Monday, 8 June 2026
Thursday, 4 June 2026
Bez rewolucji
Ponad miesiąc? Wow, najdłuższa przerwa od reaktywacji w październiku.
Co się u mnie w tym czasie działo? Bez rewolucji. Zresztą urok tego o czym piszę jest właśnie w codzienności, w chwytaniu chwil, nie w streszczeniach.
Mieszkam ciągle koło parku na Popowicach. Czasami pomagam Markowi z drzewami choć miał kontuzję i ostatnie dwa tygodnie nie pracowaliśmy. Przygotowałem stronę internetową, w poniedziałek premiera. Poszedłem w kierunku vintage, artystycznym, kolażowym. Będzie sklepik, więc w końcu będę miał gdzie kierować ludzi.
Z A. mieliśmy trochę przerwy, ale ostatnie dwa tygodnie znów widujemy się często. Zakochała się w dziewczynie. Zaczęły ze sobą być, ale komplikacje, nie pozamykane uczucia więc A. ma rozpierdol.
Widziałem się z Martą kilka razy, ale choć było miło, to mam wrażenie, że wygasa nam znajomość.
Ja miałem dobre chwile większość czasu. No ale od jakichś dwóch tygodni jest gorzej. Mija właśnie rocznica od tych popierdolonych wydarzeń z zeszłego roku z Z. i środowiskiem. Ciało pamięta, układ nerwowy też, jest regres. Ale to już nie to, co kiedyś, dam radę.
W sobotę wieczorem jadę do Oświęcimia, mam tam trzydniową fuchę z chłopakami. Myślę że dobrze mi zrobi.
A, miałem pierwszy viral na Instagramie. Zrobiłem komiks "Nie dostałem instrukcji życia" i weszło na niego 60 tys osób. Wrzucę go jako oddzielny post.
Sunday, 26 April 2026
Panna M. i soczystość życia
Mniej ostatnio piszę. Może to dlatego, że więcej się dzieje. Dwa dni w tygodniu pracuję z drzewami. Takie dwie dniówki wystarczają mi na wygodne życie na tydzień, więc zeszło ze mnie trochę stresu finansowego. Poza tym praca fizyczna bardzo dobrze na mnie działa. A wszystko co więcej zarobię, ze sztuki, z muzyki, mogę inwestować, spłacać długi, a z czasem może nawet coś odłożyć.
Np. drugiego maja gram na festiwalu w Legnicy, za co wpadnie tysiak. Idealny czas, bo muszę zapłacić ubezpieczenie za Włóczęgę i przegląd.
Hmm, trywialne ten wpis?:) Ale dla mnie nie jest trywialny. Kiedy od długiego czasu żyję w przestrzeniach kosmicznych, emocjonalnych, artystycznych, to takie rzeczy są dla mnie ekscytujące i uziemiające.
Działam też tworczo. Seria Vanlajf bez ściemy fajnie chwyciła, to mój format, tym bardziej, że temat znam od podszewki. O, przypomniałem sobie - za dwa tygodnie jadę pod Warszawę na festiwal karawaningowy, gdzie mam wygłosić prelekcję na temat vanlajfu. Haha, nie zgłaszałem się do tego, myślałem, że jadę tylko z obrazami, dowiedziałem się z fejsa:) Ale nie mam stresu. O vanlajfie mogę gadać bez przerwy.
Co jeszcze? Ok, życie emocjonalne.
Zadurzyłem się trochę w tej dziewczynie od podcastu. Jeszcze się nie spotkaliśmy. Ale ja chyba jednak jestem sapioseksualny, bo po prostu słuchając jej, poznając jej myśli, lubię ją coraz bardziej. Po przesłuchaniu dzisiaj odcinka jej podcastu, wysłałem jej wiadomość głosową na Instagramie. Tak z serca, lekko, dałem jej feedback. Dbając równocześnie o jej przestrzeń, nie przytłaczając. Też się nagrała. Była to naprawdę miła, ciepła i radosna głosówka. Mam naprawdę nadzieję, że będziemy mieli okazję poznać się bliżej. Nie wkręcam się jak dzieciak, chyba troszkę się wyleczyłem z takiego podejścia, po przeżyciach ostatniego roku, ale fakt, czuję zainteresowanie tą dziewczyną. Ciekawe, jak się to potoczy. Nawet jeśli nigdzie to nie pójdzie, to cieszę się na nowe uczucia i świeże perspektywy.
Naprawdę lubię swoje życie:)
Mam czasami wrażenie, jakbym był bohaterem powieści. Czekam w podekscytowaniu na rozwój fabuły, przywiązuję się do postaci, czasami się śmieję, czasami płaczę. Ogromna soczystość życia. Niech to trwa:)
Sunday, 19 April 2026
Vanlajf, nowe horyzonty, dobry dzień
Później spacer po mieście, śniadanie w Vedze, pogaduchy z Dodą i Wiktorią w Kali.
Kiedy wracałem tramwajem, włączyłem na próbę podcast dziewczyny, z którą mamy się umówić w tym tygodniu. Jezu, ale się wpasował w to, gdzie jestem wewnętrznie. Żeby dosłuchać do końca poszedłem na długi spacer nad Odrą. Zaczął padać ciepły, wiosenny deszcz, słowa tej dziewczyny rezonowały i czułem się kompletny.
Teraz już siedzę we Włóczędze. Krople deszczu stukają miękko o dach vana. Nie brakuje mi nic (wczoraj i przedwczoraj brakowało mi towarzystwa). Mam trochę kasy, doszła większość wypłaty za Oświęcim. Kupiłem wydruki na płótnie, żeby być gotowym na rozpoczęcie sezonu, oddałem trochę długów, kupiłem epeta (oczywiście zacząłem znowu palić xd).
Chce mi się kupić trochę nowych ciuchów, znudził mi się czarny kolor.
Ta dziewczyna od podcastu - pierwszy raz od dawna ktoś mnie tak zainteresował.
Friday, 17 April 2026
Arborystyka, randki, zmęczenie i nowości
Okazało się, że 20 lat temu pracowaliśmy w jednej knajpie w Birmingham, tylko on zaraz jakoś po mnie tam pracował. Poobgadywaliśmy naszą ówczesną szefową:)
Tak że kręci się życie, jakieś fuchy, wpływa trochę kasy. Jestem zmęczony, życie jest trochę inne, nowe. Jeszcze nie czuję się w nim zupełnie komfortowo, ale jednocześnie pozostaję otwarty na nowe znajomości i szanse.
Jeśli chodzi o sprawy damsko męskie, też coś zaczyna się dziać. Ostatnio zaprosiła mnie na kawę jedna dziewczyna z Wro. Hipiska, trochę ezo:) Kiedy spytała mnie o znak zodiaku i powiedziała, że jest poliamoryczna, to najpierw się wycofałem wewnętrznie, ale później pomyślałem, fuck that, why not. For the lore:) Może jakoś w weekend się spotkamy.
Natomiast ja zaprosiłem na kawę pewną artystkę, na którą natknąłem się na Instagramie. Mamy się spotkać w przyszłym tygodniu. Spodobała mi się - nie tylko wygląd, ale też energia, rzeczy, jakie robi. No i ma wiek normalny, haha 🫣 37 lat.
