Friday, 29 March 2019
Lista skondensowana
1. Ludzie są wspaniali. Tyle myśli, marzeń, talentów, uczuć... Czasami niektórzy patrzą na mnie jak na świra, kiedy mówię, że wolę miasto od lasu. Ale to nie dlatego, że mam jakieś zamiłowanie do betonu:) W lesie czuję się samotnie, nie słyszę tam myśli i idei. W mieście jest nas wszystkich tylu, że gdzieś tam wcześniej czy później trafi się na coś pięknego.
2. Chciałbym znaleźć jakiś teatr amatorski i móc grać różne role, rozpuścić wewnętrzne granice i opory. Dawno, jeszcze w liceum grałem w naszej amatorskiej grupie. Nawet miałem taki okres, że chciałem iść na studia w tym kierunku. Później los poszedł w inną stronę, ale wraca do mnie to marzenie.
3. Jestem kosmopolitą. Brzydzę się granicami. Chciałbym (choć wiem, że to się nie stanie) dożyć czasów, że państwa narodowe przestaną istnieć. Że wreszcie wszyscy zrozumieją, że jesteśmy jednością. Że ludzkość jest najwspanialszą kopalnią cudowności: snów, tradycji, pomysłów i archetypów. A te głupoty: państwa, armie, polityka, propagandy, religie, to tylko dziwaczne konstrukcje wystraszonych.
4. Nie cierpię kłamstwa. Moją ambicją jest być zupełnie otwartym. Niektórzy mówią, że to głupota, bo otwierając się przed całym światem, narażamy się na zranienie. Może i tak. Ale uważam, że nie ma większego zranienia, niż odcięcie się od innych granicami. Bo jak wtedy nawiązać połączenie? Lepiej narazić się na rany, niż dla bezpieczeństwa zaprzepaścić szanse.
5. Cieszę się, że tyle podróżowałem. Żyjąc w tych wszystkich państwach, mieszając się z innymi kulturami, coś się we mnie stało, coś przełamało. Choć teraz jestem już w średnim wieku, a moja kariera nie istnieje, z kasą kiepsko, to czuję, że zebrałem w środku najlepszy z możliwych kapitałów.
6. Tęsknię za miłością. Szukam. Dlatego zrobiłem kilka błędów (choć w sumie co jest błędem?:). Myślę, że w jakiejś formie wreszcie tę miłość znajdę. Może to będzie miłość kobiety, to w sumie tak najbardziej bezpośrednio. A może ta miłość się jakoś rozszerzy i będę zadowolony z miłości do wszystkiego, jak wiekowi jogini w Himalajach.
7. Trochę dziś poszedłem...:) Ale miałem potrzebę streszczenia myśli i odczuć.
Saturday, 9 March 2019
Sympatyczne rozmowy
Sobota, góry, kuchnia pełna, ale jakoś nie ma chaosu. Przyjazny klimat. Alex, 15letni Cygan chwali się przed nami mięśniami, Andrzej Baca planuje robotę z drzewem, Behcio ze smutnym uśmiechem żartuje z Saperem próbując zapomnieć o warszawskiej dziewczynie, która złamała mu serce, Szymon (brat) opowiada historię owczofajszym ognisku. Jakoś tak miło się zrobiło.
Noc miałem ciężką, spałem jakieś 2 godziny. Tęskniłem bardzo za M., nie potrafiłem tego wyłączyć. Napisałem jej maila, próbowałem nawiązać przyjazny kontakt, ale nie odpowiedziała. Ciężko wyczuć, co chodzi jej po głowie. Pewnie jest zraniona, że zmieniłem numer telefonu i w zacięciu postanowiła, że nie odpowie. Może wróciła do byłego. A może nawet nie sprawdziła maila. Nie wiem. Ale cieszę się, że napisałem. Nie potrafię trzymać myśli i uczuć w środku. Może choć trochę zrozumiała, co jej chciałem powiedzieć. A nawet jeśli nie, to myślę, że i tak dobrze zrobiłem.
Rano czułem się niewyspany i smutny. Ale najpierw było sporo pracy, więc jakoś oderwałem głowę, a później skończyłem "Śmierć Komandora" Murakamiego. Bardzo dobra książka, jak zresztą wszystkie jego powieści. Kiedy skończyłem, to aż mi było szkoda, że już po wszystkim. A jeszcze później włączyłem "After Life", nowy, krótki serial z Ricky Gervaisem. Bardzo ciepły, mądry, ogrzewający serce. Obejrzałem wszystkie odcinki za jednym posiedzeniem. Przeszedł mi wtedy smutek. Zrobił się mi taki liryczny dystans do wszystkiego. Siedzę teraz na kanapie i z sympatią slucham rozmów dookoła.
