To był potwornie długi dzień. W sumie weekend. Tydzień:) Ale dziś było wyjątkowo ciężko. Tak sobie mówię, ze to koniec roku, akumulują się wszystkie zaległe rzeczy i musi teraz się zakotłować, żeby nowy rok mógł się zacząć czysto, na świeżo. Wiem, piszę enigmatycznie, ale nie chcę wchodzić w szczegóły. Trochę się wstydzę, że tkwię utknięty w czymś, co wiem, że nie jest dla mnie dobre, mam tysiąc powodów, żeby nie tkwić, ale z jakiegoś dziwnego, niezrozumiałego mi powodu, nie umiem po prostu się wyrwać i zacząć nowy rozdział.