Sunday, 26 April 2026

Panna M. i soczystość życia

Wiosna już coraz bardziej ❤️ Otworzyli Beach Bar przy miejscu, w którym mieszkam. Beach bary to moje ulubione knajpki we Wro. Nie wiem, czy istnieją w innych miastach w Polsce, ale mi się kojarzą po prostu z Wrocławiem.

Mniej ostatnio piszę. Może to dlatego, że więcej się dzieje. Dwa dni w tygodniu pracuję z drzewami. Takie dwie dniówki wystarczają mi na wygodne życie na tydzień, więc zeszło ze mnie trochę stresu finansowego. Poza tym praca fizyczna bardzo dobrze na mnie działa. A wszystko co więcej zarobię, ze sztuki, z muzyki, mogę inwestować, spłacać długi, a z czasem może nawet coś odłożyć. 

Np. drugiego maja gram na festiwalu w Legnicy, za co wpadnie tysiak. Idealny czas, bo muszę zapłacić ubezpieczenie za Włóczęgę i przegląd. 

Hmm, trywialne ten wpis?:) Ale dla mnie nie jest trywialny. Kiedy od długiego czasu żyję w przestrzeniach kosmicznych, emocjonalnych, artystycznych, to takie rzeczy są dla mnie ekscytujące i uziemiające. 

Działam też tworczo. Seria Vanlajf bez ściemy fajnie chwyciła, to mój format, tym bardziej, że temat znam od podszewki. O, przypomniałem sobie - za dwa tygodnie jadę pod Warszawę na festiwal karawaningowy, gdzie mam wygłosić prelekcję na temat vanlajfu. Haha, nie zgłaszałem się do tego, myślałem, że jadę tylko z obrazami, dowiedziałem się z fejsa:) Ale nie mam stresu. O vanlajfie mogę gadać bez przerwy. 

Co jeszcze? Ok, życie emocjonalne. 

Zadurzyłem się trochę w tej dziewczynie od podcastu. Jeszcze się nie spotkaliśmy. Ale ja chyba jednak jestem sapioseksualny, bo po prostu słuchając jej, poznając jej myśli, lubię ją coraz bardziej. Po przesłuchaniu dzisiaj odcinka jej podcastu, wysłałem jej wiadomość głosową na Instagramie. Tak z serca, lekko, dałem jej feedback. Dbając równocześnie o jej przestrzeń, nie przytłaczając. Też się nagrała. Była to naprawdę miła, ciepła i radosna głosówka. Mam naprawdę nadzieję, że będziemy mieli okazję poznać się bliżej. Nie wkręcam się jak dzieciak, chyba troszkę się wyleczyłem z takiego podejścia, po przeżyciach ostatniego roku, ale fakt, czuję zainteresowanie tą dziewczyną. Ciekawe, jak się to potoczy. Nawet jeśli nigdzie to nie pójdzie, to cieszę się na nowe uczucia i świeże perspektywy.

Naprawdę lubię swoje życie:)

Mam czasami wrażenie, jakbym był bohaterem powieści. Czekam w podekscytowaniu na rozwój fabuły, przywiązuję się do postaci, czasami się śmieję, czasami płaczę. Ogromna soczystość życia. Niech to trwa:) 
 


Sunday, 19 April 2026

Vanlajf, nowe horyzonty, dobry dzień

Miły, pełny dzień. Z samego rana zrobiłem kolejną rolkę na Instagrama z serii "Vanlajf bez ściemy". Cieszę się na ten cykl. Po 3 latach vanlajf to jest coś, o czym mogę opowiadać naprawdę z doświadczenia , nie z teorii.

Później spacer po mieście, śniadanie w Vedze, pogaduchy z Dodą i Wiktorią w Kali.

Kiedy wracałem tramwajem, włączyłem na próbę podcast dziewczyny, z którą mamy się umówić w tym tygodniu. Jezu, ale się wpasował w to, gdzie jestem wewnętrznie. Żeby dosłuchać do końca poszedłem na długi spacer nad Odrą. Zaczął padać ciepły, wiosenny deszcz, słowa tej dziewczyny rezonowały i czułem się kompletny.

Teraz już siedzę we Włóczędze. Krople deszczu stukają miękko o dach vana. Nie brakuje mi nic (wczoraj i przedwczoraj brakowało mi towarzystwa). Mam trochę kasy, doszła większość wypłaty za Oświęcim. Kupiłem wydruki na płótnie, żeby być gotowym na rozpoczęcie sezonu, oddałem trochę długów, kupiłem epeta (oczywiście zacząłem znowu palić xd).

Chce mi się kupić trochę nowych ciuchów, znudził mi się czarny kolor.

Ta dziewczyna od podcastu - pierwszy raz od dawna ktoś mnie tak zainteresował. 
 

Friday, 17 April 2026

Arborystyka, randki, zmęczenie i nowości

Piątek wieczór. Dzisiaj pracowałem z Marem. Poznaliśmy się z rok temu, polubiłem go. Kiedy pracowałem w Oświęcimiu zobaczył jakąś moją rolkę z budowy i zapytał, czy nie chciałbym z nim czasami popracować jako dołowy. Jest arborystą, a dołowy, to asystent, który ogarnia i pomaga z gałęziami, ze sprzętem. Trochę byłem jeszcze zmęczony po Oświęcimiu, ale zdecydowałem się mu pomóc. Było fajnie. Intensywnie, ale też spędziliśmy trochę czasu w trasie.

