśmiechem.
   Nie zapytałem nawet jak jej na imię. Miała w twarzy coś ładnego, miłego.

***

   Późnym wieczorem poszedłem na Kler do lokalnego kina. To był zły wybór. W takim stanie powinienem pójść na komedię romantyczną, albo film akcji. Kler był mocny, ostry, smutny, przerażający i wstrząsający. Wyszedłem z kina przed północą. Szedłem samotnie przez park. Lekko przygarbiony paliłem papierosa i czułem się najbardziej samotną osobą we wszechświecie.


No comments:

Post a Comment