Friday, 27 February 2026

Na Ulicy wiosna

Flow myśli bez skrępowania, dawno nie robiłem, ostatnio próbuję jakoś zamknąć wszystko w ramy, punkty, a dziś właśnie nie. 

Na Ulicy wiosna, choć wcześnie, co za ulga. Rano obudziłem się w Tychach. Miał być kiermasz, a wieczorem dowiedziałem się, że odwołany, więc trochę była załamka, "nic mi się nie udaje kurwa", ale zjadłem, odetchnąłem, poskrolowałem, zasnąłem. 

Spałem jak dziecko. Rano obudziłem się w dobrym humorze, sam nie wiem dlaczego. Pożyczyłem kasę na paliwo z powrotem do Wro. Droga się nie dłużyła. Było mi lekko, silnie, odczuwałem miły wkurw na tamtych ludzi, sprawczość, poczucie siebie, bez wstydu, bez spin. Później zostawiłem Włóczęgę pod Orbitą i popiratowałem z wiosną na rowerze. 

W Kali Pasza nalał mi szklankę wody. Była Basia, dawno jej nie widziałem. Podoba mi się. Trochę smutna, trochę wesoła, trochę zagubiona, trochę miękka, trochę twarda. Ma też coś, co mnie pociąga po prostu damsko-męsko. Pogadaliśmy przy fajce o nowych początkach w życiu i o wieczornym ravie, w Transfo grają psytrance, może się wybiorę, dawno nie pląsałem. Wyciągam Martę, mam jeszcze trochę grzybów, pobawiłbym się z nią i w ogóle z ludźmi. 

Lubię, kiedy układ nerwowy jest taki. Że daje mi się wyspać, że nie wyolbrzymia, że lubi sam siebie, że mogę jeść, gadać, doceniać, nie wstydzić się, cieszyć towarzystwem, seksualnością, rozmowami.


 

Wednesday, 25 February 2026

Głęboki oddech

Wróciłem właśnie do Włóczęgi po całym dniu na mieście.

Usiadłem w Kalaczakrze, wyciągnąłem szkicownik, kredki, książkę. Trochę porysowałem. Dosiedli się ludzie z knajpy, Doda, Wiktoria, Karen, pogadaliśmy o tripach na psychodelikach, relacjach, życiu. Było mi spokojnie, przyjemnie. Doda przyniosła kawałek ciasta, które spadło na podłogę, lubię jej matczyne gesty xd W międzyczasie sprzedałem online dwa obrazy, więc mam kasę na paliwo do Tychów jutro, więc mogę się zrelaksować. A. zapraszała mnie na posiadówkę, ale dzisiaj nie miałem chęci. Zjawiła się też Asia. Postawiła mi urodzinową whiskey, bo nie mogła być na imprezie ostatnio. Co jakiś czas lubię whiskey z górnej półki. Ta była mocno torfowa, gładka, mocna. 

Dużo radości, towarzystwa, lekkości.

Od kilku tygodni rozmawiam z M. Fajna dziewczyna, artystka, zrobiła nam się mała chemia, co jest bardzo przyjemne. Potrzebowałem trochę adoracji;) Maluje mój portret, bardzo się tym przejęła.

Jutro jadę do A. odbieram ją z domu i pomagam zrobić zakupy w Castoramie, a wieczorem ruszam na Tychy - w piątek rano będę rozkładał stoisko z obrazami na kiermaszu.

Życie staje się intensywniejsze, barwniejsze i przede wszystkim moje. Lubię to odzyskiwanie siebie, swojej wartości, wymiany z ludźmi. Dzisiaj oddychałem głęboko. 


 

Monday, 23 February 2026

W swojej opowieści

Deszcz, prawie już wiosenny, stuka o dach Włóczęgi. Jeden z moich ulubionych dźwięków.

Byłem dziś na mieście, rowerem, wziąłem kilka książek z biblioteki, później usiadłem w Kali, rysowałem, czytałem.

Wróciłem do siebie, kiedy przestało lać. 