Czytam to, co napisałem i chyba piątkowo-wieczorny nastrój mi wszedł xd
Nie kładę żadnego ciężaru na te spotkania, mam w sobie dużo spokoju ostatnio, nie mam parcia na randkowanie, ale jednocześnie jestem gotowy na relację. Albo na romans:) No i cieszę się, że pojawia się energia na to, przestrzeń. Lubię wykazywać inicjatywę na tym polu. Daje mi to poczucie sprawczość i własnej atrakcyjności po prostu. We all need that sometimes, right?:)
Monday, 13 April 2026
Ostatni dzień - trzy tygodnie z syjonistami:)
To były mocne 3 tygodnie. Ciężka harówka. Ale stopniowo bardzo oczyściło mi to głowę. Nie tylko sam wysiłek, ale atmosfera, rozmowy, żarty, nawet małe konflikty. Większość wieczorów, po skończonej pracy czułem się pełny, silny, sensowny. Myśli o wydarzeniach ostatniego roku przestały być jak otwarta rana. Stały się echem. Poczucie tożsamości wzmocniło się, odzyskałem wiarę w siebie, zacząłem się widzieć bez zniekształceń.
Po skończonej pracy, kiedy już zmyłem z siebie bród, piach i cement, wczołgiwałem się do Włóczęgi i oglądałem Startreka albo tworzyłem rolki i storisy na socjale, jak przystało na odpowiedzialnego kreatora kontentu;)
Tak że mogę powiedzieć, że to był dobry czas. Nawet chociaż jestem obolały i wykończony.
Pomimo zmęczenia działałem mocno na socjalach. Postanowiłem przyłożyć się do rozwoju swojego Instagrama, żeby przyciągnąć nowych ludzi, rozbudować społeczność internetową i żeby może wreszcie ruszyć ze sprzedażą sztuki. Póki co to ostatnie się nie wydarza, chociaż przybyło mi jakieś 150 nowych obserwatorów w ostanim tygodniu, ale podchodzę do tego długoterminowo.
Jutro wracam do Wrocławia. Stęskniłem się za moim miastem. Nie mogę doczekać się na rower, Kalaczakrę, spotkanie z Martą, z A., pogaduchy z brmanami w mojej ulubionej knajpce, obiad w Misiu.
Nawet jeśli to będzie tylko na chwilę - Berlin ciągle jest na liście następnych przygód.
Dostałem propozycję pracy z kolegą arborystą we Wro. Być może podziałam jeszcze przed wyjazdem, uda się odłożyć trochę więcej kasy.
Tyle w skrócie. Opowieść trwa:)
PS. Temat kontaktu i relacji z ludźmi, którzy mają zupełnie inne poglądy polityczne - ważny. Pracowałem z chłopakami z Postoju, który jest w Polsce na czarnej liście kolektywów politycznych z powodu syjonizmu. Dużo rozmawialiśmy o naszym postrzeganiu świata. Dyskutowaliśmy, spieraliśmy się. Poszerzyła mi się perspektywa. Jestem w stanie bardziej zrozumieć, skąd biorą się ich poglądy, nawet jeśli się nie zgadzam. To ważne. Utrzymać szacunek i sympatię w obliczu różnic politycznych i światopoglądowych. Współodczuwam z nimi - jak działają i żyją w dużej izolacji, będąc znienawidzonymi, pogardzanymi i atakowanymi przez lewicową scenę polityczną.
Sunday, 29 March 2026
Skarby z rozpadającego się świata
Wróciłem pod Obóz. Jutro od rana zaczynamy pracę. Znów tydzień wycisku. Ale szczerze? Nie mam z tym problemu. A nawet mi się chce.
W domu przed wyjazdem zrobiłem jeszcze obiad dla wszystkich, kluski w sosie pieczarkowym w śmietanie i ogórki kiszone.
Po drodze kupiłem płyn do chłodnicy, olej 5W40, płyn do spryskiwaczy. Wcześniej Kondzio naprawił nawiew. Posprzątałem, pozbyłem się pleśni (długa zima weszła wilgocią w zakamarki Włóczęgi).
Wszedłem dzisiaj w rolki na Instagramie, które zarchiwizowałem w ostatnim roku. Szczególnie z lata i wczesnej jesieni. Pousuwałem to głównie dlatego, że czułem cringe. Działy się najcięższe rzeczy w moim życiu i dilowałem z nimi przez kreatywność. No ale później się wstydziłem. Nie chciałem, żeby niektórzy ludzie mieli wgląd.
No ale dzisiaj wszedłem w ten materiał i stwierdziłem, że wow. To było mocne, autentyczne, eksperymentalne, czasami dzikie. Przywróciłem prawie wszystkie na profil. I teraz czuję mocno, że chciałbym zintegrować tamten rodzaj kreatywności z tym, co robię teraz. Mam więcej stabilności, spokoju, ale fajnie byłoby sięgać do tego, co odkrywałem w sobie wtedy, kiedy rozpadł się świat.
Friday, 27 March 2026
Miękkość
Przyjechałem właśnie na wioskę. Zasypało śniegiem. Jestem zmęczony po tygodniu w pracy, ale w dobry sposób. To był ważny i wyjątkowy tydzień. Coś we mnie puściło. Ten czas z dobrymi chłopakami, fizyczny wycisk, wpływ gotówki. Proste rzeczy, które budują. I nie było cały czas różowo. Wracały myśli o ostatnim roku. Ale nie były już tak silne i długotrwałe. Pozwalałem im płynąć.
Lubię siebie w tym stanie. Kiedy czuję się pełny, czuję że mam sens, że jestem dorosły, spokojny. Tak naprawdę to chyba moja największa ambicja. Żeby być spokojnym oparciem dla siebie.
Jutro zrobię pranie, zostawię trochę zimowych ciuchów, wezmę letnie, wymienię książki, posprzątam Włóczęgę, wymienię opony na letnie.
W poniedziałek wracam do pracy i na święta chyba znowu przyjadę na wieś. Z Oświęcimia mam tylko 80 kilometrów. A po świętach? Może jeszcze pociągnę trzeci tydzień w pracy.
Odezwał się dzisiaj do mnie znajomy z Wrocławia. Pracuje z drzewami i zbiera załogę do pracy. Myślę, że na jakiś czas to byłaby fajna sprawa. Kolesia lubię, kasa się przyda, mógłbym pooddawać długi, odłożyć coś, uziemić się. Po 3 tygodniach na placu budowy, arborystyka będzie wiosenną przyjemnostką xd
A teraz herbata i film. Zostaję na noc we Włóczędze. Nie chciało mi się palić w piecach:)
Wednesday, 25 March 2026
Robota, flirt, lekkość bytu
To co mnie doładowuje to fakt, że pracuję z ludźmi, z którymi bardzo mi klika rzeczywistość. Gadamy, śmiejemy się, dzisiaj nawet mieliśmy kłótnię polityczną xd Ale w nastroju szacunku i sympatii. Pomaga brak hierarchii. Nie mamy szefa, działamy jako kooperatywa, zarabiamy to samo.
Jezu, jakie wielkie krawężniki dzisiaj układaliśmy, nie wiem, czy kiedykolwiek podnosiłem takie ciężary.
Wieczorem Karol wpadł na pomysł, żebyśmy pojechali zjeść coś na mieście. Dołączył do nas Kacper. Znaleźliśmy knajpkę wietnamską w Oświęcimiu.
