Showing posts with label poezja. Show all posts
Showing posts with label poezja. Show all posts

Sunday, 4 May 2014

Forever

















We are a million miles away from the comfort zone
the warm socks seem to be a dream,
the fireplace is forgotten in the land unknown,
the familiar tunes have lost their theme.

And yet in the cold, dark valleys something shines,
something makes me feel not lost but right.
Though I am a stranger in the strangers land,
I feel like flying in a little girl’s hand – maybe a kite.

Do you remember when we created a promise?
When we said we would be written in a stone?
Would you say we blew it, made this universe aimless?
Have we lost the treasure, and all is left is a moan?

I remember the touch, long walks, and cabbage stew,
long beardy years chasing us and trying to make us old,
crazy ideas, fierce fights and the hole in a shoe.
I don’t think we ever lose it, babe, we have a glue.

Yes, I know – we left the familiar shores,
we embarked the spaceships, each to a different galaxy.
But amongst all those sparkly, lovely stars,
I will always hear your laugh,
you will always be the one.

Tuesday, 18 December 2012

Onirka eskapistyczna 2 - Księżycowy terrorysta

Po trochu zgrywam te piosenki w nowych aranżacjach. Onirkę eskapistyczną napisałem dla Tani i jest to chyba mój ulubiony kawałek. Tania śpiewa również w chórkach. Zapraszam na stronę fejsbukową: http://www.facebook.com/ksiezycowy.terrorysta


 

Onirka Eskapistyczna 2

1
Przyznam się, że wolałbym śnić
Czarnym kotem z twoich rysunków być
Łapać myszy w nocy, biesić się i drwić
Na twoich kolanach czułych z psich gróźb kpić

W innym scenariuszu byłbym groźnym muszkieterem
Złego kardynała przebiłbym rapierem
Później wyznałbym ci miłość w Paryżu pod drzewem
Rano pojechalibyśmy do naszej Polski rowerem

ref
Hej, hej, nie wiem sam, czy się cieszyć mam,
czy nie wiem czy cie mam, czy mi cie odbierze czas
zapłacić rachunki, raty, prąd i gaz,
a ja na to chwytam cię za rękę, nie puszczam

2
Niby coś tam mówię, staram się, próbuję,
Jakieś plany snuję, życie porządkuję, ale
Prawdę mówiąc wolę zamieniać się w wilka
I z moją wilczycą po lesie grać w berka

Nie mam nic przeciwko baśniom Andersena
Nie przeszkadza mi też z Kamasutry scena
Moja miłość nie z tej Ziemi, nie masz się co bać
Polecimy na Marsa. Już tam są? Kurwa mać.

ref
Hej, hej…

3
Ale dzisiaj koniec z narzekaniem
Chodź, zrobimy sobie razem pranie
Upieczemy jagodowy placek
Kuchnia z tobą lepsza niż pałace

Gdyby nie ty byłbym narkomanem
Z książek przez nos wciągałbym utkane
Ze słów światy, z palca wyssane,
W twoich oczach się opamiętałem

ref
Hej, hej…

Saturday, 15 December 2012

"Tajemnica" - Księżycowy terrorysta

Zapraszam do posłuchania nowego kawałka Księżycowego terrorysty. Tym razem zrobiłem "Tajemnicę", niektórzy z was może natknęli się tutaj na te piosenkę wcześniej, w wersji na ukulele. Tym razem gościnnie wystąpili : Nadia, Monia, Wiki, Kuba i Tania:) Muzycznie jest to dosyć luźna przeróbka utworu Raappana - Maasta maahan.
No i tradycyjnie już zapraszam na fan page na fejsbuku.

 
Tajemnica

 ref:
Zdarza się, że głowę byś odwrócił,
głowie powiesz w rozmowie, że się boisz
chodźmy już panowie, mądrej głowie dość po słowie, ale
kto opowie, kto kłamstwo odrzuci

