Sunday, 22 February 2015

Trywialności


 Po skończeniu "Orange is the New Black", chciałem znaleźć coś nowego, dobrego. Sporo osób namawiało mnie na "House of Cards", więc spróbowałem. Masakra jakaś. Serial pełen ludzi bez zasad, którzy walczą o władzę. Wytrzymałem jeden odcinek,  na tym koniec. Podobne odczucie miałem, kiedy spróbowałem "Mad Men".
   Zrobiłem sobie dziś spacer do Greenwich. Z Lewisham jakieś 40 minut drogi. Oparłem się o barierkę, popatrzyłem na Tamizę, zapaliłem papierosa i z powrotem. Miałem ochotę posiedzieć w pubie, napić się piwa i poczytać książkę, ale w sumie szkoda mi było czterech funtów na szklankę Guinessa, więć w końcu kupiłem butelkę wina i teraz siedzę w domu, zabijając czas na koniec weekendu.        Nuda mnie zżera. Napisałem smsa do Petry, czy chce wpaść, ale pogoda pod psem, nie chce się jej ruszać z domu, a mieszka dosyć daleko, z Upton Park to ponad godzinę drogi.
  Zrobiłem chińszczyznę, podzieliłem się z Mariuszem i Sylwią. Nie chce mi się już oglądać filmów. Poczytam pewnie książkę.
   Czasem trywialność życia mnie rozwala.

6 comments:

  1. Tak bywa... mnie dla odmiany najlepiej wychodzi bycie samej ze sobą. Ostatnio doszłam do wniosku, że wszelkie relacje z ludźmi mnie przerastają, albo może ja do nich nie dorastam. Ech

    miej dobry czas

    ReplyDelete
    Replies
    1. Myślałem, że też tak mogę, ale usycham w zupełnej samotności. Lubię samotność jako dodatek do bliskości: kiedy człowiek robi sobie przerwę od kochanej osoby. Ile ludzi, tyle dróg:)

      Delete
    2. Dokładnie tak jak napisałeś, wierzę, że życie o Ciebie zadba :* ściskam

      Delete
  2. Replies
    1. Oby się tylko za bardzo nie rozpić:)

      Delete
  3. I ♥ spacer(y) :) Ostatnio 13 km :D Padłem :D

    ReplyDelete