Wednesday, 20 June 2018
Bieszczady 3
Dziś zrobiłem sobie spokojny, leniwy dzień. Po wczorajszym wyzwaniu nie chciało mi się już łazić po górach.
Pojechałem na chwilę do Ustrzyk Dolnych, kupiłem hałwę od Ukrainek, pochodziłem po skwerku, zjadłem loda jabłkowego i jeszcze przed południem stwierdziłem, że znajdę jakieś pole namiotowe nad Soliną. Wymoczę się w jeziorze, poczytam Kurta Vonneguta i pooglądam na netflixie Star Trek - Discovery. Nawet dobrze im to wyszło, choć nic nie umywa się do The Next Generation:)
Tak też zrobiłem. Woda w jeziorze była ciepła, słońce oparzyło mi trochę szyję i ramiona. Kurt Vonnegut dzisiaj mnie nie porwał. Nie zawsze podchodzi mi jego ironia. Star Trek za to coraz bardziej wciąga.
Nie palę już trzeci dzień. Póki co najcięższy. Fizycznie mnie nie ciągnie, ale bardzo spadła mi motywacja. Zaczęły pojawiać się mysli: "a komu zależy, po co się starać, dlaczego nie płynąć z prądem". Udało mi się jednak to zwalczyć. Powiedziałem sobie, że muszę podjąć się tego wyzwania, żeby udowodnić sobie samemu, że jestem silną osobą, kimś kto potrafi zadbać o siebie i o innych. Ta myśl mnie powstrzymała.
Myślałem dziś o moich ostatnich podróżach. W domu prawie nie bywam. Albo praca, albo w drodze. Czy fajnie mi z tym? Prawie:) Kocham podróże. Ale najbardziej to lubię się nimi dzielić z bliską osobą. Wspólnie wymyślać nowe miejsca do odwiedzenia, spacerować po nieznanych miejscowościach i rozmawiać wtedy o różnych sprawach, dzielić się wspomnieniami, planami, głupotkami. W każdej z tych ostatnich podróży brakowało mi tego bardzo. Miałem wrażenie, że jest mnie tylko pół. Czy to namiot w Międzybrodziu, czy plaża w Dubrowniku, czy Połonina Wetlińska... Byłem i jestem rozdarty między przyjemnością włóczęgi, a smutkiem samotności.
Myślałem też o M. Nie czuję już złości. Myślę, że po prostu nie umieliśmy się porozumieć, co zaowocowało nawarstwianiem się nieporozumień, aż wreszcie wszystko walnęło. To nie jest zła dziewczyna. W gniewie i rozczarowaniu tak ją przedstawiłem, ale niepotrzebnie. Jest po prostu bardziej zamknięta niż ja, co skutkowało ciągłymi napięciami. Czasami ludzie są po prostu różni i nie da się wymusić na kimś zmiany. Niech się jej dobrze wszystko ułoży.
Chyba jutro wracam do domu. W piątek muszę oddać samochód zastępczy. Przyszły tydzień praca, a później szukanie nowego auta.
Subscribe to:
Post Comments (Atom)

Zobaczyłam słowo Bieszczady i dlatego tu zajrzałam, nie jestem fanką Bieszczad. Byłam nad zalewem solińskim jakieś 100 lat temu. Ja lubię skały, Tatry, Alpy... Powiedz czy w Bieszczadach można się zmęczyć? Ale tak zmęczyć, żeby przestać myśleć? Bo tego mi właśnie trzeba, nie myśleć.. Koleżanka mi zasugerowała Bieszczady, ja wolę Słowację, byłeś w słowackich Tatrach? Ona niedawno wróciła z Nepalu i na następny rok planujemy Islandię razem. Ale nie ma co żyć dniem jutrzejszym trzeba żyć tym, co jest dzisiaj. Czyli w sierpniu Słowacja, albo niechętnie z mojej strony - Bieszczady. Czy tam rzeczywiście nie ma ludzi? Czy jest szansa iść przez cały dzień i nikogo nie spotkać?
ReplyDeleteWiesz ja już się kiedyś zastanawiałam czy naprawdę nasze przeżycia są pełne tylko wtedy kiedy się nimi z kimś dzielimy? I powiem ci, że nie wiem. Jest taki piękny film: "Into the wild" - główny bohater mówi:" Happiness is real only when shared" czyli szczęście jest prawdziwe tylko wtedy, kiedy je z kimś dzielimy. Ale to by oznaczało, że potrzebujemy potwierdzenia, że jesteśmy szczęśliwi. Czy to nie jest bez sensu? Czekać aż ktoś ci powie: jesteś szczęśliwy tu i teraz. Nie wydaje mi się to konieczne. A co do podróży, ja w kółko jeżdżę. Tam i z powrotem. Za parę dni znowu lotnisko, pociągi z kilkoma przesiadkami a za kolejne parę tygodni to samo, tylko w odwrotna stronę. Czy podróżowanie w pracy różni się od podróżowania dla przyjemności? Nie mogę powiedzieć, że tak zupełnie nie lubię podróży do/z pracy. Lubię siedzieć w pociągu i patrzeć przez okno. Lubię obserwować ludzi.
Pozdrawiam. :)
Witaj, dzięki za komentarz. Można się zmeczyc w Bieszczadach. I nie, nie są puste. Są pełne ludzi:)
DeleteTeż myślę, że szczęście jest prawdziwe i pełne tylko wtedy, kiedy się je dzieli z najbliższą osoba.
Ale to tylko moja opinia:)
Pozwolę sobie nie zgodzić się z Venus.Można czuć szczęście będąc samemu.Można nie odczuwać potrzeby dzielenia się szczęściem z kimś obok.Ale prawda,moja prawda jest taka, że pełnię radości można osiągnąć tylko przez podział,oddając jego część drugiej osobie. Byłam sama i byłam szczęśliwa,ale czegoś brakowało.Kochałam i nie miałam możliwości dzielić się dobrą energią z bliską mi osobą bo po prostu dzieliły nas kilometry...i bardzo mi tego brakowało,tej możliwości współodczuwania,dzielenia się.To nie jest potrzeba potwierdzenia szczęścia, raczej możliwość podarowania komuś bliskiemu promyka słońca.Pozdrawiam :)
ReplyDeleteMam dokładnie to samo odczucie i doświadczenie. Od mojej miłości dzieli mnie sporo kilometrów i boli mnie, że nie mogę dzielić się z nią codziennymi doświadczeniami.
Delete