Noc miałem ciężką, spałem jakieś 2 godziny. Tęskniłem bardzo za M., nie potrafiłem tego wyłączyć. Napisałem jej maila, próbowałem nawiązać przyjazny kontakt, ale nie odpowiedziała. Ciężko wyczuć, co chodzi jej po głowie. Pewnie jest zraniona, że zmieniłem numer telefonu i w zacięciu postanowiła, że nie odpowie. Może wróciła do byłego. A może nawet nie sprawdziła maila. Nie wiem. Ale cieszę się, że napisałem. Nie potrafię trzymać myśli i uczuć w środku. Może choć trochę zrozumiała, co jej chciałem powiedzieć. A nawet jeśli nie, to myślę, że i tak dobrze zrobiłem.
Rano czułem się niewyspany i smutny. Ale najpierw było sporo pracy, więc jakoś oderwałem głowę, a później skończyłem "Śmierć Komandora" Murakamiego. Bardzo dobra książka, jak zresztą wszystkie jego powieści. Kiedy skończyłem, to aż mi było szkoda, że już po wszystkim. A jeszcze później włączyłem "After Life", nowy, krótki serial z Ricky Gervaisem. Bardzo ciepły, mądry, ogrzewający serce. Obejrzałem wszystkie odcinki za jednym posiedzeniem. Przeszedł mi wtedy smutek. Zrobił się mi taki liryczny dystans do wszystkiego. Siedzę teraz na kanapie i z sympatią slucham rozmów dookoła.
Thursday, 7 March 2019
Dobrej nocy
Wieczór w schronisku. Skończyłem gotowanie. Jutro już piątek, zaczyna się ruch. Chata pełna w piątek i sobotę. Do pomocy wzięliśmy Katkę, sympatyczną Słowaczkę, którą kiedyś podwiozłem stopem. Młoda, miła dziewczyna, bardzo cicha, dużo czyta i podróżuje. Miło się z nią spędza czas.
Cały dzień "buduję" swoją knajpkę. Już nawet mam nazwę i wstępne menu. Przyjemne uczucie. Ale nie zdradzę szczegółów. Pewne rzeczy zatrzymam dla siebie.
Tak jak i wczoraj nie było turystów. Skupiłem się na pracy i myślach. W większości pozytywnych. Nie mogę się doczekać następnego tygodnia, kiedy będę mógł kontynuować poszukiwania lokalu.
Miałem też smutne momenty, tęsknoty i wspomnień. Ale były krótkie i poradziłem sobie. Będą coraz krótsze, aż w końcu znikną. "Niepielęgnowana miłość zamienia się w popiół", jak śpiewał L.U.C.:)
Ostatnią noc wreszcie wyspałem się tak, jak powinienem. Chyba 11 godzin. To dobry znak, bo ostatnimi dniami sypiałem po 4 godziny, nie więcej. Miałem sporo snów, ale zapomniałem większość. Mam jeden nagrany w środku nocy, zapiszę go któregoś spokojnego dnia, bo był bardzo ciekawy, symboliczny. W każdym bądź razie uratowałem w nim świat:)
Już późno. Poczytam jeszcze chwilę i odpłynę.
Cały dzień "buduję" swoją knajpkę. Już nawet mam nazwę i wstępne menu. Przyjemne uczucie. Ale nie zdradzę szczegółów. Pewne rzeczy zatrzymam dla siebie.
Tak jak i wczoraj nie było turystów. Skupiłem się na pracy i myślach. W większości pozytywnych. Nie mogę się doczekać następnego tygodnia, kiedy będę mógł kontynuować poszukiwania lokalu.
Miałem też smutne momenty, tęsknoty i wspomnień. Ale były krótkie i poradziłem sobie. Będą coraz krótsze, aż w końcu znikną. "Niepielęgnowana miłość zamienia się w popiół", jak śpiewał L.U.C.:)
Ostatnią noc wreszcie wyspałem się tak, jak powinienem. Chyba 11 godzin. To dobry znak, bo ostatnimi dniami sypiałem po 4 godziny, nie więcej. Miałem sporo snów, ale zapomniałem większość. Mam jeden nagrany w środku nocy, zapiszę go któregoś spokojnego dnia, bo był bardzo ciekawy, symboliczny. W każdym bądź razie uratowałem w nim świat:)
Już późno. Poczytam jeszcze chwilę i odpłynę.