Okazało się, że 20 lat temu pracowaliśmy w jednej knajpie w Birmingham, tylko on zaraz jakoś po mnie tam pracował. Poobgadywaliśmy naszą ówczesną szefową:)

Tak że kręci się życie, jakieś fuchy, wpływa trochę kasy. Jestem zmęczony, życie jest trochę inne, nowe. Jeszcze nie czuję się w nim zupełnie komfortowo, ale jednocześnie pozostaję otwarty na nowe znajomości i szanse. 

Jeśli chodzi o sprawy damsko męskie, też coś zaczyna się dziać. Ostatnio zaprosiła mnie na kawę jedna dziewczyna z Wro. Hipiska, trochę ezo:) Kiedy spytała mnie o znak zodiaku i powiedziała, że jest poliamoryczna, to najpierw się wycofałem wewnętrznie, ale później pomyślałem, fuck that, why not. For the lore:) Może jakoś w weekend się spotkamy. 

Natomiast ja zaprosiłem na kawę pewną artystkę, na którą natknąłem się na Instagramie. Mamy się spotkać w przyszłym tygodniu. Spodobała mi się - nie tylko wygląd, ale też energia, rzeczy, jakie robi. No i ma wiek normalny, haha 🫣 37 lat. 

Czytam to, co napisałem i chyba piątkowo-wieczorny nastrój mi wszedł xd

Nie kładę żadnego ciężaru na te spotkania, mam w sobie dużo spokoju ostatnio, nie mam parcia na randkowanie, ale jednocześnie jestem gotowy na relację. Albo na romans:) No i cieszę się, że pojawia się energia na to, przestrzeń. Lubię wykazywać inicjatywę na tym polu. Daje mi to poczucie sprawczość i własnej atrakcyjności po prostu. We all need that sometimes, right?:) 


 

Monday, 13 April 2026

Ostatni dzień - trzy tygodnie z syjonistami:)

Dziś ostatni dzień pracy. Osiem dni pod rząd po 12 godzin. Ścigał nas termin. Choć wczoraj zrobiłem tylko sześć - organizm nie wytrzymał i po prostu padłem.

To były mocne 3 tygodnie. Ciężka harówka. Ale stopniowo bardzo oczyściło mi to głowę. Nie tylko sam wysiłek, ale atmosfera, rozmowy, żarty, nawet małe konflikty. Większość wieczorów, po skończonej pracy czułem się pełny, silny, sensowny. Myśli o wydarzeniach ostatniego roku przestały być jak otwarta rana. Stały się echem. Poczucie tożsamości wzmocniło się, odzyskałem wiarę w siebie, zacząłem się widzieć bez zniekształceń.

Po skończonej pracy, kiedy już zmyłem z siebie bród, piach i cement, wczołgiwałem się do Włóczęgi i oglądałem Startreka albo tworzyłem rolki i storisy na socjale, jak przystało na odpowiedzialnego kreatora kontentu;) 

Tak że mogę powiedzieć, że to był dobry czas. Nawet chociaż jestem obolały i wykończony. 

Pomimo zmęczenia działałem mocno na socjalach. Postanowiłem przyłożyć się do rozwoju swojego Instagrama, żeby przyciągnąć nowych ludzi, rozbudować społeczność internetową i żeby może wreszcie ruszyć ze sprzedażą sztuki. Póki co to ostatnie się nie wydarza, chociaż przybyło mi jakieś 150 nowych obserwatorów w ostanim tygodniu, ale podchodzę do tego długoterminowo. 

Jutro wracam do Wrocławia. Stęskniłem się za moim miastem. Nie mogę doczekać się na rower, Kalaczakrę, spotkanie z Martą, z A., pogaduchy z brmanami w mojej ulubionej knajpce, obiad w Misiu.

Nawet jeśli to będzie tylko na chwilę - Berlin ciągle jest na liście następnych przygód.

Dostałem propozycję pracy z kolegą arborystą we Wro. Być może podziałam jeszcze przed wyjazdem, uda się odłożyć trochę więcej kasy. 

Tyle w skrócie. Opowieść trwa:) 

PS. Temat kontaktu i relacji z ludźmi, którzy mają zupełnie inne poglądy polityczne - ważny. Pracowałem z chłopakami z Postoju, który jest w Polsce na czarnej liście kolektywów politycznych z powodu syjonizmu. Dużo rozmawialiśmy o naszym postrzeganiu świata. Dyskutowaliśmy, spieraliśmy się. Poszerzyła mi się perspektywa. Jestem w stanie bardziej zrozumieć, skąd biorą się ich poglądy,  nawet jeśli się nie zgadzam. To ważne. Utrzymać szacunek i sympatię w obliczu różnic politycznych i światopoglądowych. Współodczuwam z nimi - jak działają i żyją w dużej izolacji, będąc znienawidzonymi, pogardzanymi i atakowanymi przez lewicową scenę polityczną.