Friday, 26 November 2021

Tonacje molowe

Siedzę w aucie na parkingu pod szpitalem. Przywiozłem szwagierkę  złamała nogę jakiś czas temu, przyjechała do kontroli. Leje, grzeję się dmuchawą, choć szkoda paliwa. Podobno dziś ma już spaść śnieg. Kiedy wrócę do domu, naniosę tyle ile się zmieści drewna, żeby nie musieć już dzisiaj wychodzić.

Sprzedaje Xsarę. Stwierdziłem, że nie stać mnie na dwa samochody, a przyda się mały zastrzyk gotówki. Dziś ma przyjechać klient. Trochę mi smutno. Przywiązuję się do rzeczy, które często używam. Z tym autem wiąże się wiele wspomnień, podróży, Bałkany całe przejechałem wzdłuż i wszerz, tu jadłem, spałem, kochałem się. No ale czas, żeby posłać Xsarę w świat. No i będę się musiał nauczyć teraz parkować vanem w mieście, to będzie mój jedyny samochód od teraz.

Trochę utknąłem ze strona internetową. Jakąś wiedzę zbieram, ale na razie jest to jeden wielki bajzel w mojej głowie, muszę to dopiero uporządkować. Pewnie będę siedział nad tym dzisiaj cały dzień. Jak już to ogarnę, to misją na kolejne dni będzie robienie szałowych zdjęć do sklepiku. Mam kilka pomysłów, mój Nikon D90 da radę:)

A poza tym? Pustka duża wewnątrz, to się nie zmienia. Samotność. Nie idzie mi za bardzo przyzwyczajanie się do życia singla. Brak dotyku, głosu, bliskości, poczucia, że ktoś jest dla mnie i ja dla kogoś. Wypełniam tę  dziurę idiotycznie fajkami i winem, ale bez powodzenia. Tylko zagłuszam lekko to łaknienie. Byłoby łatwiej, gdybym miał obok jakichś przyjaciół, ludzi z którymi można pogadać od serca. Ale w tej dziurze czuję się odcięty. Są tacy, co marzą o życiu na wsi. Dla mnie wieś oznacza pustynię. Miałcy ludzie z małymi sprawami, te same rozmowy, brak jakiegoś polotu, doświadczenia życia, podróży, otwartości. Dlatego czekam, aż ruszą kiermasze, festiwale, żeby jakoś się wyrwać, pobyć gdzieś indziej, zmienić otoczenie, dać sobie szansę na poznanie innych.

Trochę jestem speszony, że te moje wpisy są tak bardzo w molowych tonacjach. Jest jakieś parcie z wewnątrz, że trzeba być pogodnym, szczęśliwym, a jeśli się jest smutnym i samotnym, to coś nie tak ze mną i muszę się tego w pewnym sensie wstydzić. Ale jakoś udaje mi się uniknąć paraliżu wypowiedzi. Co nie zmienia faktu, że jestem cholernie zmęczony. 

2 comments:

  1. Ja lubię wiochę czasem, dla ciszy, zapachów [niekoniecznie nawozu:)] i szczekania psów dochodzących z oddali - jakoś tak mi się to sielsko kojarzy. Na codzień, na życie, wolę jednak zdecydowanie duże miasto, z powodów, które podałeś powyżej. Nie czuj speszenia molowymi tonacjami, bo każdy ma takie okresowo. Ot, życie raz gra durowo, raz molowo.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Niech już durowo zacznie choć na chwilkę;)

      Delete