Tak się rozegrała mała historyjka:) Spytałem dziewcząt przy barze, czy mają piwo. Odpowiedziały, że nie, ale jeśli chcemy, możemy sobie przynieść ze sklepu. I że same by się napiły. Jedna z nich spodobała mi się. Skoczyłem do sklepu, kupiłem wszystkim po piwie (dziewczynom też). Później widziałem, że ta jedna zerka na mnie co chwilę. W końcu przedstawiliśmy się sobie i wymieniliśmy instagramami. Nazywa się Weronika.
Na pewno zaimponowałem chłopakom. A jeśli chodzi o mnie, to równocześnie odczuwałem zadowolenie z pewności siebie, ale też w środku myślałem "o fuck, stary, czy ty jesteś gotowy na takie bezczelne zachowania?", heh.
Jestem gotowy:) (chyba)
Tuesday, 24 March 2026
Podmiotowość
Tak w ogóle okazało się, że robimy podwórko w dawnym domu Rudolfa Hessa. Jestem zaparkowany pod jego oknem, tak że mocny rys historyczny.
Chłopaków lubię. To ludzie z Postoju - kolektywu scancelowanego od lat przez anarchistów. Kiedy sam stałem się wyrzutkiem, to jakoś kontakt nam się zrobił. Najbardziej polubiłem się z Karolem. On też został wyrzucony z Federacji kiedyś.
No i tyle. Nie napiszę za dużo, bo ledwo żyję. Praca fizyczna to dla mnie wyzwanie xd
Kurde, ale robi różnicę, kiedy jest się traktowany podmiotowo. Po ostatnim roku to skarb.
Sunday, 22 March 2026
Auschwitz, Marzanna, mantry z ładną dziewczyną
Wczoraj dzień był intensywny. Najpierw warsztaty kolażu u Agnieszki. Zrobiliśmy też Marzannę, utopiliśmy jej płonące ciało w Odrze.
Nie miałem ochoty na więcej wrażeń, ale na wieczór byłem umówiony z ludźmi w centrum jogi na kirtan. Cieszę się, że poszedłem. Śpiewanie mantr wyciszyło mnie. Była jedna dziewczyna, która bardzo mi się spodobała, ale nie było okazji zagadać. Jezu, cieszy mnie, że znów zaczynają mi się podobać kobiety. Ten ostatni rok byłem zamrożony. Zaczynałem się martwić. Fajnie poczuć się znowu żywym.
Mam nadzieję, że uda mi się odłożyć trochę kasy na Berlin. Najchętniej już bym jechał:) Potrzebuję z 1500 minimum na wydruki na płótnie, żeby mieć tam coś na sprzedaż, z 600 na paliwo i z 1000 na oszczędne życie podczas oswajania się z miastem. Czyli plus minus trzy koła. Porządne zamówienie na obraz albo dwa rozwiązałyby problem.
Dużo myślę o o tym wyjedzie. Algorytm to wyczuwa, połowa rolek na IG opowiada o Berlinie. Zaczynam go coraz mocniej czuć.
Nie palę już chyba z tydzień.
Wednesday, 18 March 2026
Inne światy niż ten (sen)
Jeśli ktoś rzucał fajki z desmoksanem, to wie o pewnym efekcie ubocznym, który ja osobiście uwielbiam - mocne, realistyczne sny. Dzisiejszy był... Wow:)
Inne światy niż ten
(sen)
Byłem częścią organizacji, która zajmowała się podróżowaniem między rzeczywistościami. Nazywaliśmy się Gildią Podróżników. Brzmi fajnie, ale w praktyce było tam sporo biurokracji, zasad, raportów. Wszystko musiało być zmapowane, opisane, skatalogowane. Trochę mnie to uwierało, bo dla mnie to nigdy nie było tylko o mapowaniu, chodziło mi o przygodę.
Miałem swoją uczennicę - Iwę. Choć „uczennica” to nie do końca dobre słowo. Bardziej przyjaciółka, tylko że na początku drogi. Po prostu ja byłem osobą, która zwerbowała ją do Gilidii. Też nie interesowały jej procedury, ale głębszy sens.
Któregoś dnia wpadła do mnie w środku nocy.
Drzwi otworzyły się z hukiem. Stała w progu, potargana, zdyszana, oczy szeroko otwarte.
- Co się stało? - zapytałem.
Rozejrzała się nerwowo, jakby ktoś mógł ją śledzić.
- Trafiłam na coś… - powiedziała cicho. - Na coś, czego nie powinnam była znaleźć.
- Na co?
Zawahała się chwilę, po czym spojrzała mi w oczy.
- Rzeczywistość Zero.
Zrobiło się cicho.
Każdy podróżnik znał legendę o rzeczywistości, która jest źródłem wszystkich pozostałych. Ale nikt nigdy jej nie znalazł. Historia ta była traktowana raczej jako baśń.
- Znalazłam mapę - dodała. - I ktoś mnie teraz ściga. Nie wiem kto. Może Gildia. Może ktoś ponad nią.
- Daj to - powiedziałem siląc się na spokój. - Musimy schować to w bezpiecznym miejscu. A później zastanowimy się co dalej - dodałem.
Wyciągnęła torbę.
-Zostań tutaj. Nie wychodź. Niedługo wrócę - powiedziałem i wybiegłem w noc.
Znałem miejsca, o których Gildia nie wiedziała. Chociaż mieliśmy obowiązek zmapować każdy odkryty świat, to nielegalnie zachowałem kilka w tajemnicy. Właśnie na takie okazje.
Jednym z nich był świat, do którego zawsze wracałem z przyjemnością. Coś na kształt średniowiecza. Miałem tam dwójkę przyjaciół, parę, niesamowitych ludzi. Głodnych wiedzy, podróżników, naukowców.
Kiedy się pojawiłem, przywitali mnie jak zawsze, ciepło, bez pytań.
- Potrzebuję pomocy - powiedziałem od razu. - To ważne.
Uśmiechnęli się z troską ale i z ekscytacją, wyczuwając przygodę.
- Czego potrzebujesz?
- Przechowajcie coś dla mnie.
Wtedy z torby wypadła mapa.
Oboje pochylili się nad nią.
- Co to za ziemie? - zapytał on, marszcząc brwi. - Nie znam żadnego z tych miejsc.
Zawahałem się...
- To nie są ziemie z tego świata - powiedziałem w końcu.
- Jak to?
- Są inne rzeczywistości. Można się między nimi poruszać.
Zapadła cisza. Ich oczy zaczęły błyszczeć.
- Ile ich jest?
- Czy każdy może się tam dostać?
- Czy są podobne do naszego świata?
Uśmiechnąłem się lekko.
- Kiedy wrócę, pokażę wam wszystko. Nauczę was.
Spojrzeli po sobie, jak dzieci, które właśnie usłyszały, że istnieje coś większego niż wszystko, co znali.
- Zostaw to u nas - powiedział on. - Będziemy tego pilnować jak skarbu.
Skinąłem głową.
- Wrócę po to. I po was.
Kiedy wróciłem do swojej rzeczywistości Iwy już nie było.
Tuesday, 17 March 2026
Zakatarzenie, rysowanie dłoni, film o miłości
Na obiad usmażyłem kotlety wege, gotowane ziemniaki z Biedry, z ćwikłą, i kupiłem różne słodycze.