1
Włączyłem telewizor na chwilę, przysięgam
zwykle chronię serce, po pilota nie sięgam,
na jedynce podawali wiadomości
na ulicach zwłoki, krew zamiast miłości,
w Afryce brak żywności, w Ameryce gościnności
we Wrocławiu skin lewaka, lewak skina bez litości
przez chciwość do nicości, pogrążamy się w ciemności
długa droga do miłości, kiedy broń jest w gotowości

ref:
Zdarza się…

2
Siedzę raz w pociągu, w drodze na terapię
obok siedzi facet, chyba górnik, smacznie chrapie,
naprzeciwko trzy dziewczyny, lat może szesnaście,
każda w ręce ma iPoda, taka moda, ale szkoda,
no bo przecież dusza młoda, Bóg nas stworzył w swych ogrodach,
przecież życie to przygoda, a nie pusty wzrok w iPodach,
a ten górnik się obudził, popatrzył spod byka,
przecież praca uszlachetnia, skąd więc jego mina szpetna

ref.
Zdarza się…

3
Teraz kilka słów o Bogu, albo raczej o religii,
nie rozumiem całej dziwnej, głupiej tej rozterki,
jak Go zwał tak Go zwał, przecież Facet nie jest głupi
szczerze wołaj z serca, On na pewno cię usłyszy,
nie masz po co się więc pienić, że ktoś woła Go inaczej,
Kryszna, Jah, Mahomet, najważniejsze serce twoje,
zamiast głosić świętą jihad, palić czarownice,
popatrz w oczy brata twego, a zrozumiesz tajemnicę

ref.
Zdarza się…


Wednesday, 5 December 2012

Księżycowy terrorysta

Hej
     Zapraszam wszystkich do polubienia mojej muzycznej strony facebookowej. Od kilku miesięcy piszę swoje piosenki. Od początku znajomi zachęcają mnie, żeby wziął się za to na poważnie. Nie wiem, na ile poważnie chcę się za to wziąć, ale jednak zmobilizowałem się, żeby zrobić cały album. Na razie na stronie jest jeden kawałek promo, po Nowym Roku powinien być już cały album. Póki co posłuchajcie. Jeśli podoba wam się muza, czy przekaz, to udostępniajcie u siebie na fejsie, czy blogu, czy gdziekolwiek, dzięki:)

Księżycowy terrorysta facebook
     Jeśli ktoś nie ma facebooka, to niedługo będzie też strona internetowa, a póki co można posłuchać próbki tutaj. Salud!



Apokaliptyczny dowcip
(Michaiłowi Bakuninowi)

1
Dzisiaj miałem sen prześwietny
Wyśnił mi się świata kres
Pierdyknęło coś z kosmosu
Trzeba zwijać interes

Płoną miasta, płoną wsie
Ludzkość już na samym dnie
Apokaliptyczny dowcip
Ale nikt się nie śmieje

2
Z Wall Street płynie fala lawy
Nie pomogły im dolary
Nie najlepiej też w Londynie
Ile w dół tam poszedł funt

Czemu nie śpiewam o Polsce
Z polskiej ziemi jest mój ród
No bo tam gdzie była Polska
Zbyt się podniósł poziom wód

3
Wyobraźcie tylko sobie
Już nie będzie gnębił ZUS
Już nie będzie Guantanamo
W Izraelu runął mur

Trochę szkoda tylko zwierząt
Kotów, psów, antylop gnu,
Żubrów, słoni i delfinów,
Nawet muchów oraz kun

4
Szkoda mi też pizzy, wina,
Dziewczyn oraz KSU
Z drugiej strony gdy w niebycie
Wyśnię sobie to co chcę

Dobre książki, dobrzy ludzie,
Wolna miłość, wolny świat,
Z trzeciej strony po co znowu
Człowiek już swą szansę miał

5
Siedzę sobie na balkonie
Widok stąd przepiękny mam
Lecz najbardziej to się cieszę
Że się w TV skończył Klan

Koniec wreszcie z aferami
Nadszedł wreszcie wojen kres
Lecz najbardziej to się cieszę
PO z PiSem liż was pies

6
Przyszedł sąsiad, przyniósł wódkę
Mówi, że nie lubi sam
Mówi mi, że mówić Lesiu
Nie ma co se mówić pan

W tym momencie jeszcze jeden
Meteoryt z nieba spadł
Obudziłem się, a niech to,
Wcale się nie skończył świat

Thursday, 15 November 2012

Istota rozumna



     Kim jest istota rozumna? Co dzieje się, kiedy rozumny człowiek, czy jakakolwiek rozumna istota natyka się na brata w rozumie? Pofantazjujmy.

    Myślę, że najpierw taki ktoś musi zdecydować, czy ta druga jednostka świadomości, jest świadoma, czy jest rzeczą. To jest łatwe. A przynajmniej dla rozumnej istoty. Świadomość przebija spod skóry jak światło. Rozumna istota jest wyczulona na objawy świadomości. Czy to będzie człowiek, czy zwierzę, czy mieszkaniec Alfa Centauri – nie ma znaczenia. Istota rozumna nie określa siebie ani innych w oparciu o narodowość, kolor skóry, status społeczny, gatunek, kształt, planetę. To są sprawy nieważne. Zewnętrzne materialne desygnaty, definicje, katalogowanie – te czynniki nie mają znaczenia dla istoty rozumnej. Jedyne, co ma jakiekolwiek znaczenie to iskra antymaterii - świadomość.

