Monday, 30 April 2018

Bałkańska przygoda 2





















Znów nie udało się znaleźć fryzjera. W Dubrowniku chcieli 100 złotych, a w wiosce,  w której teraz jestem, była wąska, kręta droga ze stromymi poboczami, więc dałem sobie spokój. Tym bardziej, że byłem w szoku. Kilka minut wcześniej o mały włos nie zginąłem. GPS sprowadził mnie na manowce : ślepą, wąską uliczkę. Na główną drogę mogłem wjechać tylko tyłem. Byłem już w połowie na drodze, kiedy znienacka zza zakrętu wyjechał autobus z dużą szybkością. Nic nie mogłem zrobić. Zamknąłem oczy i czekałem na pocałunek śmierci.
Po tej akcji straciłem ochotę na szukanie fryzjera.

Zatrzymałem się na polu namiotowym przy plaży. Taniej niż wczoraj w Splicie i bardziej nieformalne, choć też przeważają niemieccy emeryci.

Teraz, siedzę na skalistej plaży, jem czipsy, piję wino, wyciszam się.

Rano byłem pełen energii i entuzjazmu (stosunkowo :). Myślę, że to wczorajszy wpis na blogu mnie jakoś oczyścił. Otwarcie nawiązałem do pewnych rzeczy, uwierzyłem w Power of vulnerability. Ruszyłem więc rześko w stronę Dubrownika. Po drodze zabrałem parę autostopowiczów z Polski, Martę i Marcina.

Dubrownik choć piękny, to nie skradł mojego serca. Znalezienie miejsca parkingowego zajęło mi chyba godzinę. Kiedy wreszcie znalazłem, okazało się, że godzina kosztuje jakieś 20 złotych. Pochodziłem po starych uliczkach, przeciskając się przez tłum. Byłem głodny, ale ceny były dwa razy wyższe od londyńskich, więc przekornie dałem sobie spokój. Znalazłem w internecie namiar na kemping jakieś 7 km od Dubrownika i uciekłem z tego buzującego turystami, tłokiem i chciwością miasta.

Plan? Nie wiem. Chyba już dojadę do Czarnogóry, skoro jestem tak blisko. Później zacznę kierować się już na północ. Cieszę się na wyjazd z Chorwacji. Nasyciłem się już śródziemnomorskim klimatem, mam dość turystów, więc z ulgą ruszę w dzikie krainy. Mam nadzieję, że Serbia i Rumunia mnie nie rozczarują.

Lista podróżna 2

1. Coś mi zaczyna strzelać w skrzyni biegów. Albo już byłem zmęczony i kiepsko operowałem biegami, albo setki kilometrów po serpentynach i górach odbiły się na zdrowiu mojej Reni. Oby dojechać do Polski.
2. Chcę poczytać o historii Chorwacji. Czy byli tu Rzymianie? Tak mi się skojarzyło w Dubrowniku.
3. Lazurowe morze, szosa, zielone oazy, pięknie. A zaczęło się od namiotu nad jeziorem Żywieckim. Gdybym miał kasę, jechałbym dalej na południe. Grecja, Turcja, a może i jeszcze dalej. A gdyby Renia zdechła, to dalej jechałbym stopem. Do Indii. I może okazałoby się, że Ziemia się nie kończy. Albo jest płaska i spadłbym z krawędzi na skorupę żółwia, a tam mieszkaliby całkiem inni ludzie, rosłyby dziwne owoce i śniłyby się całkiem inne sny. Miłość spadałaby z gwiazd w jedną noc w roku i odkryłbym, że oryginalny jazz pochodzi z trąby niebiańskiego słonia.
4. Robię świadomy wysiłek, żeby nie pisać o M.
5. Kiedy dziś o mały włos nie straciłem życia w potencjalnie okrutnym i krwawym wypadku samochodowym, pomyślałem: istnieje taka możliwość, że w tym życiu nie znajdę już prawdziwej bratniej duszy. Życie jest tak niepewne jak kropla wody na płatku lotosu. "Są inne światy niż ten, Rewolwerowcze" powiedział Jake do Rolanda.

