Tuesday, 19 June 2018

Bieszczady 2

















   Obudziłem się o piątej rano i już nie mogłem spać, myśląc o śnie o doskonałej miłości. Minuta za minutą rzeczywistość zaczęła jednak wracać. Przypomniałem sobie o smsach jakie dostałem w nocy i lekko zepsuł mi się humor.
   Wstałem, złożyłem namiot i już miałem ruszyć na szlak, ale przypomniałem sobie, że nie zrobiłem wczoraj zakupów na drogę, a bez prowiant nie mogłem iść w góry. Zaczekałem więc do 7. Kupiłem chleb, ser, czekoladę i wodę. I ruszyłem w trasę.
   Szybko zorientowałem się, że mam za ciężki plecak, ale nie chciało mi się już wracać do samochodu. Wejście na Połoninę Caryńską było dosyć ostre, ale czułem się silny. Krok po kroku zły humor zaczął przechodzić i zamiast myśleć o głupotach, zacząłem skupiać się na podejściu, oddechu, rytmie kroków. Kiedy wszedłem na przełęcz okazało się, że nie czekają mnie żadne widoki. Gęsta mgła ograniczała pole widzenia do jakichś 4-5 metrów. Nie przeszkadzało mi to jednak. Lał się ze mnie pot, z każdym krokiem zostawiałem za sobą toksyczne myśli. W białej mgle, na grzbiecie połoniny, samotnie, nie przeszkadzał mi żaden turysta, było jeszcze za wcześnie. Po 3 godzinach, nieźle już zmęczony zakończyłem pierwszy etap. Wszedłem do osady, w której zaczynał się szlak na Połoninę Wetlinską. I tutaj dostałem naprawdę w kość. Trasa okazała się bardzo stroma, trzeba się było wspinać po stromych schodach. Robiłem przerwy co 100 metrów, a i tak nie wyrabiałem. Zaschło mi w ustach, serce waliło jak młot, zacząłem widzieć mroczki, nogi odmawiały posłuszeństwa. Lata palenia fajek, złego trybu życia i alkoholu dały się we znaki. W pewnej chwili zacząłem się zastanawiać, czy dam rady i może powinienem zawrócić. Ale zagryzłem zęby i popychałem się dalej. I jakoś nie umarłem:)
   Fajnie jest się tak popychać do granicy wytrzymałości, dawno tego nie robiłem.
Pod Chatką Puchatka zdecydowałem, że wrócę do Ustrzyk, zjem coś dobrego i prześpię się pod namiotem koło Bieszczadzkiej Legendy. Czuję, że ładuję tu baterie.

   W Bieszczadzkiej Legendzie znów wziąłem to pyszne lokalne piwo. Jakiś przyjaciel lokalu, Dandee, poprosił mnie, żebym pomógł podłączyć projektor i głośniki. Dziś gra Polska i Senegal. Na szczęście nie dałem plamy, wyszedłem na eksperta od elektroniki. Dandee postawił mi drugie piwo. Chyba obejrzę sobie mecz ze wszystkimi. Brakuje mi poczucia community.





No comments:

Post a Comment