Dziś czwarty dzień rzucania palenia, więc apetyt wystrzelił w kosmos. Haha rzucałem już tyle razy. I za każdym razem się udawało. Walka mnie mobilizuje. Problem pojawia się po kilku miesiącach, kiedy już nie czuję potrzeby palenia. Hmm, wydaje mi się, że zaczynam wtedy romantyzować tytoń, rytuał, przyjemność. Coś jak jeździec na koniu ze słynnej reklamy Marlboro, tylko w wersji włóczęgowsko - artystyczno - vanlajfowej.
Obejrzałem właśnie My Blueberry Nights z Jude Law'em. Widziałem wiele lat temu, fajnie było jeszcze raz wejść w ten klimat.
Rozmyślam o Berlinie. Badam powoli temat. Byłby to jeden z moich łatwiejszych wyjazdów. Praktycznie za miedzę. Of course trochę się stresuję, to normalka przy zmianach tej kategorii. Ale z wiosną rzeczy wyglądają lepiej.
Ciekaw jestem czy to pragnienie rozwinie się w plan.
Wczoraj kolejna lekcja na kursie komiksu. Uczyliśmy się rysować dłonie i stopy. Śmieję się, że od lat żyję z malarstwa, a dopiero się uczę dłoni, haha. Story of my life:) W sensie, że mam zawsze takie podejście, że można sobie wymyślić jakikolwiek scenariusz życia, porwać się na wszystko, co się wymarzy, a najwyżej później można to jakoś skorygować, poprawić albo po prostu pójść w innym kierunku.
Tyle na dzisiaj.
Sunday, 15 March 2026
Przeziębienie i pierwsze myśli o Berlinie
Rano zrobiłem sobie kawę i pojechałem pod Orbitę. Wziąłem prysznic na siłowni. Karol zaprosił mnie na Postój na herbatę, 12 minut rowerem, więc mam blisko. Lubię chłopaka. Młody, szczery i trochę zapalczywy pancur o dobrym sercu. Posiedziałem z dwie godziny, pogadaliśmy, ale choróbsko nie puszczało, dostałem dreszczy i wróciłem trzęsąć się do Włóczęgi.
Chodzi mi po głowie Berlin.
Trochę się zafiksowałem do tej pory na dwóch możliwych drogach: albo zostanie we Wro albo moja smętna wiocha. Obie opcje są kiepskie. Wiocha to trochę jak pogrzebanie się żywcem, a Wrocław to spalone miejsce.
Ale przecież jest jeszcze cały świat. A Berlin kojarzy mi się z artystycznym wajbem. Sprawdziłem temat vanlajfu, jest tam dużo miejsc. Wziąłbym rower, obrazy i po prostu zaczął poznawać to miejsce. I'm still alive, Nawet pomimo tej nieszczęsnej pięćdziesiątki xd. Zresztą nikt mi nie daje więcej niż 40, więc jest dobrze:)
Na razie daję tej myśli dojrzewać w sercu.
Friday, 13 March 2026
Ciepło przyszło z twórczości:)
Już wieczór. To nie był zły dzień mimo wszystko.
Pojechałem rowerem do Betti i Marcina. Udało mi się skończyć obraz, choć nie planowałem dzisiaj. Umysł trochę nawijał na początku, ale proces twórczy mnie pochłonął. Dziewczyna wyszła tak piękna, chyba najpiękniejsza ze wszystkich które namalowałem.
Wysłałem zdjęcie klientce, była zachwycona i od razu, bez targowania przesłała mi pieniądze. Co oznacza, że jutro będę mógł uzupełnić butlę z gazem, zapłacić za siłownię, kupić kilka płócien, farby i zostaną mi pieniądze na życie. Na razie nie zamawiam wydruków, chcę przez chwilę chociaż poczuć, że stać mnie na cokolwiek xd
Od razu zacznę malować coś nowego. Myślę o kolejnym obrazie z serii Ostatni Atlantyd. Nie mam jeszcze klienta, ale powrzucam w internet, znajdzie się.
Dzisiaj potrzebuję ciepła
Lista porządkowa
1. Dzisiaj zasnąłem o 4 rano dopiero.
2. Skończył mi się właśnie gaz w kuchence, nie mam kasy, żeby uzupełnić, więc na razie będzie bez porannych kaw i gorących posiłków.
3. Mam zamówienie na obraz. Wczoraj pierwszy dzień po przerwie malowałem. Najpierw było trudno, ale później zrobił się flow. Będzie to kolejna praca z serii marionetkowej.
4. Maluję u Beti i Marcina, udostępnili mi pokój gościnny. Są mili, uczyni, ale troszkę mi nieswojo tak u kogoś na chacie. No ale cieszę się, że w ogóle mam miejsce do tworzenia.
5. Jutro kończy mi się karnet na siłownię, a na razie nie mam kasy na następny. Będę brał prysznic w pracowni, dopóki nie wpłynie przelew za obraz.
6. Poczucie bycia wyrzutkiem i rozbitkiem bardzo mocne dzisiaj. Od prawie roku jadę na rezerwie, życie wydaje się prowizorką.
7. Dobrze, że słońce i ciepło wreszcie.
8. Napisałem list otwarty, opisujący kryzys ostatniego roku. Nie wrzucam go na razie w przestrzenie publiczne. Jest bardziej dla mnie, dla uporządkowania tego syfu. No i jeśli ktoś będzie miał jakieś pytania, to po prostu mu go wyślę.
9. Mocno myśli rezygnacyjne napierdalają. Potrzebuję dzisiaj ciepła i wsparcia, a raczej się nie zapowiada z nikąd. Może znajdę to w malowaniu.
10. Myślę, żeby po przelewie za obraz podjechać na wioskę zmienić opony i posiedzieć kilka dni. Przydałoby się za tę kasę kupić wydruki na płótnie, miałbym towar na kiermasze, ale opony i tak muszę ogarnąć, lubię takie rzeczy mieć z głowy. Zostawię też na wsi zimowe rzeczy, zwolni mi się trochę miejsca w vanie.
Wednesday, 4 March 2026
Postawy twórcze i nie tylko
Wczoraj w Kalaczakrze w toalecie zobaczyłem plakat z OPT (Ośrodek Postaw Twórczych). Trwa nabór na różne kursy. Kilka lat temu, kiedy jeszcze byłem z Martą, rozpocząłem tam kurs malarstwa i rysunku, ale akurat wtedy zaczął nam się rozpadać związek i nie mogłem tego unieść, zrezygnowałem.
No a teraz przyciągnął mój wzrok kurs komiksu. Cały semestr za 950 złotych. A akurat wczoraj poszła mi dobrze sprzedaż w hotelu, zarobiłem (wreszcie!) parę groszy. Dzisiaj wpłaciłem pieniądze na kurs, więc znowu jestem blisko zera, haha.
No ale cieszę się bardzo. Czuję, że potrzebuję teraz czegoś nowego, nowych umiejętności, rutyny, być może nowych osób. Raz w tygodniu wsiądę w tramwaj z teczką, ołówkami, cienkopisami i będę mógł robić coś miłego, mojego.