     Kiedy już nastąpi kontakt i ustanowi się, iż druga strona dzieli z nami skarb świadomości, dzieje się coś ciekawego i zapierającego dech w piersiach: rozumna istota nie czuje potrzeby zmieniania innej rozumnej istoty. Wręcz przeciwnie. Akt spotkania z inną cząstką rozumu jest czymś tak magicznym, transcendentalnym, że w istocie rozumnej budzi się ogromny szacunek i docenienie sposobu, w jaki rozum i uczucia przejawiają się w kimś innym. I to bez względu na różnice w poziomie przejawiania się świadomości. Bo to fakt – te przejawy mogą się różnić – inaczej przejawia się świadomość delfina, inaczej człowieka, inaczej mrówki, a jeszcze inaczej Enta, Marsjanina, czy mędrca zamieszkującego jaskinię w Himalajach. Istota rozumna nie ma jednak najmniejszej skłonności do świadomościowego apartheidu. Taka skłonność nie jest możliwa w istocie rozumnej. Jest to rzecz po prostu nieprawdopodobna i tyle. No bo, czy widzimy niewielki palec porannego słońca wsuwający się przez szparę w suficie na strychu, czy  też kąpiemy się w tysiącach promieni, leżąc na leśnej polanie, nasze doświadczenie jest to samo – obcujemy ze słońcem. Tak samo jest ze świadomością. Jakim wyrazem głupoty i arogancji byłoby stopniowanie, ocenianie, a nawet wywyższanie się nad przejawami świadomości w jakiś sposób odmiennymi od tego, jak my przejawiamy siebie? Na całe szczęście istota świadoma nie widzi świata w ten sposób.

    Wyobraźcie sobie planetę, gdzie rzeczywistość – społeczna, duchowa, religijna, spożywcza, ekonomiczna, polityczna, rodzinna – opierałaby się na świadomościowej dyskryminacji. Duchowy apartheid. Co to byłoby za straszne miejsce! Pomyślcie – ludzie, bogowie, zwierzęta, a każdy z nich żyjący tylko w swoim odizolowanym, obmurowanym ego, małym światku, idąc przez życie zajęty tylko etykietowaniem, ocenianiem, szufladkowaniem. „Ten jest mądry, ten jest głupi, tego będę słuchał, tamtego uczył, tego zmienię, tamtemu dam się zmienić, a tego małego, brzydkiego, włochatego zjem. To mi się może przysłużyć, a tamto nie. To będę kochał, a tamtym gardził”. Dreszcze przechodzą na samą myśl.

     Można by pójść jeszcze dalej. Wyobraźcie sobie miejsce, w którym całkowicie odmawiałoby się świadomości innym istotom, tylko dlatego, że istoty te różnią się od nas. Jak gdyby kształt naczynia, czy jego kolor, mógłby mieć wpływ na jego zawartość! Co za absurd!
   
Pierwszy mróz

Gdy przyszedł pierwszy mróz
wyskoczyłem przez dziurki w nosie
i zostałem wilkiem

Pod uśmiechniętym okiem Brata Księżyca
biegłem po skrzypiącym śniegu
jak rozbrykane szczenię

Z moich boków buchała para,
chłeptałem krew wiewiórki,
którą później przeprosiłem,
ale że byłem wilkiem,
martwiłem się tylko chwilkę

Na polanie leżałem na plecach,
żując słomkę i patrząc,
jak igrają gwiazdy
(też się urwały spod kołder,
karier, rachunków, terapii,
niedzielnych obiadów,
kinowych seansów,
sensów, bezsensów
i przeplatania się tych dwóch?)

Kiedy wreszcie cichaczem
zaczął mnie z boku zachodzić
ten łobuz Świt,
warknąłem nonszalancko
i w kilku susach
skoczyłem
przez dziurki w nosie,
zostawiając za oknem
mroźną noc i wilcze kły

Monday, 5 November 2012

Wilcze szczenię

Kawałek powstał pod wrażeniem Akli D - Anfas Tranquil. Spodobała mi się energia kawałka, zrobiłem więc do niego polski tekst i trochę zmieniłem muzykę.