Mam dzisiaj dobre uczucie. Że jestem osadzony w swojej narracji, opowieści. Jest luty, zima, brak kasy, ważne rzeczy się pokończyły i mógłbym to odczuwać, jako ciężar (czasami odczuwam:). Ale dzisiaj czuję to jako część przygody. Że konsekwentnie idę tym życiem wolności i integralności, i nawet kiedy coś się rozpierdala; miłość, czy przynależność, kiedy świat staje na głowie, to moim oparciem jestem ja i moja historia. Czasami łotrzykowska, czasami smutna, wesoła, miłosna, samotna, ale prawdziwa w chuj:)

Lubię to. Cieszę, się, że wróciłem do pisania bloga. Od października wydarzyło się tyle rzeczy, fajnie będzie do tego wrócić kiedyś. 

W piątek jadę do Tychów na pierwszy mój kiermasz w tym roku. Utargowałem z organizatorami opłaty, zgodzili się też, żebym zapłacił po pierwszym dniu kiermaszu. Tak że muszę tylko zorganizować z dwieście na paliwo and hope for the best:) 

Adam, wpadnij się poznać. No i zaopatrzyć w moją sztukę ;) 

Kiermasz w Tychach - namiary


 

Sunday, 22 February 2026

Lista wiosenna

Lista wiosenna 

1. Zadomawiam się. I choć bałem się tej zmiany, to pojawiła się ulga. Śpię bardzo dobrze, z tego się cieszę jak dzieciak, bo myślałem, że już jestem skazany na 4 rano:)

2. Na siłowni nie korzystam tylko z prysznica, ale zacząłem ćwiczyć. Ćwiczę ostrożnie, bo te ostatnie miesiące wychudziły mnie i wyczerpały, więc nie mam na tyle zasobów. Czasem zakręci mi się nawet w głowie. Ale trochę rozciągania, bieżni, niewielkich ciężarków daję radę. 

3. Pojawiły się dwie opcje na pracownię. Dzisiaj jadę odwiedzić pewien kolektyw, gdzie być może mógłbym malować, tylko muszę zobaczyć, czy jest dość miejsca. A oprócz tego odezwała się też znajoma i zaproponowała używanie małego pokoiku u siebie w mieszkaniu.

4. Wczoraj wydałem ostatnie pieniądze. Nawet nie na jedzenie, ale na liquid do e-peta. Właśnie leżałem i myślałem, że wkurza mnie, że nie mogę sobie nawet posiedzieć w kawiarni, nie mówiąc o zjedzeniu obiadu w knajpie. I nagle odezwała się przyjaciółka, z którą nie miałem dawno kontaktu. Powiedziała, że ma przeczucie, że potrzebuję dzisiaj kilka groszy. Wysłała mi blika i powiedziała trochę dobrych, mocny słów, które mocno mnie podbudowały.

5. Czasami troszkę mi niewygodnie w tej nowej sytuacji. Mój układ nerwowy się uspokaja, ale równocześnie mam duże puste miejsce w środku. Po środowisku, zaangażowaniu, walce. Tylko że coraz bardziej zaczynam czuć to puste miejsce nie jako ciężar, ale szansę na coś nowego.

6. Zacząłem pisać z pewną dziewczyną. Nie wchodzimy w romantyczne klimaty, ale po prostu rozmowa z kimś szczerym, otwartym, przejrzystym jest bezcenna.

7. Ciepło, ale pada. Za to w piątek ma być słoneczny dzień i 18 stopni. Boże, jak tęsknię za tym.

8. Znajoma się przejęzyczyła i powiedziała malownia zamiast pracownia. Podoba mi się to nowe słowo:) 
 

Thursday, 19 February 2026

Ostatnie mrozy, pusta przestrzeń, IT Crowd

 

Wieczór. Ostatnie dni mrozów, mam nadzieję, że nie wrócą już tej zimy. A za trzy dni mocno plusowe temperatury. Uff, co za ulga. Najostrzejsza zima, jak do tej pory w moim vanlajfie.

Byłem w Kali, porysowałem trochę. Wygrzebałem z ukrycia kredki, których nie używałem już od lata. Chciało mi się dodać kolorów do szkiców. Będę rysunki wystawiał w socjalach na aukcyjki, czasem ktoś może chcieć taki drobiazg ręcznie robiony przeze mnie.

W środę jadę z obrazami do pewnego hotelu w centrum. Odpowiedzieli na maila, spodobała się im moja sztuka, chcieliby zobaczyć na żywo. Tak że pomysł z pisaniem do hoteli i pensjonatów być może wypali. Byłoby dobrze. Chciałbym zacząć zarabiać coś w tym roku.

