Zadziała się dzisiaj ważna rzecz.
Pisałem już, że od jakiegoś czasu chodzi mi po głowie założenie kolektywu artywistycznego. Wysłałem pomysł do kilku ludzi i odezwała się jedna osoba niebinarna ze środowiska, Nadia. Lubię ją od początku. Ma w sobie dojrzałość i ciepło. Taka normalna. Pojawił się temat mojego wykluczenia. Napisało, że coś z tym trzeba zrobić. Że nie można tak zostawić sprawy, bo nie rozmawianie jeszcze pogłębia problem. Że z jednej strony jestem ja, odcięty, scancelowany, nie mogący brać udziału w wydarzeniach, projektach, a po drugiej stronie są ludzie, którzy nie znają, czy nie rozumieją mojej sytuacji, nie wiedzą, co myśleć i czują się niekomfortowo ze mną. Że krąży po prostu news, że to jest ten starszy typ, co był z młodą laską, więc coś tu nie tegez.
Dżizas, czekałem na taki gest skądkolwiek. Bo sam nie wiem, jak do tego podejść. Z jednej strony mam opór wewnętrzny, że moje osobiste, intymne sprawy, stały się publiczne. Z drugiej jestem w stanie zrozumieć obawę społeczną. To na czym mi zależy, to żeby jednak oczyścić to wszystko. I samemu strasznie ciężko było to zrobić. Jestem otwarty na rozmowy, wyjaśnienie, próbowałem, ale natknąłem się na ścianę.
Zawsze byłem na uboczu spraw społecznych, choć była we mnie tęsknota za tym. Dopiero od kilku lat, odkąd przyjechałem do Wrocławia, zacząłem się angażować, udzielać i spełniać tę swoją potrzebę. No a później zakochałem się w dziewczynie i wybuchło mi to w twarz.
Dzisiaj od rana siedzę przy kompie, robię notatki w temacie artywizmu, zapisuję pomysły dotyczące działań, jakie moglibyśmy robić w kolektywie. Zjadłem bułkę, tofu wędzone i pomidora. Wypaliłem w pierdylion fajek. Pogoda paskudna, ale przestało lać, więc chyba pójdę na spacer. Sprzedałem w sumie wczoraj 3 wydruki, więc mam na paliwo i wymianę opon.
Poczułem ulgę po rozmowie z Nadią. Jakby w tej ścianie izolacji pojawiła się rysa. Miałem momenty, że chciałem wyjechać. Ale jednak postanowiłem walczyć o siebie i swoje miejsce tutaj. Stwierdziłem, że całe życie uciekałem, kiedy pojawiała się mała trudność. Więc może czas jednak nauczyć się zostawać. Czuję to mocno.

No comments:
Post a Comment