Tuesday, 28 May 2019
Ale zasieka deszcz
Deszczowy poranek. Szkolna wycieczka, którą wczoraj ugościłem, opatula się w peleryny i niechętnie szykuje do wyjścia. Nie spodziewam się więcej gości. Szef przywiezie towar dopiero jutro, więc nie będę dziś gotował. Spędzę ten mokry dzień na rysowaniu, Netflixie i czytaniu. Jeszcze tylko napalę w piecu, żeby ogień wesoło i przytulnie strzelał.
Wczoraj miałem gorszy dzień. Napisałem sporego posta na bloga, ale schowałem. Nie chcę rozdrapywać ran. Ten nastrój był chyba z niewyspania. Od tygodnia mam z tym problem, budzę się koło trzeciej rano i już nie daję rady spać. Dziś przespałem dziesięć godzin jednym strzałem i od razu widzę różnicę. Nawet sobie pożartowałem z prześliczną nauczycielką, co jeszcze poprawiło mi nastrój:)
Mam ochotę narysować coś większego. Szukam w głowie pomysłu. Żeby różne rzeczy, nie zawsze fajne, przetłumaczyć na baśń. Ostatnie kilka miesięcy, złapany w niewygodne sprawy, nie miałem inspiracji. Na szczęście już wraca. Podobnie jak uczucie pewnej stabilności i ciepła.
Dobra, biorę się za palenie w piecu. Ale zasieka deszcz! Trzymajcie się
Sunday, 26 May 2019
Pocztówka z Bacówki
Dopiero niedziela. Jeszcze 8 dni w dziczy mnie czeka. Dziś będzie pewnie spory ruch, bo pogoda dopisała, ale wieczorem zostanę sam w całym schronisku. Odpocznę od gwaru, poczytam książkę, posłucham dobrej muzyki, podelektuję się chwilą prywatności, chyba jedyną jaka mnie czeka w tym tygodniu.
No ale na razie jest nas tutaj sporo. Maro z Moniką przygotowali śniadanie, Mateusz poszedł się wyłączyć do pokoju, a Patrycja sprząta łazienki. Wziąłem ja na próbę, za niedługo będziemy potrzebować dodatkowej osoby na zmianie, ale raczej jej nie wezmę na stałe. Pracowita, ale zbyt chaotyczna i rozchwiana, źle bym się czuł z nią w codziennej pracy.
Co jeszcze? Psychodelicznie akompaniuje słowackie Radio FM, słońce już naprawdę wiosennie grzeje, dzieci biegają wokół schroniska, smutny ojciec pali papierosa i pilnuje, żeby nic sobie nie zrobiły. W środku czuję się trochę pusty, zmęczony, chyba również smutny. Staram się myśleć o wyprawie, która może uda się już za tydzień. Potrzebuję tego. Oderwać się od codzienności, w której ostatnio utknąłem, oddalić się, zdystansować, pobyć sam z sobą, pogodzić z przeszłością, zastanowić nad przyszłością.
A przedwczoraj graliśmy w kości na zadania:) Kto przegrał, musiał coś zrobić, np. Mati pobiegł w majtkach przez całą halę, a Maro przebrany za króla usiadł na prowizorycznym tronie na taczce i był wożony dookola schroniska przez Łuksia. A później rysowaliśmy wzajemnie swoje portrety (patrz poniżej:)
No ale na razie jest nas tutaj sporo. Maro z Moniką przygotowali śniadanie, Mateusz poszedł się wyłączyć do pokoju, a Patrycja sprząta łazienki. Wziąłem ja na próbę, za niedługo będziemy potrzebować dodatkowej osoby na zmianie, ale raczej jej nie wezmę na stałe. Pracowita, ale zbyt chaotyczna i rozchwiana, źle bym się czuł z nią w codziennej pracy.
Co jeszcze? Psychodelicznie akompaniuje słowackie Radio FM, słońce już naprawdę wiosennie grzeje, dzieci biegają wokół schroniska, smutny ojciec pali papierosa i pilnuje, żeby nic sobie nie zrobiły. W środku czuję się trochę pusty, zmęczony, chyba również smutny. Staram się myśleć o wyprawie, która może uda się już za tydzień. Potrzebuję tego. Oderwać się od codzienności, w której ostatnio utknąłem, oddalić się, zdystansować, pobyć sam z sobą, pogodzić z przeszłością, zastanowić nad przyszłością.
A przedwczoraj graliśmy w kości na zadania:) Kto przegrał, musiał coś zrobić, np. Mati pobiegł w majtkach przez całą halę, a Maro przebrany za króla usiadł na prowizorycznym tronie na taczce i był wożony dookola schroniska przez Łuksia. A później rysowaliśmy wzajemnie swoje portrety (patrz poniżej:)
Wednesday, 22 May 2019
Czasem chce się do człowieka - lista
No więc:
1. Odzyskałem samochód. Rachunek wyszedł kilkaset złotych więcej niż oczekiwałem, więc musiałem się trochę nakombinować i idę do pracy 3 dni wcześniej, żeby odrobić straty. Jeszcze tylko klima i zbieżność i jestem gotowy na przemierzanie szos.