Tuesday, 5 March 2019
Lista pracusiowa
1. Dziś znów pracowity dzień. Rano wizyta w Centrum Przedsiębiorczości. Miła, rezolutna pani wyjaśniła mi wszystkie szczegóły pożyczki i odpowiedziała na wszystkie pytania. Temat już jest jasny. Pieniądze dobre i nie powinno być żadnych problemów. Teraz tylko znalezienie lokalu i można ruszać.
2. Znów pojechałem do Miasteczka, żeby dokładniej się rozejrzeć. Dokładnie sprawdziłem lokal, który mam oglądać za tydzień (sprawdziłem, czyli zaglądałem przez szybę:). Miejsce idealne i w środku dużo przestrzeni. Było też niezłe miejsce na rynku, ale kiedy zadzwoniłem, warunek był taki, że nie może tam być gastronomii, bo obok jest już restauracja. Rozumiem, że właściciel restauracji jest również właścicielem tego lokalu obok:) Fair enough. Zadzwoniłem również do Urzędu Miasta. Okazało się, że mają kilka miejsc, nie tylko na głównej ulicy. Mam zadzwonić za tydzień, o szczegóły przetargów.
3. Odwiedziłem jedyną knajpkę wege w Miasteczku. Serce mi urosło: knajpka była w bocznej, nieuczęszczanej uliczce, wystrój lata dziewięćdziesiąte, dziwne echo, ciemno, jedzenie przeciętne (przepraszam za to okrucieństwo, ale jako szef kuchni z wieloletnim doświadczeniem, mam prawo;) - i pomimo tego, miejsce było pełne! Widać ogromny potencjał, jestem dobrej myśli.
4. Spacerując po mieście zobaczyłem chłopaka i dziewczynę, którzy malowali i porządkowali lokal, w którym otwierają lodziarnie. Byli skupieni, pełni energii, emanowała z nich duma i wiara na przyszłość. Aż się uśmiechnąłem, kiedy z czułością podawali sobie wiaderko z farbą. Przez chwilę coś mnie ukłuło, zrobiło mi się szkoda, że nie będę dzielił tej przygody (mam na myśli otwarcie swojej restauracyjki) z kimś bliskim. Ale nie rozwodziłem się zbyt długo nad tym odczuciem. Tak bywa. Jest dobrze tak, jak jest.
5. Jutro wychodzę w góry, do schroniska na kilka dni. A od poniedziałku działam dalej.
6. Podoba mi się to uczucie wzięcia życia w swoje ręce. Wyzwalające. Oczywiście jestem świadomy ryzyka, trudności, wysiłku, itd. Ale to jest właśnie ekscytujące.
7. Mam już wizję, jak będzie wyglądało w środku. W sumie zawsze miałem. Fajnie będzie urządzić sobie to od podstaw. Meble z palet to mus ;)
Monday, 4 March 2019
Interesy i inne sprawy
To był fajny dzień. Obudziłem się w dobrym humorze. Aż sam się zdziwiłem, ale przypomniałem sobie, że wczoraj na poważnie wziąłem się za pomysł na wege knajpkę. Myślę, że takie zaangażowanie energii w swój projekt będzie bardzo dobre dla mojego rozwoju i samopoczucia.
Rano usiadłem z regulaminem dotacji z PUP. Nagle wyczytałem, że warunkiem otrzymania dotacji jest otwarcie działalności na terenie swojego powiatu. To odpada, bo mój powiat nie nadaje się ani trochę. No ale zadzwoniłem do urzędu pracy, żeby się upewnić. Okazało się, że to fakt: u nas dotacji nie dostanę. Ale miła pani zasugerowała, żebym skontaktował się z Wojewódzkim Centrum Przedsiębiorczości, może oni mają jakieś ciekawe opcje. Zadzwoniłem i okazało się, że jest fajna oferta pożyczki na start biznesu z funduszy unijnych. Mogę dostać więcej niż z urzędu pracy, a warunki spłaty są niezłe. Musiałbym tylko zastawić moją działkę na hipotekę. Nie przejąłem się tym. Żeby coś osiągnąć, trzeba zaryzykować. Więc załatwiłem rzeczoznawcę, za tydzień ma mi wycenić działkę i z tym dokumentem (oraz z planem biznesowym itd) będę mógł dostać te pieniądze.
Teraz najważniejsze jest znalezienie lokalu w fajnym miejscu i można będzie ruszać z tym monumentalnym (jak na mnie:) projektem.