Wczoraj tak w ogóle postanowiłem uczcić pierwszą, większą sprzedaż w tym roku. Umówiłem się z A. Najpierw poszliśmy do Magnolii, ona miała tam załatwić kilka spraw, a ja chciałem koniecznie nowy powerbank, bo stary padł. Dla niej też kupiłem, bo chroniczne jej telefon jest w stanie nienaładowania. Bardzo się ucieszyła z prezenciku. Ostatnio ma trudny czas, wiem jak wtedy działają takie małe rzeczy. Później pojechaliśmy do Kali na wino i partyjkę kości.
Tak że przez jeden dzień cieszyłem się z pieniędzy xd
Wczoraj też udało mi się załatwić pracownię. Beti zaoferowała spare room u siebie w mieszkaniu. Zawiozłem farby, sprzęty, a na dniach ma mi dorobić klucz. Rowerem jakieś 37 minut ode mnie (10km), a że uwielbiam rower i idzie wiosna, to już się cieszę na te wycieczki malarskie.
Jaki plan na dzisiaj?
Jak skończy się pranie, wrócę do Włóczęgi, ułożę ciuchy w szafie, później rower, krętymi ścieżkami nad Odrą popiratuję w słońcu, znajdę kawiarenkę, najchętniej taką, w jakiej jeszcze nie byłem, powysyłam trochę maili sprzedażowych do hoteli (wydaje się to dobry trop), porysuję, poczytam "W jej sercu czai się mrok" Barkera, zjem coś taniego na mieście. Więcej planów nie posiadam:)
Kocham to życie. Fakt, jest bieda, zmagam się, żeby przetrwać czasami. Ale to jest cena jaką płacę z niezależność, kawiarenki, dni, które mogę wypełnić, jak chcę, wolność twórczości. I szczerze? Ta cena wcale nie wydaje mi się wygórowana.
Friday, 27 February 2026
Na Ulicy wiosna
Na Ulicy wiosna, choć wcześnie, co za ulga. Rano obudziłem się w Tychach. Miał być kiermasz, a wieczorem dowiedziałem się, że odwołany, więc trochę była załamka, "nic mi się nie udaje kurwa", ale zjadłem, odetchnąłem, poskrolowałem, zasnąłem.
Spałem jak dziecko. Rano obudziłem się w dobrym humorze, sam nie wiem dlaczego. Pożyczyłem kasę na paliwo z powrotem do Wro. Droga się nie dłużyła. Było mi lekko, silnie, odczuwałem miły wkurw na tamtych ludzi, sprawczość, poczucie siebie, bez wstydu, bez spin. Później zostawiłem Włóczęgę pod Orbitą i popiratowałem z wiosną na rowerze.
W Kali Pasza nalał mi szklankę wody. Była Basia, dawno jej nie widziałem. Podoba mi się. Trochę smutna, trochę wesoła, trochę zagubiona, trochę miękka, trochę twarda. Ma też coś, co mnie pociąga po prostu damsko-męsko. Pogadaliśmy przy fajce o nowych początkach w życiu i o wieczornym ravie, w Transfo grają psytrance, może się wybiorę, dawno nie pląsałem. Wyciągam Martę, mam jeszcze trochę grzybów, pobawiłbym się z nią i w ogóle z ludźmi.
Lubię, kiedy układ nerwowy jest taki. Że daje mi się wyspać, że nie wyolbrzymia, że lubi sam siebie, że mogę jeść, gadać, doceniać, nie wstydzić się, cieszyć towarzystwem, seksualnością, rozmowami.
Wednesday, 25 February 2026
Głęboki oddech
Usiadłem w Kalaczakrze, wyciągnąłem szkicownik, kredki, książkę. Trochę porysowałem. Dosiedli się ludzie z knajpy, Doda, Wiktoria, Karen, pogadaliśmy o tripach na psychodelikach, relacjach, życiu. Było mi spokojnie, przyjemnie. Doda przyniosła kawałek ciasta, które spadło na podłogę, lubię jej matczyne gesty xd W międzyczasie sprzedałem online dwa obrazy, więc mam kasę na paliwo do Tychów jutro, więc mogę się zrelaksować. A. zapraszała mnie na posiadówkę, ale dzisiaj nie miałem chęci. Zjawiła się też Asia. Postawiła mi urodzinową whiskey, bo nie mogła być na imprezie ostatnio. Co jakiś czas lubię whiskey z górnej półki. Ta była mocno torfowa, gładka, mocna.
Dużo radości, towarzystwa, lekkości.
Od kilku tygodni rozmawiam z M. Fajna dziewczyna, artystka, zrobiła nam się mała chemia, co jest bardzo przyjemne. Potrzebowałem trochę adoracji;) Maluje mój portret, bardzo się tym przejęła.
Jutro jadę do A. odbieram ją z domu i pomagam zrobić zakupy w Castoramie, a wieczorem ruszam na Tychy - w piątek rano będę rozkładał stoisko z obrazami na kiermaszu.
Życie staje się intensywniejsze, barwniejsze i przede wszystkim moje. Lubię to odzyskiwanie siebie, swojej wartości, wymiany z ludźmi. Dzisiaj oddychałem głęboko.
Monday, 23 February 2026
W swojej opowieści
Byłem dziś na mieście, rowerem, wziąłem kilka książek z biblioteki, później usiadłem w Kali, rysowałem, czytałem.
Wróciłem do siebie, kiedy przestało lać.
Mam dzisiaj dobre uczucie. Że jestem osadzony w swojej narracji, opowieści. Jest luty, zima, brak kasy, ważne rzeczy się pokończyły i mógłbym to odczuwać, jako ciężar (czasami odczuwam:). Ale dzisiaj czuję to jako część przygody. Że konsekwentnie idę tym życiem wolności i integralności, i nawet kiedy coś się rozpierdala; miłość, czy przynależność, kiedy świat staje na głowie, to moim oparciem jestem ja i moja historia. Czasami łotrzykowska, czasami smutna, wesoła, miłosna, samotna, ale prawdziwa w chuj:)
Lubię to. Cieszę, się, że wróciłem do pisania bloga. Od października wydarzyło się tyle rzeczy, fajnie będzie do tego wrócić kiedyś.
W piątek jadę do Tychów na pierwszy mój kiermasz w tym roku. Utargowałem z organizatorami opłaty, zgodzili się też, żebym zapłacił po pierwszym dniu kiermaszu. Tak że muszę tylko zorganizować z dwieście na paliwo and hope for the best:)
Adam, wpadnij się poznać. No i zaopatrzyć w moją sztukę ;)
Sunday, 22 February 2026
Lista wiosenna
1. Zadomawiam się. I choć bałem się tej zmiany, to pojawiła się ulga. Śpię bardzo dobrze, z tego się cieszę jak dzieciak, bo myślałem, że już jestem skazany na 4 rano:)
2. Na siłowni nie korzystam tylko z prysznica, ale zacząłem ćwiczyć. Ćwiczę ostrożnie, bo te ostatnie miesiące wychudziły mnie i wyczerpały, więc nie mam na tyle zasobów. Czasem zakręci mi się nawet w głowie. Ale trochę rozciągania, bieżni, niewielkich ciężarków daję radę.
