Żeby jakoś zająć czas postanowiłem zrobić coś twórczego i od samego rana zabrałem się za malowanie. Wybrałem spore płótno, żeby namalować coś większego. Noc, księżyc, ciche miasteczko, pełne przyjaznych mieszkańców, którzy kochają się, albo są samotni, albo się bawią, albo ukrywają, robią coś zwykłego, albo pochłaniają ich sprawy niezwykłe. Malowałem do trzeciej, zrobiłem niebo, księżyc, zarysy budynków, dachy i kominy. Jutro popracuję nad szczegółami domów: okna, anteny, balkony, drzwi, sznurki na pranie, koty. Zejdzie przy tym kilka godzin.
Brak alkoholu sprawia, że jestem bardziej twórczy. Nie tylko dlatego, że próbuję zabić czas, żeby nie męczyły mnie czarne myśli, ale po prostu taki mały wysiłek ku lepszemu życiu napędza pozytywne myśli. Nie mówię, że mnie ogarnęła radość życia znienacka, ale pośród smutku zjawiło się kilka dobrych chwil.
***
Dobry wieczór panie Redaktorze
Wybaczy pan moją długą nieobecność, ale pochłonęły mnie sprawy życia codziennego. Nie jest to wytłumaczenie, ponieważ mogłam w każdej chwili usiąść i napisać list, ale nie chodzi o to. Po prostu byłam gdzieś indziej.
Moje miasteczko spowite śniegiem i mrozem. Dołożyłam właśnie do piecyka kawałek brzozy i trochę zadymiłam pokój. Ambroży patrzy na mnie z wyrzutem i pokasłuje po psiemu. Usiadłam przy biurku i zerkam z mojego poddasza na dymiące przytulnie kominy (pal licho smog:).
Przybyło mi kilka siwych włosów, ale uważam, że całkiem mi w nich do twarzy. Czas i tak jest dla mnie łaskawy. Moje ciało jest zaokrąglone tam, gdzie powinno, a wysmukłe tam, gdzie trzeba, a z moich oczu nie znika ciągle blask. Haha, zabrzmiałam strasznie kokieteryjnie, przepraszam, nie zamierzałam reklamować swoich wdzięków. Ot, po prostu się chciałam pochwalić.
Praca też w porządku, zleceń mam dokładnie tyle, ile trzeba: wystarczająco, żeby nie głodować, ale też i nie tyle, żebym czuła się przytłoczona. Ostrożnie wybieram zlecenia, bo uwielbiam rysować i nie chciałabym stracić przyjemności z tego, co robię.
A co u pana? Ucieszyłam się, kiedy przeczytałam w gazecie, że oficjalnie rozwija pan swoją artystyczną działalność. Wiem, że to bardzo dobra decyzja, nigdy nie wyobrażałam sobie pana na dłuższą metę na jakimś etacie. Ja już kilka lat po tej decyzji i nigdy nie żałowałam. Wiem, że tak samo będzie u pana. Co nie znaczy, że nie będzie czasami trudno, wiem coś o tym. Ale jeśli nie możemy spełniać swoich marzeń, to po cholerę się tutaj znaleźliśmy? Więc życzę panu z całego serca powodzenia.
Moje miasteczko spowite śniegiem i mrozem. Dołożyłam właśnie do piecyka kawałek brzozy i trochę zadymiłam pokój. Ambroży patrzy na mnie z wyrzutem i pokasłuje po psiemu. Usiadłam przy biurku i zerkam z mojego poddasza na dymiące przytulnie kominy (pal licho smog:).
Przybyło mi kilka siwych włosów, ale uważam, że całkiem mi w nich do twarzy. Czas i tak jest dla mnie łaskawy. Moje ciało jest zaokrąglone tam, gdzie powinno, a wysmukłe tam, gdzie trzeba, a z moich oczu nie znika ciągle blask. Haha, zabrzmiałam strasznie kokieteryjnie, przepraszam, nie zamierzałam reklamować swoich wdzięków. Ot, po prostu się chciałam pochwalić.