1
Spytał chłopiec Pana Boga:
Jak tak może być?
Czemu Panie nic nie zrobisz
Czemu świata nie naprawisz, nie?

Gniewam się na ciebie Boże
Że ten świat jest zły
Jak dorosnę, jak dorosnę
To pokażę, to pokażę kły

Dan, da ri di du du dan dar dej
Dan da ri di du du dej
Dan, da ri di du du dan dar dej
Dan da ri di du du
Dan da ri di da da dej

Ło joj, ło joj, ło joj, ło joj

Jak dorosnę, jak dorosnę
To pokażę, to pokażę kły

2
Generałów powiesimy
Na lufach ich dział
A nafciarzy napoimy
W gardła ropę nalejemy im

Ziemię bankom odbierzemy
Zasiejemy plon
Polityków podpalimy
Z ich kłamstw ułożymy piękny stos

Dan, da ri di du du dan dar dej…

Ło joj, ło joj, ło joj, ło joj

Polityków podpalimy
Z ich kłamstw ułożymy piękny stos

3
Spytał chłopiec Pana Boga:
Jak tak może być?
Czemu Panie nic nie zrobisz
Czemu świata nie naprawisz, nie?

Gniewam się na ciebie Boże
Że ten świat jest zły
Jak dorosnę, jak dorosnę
To pokażę, to pokażę kły

Dan, da ri di du du dan dar dej

Ło, joj, ło joj, ło joj, ło joj

Jak dorosnę, jak dorosnę
To pokażę, to pokażę kły

4
Bóg popatrzył smutno z nieba
Deszcz to jego łzy
Chociaż chłopiec długo czekał
Nie usłyszał, nie usłyszał nic

A świat nadal w dół się stacza
Nie pomogły łzy
Nie pomogą szubienice
To już było, już za dużo krwi

Ło, joj, ło joj, ło joj, ło joj

Nie pomogą szubienice
To już było, już za dużo krwi

Thursday, 11 October 2012

Vlad - wampiryczny tren


Była już (anty)polityka, była też miłość, a dziś trochę kabaretu. Zresztą wampir to jest temat na topie obecnie...;) Uprzedzam, że cholernie długie mi to wyszło.















1.
Pochodził z Rumunii
Nazywał się Vlad
Przeleżał w mogile
Prawie siedemset lat

Lecz pewnej mrocznej nocy
Gdy znudził mu się grób
Otworzył brzydkie ślepia
I strząsnął z siebie bród

Ref:
Na na na
Historia ta obudzi dreszcze w was
Na na na
Nie zaśnie brzdąc, dorosły ani dziad

2.
Pierwszą ofiarę
Wypatrzył już po chwili
Na widok dziewczyny
Jak się nie zaślini

W księżycu zabłysły
Nagie Vlada kły
Nic tu nie pomogą
Najrzewniejsze łzy

Ref:
Na na na
Jeśli słabe serce masz, to odwróć twarz
Na na na
Postmodernistyczna, straszna, krwawa kaźń

3.
Na widok łysej czaszki
I szpetnej gęby Vlada
Buchnęło dziewczę śmiechem
I tak przez łzy powiada:

„Wnioskuję, żeś pan wampir
Ale starej daty
Dzisiaj dzieci nocy
Są jak dzieci kwiaty”

Ref:
Na na na
Litości nie zna Vlad
Na na na
Już wkrótce się przekona cały świat

4
Nie łatwo wampirem
W czasach hollywoodu być
Już lepiej dla Vlada
Było w grobie rzezie śnić

Lecz serce chociaż zimne
Odważnie w nim biło
Ppoza tym, co tu kryć
Strasznie chciało mu się pić

Ref:
Na na na
Za chwilę się poleje ciepła krew
Na na na
Wśród drzew w wampirze wzbiera zimny gniew

5
„Posłuchaj głupia kwoko
Nie obchodzi mnie
Zachowaj dla siebie
Głupie swe idee \

Nie potom wyszedł z grobu
Coby słuchać bzdur
Przygotuj się na śmierć
Zaraz wyssie cię wampir-gbur”

Ref:
Na na na
Dokąd zmierza historia dziwna ta
Na na na
Sam dobrze nie wiem… tra la la la la

6.
Na nieuprzejme słowa
I słów tych gniewny ton
Ściemniało żeńskie lico
Aż się wystraszył on

A kiedy z ust dziewczęcia
Wyszły kły wielkie dwa
To biedny Vlad oniemiał
I zgłupiał aż do cna

Ref:
Na na na
Czy wciąż końcówka krwawa czeka nas?
Na na na
I na co mu to było, biedny Vlad.