Miałem dziś terapię. Spotkanie z panią Kasią jak zwykle dobre. Ta terapia daje mi doświadczenie bezpiecznej relacji. To dużo warte.

Nastrój? Ciężko powiedzieć. Spokojniej, dobrze śpię, ale obok tego jest duże puste miejsce pozostawione po tej walce z ostatniego roku. Taki okres przejściowy, że stare się skończyło, nowe jeszcze nie zaczęło, więc trochę niewygodnie, trochę odpoczynek.

Oglądam IT Crowd. Brytyjski humor to coś, co mi dobrze wpada na ten moment. 

Tuesday, 17 February 2026

5 dzień po

Dzisiaj już... piąty chyba dzień po przeprowadzce. Wszystko ucichło. Jest duża pustka pozostawiona przez to odłączenie się, zostawienie wojny za sobą, ale powoli pojawia się ulga i spokój.

Wykupiłem karnet w pobliskim klubie sportowym, więc mam zadbane podstawowe potrzeby, jak prysznic i toaleta. Zacząłem chodzić na spacery.

Dzisiaj poszedłem jak już się ściemniło, po parku, w śniegu, bez muzyki i podcastu na słuchawkach. Słuchałem po prostu skrzypienia śniegu pod butami, dźwięków ulicy, czułem zapach dymu, Odry. Myśli, które towarzyszą mi od miesięcy, niedokończone konwersacje w głowie lekko brzmiały, ale już bardziej jak echo. To było całkiem fajne.

Staram się też gotować pożywne jedzenie. Dziś kupiłem drugi garnek, żeby móc np w jednym zrobić ryż, a w drugim curry, tak jak dzisiaj. Wpadłem też na pomysł, żeby powysyłać maile sprzedażowe do hoteli, pensjonatów, gabinetów terapeutycznych.

Małe akty odbudowywania autonomii.

Lista konkretna:

- w niedzielę zrobiłem w Kali małe przyjęcie urodzinowe. Było sympatycznie, zabawnie. Była A., Marta, Anabel, Iras i jeszcze parę innych osób. Troszkę picie wymknęło nam się spod kontroli, szoty mnie załatwiły, więc w poniedziałek miałem gigantycznego kaca. 

- przygotowałem dla wszystkich loterię prezentową. Każdy wyciągnął numerek i wygrał moje kolaże i ziny. Fajny pomysł, odgapiłem go od Kasi. Tak zrobiła na swojej imprezie pożegnalnej.

- zawiozłem rano rzeczy do A. Zostawiła u mnie podręczniki i jakieś ubrania. Przy okazji doładował się akumulator. 

- przestałem być aktywny na socjalach. Dla mnie it's a big thing. Po prostu straciłem chęć do dzielenia się sobą. Chcę przeżywać to, co się dzieje samemu, w środku. Mam uraz do ludzi, ale to jest drugorzędna sprawa. Głównie to potrzeba przeżywania prywatnie. 

- wczoraj na kacu obejrzałem Before Sunrise, Before Sunset i dzisiaj oglądam Before Midnight.

- pękła mi podeszwa w Martensach. Szewc powiedział, że nie da się naprawić. Wymiana podeszw to 290 zł. Taniej niż kupno nowych. No ale nie mam takiej sumy, więc jakoś będę łaził z dziurą. Szkoda ze nie pękło za jakieś 2 miesiące. 



 

Friday, 13 February 2026

Pożegnanie z Zamentem i pierwsza noc w nowym miejscu

Dzisiaj wyprowadziłem się z miejsca, w którym obozowałem ostatnie dwa lata. To był bardzo emocjonalny moment. Tam miałem pracownię, prysznic, w najtrudniejszych chwilach czułem, że mam oparcie w tym miejscu. Kiedy spakowałem swoje farby, pędzle, gadżety, to usiadłem na chwilę, żeby się pożegnać. Tzn. z miejscem. Nie było nikogo oprócz mnie. Trochę się popłakałem. A później zamknąłem drzwi i wrzuciłem przez otwarty lufcik klucz do środka, żeby już tam nie wracać, nie musieć się z kimś stamtąd widzieć, żeby przekazać klucze.