Sunday, 29 April 2018

Bałkańska przygoda 1























  Włóczęga . Od piątku pruję kilometry jak szalony. Słowacja, Węgry, Chorwacja. Wczoraj Rijeka, dziś Split. Planuję jechać dalej na południe. Dubrownik, Czarnogóra i wracać przez Serbię i Rumunię. Taki plan, a co wyjdzie, to się okaże. Samopoczucie? Kiepskie. Uciekam samochodem  przed trucuzną, która noszę w sobie. Rany jakie zostawila M. nie goja się, ale ropieją i gniją. Czuję się brzydki, głupi, bezużyteczny. Miałem te lęki w sobie przedtem, ale M. je rozdmuchała, rozjątrzyla swoją krytyką i obojętnością, a w końcu odrzuceniem. Wiem, że wina nie leży we mnie. To ona oszukiwała, odpychała, miala jedne standardy dla siebie, a inne dla mnie. A jednak jej słowa i zachowanie zachwiały mną. Dlaczego więc tak tęsknię? Niby wiedziałem, że należy być ostrożnym, uważać komu oddaje się serce. A jednak to zrobiłem. To fakt, była inna na początku. Pełna miłości, miękkości, oddania. Myślałem, że te rzeczy, które mnie niepokoiły znikną. Nie zniknęły.

Śniłem dziś, że odkryłem jej zdradę. Obudziłem się prawie z krzykiem w samochodzie. Trucizna zazdrości nie pozwoliła mi spać, więc ruszyłem w drogę już o 5:30.

***

Zawsze chciałem zobaczyć Bałkany. Od kiedy pamiętam, była to dla mnie magiczna kraina. Zacząłem od Chorwacji, bo podświadomie chciałem rozgrzać się w "zachodnim"  kraju. Bałem się dzikości Serbii i Rumunii. Mimo to, tamtędy będę wracał.
Wczoraj jechałem ponad 15 godzin. Słowacja, całe Węgry i Chorwacja. Dlatego dziś skończyłem podróż już o 14. Połaziłem po Splicie, wykapalem się w Adriatyku...
Nie miałem kąpielówek, więc wstydliwie wszedłem w fale w majtkach. Miałem wrażenie, że wszyscy na mnie patrzą. Cała reszta plażowiczow była piękna, umięśniona, cycasta, ubrana na okazję. Po kilku minutach wstydliwie odpuściłem plażę. Później szukałem fryzjera, żeby poczuć się lepiej, ale niedziela, wszystko było zamknięte.

W samochodzie przeprowadzałem niekończące się konwersacje z M. mówiąc jej o wszystkich rzeczach, jakie zrobiła : kłamstwach, oziębłości, krytyce. Nie pomagało, ale nie potrafiłem przestać.

Wydarzyło się wiele rzeczy, nie chce o nich pisać.

Kiedyś powiedziałem jej: "Zdajesz sobie sprawę, jak się przez ciebie czuję?"
Odpowiedziala: "Nie jestem odpowiedzialna za twoje uczucia"
Przypomniałem sobie jak na początku żaliła się na G. Przez jego zachowanie wpadła w depresję, schudła, cierpiała. Dokładnie te rzeczy jakie robił jej G. ona robiła mi. Kiedy jej to mówiłem, nic, zero reakcji, zimny wzrok. I komentarz: "Słaby jesteś. Mężczyzna powinien być silniejszy".

***

Rozbiłem się na polu namiotowym niedaleko Splitu. Niezbyt mi się podoba. Bogaci turyści z Niemiec, Holandii i Polski. Ale chciałam pobyć z ludźmi. Gwar głosów, śmiech z pobliskiej restauracji, skrzek mew, szum fal i wino kupione w Biedronce, wyciszają mnie.

***

Lista podrozna:

1. Albo chorwackie dziewczyny są wyjątkowo atrakcyjne, albo po długim okresie bez uczucia i seksu stałem się mało wybiórczy.
2. Kiedy z Węgier wyjechałem do Chorwacji, coś mi się popieprzyło i myślałem, że jestem w Hercegowinie. Kiedy chciałem kupić lokalną walutę i usłyszałem, że to Kuna, zacząłem rozkminiać, jaką dziwna, ekonomiczna relacja istnieje, między tymi dwoma krajami.
3. Kąpiel z butelki za starym dalmatyńskim cmentarzem przy 30 stopniowym upale jest mimo wszystko orzeźwiająca.
4. Kiedy decydujesz się na podróż przez Chorwację wzdłuż wybrzeża, czy wyobrażasz sobie, że będzie to nużący, wielogodzinny lawiraż przez serpentyny skalistych, nudnych gór? Założę się, że nie.
5. Kiedy czapka na słońce kosztuje 300 kun (jakieś 200 złotych), utargowujesz do 100 kun i ciągle czujesz, że przeplaciłeś.
6. Mam wrażenie, że jestem w Hiszpanii.
7. Prułem przez opuszczone, wymarłe wioski 100/h, choć było to niebezpieczne, bo poczułem ogromny smutek i wyobcowanie, widząc ruiny, w których kiedyś ludzie kochali się, rodzili, planowali, uprawiali ziemię, gotowali pomidorówkę, a zostało z tego tylko kilka zmurszałych głazów.
8. Jesteś dołującym fuck upem. Nie. Po prostu dużo ostatnio przeszedłem.