7.
Od nocy tej strasznej
Zaczęły się zmiany
Zamiast Vlada w baranicy
Jest Vlad ładnie ubrany

Na łysinie wyhodował
Modne, gęste loki,
Nocą, miast polować,
Pija marchewkowe soki

Lecz kiedy piękna żona
Tuż obok w trumnie śpi
Wspomina wampir biedny
Kawalerski zapach krwi…
Tssss…..

Ref:
Na na na
Wampir też człowiek - do kobiety lgnie
Na na na
To już jest koniec, jasny wstaje dzień



Sunday, 7 October 2012

Onirka Eskapistyczna 2


Tym razem piosenka miłosna, dedykowana mojej Tani. Wciągnęło mnie to pisanie, pozwala fajnie spędzić weekend i nie czuć się, że zmarnowałem czas, albo że nic nie jestem wart (co czuję większość czasu). Pozdrowienia dla wiernych czytaczy\słuchaczy.


1
Przyznam się, że wolałbym śnić
Czarnym kotem z twoich rysunków być
Łapać myszy w nocy, biesić się i drwić
Na twoich kolanach czułych z psich gróźb kpić

W innym scenariuszu byłbym groźnym muszkieterem
Złego kardynała przebiłbym rapierem
Później wyznałbym ci miłość w Paryżu pod drzewem
Rano pojechalibyśmy do naszej Polski rowerem

ref
Hej, hej, nie wiem sam, czy się cieszyć mam,
czy nie wiem czy cie mam, czy mi cie odbierze czas
zapłacić rachunki, raty, prąd i gaz,
a ja na to chwytam cię za rękę, nie puszczam

2
Niby coś tam mówię, staram się, próbuję,
Jakieś plany snuję, życie porządkuję, ale
Prawdę mówiąc wolę zamieniać się w wilka
I z moją wilczycą po lesie grać w berka

Nie mam nic przeciwko baśniom Andersena
Nie przeszkadza mi też z Kamasutry scena
Moja miłość nie z tej Ziemi, nie masz się co bać
Polecimy na Marsa. Już tam są? Kurwa mać.

ref
Hej, hej…

3
Ale dzisiaj koniec z narzekaniem
Chodź, zrobimy sobie razem pranie
Upieczemy jagodowy placek
Kuchnia z tobą lepsza niż pałace

Gdyby nie ty byłbym narkomanem
Z książek przez nos wciągałbym utkane
Ze słów światy, z palca wyssane,
W twoich oczach się opamiętałem

ref
Hej, hej…

Sunday, 23 September 2012

Mądre i głupie



1
Słowa mądre słowa głupie
Martwa mucha w zimnej zupie
Kropla czaju z samowara
Zapatrzona w siebie para

Chciałbyś sensu się dopatrzeć,
Przebrnąć przez metafor sie-eć
Ale widok czyjejś gęby
Sprawia, że się nie chce chcieć

ref
Laj, laj, laj, sie opamiętaj
Daj, daj, daj, wszystkiego nie zjedz sam
Naj, naj, naj, chłopcy dwaj
Jeden to dobry ja, a drugi – moje drugie ja

2
Szukasz w sercu potwierdzenia
Swej ważności docenienia
Ktoś ci mówi pył i marność
A ktoś: bierz, bo nigdy zadość

Pytasz – czy sens w szlachetności
W pokonaniu sła-abości
No a może w bezczynności
Bądź też w ciała żądz radości

ref
Laj, laj, laj, chłopie graj
Posprzątaj, nikt nie pozbiera szkła
Zawracaj, coś zostawiłeś tutaj
Jeden to dobry ja, a drugi – moje drugie ja

3
Szedłem raz ulicą w mieście
Dookoła ludzi z dwieście
Ale smutno w sercu było
Bo każdemu się spieszyło

Za to problem inny na wsi
Jakby sobie wszyscy poszli
Tylko w barze garstka gości
Spija nektar śmiertelności

ref
Laj, laj, laj, posłuchaj
To ktoś cię woła z dala i odejść nie pozwala
Naj, naj, naj, chłopcy dwaj
Jeden to dobry ja, a drugi – moje drugie ja

Friday, 31 August 2012

Tajemnica - piosenka

     Hej znajomi
     Ostatnio nic się nie odzywam, wiem, ale jakoś tak jest z tą terapią (skończyłem właśnie drugi tydzień), trochę też pisałem na moim nowym angielskim blogu, no i jakoś tak nie znajdywałem drogi do Garści Drobnych. Wczoraj napisałem piosenkę, chciałem się z wami podzielić. Pozdro.
    Marcin
    PS. Kiepsko u mnie z wymyślaniem melodii "pożyczyłem" więc muzykę w dużej części od zespołu Raappana z utworu Maasta maahan (polecam zespół, świetne fińskie reggae.)