2. Kupiłem sobie dziś małą i drogą butelkę słodkiego Tokaja. Najlepsze wino, jakie piłem. Sączę po małym łyku, żeby dłużej rozkoszować się smakiem.
4. Jutro planuję sprzątanie domu, uzupełnienie zapasu opału, żeby po powrocie z bacówki po 10 dniach pracy (10 dni!) wrócić do przytulnego i czystego kąta. Przyda się, bo w tym tygodniu zapuściłem zarówno dom, jak i siebie.
5. Nie tworzę ostatnio nic. Myślę, że wewnętrzny kompost fermentuje i niedługo będzie gotowy do erupcji:)
6. Czytam codziennie poezję Osieckiej. Kiedy zanurzyłem się w jej wierszach i piosenkach, to okazało się, że zdetronizowała monsieur Il de Fonsa. Proszę się nie gniewać, panie Konstanty!
Czasem chce się do człowieka
Agnieszka Osiecka
Dozorca bramę otwiera,
Pacierze senne ktoś gdera,
Wracają z nocnej zmiany już.
Na niebie blask porannych zórz,
Przy kawie samotnej,
Przy chlebie samotnym marzę...
Czasem chce się do człowieka,
Kiedy szczęścia brak,
Kiedy na nas nikt nie czeka
Albo byle jak.
Czasem chce się do człowieka,
Gdy się jest na dnie,
Film nie pomaga,
Książka to blaga, nie, nie, nie!
Bo nam chce się do człowieka,
Knajpy znają nas,
Musi minąć jakiś czas,
Musi wyschnąć rzeka,
Muszą zblednąć sny,
Wtedy wrócą zwykłe dni.
Dozorca bramę zamyka,
Ostatni przechodzień znika,
Na strychu wielkie pranie schnie,
Po cichu mysz okruchy je,
Zasypiam zbyt wcześnie,
I marzę już we śnie, we śnie...
Czasem chce się do człowieka,
Kiedy szczęścia brak,
Kiedy na nas nikt nie czeka
Albo byle jak.
Czasem chce się do człowieka,
Gdy się jest na dnie,
Film nie pomaga,
Książka to blaga, nie, nie, nie.
Nie pomoże żaden lekarz
Ani głupia złość,
Musi nadejść taki ktoś,
Kto chce też do człowieka,
Lepszy jest niż ty,
I otworzy Tobie drzwi...
Tuesday, 21 May 2019
Heartwarming:)
Może to wina (albo raczej zasługa) zbyt dużej ilości Netflixa, ale tak sobie dziś popatrzyłem na swoje życie i stwierdziłem, że to byłby świetny początek „heartwarming” komedii romantycznej.
Bohater, 43 letni facet po rozwodzie ląduje w małym nudnym miasteczku. Ma kiepską pracę, jego sztuka nie może się przebić, jeździ samochodem, który psuje się na każdym kroku, jego dziewczyna, którą interesują tylko ładne, drogie rzeczy i pozycja społeczna, zostawia go w końcu dla swojego dobrze zarabiającego byłego, a bohater trochę zbyt dużo pali i nadużywa alkoholu i zaczyna się zastanawiać, czy to już wszystko, co go spotka w życiu.
Myślę, że dobrze zagrałby mnie Mike Hannigan. Albo Mark Ruffalo, czemu nie? No i właśnie w tym doskonałym punkcie wyjściowym, poprzez jakiś niesamowity zbieg okoliczności, rozpoczyna się pozytywna komedia omyłek: zjawia się mądra, sympatyczna i normalna dziewczyna. Ją mogłaby zagrać np. Anne Hathaway... Albo nie! Emma Stone! Spotykają się na ulicy, ona wylew na niego niechcący kawę i zaprasza na obiad. Tam okazuje się, że pojawia się iskra, ale niestety ona ma narzeczonego (z którym przyjechała do tego miasteczka na wczasy). Jego może zagrać ten aktor, który grał Jamiego Lannistera. Niech mój counterpart będzie zabójczo przystojny, a co mi tam;) Dziewczyna wyjeżdża, a bohater, typowy underdog znienacka dostaję z agencji propozycję zilustrowania książki dla dzieci. Kiedy kończy projekt, okazuje się, że książka odnosi wielki sukces. Wtedy pierwszy raz spotyka się z pisarką (której książka zupełnie go urzekła) i okazuje się, że to ona, nieznajoma od kawy. Później ona ma mieć ślub, ale w ostatniej chwili wybiega w ślubnej sukni z kościoła i jedzie taksówką na lotnisko, żeby złapać bohatera przed wylotem. Niestety spóźnia się i stoi na lotnisku w sukience ociekającej deszczem i łzami. Wtedy bohater wychodzi skądś (bo nie poleciał z jakiegoś powodu) i żyją długo i szczęśliwie, a na napisach końcowych leci piosenka Luisa Armstronga...