Thursday, 26 April 2018

Na nowo




    Ciężki mam dziś dzień. Wczoraj, przedwczoraj, od dłuższego czasu próbuję wymyślić siebie na nowo, szukam znaków, drogowskazów, ale zamiast nich spotykam tylko ciszę. Boję się tej ciszy, ale nie mam wyboru. Taki jest czas, muszę znajdywać siebie po omacku.
  Wczoraj z nad jeziora pojechałem na Magurkę. Zignorowałem zakaz wjazdu i wjechałem na samą górę. Zjadłem tam chleb z humusem i serem, popiłem sokiem pomarańczowym, zagrałem na ukulele kilka utworów w samochodzie. Co chwilę sprawdzałem maila. Wczoraj po kilku piwach napisałem M. parę słów. Nie odpisała. Głupio zrobiłem. Ona odbiera to inaczej niż ja. Dla nie to był mały epizod. Muszę zrozumieć, że te wszystkie uczucia są tylko moje.
   Jestem teraz w domu. Rozpaliłem w kominku, bo mimo wiosny, chłód się wkradł w ściany. Słucham Strachy Na Lachy i Koniec Świata, moje ulubione zespoły. Jeśli kiedyś wspólnie wylądujemy na innej planecie, na pewno się zaprzyjaźnimy. Moi ludzie.
   Napisałem dziś piosenkę, pewnie jutro ją nagram. Mam trochę problemu z bridgem między refrenem a zwrotką, ale pewnie uda mi się to ogarnąć, lepiej lub gorzej.
   Mam lekkie wyobcowanie. Życie wydaje mi się snem. Myślę, że utrata pracy pozbawiła mnie gruntu pod nogami bardziej, niż myślałem. Czuję się jak liść na wietrze. Rzeczywistość odbieram jak zza grubiej, tłumiącej dźwięki i barwy zasłony. Wszystko wydaje mi się trywialne, nic nie znaczące. Tylko głębokie, szczere, proste piosenki, jak ta powyżej, mają jakiś smak.
   Czuję więcej rzeczy. Brak wartości. Zdaję sobie sprawę, że niemądre jest oddanie swojej wartości w ręce innych ludzi i opierać się na czyimś osądzie w postrzeganiu siebie. Ale tak to u mnie działa. Nie jest mi łatwo zadedykować się komuś (M.), albo czemuś (praca). Jest to dla mnie wyjątkowe wydarzenie, ponieważ z reguły trzymam dystans od wszystkich (co jest wyjątkowo dziwne, zważywszy, jak głęboko potrafię podzielić się np. na tym blogu). Kiedy jednak to zrobię, wtedy jestem w bardzo delikatnym, kruchym położeniu. Nie potrafię oddzielić siebie od tego, w co zainwestowałem serce, wysiłek, kreatywność. Kiedy te osoby/rzeczy znikają, mam wrażenie, że tracę część siebie i później bardzo długo zajmuje mi rekonstrukcja.

Wednesday, 25 April 2018

Nad jeziorem - Międzybrodzie Bialskie






















Obudził mnie sen. Wysunąłem się z namiotu. Księżyc odbijał się w jeziorze, wraz ze światłami latarni wzdłuż drogi i okien domków letniskowych. Usiadłem nad samym brzegiem i zapaliłem papierosa. Spróbowałem przypomnieć sobie, o czym śniłem.

Byłem na wyprawie z Mateuszem i Marem. Rozbiliśmy namioty na łące na wzgórzu nad miastem. Postanowiłem sobie zrobić samotny spacer. Szybko zgubiłem się w środku obcego, dziwnego miasta. Wsiadłem do tramwaju, ale po chwili zdałem sobie sprawę, że jeszcze bardziej się zgubiłem. Kiedy tramwaj dojechał do ostatniego przystanku, usłyszałem głos.
- Zgubileś się, kolego?
Motorniczym tramwaju była dziewczyna. Na oko koło trzydziestki, blond włosy, ładna w zadziorny, pewny siebie sposób. Spodobała mi się.
- Wstyd się przyznać, ale tak.
- Kiwnęła na mnie głową.
- Chodź, uratuję cię.
Zmieszany, ale zadowolony podążyłem za moją niespodziewaną wybawicielką.
Świetnie nam się rozmawiało. Pewnie poruszała się po labiryncie starych uliczek, a ja z każdym krokiem byłem coraz bardziej zadurzony. Pomyślałem, że poznanie jej było prawdziwym sensem mojej wyprawy.

