Po szarym poranku, wieczorny koncert po prostu wyciągnął mnie z mroku. Kiedy jestem na scenie, wszystkie inne rzeczy stają się małe, niegroźne. Czuję się pełny, silny, w kontakcie ze swoją esencją, radością, wesołością. I z ludźmi. Po koncercie były rozmowy z ludźmi. Zjawiło się sporo osób, które znały moje piosenki, sprzedałem kilka płyt.
Leżę już we Włóczędze. Piecyk grzeje. Wybiła właśnie północ, ale z ekscytacji jeszcze nie chcę spać.
A jutro dalszy ciąg - rano ruszam do Rzeszowa i znowu gram. I love that.
Posłuchajcie, jak pięknie śpiewała ze mną publika ❤️

No comments:
Post a Comment