Tajemnica 


ref:
Zdarza się, że głowę byś odwrócił,
głowie powiesz w rozmowie, że się boisz
chodźmy już panowie, mądrej głowie dość po słowie, ale
kto opowie, kto kłamstwo odrzuci

1
Włączyłem telewizor na chwilę, przysięgam
zwykle chronię serce, po pilota nie sięgam,
na jedynce podawali wiadomości
na ulicach zwłoki, krew zamiast miłości,
w Afryce brak żywności, w Ameryce gościnności
we Wrocławiu skin lewaka, lewak skina bez litości
przez chciwość do nicości, pogrążamy się w ciemności
długa droga do miłości, kiedy broń jest w gotowości

ref:
Zdarza się…

2
Siedzę raz w pociągu, w drodze na terapię
obok siedzi facet, chyba górnik, smacznie chrapie,
naprzeciwko trzy dziewczyny, lat może szesnaście,
każda w ręce ma iPoda, taka moda, ale szkoda,
no bo przecież dusza młoda, Bóg nas stworzył w swych ogrodach,
przecież życie to przygoda, a nie pusty wzrok w iPodach,
a ten górnik się obudził, popatrzył spod byka,
przecież praca uszlachetnia, skąd więc jego mina szpetna

ref.
Zdarza się…

3
Teraz kilka słów o Bogu, albo raczej o religii,
nie rozumiem całej dziwnej, głupiej tej rozterki,
jak Go zwał tak Go zwał, przecież Facet nie jest głupi
szczerze wołaj z serca, On na pewno cię usłyszy,
nie masz po co się więc pienić, że ktoś woła Go inaczej,
Kryszna, Jah, Mahomet, najważniejsze serce twoje,
zamiast głosić świętą jihad, palić czarownice,
popatrz w oczy brata twego, a zrozumiesz tajemnicę

ref.
Zdarza się…


Wednesday, 1 August 2012

Are you a friend?


















„Are you a friend?”
she wrote on the piece of newspaper
I’ve wrapped my sandwich with.
“Of course I am”
I almost said.
But instead I handed her a slice of bread.
She tore off a piece and started to chew
in this cute, annoying way I like
or don’t like,
depending on the moment.

And then we went downtown.

As usually
we showed each other
the flowery balconies
in the old town.
“It would be so cool to live here”
“Yeah, cool, but it must be so expensive”
“Lucky bastards”
Little rituals,
yes, we have those.

Then we kissed
friendly kiss,
just with the lips,
no tongues.
We’ve created a very closed circle of friends.
Just two of us
in that weird unfriendly town.

If anyone asks,
we didn’t
go to
bed.

Sunday, 1 April 2012

Pieces of Her

Pierwsza próba w piosenkopisarstwie.



Pieces of Her

1
She wanted to fly,
catch the ray of the sun,
but her wings were not fit
for this task.

When she hit the hard ground
she still tried to reach out
but her arms were too broken
to grasp.

refrain:
Waiting rooms, crying grooms,
No one brings them warm wool blankets,
anxious minds, disappointed with life and drunk,
nothing can fill that dark spot,
so what…

2
First kiss, first love, first journey, first fist in the sky,
first religion, then second, then none,
filling cosmic space with laughs and yelling and cries,
hoping that someone out there will care.

Autumn sunshine splits trough green glass,
empty room, empty chair, empty soul,
Pieces of her lifted by gentle wind,
maybe in rainbow they meet…

Wednesday, 9 November 2011

What if...


Ilustracja: Tania

What, if…

I may work on myself,
I may strive for a progress,
but what if there is no one to watch,
no one looks from the sky,
no spirits, no angels, no gods?

I can try to be a man,
I can try to rise up high,
but what if we are a drop of the sea,
what if we are a tiny grain of dust?

Maybe that’s my way,
that’s my road to tread,
maybe we are lonely blades,
on green, rippling meadows,
maybe we are lonely stars
on dark, so dark sky.

For us we must shine and fly,
not for gods, nor crowds.
For us we must climb and strive,
not for in heaven rewards.

Maybe that’s the point –
the silent, empty road,
no answered prayers, no burning bush.
Maybe that’s our life –
a little bee trying to fly, so she could die up high.

Learn how to shine and be fine,
even if there is no one to judge,
no one to say: “it’s a good way”,
or: “it’s wicked, do not.”