Praca też w porządku, zleceń mam dokładnie tyle, ile trzeba: wystarczająco, żeby nie głodować, ale też i nie tyle, żebym czuła się przytłoczona. Ostrożnie wybieram zlecenia, bo uwielbiam rysować i nie chciałabym stracić przyjemności z tego, co robię.
A co u pana? Ucieszyłam się, kiedy przeczytałam w gazecie, że oficjalnie rozwija pan swoją artystyczną działalność. Wiem, że to bardzo dobra decyzja, nigdy nie wyobrażałam sobie pana na dłuższą metę na jakimś etacie. Ja już kilka lat po tej decyzji i nigdy nie żałowałam. Wiem, że tak samo będzie u pana. Co nie znaczy, że nie będzie czasami trudno, wiem coś o tym. Ale jeśli nie możemy spełniać swoich marzeń, to po cholerę się tutaj znaleźliśmy? Więc życzę panu z całego serca powodzenia.
Nie obrazi się pan, że na tym zakończę ten krótki przypominający o mojej skromnej osóbce list?
Serdecznie pozdrawiam i mocno ściskam
Pana na zawsze przyjaciółka
Anna Słota
***
Pani Aniu!
Jak ja się cieszę!
Oczywiście, że się nie gniewam za tę długą przerwę, przecież sam mogłem w każdej chwili napisać. No ale podobnie jak pani to ujęła, byłem gdzieś indziej. Gdzie? Ach, nie chce mi się dzisiaj o tym pisać. Chcę się po prostu pocieszyć pani listowną obecnością.
Ale po kolei.
1. Moja wioseczka również obsypana śniegiem. I również dymią kominy, ale że nie mam okazji romantycznie ich oglądać z poddasza, jak pani, to ciężko mi nie myśleć o dymnym smrodzie, który zasnuł naszą dolinę żółtawą mgłą. Założę się, że do pani okna smog nawet nie dochodzi:)
2. Jestem pewny, że te kilka siwych włosów jedynie dodało pani uroku. Choć nigdy się nie widzieliśmy, to wiem, jak pani wygląda. Nie tylko z pani słów, czy z autoportretu, który kiedyś łaskawie mi pani przysłała. Mam wrażenie, że widzieliśmy się w snach. Właśnie tam, podczas nieważkich spacerów pod uśmiechniętym księżycem trzymałem panią za rękę i opowiadaliśmy sobie anegdotki i sprawy poważne. Wiem jak działają sny: to o czym się myśli na jawie, łączy się tam w pewną sensowną całość, która wydaje się prawdą. Ale kto powiedział, że czasami nie dzieje się tak, że dwie śniące osoby tworzą światy, które łączą się na chwilkę? Nie są już zamkniętą kapsułą tylko naszych własnych myśli, ale stają się chwilowym wspólnym balonem na nocnym niebie? Kto nam tego może zabronić?:)
3. Dziękuję za słowa wsparcia, dotyczące mojego biznesu. Też czuję, że to był jedyny słuszny wybór. Zbyt mało życia już zostało, aby siedzieć gdzieś w ciasnym biurze, spełniając czyjeś ciasne sny za kilka groszy. Wolę te kilka groszy zarobić pędzlem, snem i marzeniem.
Pani Aniu, powtórzę się: bardzo, bardzo cieszę się, że zdecydowała się pani napisać. Przypomniało mi to, że pani listy zawsze były dla mnie wyjątkowo ważną sprawą w moim życiu. Pośród głupich, trywialnych rzeczy, obojętnych ludzi, mechanicznych obowiązków, z pani słowami, zawsze czułem się jak prawdziwy człowiek - pełny, rozumiany i mający sens.
Mam nadzieję, że nasza korespondencja znów ożyje.
Całuję panią w oba policzki, na trzy razy (jak kiedyś się robiło).
Pani na zawsze
Marcelino Smutasiński












