Wróciłem z wycieczki. Piszę na komórce w łóżku, jestem tak zmęczony, że nie dałbym rady siedzieć przy komputerze. Myślałem, że dobrze mi zrobi wyjście do ludzi, ale nie przełamałem się. Ledwo zamieniłem kilka słów. Weszliśmy na Czantorię, we mgle i deszczu ze śniegiem. W czeskiej knajpie zamówiłem ser smażony z frytkami, ciemnego Kozela. Usiadłem sam przy stoliku. Inni chyba czuli, że jestem nieprzysiadalny, nikt mi nie przeszkadzał. Myślałem cały czas o M. Los to żartowniś. Wysłałem jej rozpaczliwego maila i w tym momencie do knajpy weszło dwóch jej najbliższych przyjaciół. Zawsze ich lubiłem. Przywitali się lekko speszeni, usiedli ze mną. Zrobiło mi się jeszcze smutniej. Grupa, z którą przyszedłem, weszła na szczyt, ja zostałem na jeszcze jedno piwo. Rozmawialiśmy neutralnie, widać było, że nie chcą poruszać tematu. Kiedy grupa wróciła ze szczytu, pożegnałem się z chłopakami i zszedłem na dół. Przebrałem się w samochodzie w suche ubrania. Sprawdziłem na alkomacie, nie mogłem jeszcze prowadzić, więc zawinąłem się w śpiwór i puściłem sobie House'a. Po godzinie miałem już 0,12 promila, więc odpaliłem silnik i pojechałem do domu. Napaliłem w piecu, rozpakowałem się, wziąłem prysznic. Zorientowałem się po drodze, że długie światła nie działają, jutro podjadę do mechanika. Muszę tak czy inaczej pojechać do miasta wyrejestrować Xsarę i wypisać się z ubezpieczenia.
Dawno tak się nie czułem. Pojawia się jakiś rodzaj rezygnacji. Może to dobrze, może rezygnacja przyniesie ulgę. Czuję się małym, zagubionym dzieckiem.

Ciągnie Cię do niej jak ćmę do płomienia. Obawiam się, że nic dobrego z tego nie wyniknie, jedynie nowe rany. Odpuść. Wybacz, ale tak myślę.
ReplyDeleteNajgorsze jest to, że ja to wiem
DeleteZnam to z autopsji, więc wiem co czujesz.
Deletejak tak się czujesz, to witaj w klubie, pozdrawiam
ReplyDeletePrzykro mi, Kinga. Niech się nam obojgu polepszy, tego nam życzę
Delete