Hihihi:)
Wracam do Netflixa:)
Na rowerze
Nie tak łatwo z samochodem. Mechanik odkrył nowe problemy. Czekam na skraju siedzenia, czekając na telefon, czuję się jak w poczekalni u chirurga. Wyjdzie z tego, panie doktorze?Z braku wozu, odkurzyłem rower i pojechałem w trasę. Pot lał się ze mnie intensywnie, kiedy lawirowałem po górskich szosach, ale było to przyjemne. Ze słuchawek raczyłem się dialogami po chorwacku i świszczącym jękiem z umęczonych, odzwyczajonych od wysiłku płuc, powtarzałem bałkańskie frazy. Još nešto?
Nic więcej. Miły, spokojny (w miarę:) dzień. Otrząsam się ze stresów raczej bezboleśnie, a przynajmniej nie dzieje się nic, z czym nie dawałbym sobie rady.
Monday, 20 May 2019
Fajnie, że już jest wiosna.
W zeszłym tygodniu trochę zmagałem się z sobą w pracy (w Bacówce). Poszło sporo alkoholu i zioła (z którym nie miałem kontaktu już chyba z rok). No ale taki był tydzień, więc nie martwię się.
Dziś za to czuję się bardzo fajnie. Rano zawiozłem samochód do mechanika, którego polecił mi znajomy taksówkarz. Jestem dobrej myśli. Po tej naprawie zawieszenie powinno być jak nowe, a jutro umówiłem się na naprawę klimatyzacji. A to oznacza, że... niedługo będę mógł ruszyć na jakąś niewielką wyprawę!:) Piszę "niewielką", bo w lecie chciałbym powłóczyć się przynajmniej z 3 tygodnie. Teraz na pewno uda mi się wygospodarować tydzień. Gdzie? Oczywiście moje ukochane Bałkany. Tydzień to niewiele, ale może udałoby się zrobić małe kółko: kawałek Serbii, północ Bośni, Chorwacja. Spanie w samochodzie (z wyciągniętymi tylnymi siedzeniami, żeby było miejsce na karimatę), kuchenka gazowa, garnuszek na gotowanie kawy albo makaron, dziennik, muzyka i niekończące się serpentyny szos. Rozkosz... Może udałoby się już w czerwcu. A w sierpniu albo wrześniu kusi mnie inne kółko: Rumunia, Bułgaria, Macedonia, Albania, Czarnogóra, Chorwacja. No ale to jeszcze sporo czasu, na razie skupiam się i ekscytuję mini-kółkiem:) Uczę się ciągle chorwackiego, choć miałem chwilę przerwy.
Co jeszcze? Miałem kilka smutków, ale w sumie zamieniły się w ulgę i nawet nie chce mi się o nich gadać. Plany z knajpką na razie powstrzymałem, również odwołałem kilka rozmów rekrutacyjnych. Za to wysłałem swoje ilustracje do kilkudziesięciu wydawnictw i agencji. Może coś wykiełkuje.
Fajnie, że już jest wiosna.
Trzymajcie się.
Dziś za to czuję się bardzo fajnie. Rano zawiozłem samochód do mechanika, którego polecił mi znajomy taksówkarz. Jestem dobrej myśli. Po tej naprawie zawieszenie powinno być jak nowe, a jutro umówiłem się na naprawę klimatyzacji. A to oznacza, że... niedługo będę mógł ruszyć na jakąś niewielką wyprawę!:) Piszę "niewielką", bo w lecie chciałbym powłóczyć się przynajmniej z 3 tygodnie. Teraz na pewno uda mi się wygospodarować tydzień. Gdzie? Oczywiście moje ukochane Bałkany. Tydzień to niewiele, ale może udałoby się zrobić małe kółko: kawałek Serbii, północ Bośni, Chorwacja. Spanie w samochodzie (z wyciągniętymi tylnymi siedzeniami, żeby było miejsce na karimatę), kuchenka gazowa, garnuszek na gotowanie kawy albo makaron, dziennik, muzyka i niekończące się serpentyny szos. Rozkosz... Może udałoby się już w czerwcu. A w sierpniu albo wrześniu kusi mnie inne kółko: Rumunia, Bułgaria, Macedonia, Albania, Czarnogóra, Chorwacja. No ale to jeszcze sporo czasu, na razie skupiam się i ekscytuję mini-kółkiem:) Uczę się ciągle chorwackiego, choć miałem chwilę przerwy.
Co jeszcze? Miałem kilka smutków, ale w sumie zamieniły się w ulgę i nawet nie chce mi się o nich gadać. Plany z knajpką na razie powstrzymałem, również odwołałem kilka rozmów rekrutacyjnych. Za to wysłałem swoje ilustracje do kilkudziesięciu wydawnictw i agencji. Może coś wykiełkuje.
Fajnie, że już jest wiosna.
Trzymajcie się.
Subscribe to:
Posts (Atom)








