Tuesday, 25 August 2015

***

   Leżę w łóżku, z lekką grypą. Przytulił się kotek i patrzy na klawisze, po których stukam, jakby chciał się na nie rzucić. Groźny gość. Słucham Barcelona Gypsy Klezmer Orchestra i trawię pizzę z czterema serami.
   Choć choróbsko mnie rozłożyło, to w sercu dobrze. Fajny spokój,  poczucie że przyszłość pełna jest skarbów, które czekają, żeby je odkryć. Dobrze mi. W taki sposób, jak było kiedyś: niewinny, pełny możliwości i wiary w siebie. Zniknęło gdzieś poczucie winy, żal. Myślę, że coś w sercu wreszcie zwolniło mnie z pokuty:) Moje głębsze ja powiedziało: wystarczy już tego, czas wziąć się znów za życie.
   Póki co zostaję w Londynie. Spróbuję swoich sił jako Senior Teaching Assistant. Będę miał też więcej szkoleń. Przydadzą się, gdybym chciał kiedyś spróbować znaleźć podobną pracę w Polsce.
   Wracam w niedzielę. Cieszę się nawet. Skorzystam jeszcze ze słońca, po pracy powłóczę się na rowerze po tym mieście, które mimo wszystko stało się w końcu moje.
   Zabieram się za film. Podobno świetny.


11 comments:

  1. ehhh.. załamie Cię polska rzeczywistość... i wymogi... pedagogika specjalna / oligofrenopedagogika... 5 lat.. mgr.. bez tego ani rusz z pracą w tym zawodzie...

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ale nawet to mi nie zepsuje nastroju:) Dzisiaj wierzę w gwiazdy i przeznaczenie;)))

      Delete
  2. Wspaniały progres. Cieszę się:)

    ReplyDelete