But maybe I’m wrong,
I’ve been wrong before,
maybe the truth is out there,
someone makes notes,
writes our lives in divine books,
watches our steps,
helps us when we go astray.

If that’s the case,
I’m still the same,
I still want to shine and fly,
still dream about dying high,
not for in heaven rewards,
not for gods, or crowds,
but for myself.

And my Friend,
if he’s there.

Tuesday, 21 September 2010

Świątynia Sharon Tate



Świątynia Sharon Tate

Sharon Tate,
elfia bogini,
nie wielbię twojego ciała,
została tylko kupka kości
w spróchniałej trumnie
po drugiej stronie globu.
Nie o to chodzi,
nie w tym rzecz.
Twój uśmiech
i nieśmiało-uwodzicielskie
spojrzenie
żyją własnym życiem.
Jak na przykład dla niektórych, Elvis, the King.
Przezroczysty duch, muśnięcie eteru,
krążysz po telewizorach,
żywiąc się uwielbieniem
miłośników staroci.
Jesteś boginią.
Masz swoją świątynkę
na moim desktopie.

Sunday, 19 September 2010

Kołysanka



Kołysanka

Dim dam dom
Kosmiczna pierzyna,
pod płótnem puch,
pod puchem sny,
pod snami bije źródło –
duch.

Wolność czasami przychodzi w tańcu,
pamiętasz Flight of the Hawk?
Czasami jest w kurzu na butach,
w wędrówkach po cygańskich ścieżkach Sacromonte
albo po kopenhaskich ulicach –
zapach haszyszu, falafela i rupieci ze strychu.
Kilka razy dotyk wolności przypłynął z modlitwą,
szczerym wołaniem do Absolutu,
tak też bywało,
ale to najcięższy sposób.

Śniłem kiedyś o trzech wędrowcach
wysłanych przez Boga.
Zabrali mnie w Himalaje.
Po drugiej stronie gór
stały drzwi do raju.
To była szczęśliwa podróż.

Saturday, 14 August 2010

Złoty pył



Złoty pył
(Najwyższej Kapłance)

Wjechałem w noc na rydwanie.
Rzucając stalowe spojrzenia
zeskoczyłem w trawę,
wyzywająco zdeptałem kwiaty.
Nie zauważyłem złotego pyłu
na skórzanych butach,
a rondo kapelusza
przesłoniło księżyc.
Ogłosiłem później,
że noc jest pustkowiem.

Innego wieczoru
odłożyłem zbroję.
Podszedłem do granicy czerni
i ułożyłem głowę na trawie.
- Zobacz, idę spać –
szepnąłem w cichą pustkę.
Gdy zamknąłem oczy,
usiadłaś obok
i całą noc śpiewałaś mi pieśni
wyższych krain.

Noc przestała być pustkowiem.

Wednesday, 7 April 2010

Stara modlitwa



Szperając w starych zapiskach, natrafiłem na tę modlitwę hinduską. Uspokoiła mnie i zainspirowała do osobistej modlitwy. Szarpiemy się, zmagamy, pędzimy, a przecież ostatecznie są ważniejsze rzeczy.

* * *

O bracie!
Czy jest jakaś przyjemność,
której jeszcze nie doświadczyłeś
w tym świecie narodzin i śmierci?
Czy pozostał jakiś rodzaj
uwielbienia, czy sławy,
których nie doświadczyłbyś
dzięki swojej wiedzy, wyrzeczeniom,
czy dobroczynności?
Przyjacielu!
Dziś wreszcie porzuć to wszystko
i jedz tylko to, co przyjdzie samo,
dostrzegaj w innych tylko dobre cechy,
nie patrz na ich błędy,
nie pchaj się do przodu,
pozostań w ukryciu,
nieznany i mały.
Po prostu zawsze
wędruj samotnie
po tym pięknym lesie
Vrindavany

Tuesday, 2 March 2010

Tecumseh



Tecumseh

Żyj tak, aby strach przed śmiercią
nigdy nie zawitał w twoim sercu.
Nie krytykuj religii innych ludzi.
Szanuj poglądy innych
i wymagaj, żeby oni szanowali twoje.

Kochaj swoje życie, staraj się je doskonalić,
szukać piękna we wszystkim, co cię spotyka.
Staraj się, aby twoje życie było długie
i poświęcone służbie dla twego ludu.
Przygotuj szlachetną pieśń śmierci –
zaśpiewasz ją w dniu, w którym przekroczysz wielką granicę.