Przeniosłem się w inną cześć miasta. Blisko jest siłownia (prysznic, toaleta), park, Odra. Kiedyś już tutaj mieszkałem. Dwa lata temu po rozstaniu z Martą na jakieś 2 miesiące zrobiłem sobie tutaj dom.

Poczułem ulgę. Nie od razu. Najpierw trochę zagubiony zwinąłem się w kulkę i czułem, że nie dam rady, że chyba już nie mam w sobie przestrzeni, żeby zaczynać jeszcze raz. Napięcie, żal, poczucie krzywdy i niesprawiedliwości, a przede wszystkim utraty przynależności i sensu ogarnęły mnie zupełnie i totalnie. 

A później przyszło poczucie ciągłości życia, szerszego kontekstu. Przypomniałem sobie wędrówki, relacje, wyzwania, sukcesy, porażki na przestrzeni tych wszystkich lat. I z tym dopiero przyszła ulga. I poczucie, że jestem kimś więcej niż te ostatnie trzy lata, sytuacja społeczna, złamane serce.

Na razie zostaję jeszcze w mieście. Myśl o powrocie na wieś była dla mnie zbyt nieprzyjemna i bezsensowna.

Wczoraj spotkałem się z Martą w Kali, wypiliśmy kilka drinków, porozmawialiśmy. To dobra przyjaciółka. I dowód na to, że można nawiązać bliską, przyjazną relację ze swoją ex:) Powiedziała, że teraz, jak przeniosłem się bliżej niej, to może czasem mógłbym wpaść i ugotować coś z mojego kulinarnego repertuaru:)

No i teraz pierwsza noc w nowym miejscu. Ciekawe, co mi się przyśni. 
 

Monday, 9 February 2026

Bum

 

Wczoraj audycja o cancelingu wybuchła mi w twarz. Kolega udostępnił ją na grupie anarchistycznej, gdzie już dawno nie jestem członkiem, żeby unikać kontaktu z niektórymi ludźmi. 

Rozpoczął się lincz. Nie na temat treści audycji, ale osobisty, na mnie. Dostałem kilka screenów, ale poprosiłem, żeby mi tego nikt nie wysyłał, bo nie dam rady tego czytać. Cały dzień wylewały się tam oskarżenia, kłamstwa, szyderstwo, nienawistne memy.

Rozłożyło mnie to zupełnie. I tak od miesięcy zmagam się z wykluczeniem, samotnością, więc dużo nie potrzebuję, żeby dostać w kość. A to co się tam działo zaskoczyło wszystkich moich znajomych. Nawet osoby, które doświadczył kiedyś wykluczenia przez to towarzystwo, były zszokowany zawziętością i agresją skierowaną na mnie.

W poniedziałek mam urodziny. Zaprosiłem grupkę moich najbliższych ludzi na spotkanie w Kali. Taka urodzinowo-pożegnalna posiadówka. W przyszłym tygodniu wyjeżdżam stąd. Zawiesiłem też na razie audycję. Nie jestem w stanie robić publicznych rzeczy na ten moment.

Jak się czuję? Ciężko powiedzieć. Trochę jak w jakimś dziwnym śnie. To jest pewnie ta słynna dysocjacja.

Dziś rano umówiłem się z A. Kupiła nam obiad w barze mlecznym. Popłakaliśmy się. Bardzo się zaprzyjaźniliśmy, będzie nam siebie brakować. Później za ostatnią kasę kupiłem nam fajki i łaziliśmy po mieście, paląc i gadając o jakichś historyjkach durnych z życia. Potem odprowadziłem ją na terapię, dałem część fajek z paczki, uściskaliśmy się i wróciłem do siebie.

A wieczorem żegnam się z K. Ona też wyjeżdża z Wro. Zaprosiła mnie i kilka osób do jakiejś knajpy. Wpadnę na chwilę, ale nie posiedzę długo. 

Saturday, 7 February 2026

Już po audycji

Audycja wyszła tak jak chciałem. Rozmowa z Ulą się kleiła, dotknęliśmy ważnych tematów, bez cenzurowania się, ze smakiem. Temat cancelingu, wykluczania, dzielenia świata na dobrych i złych, co można zmieniać. Mówiłem też o Postoju. To taka miejscówka alternatywna, od której wszyscy się odcięli z powodu ich poglądów i ogólnie jest wroga atmosfera między nimi a reszta środowiska.