Jeszcze nie uparłem się co do lokalizacji. Wczoraj byłem w Miasteczku. Bardzo mi się podoba ten pomysł. Studenci i turyści, a jest tam tylko jedna kafejka wege, czynna kilka dni w tygodniu i zawsze są napchani. Dziś z kolei pojechałem do Ustronia. Nic ciekawego nie znalazłem, ale tam akurat mi się nie spodobało. Jakoś z Żywcem mi się skojarzyło. Znalazłem jedną restaurację wegetariańską, ale była zamknięta. Zresztą może to i dobrze, bo wyglądała dziwaczno-przerażająco:) Jak nawiedzony zamek na wzgórzu, z dala od centrum, a na szybach powieszone były stare, smutne zabawki. Wyglądało to jak sierociniec z horroru i raczej nie zapraszało "chodźcie, tutaj najecie się pyszności".
Chodziło mi też po głowie Bielsko, ale tam już jest z 6 albo 7 wege miejsc. Troszkę przydużo, jak na takie średniej wielkości miasto.
Teraz już siedzę w domu. Lekko zmęczony, ale z poczuciem dobrze spędzonego dnia. Już po kąpieli, świeże pranie pachnie na suszarce, nalałem sobie lampkę wina, zapalę zaraz papierosa. Do schroniska wchodzę dopiero w środę, więc jutro jeszcze mam wolne. Pojadę chyba do tego centrum przedsiębiorczości dopytać się jeszcze o szczegóły. Ale dobra, na dziś dosyć myślenia o interesach:)
Jakiś miły serial (najpewniej "I'm sick of it" z Karlem Pilkingtonem), a do poduszki książka.
Trzymajcie się, Wędrowcy.
PS. Nie pisałem nic o M. To nie znaczy, że o niej nie myślałem. Coś się zmienia. Myślę, że przechodzi mi to zranienie i frustracja. Dziś zrobiło mi się jej jakoś szkoda. Nie jest złą osobą. Myślę też, że w jakiś sposób jej na mnie zależało, coś do mnie czuła. Jednak z jakiegoś powodu nie potrafiła wejść w to głębiej. Martwię się o nią. Jeśli coś się nie zmieni, to z następnym facetem będzie tak samo, a później znowu. To te jej blokady i strach przed bliskością. Smutne by to było. To mądra dziewczyna, urocza, potrafiła być ciepła. Szczerze żałuję, że nie mogliśmy się porozumieć i przez to nam nie wyszło. Mam nadzieję, że się jej ułoży.
Sunday, 3 March 2019
Miałem sen
Dobry wieczór, kochana.
Tęskniłaś? Wiem, że tęskniłaś. Ja też. Moja garsoniera migocze świecami i ogniem z kominka, tak jak lubisz. Muzyka lekka, tęskna, spokojna. Tylko czasami dziwniejsza nuta zabrzęczy, ale szybko wraca normalność, tak jak lubisz. Leżysz pod kocem i tylko nos wystaje, tak jak lubię. I świecą w półmroku twoje oczy, przyglądające się mi ufnie i ciekawie, tak jak lubię.
- Co tam skrobiesz na tym komputerze, Marcjanillo? Chodź już do mnie.
- Zaraz będę, Małżowinko, o boska Heleno, Natalio Gałczyńska, Zofio Tołstojowa i Gwiazdo Zaranna. Tylko skończę pisać list.
- Do kogo piszesz? Mam nadzieję, że nie do jakiejś dziewczyny.
- Ależ oczywiście, że do dziewczyny. Najpiękniejszej i najsłodszej na świecie.
Twoje oczy rozbłyskują z zadowoleniem i już wiesz, że piszę list do ciebie.
- Przecież leżę tutaj. To po co do mnie piszesz?
- Bo jeśli wczołgam się pod koc do twojego pysznego ciałka, objęć i pocałunków, to będę cię wielbił inaczej, wtedy słowa są zbędne.
- No to pisz, ale skończ szybko, bo marzną mi stópki.
Więc wracam do pisania i ciągle czuję twój wzrok. Grzeje mi plecy, jak kaloryfer.
No więc ukochana, dziś byłem w małym miasteczku. Puste, bo niedzielne i dosyć chłodne, bo marcowe. Szukałem lokalu, w którym mógłbym otworzyć malutką knajpkę z najsmaczniejszym jedzeniem na świecie. Będzie tam pachniało zamorskimi przyprawami i korzeniami, a kolorowe kilimy na ścianie i ciepła muzyka sprawią, że ludzie będą wracać po więcej.
