Ale to było dawno temu. Wydaje mi się, że mój świat był jeszcze bardzo uporządkowany, widziałem sprawy w idealistyczny sposób, miałem ciepłe schronienie (małżeństwo z Tatianą). Później rzeczywistość rozpadła się, pozostawiając mnie na długi czas w stanie gorączkowego poszukiwania czegoś, co poskleja świat na nowo. A teraz? Sam nie wiem. Świat nie posklejał się w taki sposób, jak chciałem. Ale to nie znaczy, że jest źle. Jest inaczej. Stałem się bardziej dorosły. Czasami mam takie chwile, że chciałbym, żeby ten czysty idealizm i ciepłość schronienia wróciły. Nie chodzi o to, że stałem się cynikiem, jestem od tego bardzo daleki. Bardziej... jakby pojawił się pewien relatywizm, odwaga, trochę rezygnacji, poczucie tymczasowości tego życia, dystans do rzeczywistości... Ciężko to wyjaśnić w kilku słowach. To zestaw raczej skomplikowanych uczuć i przemyśleń. Zresztą sam nie jestem ich wszystkich pewien.
Dziś też trochę poczytałem "Europę". Podoba mi się podejście Daviesa do historii, jest w nim coś uniwersalnego, niesekciarskiego. Później pojechałem na zakupy. Tylko kilka drobnych rzeczy, bo w portfelu pustawo. Ale skusiłem się na butelczynkę Tokaju Aszu. Droga i malutka, ale to oficjalnie najlepsze wino na świecie (dla mnie:). Po powrocie do domu znów lektura, ale stwierdziłem, że jest za wcześnie na leniuchowanie. Postanowiłem zrobić coś "kulturalnego". Pojechałem do Szczyrku do Bator Art Gallery. W samochodzie puściłem Bossa Novę (która dzisiaj nie chodzi z głośników - lekkość i ciepło) i powoli jechałem wśród gór. Bez pośpiechu, bez zbyt wielu myśli. Galeryjka była przytulna, niewielka, jasna i pełna kolorów. Za 4 złote zrobiłem sobie półgodzinny spacer wśród umysłów. Był tam tłuściutki pies pani, która obsługiwała. Groźnie na mnie warczał, ale okazało się, że w ten sposób żebrał o trochę czułości. Podrapałem go po nabitym, tłustym grzbiecie i przestał być natrętny.
A powyżej i poniżej moja własna galeria:) Czuję, że po kilku miesiącach prób i szukania, zacząłem odkrywać swój głos w malowaniu.






