Plusy awarii elektryki w domu:
- Czytanie: w ciągu wieczoru przeczytałem prawie cały drugi tom Wojny i pokoju Tołstoja (pierwszy przeczytałem w schronisku – wreszcie udało mi się przebrnąć przez kilka pierwszych rozdziałów, które od lat były dla mnie zaporą nie do przejścia). Czytałem w wannie przy świeczce, a później w łóżku z czołówką.
- Odpoczynek od mediów społecznościowych: to była ogromna ulga. Najpierw jeszcze zerkałem na komórkę, ale kiedy wyczerpała mi się bateria, byłem już zupełnie wolny.
- Spokój i zwolnienie czasu, możliwość skupienia się na jednej rzeczy.
Tydzień pracy w schronisku dłużył mi się niemiłosiernie. Zaczęło chwytać mnie choróbsko, czułem się słaby i rozdrażniony. Podobało mi się, że zasypał nas śnieg. Kilkumetrowe zaspy i szarawa biel, nie było widać, gdzie kończy się śnieg, a zaczyna mgła. To było przyjemne. Schodzenie w dolinę trochę mniej. Kilka razy wpadłem w zaspę po pachy. Cały szlak zawalony połamanymi świerkami. Trasę, którą normalnie pokonuję w 40 minut, tym razem przeszedłem (przeczołgałem) w 2 godziny.
M. Mam trochę smutnych refleksji na ten temat. Nie udało się nam zbudować nic trwałego. Moim zdaniem największym problemem był brak komunikacji z jej strony. M. z jakiegoś powodu odmawiała komunikowania problemów. Zamiast tego wyłączała się, okazując mi przy tym niezadowolenie i opryskliwość. Kiedy ja próbowałem nawiązać kontakt, wyjaśnić nieporozumienie, ona wycofywała się jeszcze bardziej i traktowała mnie jeszcze gorzej. I tak to trwało regularnie przez półtora roku. Przyciąganie, odpychanie, przyciąganie, odpychanie. Do tego inne rzeczy, ale nie chcę tego rozwijać.
Pozostawiło to we mnie pewną pustkę. Przywiązuję się bardzo do partnerki. M. potrafiła być wyjątkowo urocza, interesująca, miła. Próbowałem przez długi czas sprawić, żeby to działało, dałem z siebie wszystko. Przez chwilę myślałem, że może to jest to, że znalazłem przystań. Teraz, kiedy w końcu się rozsypało, czuję dziwną mieszankę ulgi i próżni. No ale życie się nie zatrzymuje. Jestem nastawiony optymistycznie. Wiem już, że tam gdzie kończy się jedna rzecz, tam powstaje miejsce na rozpoczęcie nowego etapu. W gruncie rzeczy czuję się lekko podekscytowany tym wszystkim: zmianami, nowymi horyzontami, nieokreślonością przyszłości.
Jeszcze nie ma 9 rano. Zadzwoniłem po elektryka. Choć fajnie było spędzić wieczór bez prądu, to co ma zrobić moja lodówka, albo pralka, w której kiśnie niedokończone pranie? Wyłożyłem stopy przed kominkiem. Trochę mnie parzy, ale nie chce mi się przestać. Myślę o lekkim śniadanku, do którego otworzę książkę i poznam dalsze losy księcia Andrzeja (czy ożeni się z Nataszą i będą szczęśliwi? Przeczuwam, że nie), Pierra, Rostowskiego. Klasyka mnie uspokaja.
Słyszę, że na plac zajeżdża jakiś samochód. To pewnie elektryk.

No comments:
Post a Comment