- Ach, te twoje fantazje... - twój głos z sympatyczną drwiną dobiega z pod koca.
- Nie, poczekaj! - protestuję. - To żadne fantazje. Już zacząłem wypełniać wniosek do Urzędu Spraw Tego Typu, a dobry przyjaciel zgłosił chęć zainwestowania. Więc krok po kroku wszystko się krystalizuje. A kiedy już się całkiem skrystalizuje, to utuczę cię jak małą świnkę. Urośnie ci podbródek i będziesz musiała wymienić całą garderobę.
- Ty mi wymienisz. Przecież będziesz bogatym szynkarzem.
- Zgoda.
- A nie przeszkadza ci, że będę gruba?
- Nigdy w życiu. Im cię więcej, tym lepiej.
Ciepło kominka grzeje mnie całego. A wiesz, było mi bardzo smutno. I dzisiaj, i wczoraj, i dłużej. Smutek był przejmujący, mroźny i ciemny.
Podnosisz się na łokciu.
- Marcello, ale coś się stało? Coś złego? - pytasz z przestrachem.
- Nie, nie martw się, ukochana - uspokajam cię. - Miałem zły sen, to wszystko.
- Chcesz mi opowiedzieć? Czy wolisz nie?
- Wolałbym zapomnieć, ale ci opowiem. Śniło mi się, że na chwilę obudziłem się w innym świecie. Dziwnym, pokręconym, obcym. Wiesz, jak w książkach Kafki albo Murakamiego.
- Fuj, nie lubię Kafki.
- Nie bądź ignorantką, maluchu.
- A ty się nie wymądrzaj. Też go nie lubisz.
- Nie, że nie lubię, ale się boję.
- I co dalej w tym śnie?
- Byłaś też w nim ty. To było najgorsze. Byłaś zupełnie inna.
Otwierasz szeroko oczy, kiedy to słyszysz.
- Jak to inna? Dlaczego tak o mnie śnisz?
- Wybacz. Mam przestać?
- Nie... Opowiadaj dalej.
- W tym śnie wyglądałaś tak jak teraz, ale byłaś zupełnie kimś innym. Jakby podmienił cię zły czarownik. Albo jak z "Koraliny" Gaimana. Tylko jeszcze brakowało dwóch czarnych guzików zamiast oczu. Byłaś zimna, nigdy nie chciałaś mnie słuchać, kłamałaś mi, rzadko chciałaś mnie widzieć...
- To straszne! Jak rzadko?
- Raz, może dwa razy w miesiącu...
- O nie! To nie byliśmy razem każdego dnia?
- Nie.
- Spałam co noc sama?!
- Tak.
- To straszny koszmar!
- Tak, bardzo. To nie wszystko. Kiedy miałaś zły humor, to patrzyłaś na mnie obojętnie albo ze złością, miałem wrażenie że wbijają się we mnie kryształki lodu. Mówiłaś mi wtedy przykre rzeczy. A kiedy zjawiałem się bez zapowiedzi, pytałaś, po co tu przylazłem. Flirtowałaś z mężczyznami, kiedy tylko miałaś okazję. Czasami zostawiałaś mnie w towarzystwie i nawet nie zwracałaś uwagi, kiedy smutnie znikałem. Rozdawałaś im swój numer, a oni potem wydzwaniali albo pisali lubieżnie...
- Fuj! - wołasz ze złością. - Ja bym nigdy tak nie zrobiła!
- Przecież wiem, ukochana. To tylko głupi sen. Sen, w którym podmienił cię złowrogi czarownik. A najgorsze było to, że pamiętałem cię taką, jaka jesteś na jawie, ale nic nie mogłem zrobić. Zaklęcie czarownika było zbyt silne. Z tego wszystkiego odszedłem. Zmieniłem numer telefonu, wyrzuciłem nasz fortepian, spaliłem zdjęcia, zburzyłem dom...
- Wiesz co, Marcepalino? Chyba już nie chcę dalej słuchać...
Podchodzisz i obejmujesz mnie mocno od tyłu. Twoje chude patyczki wystające z rękawów mojej ulubionej piżamy oplatają mnie jak macki przytulnej ośmiornicy. Nachylasz się i szepczesz mi do ucha:
- Głuptasie, już dobrze. To był tylko zły sen. Na szczęście już się skończył i teraz jesteśmy tutaj tylko ty i ja....
