Saturday, 14 February 2015

Charango, Camino, Walentynki i plumkanie

   1. Sobota, Walentynki, sam spędzam. Petra się wyprowadziła. Czuję ulgę. Nie chciałem nowego, poważnego związku, za świeże rozstanie z Tanią. A nawet nie to. Chcę być sam, wolny, żeby nikt mi się nie wtrącał, żebym mógł spędzić cały weekend na uczeniu się nowego instrumentu, albo iść sobie z plecakiem po Walii (taki plan na wiosnę), nie zajmować się po prostu nikim, być sam z sobą.
   2. W poniedziałek podpisuję stały kontrakt w pracy. Koniec z agencją. Lepsze i pewniejsze pieniądze, płatne chorobowe, urlop. Dla uczczenia kupiłem cajon (pudlasty bęben pochodzący z Peru), już dwie lekcje za mną, a oprócz tego zamówiłem z Boliwii charango - małe, słodkie cudo o dziesięciu strunach. Najlepsze jest to, że nie miałem kasy - kupiłem instrumenty z debetu. Tym razem dobiłem granicy debetowej, minus 300 funtów, nie jestem pewny, czy będę miał na czynsz, no ale w poniedziałek mam urodziny, chciałem sobie zrobic prezent. 39 lat. Od przyszłego miesiąca będę mógł wreszcie zacząć spłacać długi. Dobrze, że wierzyciele są wyrozumiali i cierpliwi.
   3. A może zdziwaczeję w samotności? Już mówię do siebie czasami:) Będę siedział sam w domu, grywał na cudacznych instrumentach i pisał dziwne piosenki. Dzieciaki będą się mnie trochę bały, "to ten dziwny wujek Marcin":) Za jakiś czas wrócę na wieś, będę rąbał drwa, hodował dynie, cukinie i porzeczkę, unikał ludzi, siedział przy kominku, czytając stare powieści i dzienniki. Będzie co czytać, mam kilkanaście zapisanych zeszytów, od 1996.
   4. Słucham plumkania, stare nastroje. Camino dziś wieczorem mi się wspomina. Fajnie by było na Walentynki dostać jakiś sen z tej drogi, kiedy wszystko było takie swojskie, normalne. Choć powoli w tym nowym życiu zaczynam znajdywać jakąś nową swojskość.
   5. Cały dzień oglądałem serial, "Forever", o gościu który od 200 lat nie umiera. Taka lekka głupotka.
   6. Charangista:)

Saturday, 7 February 2015

Milion Gwiazd - Księżycowy Terrorysta

Nowa piosenka, po sporej przerwie. Chyba moja ulubiona:)




1
Pociągami, rowerami i na nogach zasuwają, człapią, pędzą, wloką się
Czasem w trumnie poszybują w stronę światła,  czasem łodzią suną poprzez gęstą mgłę
Jedni wyścig szczurów uprawiają, inni w Himalajach z Buddą piją oranżadę,
Czasem mówią, że kochają, czasem nienawidzą, ale kto to tak naprawdę wie

ref
Hej zwariowani królowie, idźcie już spać, przytulcie się do ramion swoich miękkich dam
poradzimy sobie bez żołnierzy, żołnierzowi tęskno też do mamy, nyninyni na
ciemnoocy anarchiści, gdy spalicie bank, nie zapomnijcie wyprowadzić później psa
sobie muszę też przypomnieć, żeby wyczarować trochę jasnych nutek, tralalala la

2
Adaś raczej był szalony, z księżycowych wici plótł srebrne androny
Nocą wypatrywał żony, pośród gwiazd jej szukał trochę zawstydzony
Którejś nocy utrapiony spotkał Basię lunatyczkę, niech ją Bóg od złego broni
Żyli długo i szczęśliwie, gdy umarli to za rękę weszli w odmęt niezmierzony

ref
Życie jest jak sen, niby prawda, ale czuję, że coś więcej w życiu naszym kryje się
Czasem w samotności szukam szczęścia, czasem w ciepłych twych objęciach, czasem czuję dziwny lęk
Wtedy patrzę w gwiazdy, kocham gwiazdy, milion gwiazd, jak milion ludzi, a pomiędzy nimi ja
Ja i ty to jedno, jedna dusza, jedno ciało, nie ma granic, wojen, nie ma się co bać

