Jeszcze ciemno, choć niebo powoli się rozjaśnia. Zwykle budzę się koło czwartej, piątej rano. Najpierw leżę i pozwalam rzeczywistości rozgościć się w środku. Nie jest to przyjemne. Rzeczywistość jest ostatnio niegościnna i chłodna. Ale staram się powiedzieć sobie coś miłego, wspierającego. "Marcyś, nie martw się, to minie, sprawy się ułożą".
Później wstawiam na kuchence turystycznej wodę na kawę, skręcam dwa papierosy z Pueblo. Pierwszego wypalę zanim dojdzie woda, drugiego już przy kawie.
Choć bardzo nie chcę (już minęło kilka miesięcy, z wiosny zrobiło się lato, później jesień i jestem po prostu zmęczony), to myślę o Z. Czasami z niechęcią. Mam jej za złe, że jej crush, impuls emocjonalny, kaprys, rozjebał mi życie. A czasami próbuję ją zrozumieć: że tak jak i ja, postąpiła impulsywnie wchodząc w tę relację, a kiedy rzeczywistość ją przerosła, próbowała chronić siebie.
No ale ta epoka nie może trwać przecież w nieskończoność. Pozwalam temu płynąć, wiem, że ważne jest przeżycie żałoby do końca, ale powoli staram się myśleć o przyszłości, o sobie w oderwani od tego bajzlu.
Lubię spotykać się z ludźmi spoza wrocławskiego środowiska, spoza moich kręgów. Pozwala mi to na jakiś dystans. Tak jak niedawno, kiedy odwiedziła mnie Ula. Zaparkowała swojego kampervana obok, no i siedzieliśmy do późna. Opowiadała mi o swojej żałobie po facecie, daliśmy sobie zrozumienie, odrobinę bliskości, ciepła. Potrzebuję towarzystwa ludzi, którzy widzą mnie po prostu jako mnie, bez osądów, szuflad, uprzedzeń, z sympatią.
Jakie plany na dzisiaj? Mam na koncie jeszcze kilka stów, wpadła zaległość za obraz, więc mogę się zrelaksować. Mam na jedzenie i siedzenie w Kali na jakiś tydzień. Wieczorem mam oddać sprzęt nagłaśniający Olkowi, po moim koncercie sprzed tygodnia. A wcześniej? Zapowiada się chłodny, choć słoneczny dzien. Cieszę się na słońce, panele podładują mi akumulator. Zjem pewnie obiad w barze mlecznym, posiedzę z książką w Kali. Więcej planów nie posiadam.
Czasami się stresuję, że pozwalam tak życiu płynąć, że nie robię jakichś ruchów, ale skoro nie wiem, w jakim kierunku iść, to chyba najlepiej spróbować pozwolić rzeczywistości unfold jak chce i nie szarpać się. Nie jest to dla mnie łatwe, mam potrzebę kontroli, no i chciałbym mieć już jakiś kierunek.
Zrobiło się już jasno. Cześć nowy dniu. Weź, coś fajnego wymyśl dzisiaj.