Wiem, kochana. Dotykam delikatnie twojej dłoni i odchylam głowę, aż stykają się nasze policzki. Ten smutek już prawie się skończył. Zostało tylko odległe wspomnienie czegoś głupiego i nieprawdziwego. Tylko ty i ja, tak jak mówisz. W twoich oczach migoczą płomienie świec i miłość.
- Ale naprawdę... Jeśli zgrubnę, to nadal będziesz mnie kochał? - pytasz poważnie.
Robię zamyśloną minę.
- Hmmm...
I nagle wstaję, rzucam cię na łóżko i wskakuję na ciebie. Śmiejesz się jak jarzębina w słońcu...
Tęskniłaś? Wiem, że tęskniłaś. Ja też. Moja garsoniera migocze świecami i ogniem z kominka, tak jak lubisz. Muzyka lekka, tęskna, spokojna. Tylko czasami dziwniejsza nuta zabrzęczy, ale szybko wraca normalność, tak jak lubisz. Leżysz pod kocem i tylko nos wystaje, tak jak lubię. I świecą w półmroku twoje oczy, przyglądające się mi ufnie i ciekawie, tak jak lubię.
- Co tam skrobiesz na tym komputerze, Marcjanillo? Chodź już do mnie.
- Zaraz będę, Małżowinko, o boska Heleno, Natalio Gałczyńska, Zofio Tołstojowa i Gwiazdo Zaranna. Tylko skończę pisać list.
- Do kogo piszesz? Mam nadzieję, że nie do jakiejś dziewczyny.
- Ależ oczywiście, że do dziewczyny. Najpiękniejszej i najsłodszej na świecie.
Twoje oczy rozbłyskują z zadowoleniem i już wiesz, że piszę list do ciebie.
- Przecież leżę tutaj. To po co do mnie piszesz?
- Bo jeśli wczołgam się pod koc do twojego pysznego ciałka, objęć i pocałunków, to będę cię wielbił inaczej, wtedy słowa są zbędne.
- No to pisz, ale skończ szybko, bo marzną mi stópki.
Więc wracam do pisania i ciągle czuję twój wzrok. Grzeje mi plecy, jak kaloryfer.
No więc ukochana, dziś byłem w małym miasteczku. Puste, bo niedzielne i dosyć chłodne, bo marcowe. Szukałem lokalu, w którym mógłbym otworzyć malutką knajpkę z najsmaczniejszym jedzeniem na świecie. Będzie tam pachniało zamorskimi przyprawami i korzeniami, a kolorowe kilimy na ścianie i ciepła muzyka sprawią, że ludzie będą wracać po więcej.
- Ach, te twoje fantazje... - twój głos z sympatyczną drwiną dobiega z pod koca.
- Nie, poczekaj! - protestuję. - To żadne fantazje. Już zacząłem wypełniać wniosek do Urzędu Spraw Tego Typu, a dobry przyjaciel zgłosił chęć zainwestowania. Więc krok po kroku wszystko się krystalizuje. A kiedy już się całkiem skrystalizuje, to utuczę cię jak małą świnkę. Urośnie ci podbródek i będziesz musiała wymienić całą garderobę.
- Ty mi wymienisz. Przecież będziesz bogatym szynkarzem.
- Zgoda.
- A nie przeszkadza ci, że będę gruba?
- Nigdy w życiu. Im cię więcej, tym lepiej.
Ciepło kominka grzeje mnie całego. A wiesz, było mi bardzo smutno. I dzisiaj, i wczoraj, i dłużej. Smutek był przejmujący, mroźny i ciemny.
Podnosisz się na łokciu.
- Marcello, ale coś się stało? Coś złego? - pytasz z przestrachem.
- Nie, nie martw się, ukochana - uspokajam cię. - Miałem zły sen, to wszystko.
- Chcesz mi opowiedzieć? Czy wolisz nie?
- Wolałbym zapomnieć, ale ci opowiem. Śniło mi się, że na chwilę obudziłem się w innym świecie. Dziwnym, pokręconym, obcym. Wiesz, jak w książkach Kafki albo Murakamiego.
- Fuj, nie lubię Kafki.
- Nie bądź ignorantką, maluchu.
- A ty się nie wymądrzaj. Też go nie lubisz.
- Nie, że nie lubię, ale się boję.
- I co dalej w tym śnie?
- Byłaś też w nim ty. To było najgorsze. Byłaś zupełnie inna.
Otwierasz szeroko oczy, kiedy to słyszysz.
- Jak to inna? Dlaczego tak o mnie śnisz?
