Tuesday, 1 December 2015

Dziewczyna z bielmem na oku (sen)









 

   Góry. Moje rodzinne strony. Postanowiłem zostawić dom na jakiś czas i ruszyć na wędrówkę po sąsiednich krainach. Zdaję sobie sprawę, że na jawie te miejsca nie istnieją, ale w snach znam je mniej lub bardziej. Miasteczko z groźnym burmistrzem i jego córką, z którą kiedyś byliśmy blisko, wioska Żydów-muzykantów, gdzie Jankiel na zawsze gra na cymbałach, inne miasteczko, gdzie mieszkają wampiry i gdzie zawsze czeka na mnie pewna wampirzyca, pole kozich łbów na palach, które zawsze omijam szerokim łukiem, polana z prastarą galerią kamieni...
   No więc idę w góry. Plecak, jedzenie, śpiwór, nucę coś pod nosem.
   Nagle między drzewami widzę jakieś postacie. Ciemna skóra, nerwowe ruchy, przygarbieni. To uchodźcy. Lekkie ukłucie lęku. Przecież to obcy na mojej ziemi. Szybko otrząsam się z atawistycznego, genetycznego strachu. Macham do przybyszów, pozdrawiam ich uśmiechem. Zatrzymują się i patrzą nieufnie. Wreszcie podchodzą. Jakieś trzydzieści osób. Mężczyźni, kobiety, dzieci. Podajemy sobie ręce. Patrzą badawczo, wreszcie się rozluźniają. Mówią coś w obcym języku. Nie rozumiem. 
   Do przodu przeciska się dziewczyna i zagaduje po angielsku. Szczupła, długie, brązowe włosy, szczera, ładna twarz, duże oczy. Jedno brązowe, drugie pokryte bielmem. Nie sprawia to na mnie złego wrażenia. Wręcz przeciwnie: nadaje jej twarzy uroku, głębi, jak blizna.
   - Możesz nam pomóc? Wyjaśnisz, jak dojść do najbliższego miasteczka? Chcemy poprosić o azyl.
  Ma miły, delikatny głos. Słyszę zmęczenie.
   - No jasne! 
   Bardzo się cieszę, że mogę pomóc. Rozdaję dzieciakom prowiant, jaki miałem na drogę. Siadamy na trawie. Rysuję prostą mapę, opisuję wioski i miasteczka. Kiedy już wszyscy wiedzą, co i jak, zagajam z dziewczyną osobistą rozmowę. Skąd jest, jak ma na imię, co się stało.
   Ma na imię Marrion. Pochodzi z Kornwalii w południowej Francji (tak!) i próbuje się przedostać do Austrii. Jej rodzinne strony zniszczyła wojna. Zginęli jej rodzice i rodzeństwo. Ogarnia mnie głęboki smutek i żal. Pod koniec rozmowy jestem już zupełnie zakochany. Patrzę jej w oczy, jedno brązowe, przenikliwe, głębokie, drugie zamglone, białe, tajemnicze i równie piękne. 
   Budzę się.

3 comments:

  1. Marcin weź Ty się chłopaku za pisanie książki. No przecież te Twoje opowieści-sny są odjazdowe. Gotowe rozdziały:)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Do pisania książki potrzebna jest samo-dyscyplina. Nie posiadam ;)

      Delete
  2. Nie omieszkałam, jak tylko trochę wyzdrowiałam, skorzystać z pozwolenia i dla tego snu wymościłam u siebie też miejsce. pozdrawiam ciepło

    ReplyDelete