Nagle sen się przerwał, a kiedy powrócił, leżałem już w namiocie. Zaklnąłem pod nosem. Byłem do pewnego stopnia świadomy, że to ciągle sen, spróbowałem więc przywołać obraz dziewczyny z tramwaju.

Zamiast tego zobaczyłem przez płachtę namiotu skradające sie męskie cienie. Wyszedłem na zewnątrz. Przede mną stała grupka Cyganów. Maro i Mateusz zdążyli już wyjść ze swoich namiotów.
Zaczęliśmy pertraktacje.

Obudziłem się.

I teraz siedzę na brzegu jeziora, trzęsąc się lekko z zimna i palę papierosy.

Monday, 23 April 2018

I znów coś się kończy




















   Niespodzianki losu. Nie wiem w jakim tonie o nich napisać. Zrobię punkty, tak najłatwiej.

   1. W piątek pojechałem na Słowację. Droga w obie strony była czarująca: pulsująca wiosna, szeroka szosa, góry. W chatce u Martina byli starzy znajomi, alkohol, ogień, jedzenie. Na krótką chwilę oderwałem się od myśli o M., ale nie dałem rady się zgrać z ludźmi. Ich wesołe rozmowy, żarty, opowieści wydawały mi się płaskie, nie rezonowały z tym, co czułem. Kilka razy zupełnie się odłączyłem i czytałem książkę, a kiedy pod wpływem wina nie mogłem już czytać, słuchałem muzyki. Za wcześnie chyba dla mnie, żeby wejść w ten przyjemny, lekki gwar.

   2. Zmagam się silnie z poczuciem utraty M. i żalu do niej. Mam wrażenie, że dawałem z siebie wszystko, żeby ten związek był dobry, pełny i harmonijny, ale nic nie działało. Z jej strony nie czułem wysiłku. Miałem wrażenie, że po dobrym początku z jej strony, relacja stała się jednostronna. Podczas gdy ja zrobiłem ją swoim światem, ona znudziła się, nie była zainteresowana intymnością, ale nowymi wrażeniami, rozrywką, innymi ludźmi. W pewnej chwili była wręcz rozdrażniona tym, że chcę się zbliżać, rozwijać ten związek w coś większego, poważnego.  Kochając kogoś silnie i szczerze, taka reakcja partnerki jest nieprzyjemna, rozbijająca samoocenę, marzenia. Próbuję się z tym pogodzić, ruszyć dalej, ale brakuje mi jakiegoś, nie wiem, zamknięcia, podsumowania. No i tak zwykle, po ludzku tęsknię za jej bliskością.

   3. No i wieść z dzisiaj. Pojechałem do pracy, jak zawsze w poniedziałek. W pewnym momencie podszedł do mnie szef i zmieszany zaczął tłumaczyć, że nie potrzebuje już moich usług. Bardzo mu przykro, ale firma ma zastój, więc nie ma dla mnie pracy. Zapłacił mi do końca miesiąca, zdałem klucz do biura i się pożegnaliśmy. Czuję się dziwnie. Jakby nie do końca to do mnie docierało. Bardzo lubiłem tę pracę, w końcu czułem się w czymś naprawdę dobry. Poza tym, w mojej sytuacji z M. ta praca była kotwicą, czymś fajnym, na czym mogłem się oprzeć. Nagle zniknęła. Mam teraz uczucie podwójnego odrzucenia. Niezbyt miłe uczucie. Nie jestem załamany (choć zaczekam, aż zejdzie szok;), dam sobie radę, spróbuję wdrożyć się we freelancing. Ale smutek jest silny.

   4. Nie wiem, kiedy zarobię kolejne pieniądze, więc kupiłem sobie mega wygodne sandały na lato:)

Thursday, 19 April 2018

Spišská Stará Ves

   Cudny, słoneczny dzień. Jestem w biurze, tylko Magda i ja. Ona coś skrobie w mediach społecznościowych na temat naszego nowego produktu, a ja właśnie skończyłem projekt mojej pierwszej stronki internetowej. Czuję satysfakcję, ale uświadomiłem sobie, że czeka mnie jeszcze długa droga.
   Korzystając z pogody poszwendam się po Bielsku. Zaprosiła mnie na kawę koleżanka, posiedzę z nią pewnie z godzinkę. Wcześniej zjem coś dobrego. W "Zupolandii" podają pyszne kotleciki brokułowe z sosem czosnkowym i surówkami, jestem tam częstym gościem.
   Zmieniłem plany na weekend. Starzy znajomi organizują ognisko i sporą imprezę na Słowacji, postanowiłem się do nich wybrać. Znalazłem malowniczą trasę: część przez Słowację, a część po naszych polskich górach. Prawie trzy godziny drogi. Uwielbiam takie przejażdżki. Martin, mój imiennik-myśliwy gotuje gulasz z jelenia, ale Bianca obiecała zrobić coś wegetariańskiego, więc nie będę głodował:). Cieszę się na ten wyjazd. Dawno tak głęboko nie oddychałem.