Będę miał nagranie z tej audycji, chce, żeby była dostępna. Czułem satysfakcję i radość, że robię coś z sensem.

Później pojechałem rowerem na Pracownie Otwarte. Sprzedałem kilka zinów, pogadałem z ludźmi.

No i wróciłem do siebie. Samotność mocno. Poczucie nieprzynależenia, oddzielności od innych, braku swojej community. Sobota wieczór. Chciałbym gdzieś być ze swoimi ludźmi, żartować, cieszyć się więzią. Zanim jeszcze wybuchło to wszystko, to zaproponowałem w Federacji, żebyśmy organizowali cykliczne wypady gdzieś do knajpy, żeby nie tylko misja i poważne sprawy, ale żeby się integrować. Miałem też inne pomysły z tym związane. Zawsze to we mnie siedziało.

No ale jest jak jest. Czekam na wiosnę, na nowe relacje, tym razem mam nadzieję głębsze, prawdziwsze. I żeby już ten smutek i samotność się rozwiały. 
 

Friday, 6 February 2026

Wreszcie trochę roweru

Dzień był nawet fajny. Byłem poskładać wystawę w Kalaczakrze. Wisiała dwa miesiące. Jest to bardzo dla mnie miłe, że, zaznaczyłem tak swoją obecność w moim mieście i ulubionej knajpce. Później zawiozłem obrazy, ziny i kolaże do Otwartych Pracowni. W weekend rozkładam się z innymi artystami. Mam nadzieję, że przyjdzie dużo ludzi.

Woziłem wszystko przyczepką rowerową, więc miałem okazję pojeździć na rowerze. Przez to zimno stał z dwa miesiące, a to jedna z moich ulubionych rzeczy, jazda rowerem. Poczułem się lekko i wolno. Naoliwiłem łańcuch, bo zaczął rdzewieć od stania na zewnątrz. 

No ale przez tę intensywność pod wieczór dopadły mnie jakieś lęki. Może też dlatego, że gdzieś tam mignęła mi zapowiedź audycji od Z. i jej grupy, a unikam, jestem tymi ludźmi straumatyzowany, każde najmniejsze narażenie się na kontakt budzi we mnie nieprzyjemne emocje. Chyba będę się starał zmienić dzień nadawania, żeby tego unikać. 

Od wczoraj przygotowuję się do jutrzejszej audycji. Jest trochę stresu, bo temat ważny i żywy. Tak wygląda zapowiedź:

"Jutro szczególny odcinek - odwiedza mnie gościni, Ula Andruszko - psychoterapeutka, psycholożka, zajawkowa radiowczyni, prowadząca audycję Rypać Martwiaki w Radio Pawarota, a kiedyś Mruczenie o poranku w Radio Zamek Nadaje i Dźwięki Świata w RWK.

Będziemy rozmawiać o ważnych tematach: cancelingu, call out culture, budowaniu zdrowych społeczności, idei miłości w kontekście ruchów społecznościowych, solidarności vs braterstwo/siostrzaństwo, o wykluczaniu i przyjmowaniu.

Temat niełatwy, mamy nadzieję, że uda nam się podejść do niego w dobry, harmonizujący sposób i że razem z wami dojdziemy do mądrych wniosków. A nawet jeśli nie dojdziemy, to ważne, żeby próbować, no nie?:)

Szkoda, że mamy tylko godzinę!"

***

Wpadaj posłuchać, Adam:) 

Radio Zamek Nadaje 

O 21 jadę po A. do pracy. Odwiozę ją do domu i odbiorę pranie. Podzieliła się dzisiaj swoimi rozkminami. Że już prawie 3 lata nie była w związku. I że nikt jej tego związku nawet nie zaproponował, a jej rówieśnicy są w fajnych relacjach, więc się martwi. Rozumiem ją bardzo. Też mi się czasami zdaje, że coś ze mną nie tak. Podobno to typowe dla ludzi po traumach z dzieciństwa. Sam nie rozumiem: jest bardzo mądra, oczytana, dowcipna i naprawdę ładna. No ale fakt, jest inna niż jej rówieśnicy. 

Na zdjęciu wszystkie ziny mojego wydawnictwa. Ładne, nie?:)