Thursday, 29 January 2015

Dobre sprawy

   1. Smutne ale dobre chwile w szkole. Wczoraj M. była bardzo pobudzona, agresywna, cały dzień skakała, próbowała uderzyć każdego, itd. W pewnym momencie usiadła na podłodze i się rozpłakała. Chloe spytała: Co się dzieje, M.? M. popatrzyła smutno i odpowiedziała: Wszyscy na mnie patrzą i myślą, że jestem dziwadłem (Everyone looks at me and thinks that I am a weirdo). Dziś próbowalismy dotrzeć do K. który ostatnio jest coraz bardziej wyłączony, zły. Wreszcie doszliśmy do sedna: parę lat temu umarł jego kolega ze szkoły. Mama powiedziała mu, że chłopiec był chory i umarł. I nagle wszystko nabrało sensu. K. kiedykolwiek jest chory i ktoś sie go spyta, czy dobrze się czuję, zaraz krzyczy: Wszystko w porządku! Nic mi nie jest! Po prostu dla niego choroba oznacza, że trzeba umrzeć. Parę razy ktoś z grupy (nauczyciel, asystenci, albo inni uczniowie) byli chorzy. Kiedy mu to mówiliśmy, zaczynał krzyczeć i mówić, że już nie wrócą. Nie potrafię sobie nawet wobrazić przez jaki stres musi przechodzić ktoś, z tak dużą niepełnosprawnością intelektualną. Nasz psycholog ma nam pomóc zrozumieć, jak powinniśmy z nim rozmawiać i przejść przez tą blokadę.
   2. W tym tygodniu wracam do mieszkania w Lewisham. Dobrzy ludzie na skłocie, ale nie mam energii, żeby przenosić się co miesiąc, martwić się policją, sądami. Potrzebuję azylu. Do Petry przyjechała przyjaciółka, razem coś wynajmą, więc będę sam w pokoju. Drogo, ale dam radę. Prawdopodobnie w przyszłym tygodniu się przeprowadzę.
   3. Palę trochę mniej, ale nie potrafię jeszcze rzucić. Spróbuję niedługo znowu, kiedy już będę w domu, sam. Alkoholu też nie nadużywam. Piwo albo dwa po pracy. Ale też chcę ograniczyć. Na razie nie mówię, że rzucić zupełnie, bo ciągle przychodzą ciężkie uczucia, myśli, nie wiem, czy dałbym radę bez odrobiny "zmiękczacza" krawędzi.
   4. Siedzę w living roomie. Włączyłem Nohavicę, co kontrastuje z codziennym drum and bass, któego nie cierpię. Obok mnie czterech chłopaków: Jamajczyk, Anglik, Włoch i Rumun, w najlepszej komitywie, żartując, rozmawiając o kolejnym miejscu do zajęcia. Na nizinach społecznych podziały się rozpływają. Tam gdzie pieniądze i wpływy, tam największa trucizna.
   5. Bubliczki:)

Tuesday, 27 January 2015

Miła piosenka



   Piosenka miła, dobra, oddaje dużo z tego, co czuję. Dzięki Balaji.
   Trochę zmęczony po pracy, intensywyny dzień. Czasami nasze dzieciaki dają nam w kość. Ale i tak lubię.
   Ciągle smutek, ale taka widać moja uroda:) Zresztą przyzwyczaiłem się. Dziwnie bym się czuł bez smutku. Sam smutek jest zimny i suchy, ale jeśli doprawiony jest nadzieją, to jest w nim słodycz. Czuję w tle Boga, czuję garstkę przyjaznych dusz i gdzieś głęboko przeczucie, że wszystko to ma sens, choć na razie mgliście go widzę. Kiedyś się szarpałem i wtedy było niewesoło. Teraz pozwalam płynąć życiu swobodnie.
   Tęsknię za domem. Już prawie dwa lata nie byłem. Na zdjęciu bawimy się z braćmi, jak małe dzieci. To było jakoś zaraz przed moim wyjazdem do Anglii. Piliśmy piwo, na ogniu warzyły się duszonki, dziewczyny śmiały się z naszych wygłupów.


 












     Kiedy pisałem powyższe słowa, dostaliśmy wezwanie do sądu. Rozprawa w sprawie zajęcia własności miasta będzie w przyszły czwartek. To tylko formalność, bo takie sprawy skłotersi z zasady przegrywają. To znaczy, że w weekend po 5 lutego będziemy szukać nowego domu.

Monday, 26 January 2015

***

   Poniedziałek. Pierwszy dzień pracy. W poniedziałki jeżdżę na basen z jednym z uczniów collegu. Czas szybciej leci, no i fajnie zacząć tydzień od wymoczenia się w ciepłej wodzie. Z tej okazji pozwalam sobie na odrobinę lenistwa i nie biorę prysznica, wystarczy wody na jeden dzień.
   Siedzę w living roomie, oglądamy Sok z żuka, tzn. część ogląda, część zerka i rozmawia, ja czytam reportaże o Czechosłowacji.
   Codziennie pełno ludzi, nie znam imienia wszystkich gości nawet. Zwykle fajne osoby, choć parę razy zjawili się kolesie ostro sterani przez dragi i alkohol. Unikam wtedy. Potrzebuję spokojnych, stabilnych klimatów w tym momencie życia. Wczoraj z rana wpadł chłopak, widać że po imprezie schodził z haju, i przyniósł sensację, że na innym skłocie ktoś przedawkował. Dobrze, że nasze miejsce nie jest tak ekstremalne. No i mam swój pokój, gdzie mogę sie odłączyć.
   W weekend dopadła mnie ostra chandra, nie chce mi się nawet pisać, o co poszło. Dziś też się czuję trochę zmęczony, niezmotywowany,ale jeśli czegoś sie nauczyłem w życiu, to przeczekiwanie złych dni.
   Nie rysuję ostatnio, nie piszę piosenek. Mode: survival:)