Tuesday, 17 April 2018

etc.





















    Ufff... Co za rok. Niestety (i na szczęście) ten okres zbliżył się do końca.
   Jest mi trochę przykro, niewygodnie. Ostatnie 8 miesięcy zainwestowałem siebie w uczucie i związek, który ostatecznie nie wytrzymał próby czasu (nie pierwszy raz, zrywaliśmy regularnie, ale tym razem...). Choć czuję pewną ulgę, że się skończył (było więcej szarpaniny niż spokoju), to równocześnie jest mi żal, tęsknię i rozkminiam, co poszło nie tak. Zresztą wiem, co poszło nie tak. Nie potrafiłem zbudować trwałego mostu do jej serca, myślę zresztą, że to może być zadanie niewykonalne dla nikogo. Mógłbym sporo pisać o tym, co się wydarzyło i co zrobiła, ale nie chcę w to wchodzić. I tak za dużo o tym myślę, a chciałbym, żeby uczucia związane z M. uspokoiły się i żeby jej postać nie była drzazgą w moim życiorysie, ale słodko-gorzkim, stonowanym wspomnieniem.

   Czuję się troch wyblakły, nietowarzyski, spędzam dużo czasu sam. Albo w domu przy serialu bądź książce, albo na wycieczkach samochodowych po dalszych i bliższych okolicach. Byłem nawet w Bieszczadach, czasem jeżdżę na saunę i basen. Chciałbym się jednak wyrwać z tej izolacji. Zostałem zaproszony na sobotnią wycieczkę po górach koło Bielska. Niedawno byłem na Krawcowym Wierchu, tam poznałem bardzo sympatyczną grupkę ludzi. Pozostaliśmy w kontakcie i wczoraj zaprosili mnie, żebym do nich dołączył. Mamy zacząć gdzieś w Jaworzu i kilka godzin iść trasą w stronę Bielska, przez góry i lasy. Z jednej strony nie mam ochoty na towarzystwo, czuję się ostatnio mrukiem, ale z drugiej to myślę, że przyda mi się zmiana scenerii społecznej. Za dużo ostatnio było dramatu i toksyczności, potrzebuję pobyć z ludźmi, którzy nic ode mnie nie chcą, ani ja nic od nich. Ot, pogadać, pośmiać się, napić, wymienić historiami.

   W pracy rozwijam kompetencje. Szef zaproponował mi, żebym zrobił kurs projektowania stron internetowych. Ostatnie trzy tygodnie zakuwam. Wczoraj dostałem pierwsze zlecenie, prosta strona dla trenera personalnego. Po kilku godzinach walki z kodem zdałem sobie sprawę, że jestem w czarnej dupie. Na szczęście dowiedziałem się o czymś takim, co nazywa się bootstrap (coś w rodzaju biblioteki kodów). Dziś znalazłem jedną z ich templatek i skupiłem się na edycji kodu, żeby uformować ją, tak jak chcę. No ale nie martwię się, w sumie to był tupet, żeby po 3 tygodniach nauki próbować zrobić stronę internetową od zera:) Zresztą edycja kodu na tym etapie to też niezłe wyzwanie dla mnie i pewnie zejdzie mi do końca tygodnia, żeby zrobić tę stronę tak, jak chcę.

Lista podsumowująca:

1. ...
2. siłą popycham się do nowych ludzi, żeby zresetować duszę.
3. aha! zrobiłem ogródek! ponad tydzień pracy, teraz tylko podlewać, pielić i modlić się, żeby nie przyszedł mróz:)
4. Bieszczady są piękne.
5. ciągle uwielbiam jazdę samochodem.
6. zapomniałem (a może nigdy nie umiałem?), jak cieszyć się samotnością.
7. szukam ciekawej, pięknej książki, która porwie moje serce i umysł. Jak ktoś, coś, to pomóżcie:)
8. zacząłem znów pisać w papierowym dzienniku, dużo w nim też rysuję głupotek (ilustracja powyżej).