3. Pojawiły się dwie opcje na pracownię. Dzisiaj jadę odwiedzić pewien kolektyw, gdzie być może mógłbym malować, tylko muszę zobaczyć, czy jest dość miejsca. A oprócz tego odezwała się też znajoma i zaproponowała używanie małego pokoiku u siebie w mieszkaniu.
4. Wczoraj wydałem ostatnie pieniądze. Nawet nie na jedzenie, ale na liquid do e-peta. Właśnie leżałem i myślałem, że wkurza mnie, że nie mogę sobie nawet posiedzieć w kawiarni, nie mówiąc o zjedzeniu obiadu w knajpie. I nagle odezwała się przyjaciółka, z którą nie miałem dawno kontaktu. Powiedziała, że ma przeczucie, że potrzebuję dzisiaj kilka groszy. Wysłała mi blika i powiedziała trochę dobrych, mocny słów, które mocno mnie podbudowały.
5. Czasami troszkę mi niewygodnie w tej nowej sytuacji. Mój układ nerwowy się uspokaja, ale równocześnie mam duże puste miejsce w środku. Po środowisku, zaangażowaniu, walce. Tylko że coraz bardziej zaczynam czuć to puste miejsce nie jako ciężar, ale szansę na coś nowego.
6. Zacząłem pisać z pewną dziewczyną. Nie wchodzimy w romantyczne klimaty, ale po prostu rozmowa z kimś szczerym, otwartym, przejrzystym jest bezcenna.
7. Ciepło, ale pada. Za to w piątek ma być słoneczny dzień i 18 stopni. Boże, jak tęsknię za tym.
8. Znajoma się przejęzyczyła i powiedziała malownia zamiast pracownia. Podoba mi się to nowe słowo:)
Thursday, 19 February 2026
Ostatnie mrozy, pusta przestrzeń, IT Crowd
Wieczór. Ostatnie dni mrozów, mam nadzieję, że nie wrócą już tej zimy. A za trzy dni mocno plusowe temperatury. Uff, co za ulga. Najostrzejsza zima, jak do tej pory w moim vanlajfie.
Byłem w Kali, porysowałem trochę. Wygrzebałem z ukrycia kredki, których nie używałem już od lata. Chciało mi się dodać kolorów do szkiców. Będę rysunki wystawiał w socjalach na aukcyjki, czasem ktoś może chcieć taki drobiazg ręcznie robiony przeze mnie.
W środę jadę z obrazami do pewnego hotelu w centrum. Odpowiedzieli na maila, spodobała się im moja sztuka, chcieliby zobaczyć na żywo. Tak że pomysł z pisaniem do hoteli i pensjonatów być może wypali. Byłoby dobrze. Chciałbym zacząć zarabiać coś w tym roku.
Miałem dziś terapię. Spotkanie z panią Kasią jak zwykle dobre. Ta terapia daje mi doświadczenie bezpiecznej relacji. To dużo warte.
Nastrój? Ciężko powiedzieć. Spokojniej, dobrze śpię, ale obok tego jest duże puste miejsce pozostawione po tej walce z ostatniego roku. Taki okres przejściowy, że stare się skończyło, nowe jeszcze nie zaczęło, więc trochę niewygodnie, trochę odpoczynek.
Oglądam IT Crowd. Brytyjski humor to coś, co mi dobrze wpada na ten moment.
Tuesday, 17 February 2026
5 dzień po
Wykupiłem karnet w pobliskim klubie sportowym, więc mam zadbane podstawowe potrzeby, jak prysznic i toaleta. Zacząłem chodzić na spacery.
Dzisiaj poszedłem jak już się ściemniło, po parku, w śniegu, bez muzyki i podcastu na słuchawkach. Słuchałem po prostu skrzypienia śniegu pod butami, dźwięków ulicy, czułem zapach dymu, Odry. Myśli, które towarzyszą mi od miesięcy, niedokończone konwersacje w głowie lekko brzmiały, ale już bardziej jak echo. To było całkiem fajne.
Staram się też gotować pożywne jedzenie. Dziś kupiłem drugi garnek, żeby móc np w jednym zrobić ryż, a w drugim curry, tak jak dzisiaj. Wpadłem też na pomysł, żeby powysyłać maile sprzedażowe do hoteli, pensjonatów, gabinetów terapeutycznych.
Małe akty odbudowywania autonomii.
Lista konkretna:
- w niedzielę zrobiłem w Kali małe przyjęcie urodzinowe. Było sympatycznie, zabawnie. Była A., Marta, Anabel, Iras i jeszcze parę innych osób. Troszkę picie wymknęło nam się spod kontroli, szoty mnie załatwiły, więc w poniedziałek miałem gigantycznego kaca.
- przygotowałem dla wszystkich loterię prezentową. Każdy wyciągnął numerek i wygrał moje kolaże i ziny. Fajny pomysł, odgapiłem go od Kasi. Tak zrobiła na swojej imprezie pożegnalnej.
- zawiozłem rano rzeczy do A. Zostawiła u mnie podręczniki i jakieś ubrania. Przy okazji doładował się akumulator.
- przestałem być aktywny na socjalach. Dla mnie it's a big thing. Po prostu straciłem chęć do dzielenia się sobą. Chcę przeżywać to, co się dzieje samemu, w środku. Mam uraz do ludzi, ale to jest drugorzędna sprawa. Głównie to potrzeba przeżywania prywatnie.
- wczoraj na kacu obejrzałem Before Sunrise, Before Sunset i dzisiaj oglądam Before Midnight.
- pękła mi podeszwa w Martensach. Szewc powiedział, że nie da się naprawić. Wymiana podeszw to 290 zł. Taniej niż kupno nowych. No ale nie mam takiej sumy, więc jakoś będę łaził z dziurą. Szkoda ze nie pękło za jakieś 2 miesiące.
Friday, 13 February 2026
Pożegnanie z Zamentem i pierwsza noc w nowym miejscu
Przeniosłem się w inną cześć miasta. Blisko jest siłownia (prysznic, toaleta), park, Odra. Kiedyś już tutaj mieszkałem. Dwa lata temu po rozstaniu z Martą na jakieś 2 miesiące zrobiłem sobie tutaj dom.
Poczułem ulgę. Nie od razu. Najpierw trochę zagubiony zwinąłem się w kulkę i czułem, że nie dam rady, że chyba już nie mam w sobie przestrzeni, żeby zaczynać jeszcze raz. Napięcie, żal, poczucie krzywdy i niesprawiedliwości, a przede wszystkim utraty przynależności i sensu ogarnęły mnie zupełnie i totalnie.
A później przyszło poczucie ciągłości życia, szerszego kontekstu. Przypomniałem sobie wędrówki, relacje, wyzwania, sukcesy, porażki na przestrzeni tych wszystkich lat. I z tym dopiero przyszła ulga. I poczucie, że jestem kimś więcej niż te ostatnie trzy lata, sytuacja społeczna, złamane serce.
Na razie zostaję jeszcze w mieście. Myśl o powrocie na wieś była dla mnie zbyt nieprzyjemna i bezsensowna.
Wczoraj spotkałem się z Martą w Kali, wypiliśmy kilka drinków, porozmawialiśmy. To dobra przyjaciółka. I dowód na to, że można nawiązać bliską, przyjazną relację ze swoją ex:) Powiedziała, że teraz, jak przeniosłem się bliżej niej, to może czasem mógłbym wpaść i ugotować coś z mojego kulinarnego repertuaru:)
No i teraz pierwsza noc w nowym miejscu. Ciekawe, co mi się przyśni.