- Wybacz. Mam przestać?
- Nie... Opowiadaj dalej.
- W tym śnie wyglądałaś tak jak teraz, ale byłaś zupełnie kimś innym. Jakby podmienił cię zły czarownik. Albo jak z "Koraliny" Gaimana. Tylko jeszcze brakowało dwóch czarnych guzików zamiast oczu. Byłaś zimna, nigdy nie chciałaś mnie słuchać, kłamałaś mi, rzadko chciałaś mnie widzieć...
- To straszne! Jak rzadko?
- Raz, może dwa razy w miesiącu...
- O nie! To nie byliśmy razem każdego dnia?
- Nie.
- Spałam co noc sama?!
- Tak.
- To straszny koszmar!
- Tak, bardzo. To nie wszystko. Kiedy miałaś zły humor, to patrzyłaś na mnie obojętnie albo ze złością, miałem wrażenie że wbijają się we mnie kryształki lodu. Mówiłaś mi wtedy przykre rzeczy. A kiedy zjawiałem się bez zapowiedzi, pytałaś, po co tu przylazłem. Flirtowałaś z mężczyznami, kiedy tylko miałaś okazję. Czasami zostawiałaś mnie w towarzystwie i nawet nie zwracałaś uwagi, kiedy smutnie znikałem. Rozdawałaś im swój numer, a oni potem wydzwaniali albo pisali lubieżnie...
- Fuj! - wołasz ze złością. - Ja bym nigdy tak nie zrobiła!
- Przecież wiem, ukochana. To tylko głupi sen. Sen, w którym podmienił cię złowrogi czarownik. A najgorsze było to, że pamiętałem cię taką, jaka jesteś na jawie, ale nic nie mogłem zrobić. Zaklęcie czarownika było zbyt silne. Z tego wszystkiego odszedłem. Zmieniłem numer telefonu, wyrzuciłem nasz fortepian, spaliłem zdjęcia, zburzyłem dom...
- Wiesz co, Marcepalino? Chyba już nie chcę dalej słuchać...
Podchodzisz i obejmujesz mnie mocno od tyłu. Twoje chude patyczki wystające z rękawów mojej ulubionej piżamy oplatają mnie jak macki przytulnej ośmiornicy. Nachylasz się i szepczesz mi do ucha:
- Głuptasie, już dobrze. To był tylko zły sen. Na szczęście już się skończył i teraz jesteśmy tutaj tylko ty i ja....
Wiem, kochana. Dotykam delikatnie twojej dłoni i odchylam głowę, aż stykają się nasze policzki. Ten smutek już prawie się skończył. Zostało tylko odległe wspomnienie czegoś głupiego i nieprawdziwego. Tylko ty i ja, tak jak mówisz. W twoich oczach migoczą płomienie świec i miłość.
- Ale naprawdę... Jeśli zgrubnę, to nadal będziesz mnie kochał? - pytasz poważnie.
Robię zamyśloną minę.
- Hmmm...
I nagle wstaję, rzucam cię na łóżko i wskakuję na ciebie. Śmiejesz się jak jarzębina w słońcu...
Friday, 1 March 2019
Krakowski piątek
Nie wysiedziałem w domu. Wybrałem się do Krakowa. Bez powodu, ot, najładniejsze, najbliższe miasto. W samochodzie trochę za dużo myślałem o całej sytuacji, depresja zaczęła mnie coraz mocniej dopadać.
Odwiedziłem Pawła w jego knajpce na Dietla. Poczęstował mnie jedzeniem, pysznie tam ma, no i biznes mu się kręci. Sam zastanawiam się nad otwarciem małej knajpki z jedzeniem wege. Zaprosił mnie na wieczór na wypad na dyskotekę. Wybiera się z dziewczyną i powiedział, że byłoby im miło. Ciągle nie byłem pewny czy zostanę na noc w Krakowie.
Połaziłem po mieście, ale nie czułem się zbyt dobrze, zasypały mnie wspomnienia.
Odpocząłem trochę w samochodzie. Popisałem w dzienniku i poczytałem Gałczyńskiego, którego tomik kupiłem w Empiku na rynku. Wreszcie zdecydowałem się zostać. Pojechałem do hostelu, gdzie kiedyś zatrzymaliśmy się z M. Mieli akurat wolną dwójkę.
Wziąłem prysznic, jeszcze trochę poczytałem i znów poszedłem na miasto.
Teraz siedzę w jakimś pubie przy rynku, piję cydra i czekam na telefon od Pawła, bo nie wiem jeszcze gdzie mamy się spotkać.
