Sunday, 16 November 2025

Surowość

 

Zaszyłem się w pracowni. Odczuwałem niepokój i rozdrażnienie, chciałem to jakoś twórczo rozładować. Powstaje kolejny obraz zaangażowany społecznie. Ostatnio mam na to mocno fazę, co odbija się na sprzedaży (no bo kto chce rewolucyjne obrazy? xD). No ale fuck it, maluję, co czuję. Myślę, że pozwala mi się to rozładować. Będą tam góry i kwiaty a la linoryt, dziewczyna w sukience, z rozwianymi włosami, grająca na skrzypcach, drzewa i kolażowy napis stylizowany na pismo maszynowe: Art is Activism. Kolory oscylujące pomiędzy czerwienią a czernią.

W środę ruszam znowu w trasę. Najpierw moja wioska w górach, muszę wymienić opony na zimówki. Stamtąd Zabrze (gram w piątek wieczorem koncert), a w sobotę mam koncert w Rzeszowie. Póki co nie mam na paliwo, ale spróbuję coś wykombinować do środy. Trwa moja weekendowa wyprzedaż wydruków na płótnie. Może jeszcze ktoś dzisiaj się skusi na moją pracę.

Po malowaniu wziąłem rower i poszedłem do Kali. Na słuchawki wrzuciłem agresywny latynoski hip hop. Fajnie się zgrał z moją wewnętrzna energią. Kobiety strzelały pociskami słów o zniszczeniu patriarchatu i państwa. Szedłem do rytmu, stawiając mocno kroki w wojskowych butach.

Dzisiaj nie ma we mnie ciepła. Tęsknota i brak bliskości przykrył się surowością. Trochę się martwię, że tak już zostanie. Ale potem przypominam sobie, że mam tyle miękkości, że starczy mi na dwa życia. Po prostu czasami chyba tak chronię serce.

Obok usiadł Bernard, pracuje w Kali jako złota rączka. Lubię go. Bujne wąsy, dłuższe włosy, mądre oczy, jakieś 27 lat. Spytał, co piszę. Powiedziałem, że o nim. Teraz gadamy o tym, jak rozwiesimy tutaj moje obrazy, na grudniową wystawę. 

PS. Właśnie sprzedałem jeden wydruk. Jeszcze jeden i będę miał na paliwo.

No comments:

Post a Comment