Trzeci dzień we Wro. Z nikim się nie spotkałem nigdzie nie wyszedłem, tyle co do pracowni. Większość czasu zajęło mi robienie zina, część kreatywna, a bardziej część techniczna, przy której czasami chciałem wyrywać sobie włosy:) Spiracone programy rozpadające się w pył, składanie tekstów, edycja kolaży, kalkulowanie rozkładu stron do druku, etc. A ostatecznie nawet nie wiem, czy to jest fajne. Tak jest, jak się za długo i za intensywnie nad czymś siedzi.
Ogromna samotność. Dzisiaj kilka razy się rozpłakałem z tego. Przez trzy dni nie zamieniłem z nikim ani słowa. To już kolejne zakończenie roku w takim odłączeniu. Martwię się, czy coś jest nie tak ze mną, że nie mam bliskich relacji. W święta i przed Sylwestrem bardziej to odczuwam. Wszyscy ze swoimi przyjaciółmi, partnerkami, bliskimi, a ja siedzę na parkingu nad Odrą sam we Włóczędze, robię zina o przynależności, społeczności i otwieraniu się do ludzi. Trochę to smutne, a trochę urocze. Ale bardziej smutne.
Coś bym wymyślił, jakiś wyjazd, czy imprezę, ale jestem zupełnie spłukany.