Jest mi smutno, ale zrobił się we mnie jakiś dystans. Będę musiał oswoić się z myślą, że nie da się zmienić ludzi, nie można ich zmusić, żeby kochali, czuli tak jak ja. To bardzo męczące i w pewnym momencie ogarnęła mnie bezsilność. Miałem wrażenie, że nie mam głosu, że nie mogę wytłumaczyć jej, czym jest lojalność, przywiązanie, szacunek. Nie wolno mi było mówić o swoich potrzebach, jakby to było przestępstwo. Kiedy próbowałem, to od razu zmieniało się w kłótnię. Jakby jej serce było otoczone ścianą. "Jak byś się czuła, gdybym ja zrobił tak albo tak?" Nic. Jakby mnie nie słyszała. Po pewnym czasie przestajesz walczyć, tłumaczyć. Przez chwilę po prostu próbowałem zostawić temat, ale to byłoby jak porzucenie siebie, swoich zasad, wartości. Nie da się tak. Więc teraz chyba dałem sobie spokój. I tak nie mogłem do niej dotrzeć, uparła się na tę ścianę. Myślę, że nawet nie dotknie jej to zbytnio. Może przez chwilę, z rozpędu. Ale brakowało w niej tego czegoś: zadedykowania, przekonania i wiary, że znalazła kogoś szczególnego. Bez tego nie można zbudować nic trwałego i prawdziwego. Ja to miałem, ale samemu nie da się pociągnąć wszystkiego.
No więc teraz siedzę w krakowskim pubie, nasycony Gałczyńskim, piję cydra i myślę sobie, że mimo wszystko będzie dobrze.
Odwiedziłem Pawła w jego knajpce na Dietla. Poczęstował mnie jedzeniem, pysznie tam ma, no i biznes mu się kręci. Sam zastanawiam się nad otwarciem małej knajpki z jedzeniem wege. Zaprosił mnie na wieczór na wypad na dyskotekę. Wybiera się z dziewczyną i powiedział, że byłoby im miło. Ciągle nie byłem pewny czy zostanę na noc w Krakowie.
Połaziłem po mieście, ale nie czułem się zbyt dobrze, zasypały mnie wspomnienia.
Odpocząłem trochę w samochodzie. Popisałem w dzienniku i poczytałem Gałczyńskiego, którego tomik kupiłem w Empiku na rynku. Wreszcie zdecydowałem się zostać. Pojechałem do hostelu, gdzie kiedyś zatrzymaliśmy się z M. Mieli akurat wolną dwójkę.
Wziąłem prysznic, jeszcze trochę poczytałem i znów poszedłem na miasto.
Teraz siedzę w jakimś pubie przy rynku, piję cydra i czekam na telefon od Pawła, bo nie wiem jeszcze gdzie mamy się spotkać.
Jest mi smutno, ale zrobił się we mnie jakiś dystans. Będę musiał oswoić się z myślą, że nie da się zmienić ludzi, nie można ich zmusić, żeby kochali, czuli tak jak ja. To bardzo męczące i w pewnym momencie ogarnęła mnie bezsilność. Miałem wrażenie, że nie mam głosu, że nie mogę wytłumaczyć jej, czym jest lojalność, przywiązanie, szacunek. Nie wolno mi było mówić o swoich potrzebach, jakby to było przestępstwo. Kiedy próbowałem, to od razu zmieniało się w kłótnię. Jakby jej serce było otoczone ścianą. "Jak byś się czuła, gdybym ja zrobił tak albo tak?" Nic. Jakby mnie nie słyszała. Po pewnym czasie przestajesz walczyć, tłumaczyć. Przez chwilę po prostu próbowałem zostawić temat, ale to byłoby jak porzucenie siebie, swoich zasad, wartości. Nie da się tak. Więc teraz chyba dałem sobie spokój. I tak nie mogłem do niej dotrzeć, uparła się na tę ścianę. Myślę, że nawet nie dotknie jej to zbytnio. Może przez chwilę, z rozpędu. Ale brakowało w niej tego czegoś: zadedykowania, przekonania i wiary, że znalazła kogoś szczególnego. Bez tego nie można zbudować nic trwałego i prawdziwego. Ja to miałem, ale samemu nie da się pociągnąć wszystkiego.
No więc teraz siedzę w krakowskim pubie, nasycony Gałczyńskim, piję cydra i myślę sobie, że mimo wszystko będzie dobrze.
Subscribe to:
Posts (Atom)