Zawsze pozdrawiaj swych przyjaciół słowem lub gestem.
Pozdrawiaj również obcych, których spotkasz na pustkowiu.
Szanuj wszystkich, ale nie upokarzaj się przed nikim.

Kiedy wstajesz rano, podziękuj za światło,
za życie, za siłę.
Podziękuj za jedzenie, za radość istnienia.
Jeśli nie widzisz powodu do wdzięczności,
wina leży po twojej stronie.

Nie dotykaj trującej wody ognistej,
która zamienia ludzi mądrych w głupców
i która odbiera duchowi jego wizję.

Kiedy nadejdzie śmierć,
nie bądź tacy, jak ci,
których serca pełne są strachu,
i którzy modlą się o więcej czasu,
żeby przeżyć swe życie inaczej.
Zaśpiewaj pieśń śmierci
i umrzyj jak bohater
wracający do domu.

Tecumseh (1768-1813), wódz plemienia Szaunisów.

Friday, 12 February 2010

Daj nam szansę, my Friend



Grzebałem w starociach i znalazłem ten wiersz sprzed kilku lat. Trochę młodzieńczego entuzjazmu:)

Daj nam szansę, my Friend


Nie płacz, bracie -
rytm jest tuż za drzwiami
i mieni się kolorami.
Wystarczy, że sięgniesz ręką,
powiesz kilka słów,
uwierzysz w Manitou,
i rytm będzie tuż tuż
właśnie tu - trąbek dźwięk.

Przepis jest prosty -
włącz play w sercu,
podkręć basy w głowie,
weź do kupy garść wspomnień -
kiedy słuch cię nie mylił
i słyszałeś przyjaciół nadających
z małych radiostacji
na punkowch wyspach,
w hipisowskich azylach.

Bo taki jest fakt -
myślisz, że to był tylko sen,
myślisz, że wyrosłeś,
że świat to tylko o punkty gra,
zła karma, dobra karma,
y que pasara con mi pobre alma?

A właśnie, że nie -
świat do odważnych należy,
świat odważnym reggae gra.
Po prostu się wsłuchaj przez chwilę,
słuchaj, jak Pachamama gra
słuchaj, nie gadaj, tsss...

Poeci muszą żyć z dnia na dzień.
Bardowie nie mogą płacić podatków.
Artyście nie wolno zapomnieć,
że szczęście ma smak
przypadkowych spotkań
i niepewności jutra -
jak możesz mówić o szczęściu,
kiedy znasz rozkład
każdego następnego dnia?

Przecież zgodziliśmy się na smutek,
zgodziliśmy się na (czasami) pusty gar
i rosyjską ruletkę,
no bo jaki sens ma trzymanie się życia
tylko po to, by życie przeciekło między palcami?
Życie trzeba przeżyć, nie przeżuć.

Dlatego, my Friend, zrób coś i
daj nam jeszcze jedną szansę,
rozdaj nowe karty.
Daj nam, my Friend, nową szansę
bycia poetami.

Sunday, 27 December 2009

Tarotowe poetriki - Smutny czworokącik



Tarotowe poetriki - Smutny czworokącik

Naiwny naukowiec – cyrkowiec,
anarchista i wierszokleta
ujrzał w machinie księżniczkę,
istotę słodką, przepiękną,
mądrą i smakowitą.
Zdając się na obliczenia
i wizje z aparatury
smutny i biedny poeta
ruszył w beznadziejną podróż,
żeby księżniczkę wziąć sobie
za żonę.



Po drugiej stronie królestwa
żył dumny rycerz – najemnik,
wierny przyjaciel przyjaciół
i mściwy wrogów wróg.
Raz ujrzał księżniczki portrecik,
gdy u kolegi grał w wista.
Mężne serce osłabło z miłości
i rzuciwszy karty na stół
napalony chłopiec pojechał
się żenić.



Księżniczka – to fakt – niedościgła
w urodzie, w dowcipie i w słowach
niedociągnięcia miała w swej cnocie
(takie są życia realia)
i gdy żarliwi młodzieńcy
ścigali marzenia i sny,
gorliwe ręce markiza
du Fuę Fuą Fiją
ściskały talię dziewczyny,
która chichocząc słuchała
nieładnych, niegrzecznych... no
świńskich po prostu szeptanek.

(Ostatecznie wyszła za poetę - naukowca
– takie rzeczy się
w bajkach zdarzają.
Po czem żyli długo i szczęśliwie.)

* * *
wszystkie ilustracje w tym wpisie
są dziełem i własnością
pani Pauliny Cassidy i pochodzą
ze stworzonej przez nią talii
Paulina Tarot.