Monday, 9 February 2026
Bum
Wczoraj audycja o cancelingu wybuchła mi w twarz. Kolega udostępnił ją na grupie anarchistycznej, gdzie już dawno nie jestem członkiem, żeby unikać kontaktu z niektórymi ludźmi.
Rozpoczął się lincz. Nie na temat treści audycji, ale osobisty, na mnie. Dostałem kilka screenów, ale poprosiłem, żeby mi tego nikt nie wysyłał, bo nie dam rady tego czytać. Cały dzień wylewały się tam oskarżenia, kłamstwa, szyderstwo, nienawistne memy.
Rozłożyło mnie to zupełnie. I tak od miesięcy zmagam się z wykluczeniem, samotnością, więc dużo nie potrzebuję, żeby dostać w kość. A to co się tam działo zaskoczyło wszystkich moich znajomych. Nawet osoby, które doświadczył kiedyś wykluczenia przez to towarzystwo, były zszokowany zawziętością i agresją skierowaną na mnie.
W poniedziałek mam urodziny. Zaprosiłem grupkę moich najbliższych ludzi na spotkanie w Kali. Taka urodzinowo-pożegnalna posiadówka. W przyszłym tygodniu wyjeżdżam stąd. Zawiesiłem też na razie audycję. Nie jestem w stanie robić publicznych rzeczy na ten moment.
Jak się czuję? Ciężko powiedzieć. Trochę jak w jakimś dziwnym śnie. To jest pewnie ta słynna dysocjacja.
Dziś rano umówiłem się z A. Kupiła nam obiad w barze mlecznym. Popłakaliśmy się. Bardzo się zaprzyjaźniliśmy, będzie nam siebie brakować. Później za ostatnią kasę kupiłem nam fajki i łaziliśmy po mieście, paląc i gadając o jakichś historyjkach durnych z życia. Potem odprowadziłem ją na terapię, dałem część fajek z paczki, uściskaliśmy się i wróciłem do siebie.
A wieczorem żegnam się z K. Ona też wyjeżdża z Wro. Zaprosiła mnie i kilka osób do jakiejś knajpy. Wpadnę na chwilę, ale nie posiedzę długo.
Saturday, 7 February 2026
Już po audycji
Będę miał nagranie z tej audycji, chce, żeby była dostępna. Czułem satysfakcję i radość, że robię coś z sensem.
Później pojechałem rowerem na Pracownie Otwarte. Sprzedałem kilka zinów, pogadałem z ludźmi.
No i wróciłem do siebie. Samotność mocno. Poczucie nieprzynależenia, oddzielności od innych, braku swojej community. Sobota wieczór. Chciałbym gdzieś być ze swoimi ludźmi, żartować, cieszyć się więzią. Zanim jeszcze wybuchło to wszystko, to zaproponowałem w Federacji, żebyśmy organizowali cykliczne wypady gdzieś do knajpy, żeby nie tylko misja i poważne sprawy, ale żeby się integrować. Miałem też inne pomysły z tym związane. Zawsze to we mnie siedziało.
No ale jest jak jest. Czekam na wiosnę, na nowe relacje, tym razem mam nadzieję głębsze, prawdziwsze. I żeby już ten smutek i samotność się rozwiały.
Friday, 6 February 2026
Wreszcie trochę roweru
Woziłem wszystko przyczepką rowerową, więc miałem okazję pojeździć na rowerze. Przez to zimno stał z dwa miesiące, a to jedna z moich ulubionych rzeczy, jazda rowerem. Poczułem się lekko i wolno. Naoliwiłem łańcuch, bo zaczął rdzewieć od stania na zewnątrz.
No ale przez tę intensywność pod wieczór dopadły mnie jakieś lęki. Może też dlatego, że gdzieś tam mignęła mi zapowiedź audycji od Z. i jej grupy, a unikam, jestem tymi ludźmi straumatyzowany, każde najmniejsze narażenie się na kontakt budzi we mnie nieprzyjemne emocje. Chyba będę się starał zmienić dzień nadawania, żeby tego unikać.
Od wczoraj przygotowuję się do jutrzejszej audycji. Jest trochę stresu, bo temat ważny i żywy. Tak wygląda zapowiedź:
"Jutro szczególny odcinek - odwiedza mnie gościni, Ula Andruszko - psychoterapeutka, psycholożka, zajawkowa radiowczyni, prowadząca audycję Rypać Martwiaki w Radio Pawarota, a kiedyś Mruczenie o poranku w Radio Zamek Nadaje i Dźwięki Świata w RWK.
Będziemy rozmawiać o ważnych tematach: cancelingu, call out culture, budowaniu zdrowych społeczności, idei miłości w kontekście ruchów społecznościowych, solidarności vs braterstwo/siostrzaństwo, o wykluczaniu i przyjmowaniu.
Temat niełatwy, mamy nadzieję, że uda nam się podejść do niego w dobry, harmonizujący sposób i że razem z wami dojdziemy do mądrych wniosków. A nawet jeśli nie dojdziemy, to ważne, żeby próbować, no nie?:)
Szkoda, że mamy tylko godzinę!"
***
Wpadaj posłuchać, Adam:)
Radio Zamek Nadaje
O 21 jadę po A. do pracy. Odwiozę ją do domu i odbiorę pranie. Podzieliła się dzisiaj swoimi rozkminami. Że już prawie 3 lata nie była w związku. I że nikt jej tego związku nawet nie zaproponował, a jej rówieśnicy są w fajnych relacjach, więc się martwi. Rozumiem ją bardzo. Też mi się czasami zdaje, że coś ze mną nie tak. Podobno to typowe dla ludzi po traumach z dzieciństwa. Sam nie rozumiem: jest bardzo mądra, oczytana, dowcipna i naprawdę ładna. No ale fakt, jest inna niż jej rówieśnicy.
Na zdjęciu wszystkie ziny mojego wydawnictwa. Ładne, nie?:)
Wednesday, 4 February 2026
Friday, 23 January 2026
Przy kartach
Ogarniałem dzisiaj naukę technicznej strony tego przedsięwzięcia: jak wszystko podłączyć, jak puszczać muzykę, obsługiwać interfejs.
Mam trochę stres - jak to wyjdzie, czy się nie zatnę, czy nie powiem coś głupiego, albo czy nie wymsknie mi się jakoś oversharing, którego nie chcę. No ale nie jest to jakiś straszny stres. Bardziej to się cieszę.
Temat przewodni to Bałkany. Będzie dużo rumuńskiej muzyki i moje opowieści z wypraw.
Kończę też nowego zina. Na tytuł wybrałem "Miłość w porąbanych czasach". Zrobiłem dziś trochę rysunków, wybrałem też coś ze starych. Jeszcze jeden tekst chcę przetłumaczyć. Nie jestem fanem AI, ale fuck, jak łatwiejsze jest teraz życie dla tłumacza. Coś co kiedyś zajęłoby mi dwa dni, teraz mogę ogarnąć w godzinę.
