Sunday, 3 June 2018
Poranny rozruch
Deszczowy, senny poranek. Turyści w naburmuszonej ciszy jedzą jajecznicę. Nie chce im się wychodzić ze schroniska, a muszą. Jutro praca, szkoła, obowiązki. Maro, Krejzi, Karolina i Monika sączą poranne whiskey, żeby wyrwać się z mokrej, zamglonej melancholii. Mi natomiast ta melancholia pasuje. Z głośników cicho gra Bakszysz, jakaś płyta z lat 90.
Siedzę z boku, tak jak większość czasu. Lubię towarzystwo, ale lubię być na jego skraju i tylko czasami wskoczyć na chwilę, aż się nie zmęczę.
Poranny rozruch:
1. Otwieram oczy na kuchennej, nierozłożonej kanapie. Widok brązowych od czasu drewnianych beli i kaflowego, wiekowego pieca uświadamia mi gdzie jestem.
2. Oddaję się na kilka minut lekturze o toksycznych związkach i narcyzmie. Nie, żebym chciał, ale potrzebuję wzmocnić swoją percepcję i zbudować jasność. Nowe lekcje dopiero się asymilują, muszę je jakoś ułożyć w sensowną całość.
3. W kuchni pojawiają się pierwsi domownicy. Czas wstawać.
4. Herbata z cytryną, maślanka i kuskus z wczoraj na śniadanie.
5. Robię zdjęcie deszczowego świata na nieoficjalną stronę bacówki.
6. Wymięty papieros znaleziony wśród szpargałów na parapecie.
Subscribe to:
Post Comments (Atom)


No comments:
Post a Comment