Leżę w łóżku, z lekką grypą. Przytulił się kotek i patrzy na klawisze, po których stukam, jakby chciał się na nie rzucić. Groźny gość. Słucham Barcelona Gypsy Klezmer Orchestra i trawię pizzę z czterema serami.
Choć choróbsko mnie rozłożyło, to w sercu dobrze. Fajny spokój, poczucie że przyszłość pełna jest skarbów, które czekają, żeby je odkryć. Dobrze mi. W taki sposób, jak było kiedyś: niewinny, pełny możliwości i wiary w siebie. Zniknęło gdzieś poczucie winy, żal. Myślę, że coś w sercu wreszcie zwolniło mnie z pokuty:) Moje głębsze ja powiedziało: wystarczy już tego, czas wziąć się znów za życie.
Póki co zostaję w Londynie. Spróbuję swoich sił jako Senior Teaching Assistant. Będę miał też więcej szkoleń. Przydadzą się, gdybym chciał kiedyś spróbować znaleźć podobną pracę w Polsce.
Wracam w niedzielę. Cieszę się nawet. Skorzystam jeszcze ze słońca, po pracy powłóczę się na rowerze po tym mieście, które mimo wszystko stało się w końcu moje.
Zabieram się za film. Podobno świetny.
ehhh.. załamie Cię polska rzeczywistość... i wymogi... pedagogika specjalna / oligofrenopedagogika... 5 lat.. mgr.. bez tego ani rusz z pracą w tym zawodzie...
ReplyDeletePodejrzewałem:/
DeleteAle nawet to mi nie zepsuje nastroju:) Dzisiaj wierzę w gwiazdy i przeznaczenie;)))
Deleteha! i bardzo dobrze!
ReplyDeleteZdrowiej :*
ReplyDeleteParadoksalnie czuję się zdrowy:)
DeleteTo dobrze :P
DeleteThumbs up;)
ReplyDeleteWspaniały progres. Cieszę się:)
ReplyDeleteProgres skokowy ;)
Delete