A. wczoraj przy winie powiedziała mi taki komplement:
"Ty jesteś jakby... Czekaj... Jakby... wiesz, że Bóg nas wszystkich stworzył, ale ty jesteś wynikiem kazirodztwa bożego"
Xddd
Aha, sprzedałem dwa kolaże! 222 zł wpadło:) I na aukcji poszedł jeden Rebel Box za 127 na studentów z Gazy.
Tuesday, 20 January 2026
Sedmikrásky, Rojava, zmartwienia
Dzisiaj zrobiłem wszystkie 10 kolaży do zina. Ale fajnie wyszły!:)
Mam pomysł, żeby później wystawić je nie na sprzedaż, ale jako "cegiełki" z minimalną ceną na wsparcie moich projektów. Jutro to obmyślę i pewnie zrobię.
Wpadła Ula. Kupiła dwa ziny, zjedliśmy jakieś słodkie pychotki, które przyniosła z piekarni na Nadodrzu, pogadaliśmy. Chciałbym z nią zrobić wspólną audycję. Jest chętna, sama też ma doświadczenie z radiem.
Martwi mnie sytuacja w Rojavie. Dżihadyści wyrzynają Kurdów, jest wielka mobilizacja. Nie wiem, jak sobie poradzą, atakowani ze wszystkich stron.
Monday, 19 January 2026
Długie styczniowe dni
Rano zrobiłem dodruki zinów. Bartek z Krakowa zamówił 20 sztuk i wysłał mi pieniądze na druk 40. Chce je sprzedawać na koncertach. W tę sobotę będzie próba, jak mu to pójdzie.
Później wycinałem rzeczy na "10 kolaży o miłości i rewolucji".
Zwinąłem się z pracowni koło 15. O 18 będzie tam wykład o więziennictwie, na którym będą osoby, których nie chcę spotkać, więc postanowiłem resztę wieczoru spędzić we Włóczędze, żeby się na nikogo nie nadziać. Choć pewnie i tak bym nie wychodził, nie mam ostatnio za dużo energii na społeczne interakcje.
Wczoraj dostałem line up na Paczanga Fest w czerwcu. Będę na scenie w towarzystwie między innymi Końca Świata, Analogs, Schizmy, Całej Góry Barwinków. Całkiem nieźle.
Nastrój? Chyba czuć z tego wpisu.
Sunday, 18 January 2026
Przygody, miłości, sztuka i nędza
Rano pojechałem po A. do jej rodziców. Zawiozłem ją do domu, dałem spóźniony upominek gwiazdkowy (ale się ucieszyła!), wziąłem pranie (zapomniałem wszystkich skarpetek, bo wisiały w łazience na kaloryferze) i wróciłem do siebie.
Później pracowałem nad tekstami do nowego zina. Póki co tak wygląda spis treści:
- Gra w trzy rzeczy (listy wymyślone)
- Dlaczego jesteśmy anarchistami?
- Sen o utopii
- Przyjaciel Durrutiego
- 9 miejsc, w których płakałem w zeszłym roku
- Jak dorosnąć, ale się nie zestarzeć (10 rzeczy, których nauczyłem się po czterdziestce.)
- Anarchizm i miłość (przekład z ang)
Jest jeszcze możliwość, że Ether dośle tekst o niepełnosprawności u piesków, a Mela opowieść o tym, jak została aktywistką. Poza tym Renka obiecała zrobić trochę ilustracji, a Ula już wysłała kilka szkiców.
Tak że będzie to całkiem różnorodny, ciekawy zin. Będą w nim jeszcze kolaże. Dziś zrobiłem kilka cyfrowych, a jutro mam dostęp do pracowni, więc popracuję analogowo nad serią "10 kolaży o miłości i rewolucji". Będę je mógł później sprzedać, więc będzie jakiś wpływ gotówki. Dziś sprzedałem dwa ziny, wpadło 40 złotych. Mój majątek na dziś to 108 zeta:) Heh, zawsze zmagalem się z gotówką i tak już raczej zostanie. Well, trudno:)
Właśnie, A. dzisiaj dała mi całą reklamówkę jakichś puszek, warzyw, owoców, orzechów. Jakie to miłe z jej strony. Uwielbiam, kiedy ludzie robią takie zwykłe gesty. Przywraca mi to wiarę w dobroć i bezinteresowność, nadszarpnietą po ostatnim pojebanym roku.
Jaki nastrój? Hmm... Wczoraj czytałem wieczorem wpisy z bloga sprzed kilkunastu lat. Kiedy rozstałem się z Tanią, mieszkałem w Londynie, pracowałem z dzieciakami. Wyciszyła mnie ta lektura. Pozwoliła nabrać dystansu. Rzeczy przemijają...
... O, właśnie wpadła wiadomość od klienta, że chciałby kilka wydruków moich obrazów. Jeśli zaakceptuje cenę, to będę miał na spokojne życie przez najbliższy tydzień. Ale byłoby miło!
Piszę o tych wszystkich rzeczach, przygodach, miłościach, sztuce i nędzy, i kiedy to później czytam, to czuję dumę i ekscytację. Pamiętam, kiedy jako dzieciak czytałem książki przygodowe, podróżnicze, klasyki, jakiegoś Dostojewskiego czy innego Dickensa i myślałem sobie, jakie mieli ciekawe życia. I ja też to teraz mam. Dokładnie tak samo. Leżę w moim domu na kółkach, czasami nie mam na jedzenie i fajki, tworzę coś, maluję, czasami z mojej sztuki wpadnie jakoś grosz, zaczynam projekty, które mnie napełniają, ale których czasami się boję, łażę po starych ulicach mojego ulubionego miasta, przeżywam miłości, zdrady, romanse, konflikty i przyjaźnie, lęki i radości... Holy fuck... This is exactly what I wanted for myself... Every fucking bit of it. Mógłbym tak żyć jeszcze 100 lat.
Nie jest to różowe, ale barwne. Płacę czasami cenę za to wszystko. Samotność, smutek, lęk. A czasami tarzam się w wolności, biorę się za wyzwania, czuję triumf i dumę, kiedy coś się uda, czasami zbliżę się z kimś i też mnie to napełnia. Wydaje mi się, że coraz bardziej wiem, kim jestem. Choć nie jestem pewny, czy odkrywam siebie, czy też siebie tworzę i kreuję. Maybe both? A może nie ma między tym różnicy? A może być też tak, że romantyzuję swój wewnętrzny i zewnętrzny chaos. No ale czy nie jest trochę tak, że to jak postrzegamy swoje życie zawsze jest subiektywne? Więc dlaczego nie romantyzować tej naszej egzystencji?
Jutro terapia. Chcę porozmawiać z panią Kasią o możliwości, że mam BPD (Borderline Personality Disorder). Dużo cech się zgadza. Po co mi ta diagnoza? Może żeby nabrać większej jasności, pracować bardziej kierunkowo? Może, żeby znaleźć wyjaśnienie dla mojego życia, relacji, sposobu reagowania? A może pozazdrościłem dzieciakom neuroatypowości:)
Myślę, że takie zrozumienie siebie mogłoby mi pozwolić trochę lepiej funkcjonować w przyszłych relacjach.
OK, klient się odezwał. Nie pasują mu wszystkie rozmiary, więc chyba weźmie tylko jeden. W porządku, to oznacza jakieś 200 złotych do przodu.

















