Sunday, 18 January 2015

Weekend

   Petra wpadła odwiedzić mnie na weekend. Poznałem ją z ludźmi, posiedzieliśmy ze wszystkimi, później oglądaliśmy filmy. Wczoraj nie wiedzieliśmy, co z sobą zrobić i wpadła na pomysł, żeby wyskoczyć do sklepu plastycznego, kupić duży papier, jakieś mazaki i narysować coś dla skłotu na ścianę. Ona zrobiła kota słodziaka, a ja plakat z każdym z mieszkańców.
   Wieczór dopadła mnie ostra chandra, jedna z tych, które zwalają cię na łóżko i nie możesz się ruszyć. Próbowałem odwrócić uwagę filmami, ale jeden gorszy od drugiego. Zasnąłem na szczęście szybko.






Tuesday, 13 January 2015

Pierwszy dzień na skłocie

   Pierwszy dzień na skłocie. Wyprowadziłem się z Lewisham, czynsz mnie dobijał, a poza tym stwierdziliśmy z Petrą, że skoro już nie jesteśmy parą, to lepiej będzie się odwiązywać od siebie i zaczynać nowe życie. Tak że samotnie trochę, ale z drugiej strony nowi ludzie, nowe miejsce, nowy sposób życia.
   Lubię skłotować. Życie ma dla mnie smak prowizoryczności, ale nie zawsze odczuwam to źle. Dziś siedziałem z ludźmi na spotkaniu organizacyjnym, rozmawialiśmy skąd zbierać darmowe jedzenie, część ludzi zgodziła się, że woli skipować (ogarnianie śmietników pod targami warzywnymi i supermarketami), inni stwierdzili, że wolą shoplifting, co dla mnie jest zbyt stresujące.
   Pośmialiśmy się, pogadaliśmy, zagrałem parę kawałków na ukulele i podzieliłem się ekstremadurskim serem kozim od Fernandy i czerwonym winem.
   Nasza grupa skłoterska wygląda tak: jedna para włoska, jedna rumuńsko-włoska, Włoch (Graciano, który mnie wprowadził, ze względu na naszą krysznowską historię), Czech,Gambijczyk, para Polska (Maciek i Natalia, świetni młodzi ludzie, anarchiści, którzy lubią pop z lat dziewięćdziesiątych:), jeszcze jeden Włoch, heroinista, który z wyboru mieszka na dole i nie miesza się z nami za bardzo, ale to brat Bronca, jednego z Włochów, tak że nikt go nie odrzuca, no i teraz ja.
   Nie wiem, czy skłot pociągnie długo, bo dopiero zajęli go trochę ponad tydzień. Byłoby fajnie, bo duże miejsce. Biura w Camberwell, puste od trzech lat. I tak dziwnie, że nikt ich nie zaskłotował wcześniej. Pięć minut spaceru ode mnie z pracy. Ale nawet jeśli nas wyrzucą, co najprawdopodobniej się stanie w przeciągu miesiąca, to będąc częścią grupy, ruszę z resztą do następnego miejsca.
   W tym akapicie wspomnę, że dzisiaj miałem rozwód. Po 16 latach razem, oficjalnie jestem już sam. Smutek ogromny, bezsilność i marzenie o zawróceniu czasu. Ale czasu się nie da zawrócić, trzeba żyć z owocami swoich wyborów. Myślę, że dlatego dobrze, że trafiłem tutaj. Wszystko jest, jak już wspomniałęm profilaktyczne, ale i żywe, zamieszane, nowe, twórcze. To powinno mi pomóc przejść przez ten smutny czas.
   Dziś śniłem o naszym ślubie. Jak nie mogliśmy rozbić kieliszków na szczęście, bo szkło było twarde. I jak dostaliśmy telewizor od Łuksia, a babcia śpiewała  Hare Kryszna, a później pytała, czy to ten sam Bóg, co nasz. A jeszcze później zasnęliśmy razem z Tanieczką, przytuleni, szczęśliwi z naszych dwudziestu kilku lat i nieograniczonej przyszłości.
   To tyle na dzisiaj. Wklejam obrazek Tani, gdzie też się załapałem, pod K. (Kalpataru, moje duchowe imię).
   Za oknem szum samochodów, w środku szumi grzejnik, dziurawy dmuchany materac coraz miększy, będę musiał pewnie dopompować nad ranem, pomodlę się przed snem, prosząc o łaskę zadziwienia każdym dniem. I do spania.
   Trzymajcie się.


Monday, 5 January 2015

Saturday, 3 January 2015

Rysunkowa modlitwa

























   Odkryc na nowo obecnosc Boga, to jest wyzwanie. Refleksja przy modlitwie.