Aaa tam, nie będę się przejmował, potrzebuję teraz tego "wolnego pisania", nie będę tego jakoś układał, porządkował, zastanawiał się, pierdolę to, chcę sam znaleźć jakiś sens w środku, a najlepiej właśnie tak, na żywca. No i co? Muzykę słucham ostatnio tylko spokojną, wpisuję w spotifaju "chill out accoustic" i wybieram z tego. Ktoś śpiewa teraz "I dont wanna be alone tonight", eh... Nie wiem sam, jakaś trauma do ludzkich kontaktów u mnie nastąpiła, zacząłem wierzyć, że to nie jest dobry moment na nawiązywanie relacji. Chyba coś u mnie tak tyka, jakaś bomba zegarowa, lepiej się nie zbliżać. Tak widocznie ma być.
Dziś podpisałem umowę z Urzędem Pracy, dotacja wpłynęła na konto. No więc słowo się rzekło. Od poniedziałku zaczynam działać. Dużo tego wszystkiego jest do ogarnięcia, w weekend zrobię sobie plan działania, żeby się nie pogubić. Założenie działalności, zakupy, sklep internetowy, plan kiermaszów do końca roku, niby nie brzmi trudno, ale cała masa rzeczy do ogarnięcia. No ale z chęcią się w tym zagubię, pochłonę, chyba potrzebuję tego na ten moment. Ciekawe jak się spełni moje marzenie - żeby być wolnym, niezależnym i po prostu iść, jechać przed siebie, nie oglądać się. Tak bardzo chcę. W tym roku nigdzie nie pojechałem, choć marzyły mi się znowu Bałkany. Finanse mnie rozwaliły. Van okazał się zupełnym trupem, musiałem wydać dziesięć tysięcy, żeby go naprawić. Nie miałem całej sumy, więc musiałem się gdzieś zatrudnić. Wylądowałem w schronisku w Sudetach na 6 tygodni. Ciężko było. 12 godzin pracy dziennie, ale ostro, bo to raczej była restauracja, nie schronisko. Spałem w aucie, bo stawka dzienna mi więcej wychodziła bez zakwaterowania. Poznałem kilka fajnych osób, połączyła nas ciężka robota, to bardzo intymne tak się zajeżdżać z nieznajomymi. W przyszłym tygodniu może mnie odwiedzi Szymon z Adą, para, którą tam poznałem, młodzieniaszkowie, strasznie sympatyczni, on młody lekarz, ona studentka. Chcieli sobie zrobić wakacje z zarobkiem, nie spodziewali się, że wylądują w obozie pracy. Bardzo fajni.
Czytam Stasiuka, "Droga do Babadag", o Bałkanach oczywiście, ach, jak tęsknię za tą niedaleką krainą. Mam nadzieję, że w te wakacje się uda ruszyć i choć miesiąc zanurzyć się w bałkańskiej dzikości, niewinności, piękności.
Miałem też pożegnalną rozmowę z Panną D. Co za smutek. Zraniłem bardzo tę kochaną, już i tak poranioną dziewczynę. Gdybym wiedział, że tak się rozsypię i że się okaże, że nie nadaję się teraz do ludzi, to bym nie próbował zdobywać jej serca. Myślałem, że mnie to uratuje. Zamiast tego rozczarowałem, zraniłem. Kolejny grzech na pagonach. Zaczynam jednak rozumieć, że sam się muszę uratować, nikt tego nie zrobi. Zresztą wszyscy sami szukają ratunku, obijają się o siebie, prosząc o pomoc, jesteśmy pacjentami, ktoś pamięta to opowiadanie "Wróciłeś Snoegg, wiedziałam"? Nie jestem pewny tytułu. Wyszło w jakiejś starej Fantastyce. Tacy właśnie jesteśmy. Zagubione kaleki, szukające ratunku.
Ufff, free writing w takim stanie umysłu to zabawa, ale nie jestem pewny, czy nadaje się do publikacji. No bo smutek czasami nie jest ładny. Pisarze to oczywiście ugładzą, zrobi się romantyka, ale w życiu to może być something ugly. Ale to też część życia.
No i tyle na dzisiaj.





