Showing posts with label Londyn 2013. Show all posts
Showing posts with label Londyn 2013. Show all posts

Tuesday, 1 October 2013

Fajna nuta


     Pewnie niewielu z was zerka na Wayfarer in the UK, więc w skrócie.

    1. Od ponad trzech tygodni pracuję. Jestem asystentem nauczyciela w collegu dla młodzieży niepełnosprawnej. Na razie przez agencję, ale kombinuję jak dostać się na „stałego”. Pracę bardzo lubię. Atmosfera jest świetna, dzieciaki fajne, godziny mam doskonałe (od poniedziałku do piątku od dziewiątej do czwartej), 30 godzin w tygodniu, na zarobki nie narzekam. Tyle, że póki co odkładam każdy grosz, żeby móc coś wynająć niedługo i sprowadzić Tanię. Jeszcze kilka tygodni i powinienem mieć na czynsz i depozyt.

     2. Próbuję żyć za jakieś 15 funtów tygodniowo, co nie jest łatwe, ale jednak łatwiejsze niż myślałem:) Wracając z pracy na rowerze przejeżdżam przez dzielnicę pełną stoisk z warzywami i owocami. Dziś zrobiłem dogłębny field research i okazuje się, że nie muszę kupować warzyw. Zebrałem wielką torbę papryk, cebuli, bananów, sałaty i jeszcze jakichś egzotycznych rzeczy, których nazw nie znam. Wystarczyło wykroić kilka miększych kawałków i okazało się, że mam pierwszej klasy produkty za darmo (no, może drugiej, nie pierwszej:). Ugotowałem dla wszystkich na skłocie makaron, zrobiłem surówkę i czatnej z bananów, starczyło na kolację i jeszcze odłożyłem na jutrzejszy obiad do pracy. Cieszę się, jak dziecko.

     3. Od tygodnia mam maraton Archiwum X. Zapomniałem, jacy Mulder i Scully są zajebiści.

     4. Uczę się nowej piosenki na ukulele. Irlandzkie klimaty. Posłuchajcie, fajna nuta.

     5. Mam wrażenie ostatnio, że odradzam się jakoś wreszcie. Myślę, że znalezienie pracy dało mi pozytywnego kopa do życia. Czuję, że będzie jeszcze lepiej. Zaczynam też otwierać się na zewnątrz, dostrzegam wielu dobrych, przyjaznych ludzi.




Who are you, me pretty fair maid,
And who are you, me honey?
Who are you, me pretty fair maid,
And who are you, me honey?
She answered me modestly, 
I am me mother's darling

Fiddle dai
You al da fal-de-diddle-da 
Fai-di dai-di
didle-deldi-o


Will you come to me mother's house,
When the moon is shining clearly?
Will you come to me mother's house,
When the moon is shining clearly?
I'll open the door and I'll let you in
And devil the one will hear us

Fiddle dai
You al da fal-de-diddle-da 
Fai-di dai-di
didle-deldi-o


So I went to her house in the middle of the night
and the moon was shining clearly
I went to her house in the middle of the night
and the moon was shining clearly
She opened the door and she let me in 
and devil the one did hear us

Fiddle dai
You al da fal-de-diddle-da 
Fai-di dai-di
didle-deldi-o


Then she took my horse by the bridle and the bit
And she led him to the stable
She took my horse by the bridle and the bit
And she led him to the stable
"So there's plenty of oats for a soldier's horse,
To eat it if he's able"

Fiddle dai
You al da fal-de-diddle-da 
Fai-di dai-di
didle-deldi-o


Then she took me by her lily-white hand
And she led me to the table
She took me by her lily-white hand
And she led me to the table
"So there's plenty of wine for a soldier boy,
To drink it if he is able"

Fiddle dai
You al da fal-de-diddle-da 
Fai-di dai-di
didle-deldi-o

And she got up and she made the bed
And she made it nice and easy
She got up and she made the bed
And she made it nice and easy
And then she took me by the hand
Said: “Blow up the candle”

Fiddle dai
You al da fal-de-diddle-da 
Fai-di dai-di
didle-deldi-o

There we laid to the break of the day
And Devil the one that hear us
There we laid to the break of the day
And Devil the one that hear us
And she rose without the cloths
Saying "Darling, you must leave me”

Fiddle dai
You al da fal-de-diddle-da 
Fai-di dai-di
didle-deldi-o

When can I return again
And when will we get married?
When can I return again
And when will we get married?
When broken shells make temple bells
That’s when we’ll be married

Fiddle dai
You al da fal-de-diddle-da 
Fai-di dai-di
didle-deldi-o

Monday, 30 September 2013

Dobry Wieczór, Księżniczko



   















Londyn, prawie Październik, noc

     Dobry Wieczór, Księżniczko
     Wiem, obiecałem, że będę pisał prawdziwe listy, z rozmazanym tuszem, kulfonami, oblizanym znaczkiem, ale jakoś nie mogłem się ogarnąć. Dopiero dzisiaj i to tak zaraz z brzegu, w poniedziałek, wieczorem, po pracy, prysznicu, odgrzanym spaghetti, przepłukaniu skarpetek i niknącym już posmaku przedwczorajszego kaca (wybacz).

     Grzejnik grzeje mi złodziejskie stopy i świeci na złoto, taki mały, prywatny zachód słońca, w tej starej fabryce, która jest ostatnio moim domem. Ale co to za dom bez Ciebie, Księżniczko? Po winoroślach za oknem wspinają się sympatyczne szczury – rzezimieszki, po korytarzu oświetlonym tylko małą świeczką rozchodzą się stłumione głosy smutnych alkoholików, ktoś w kuchni smaży placki ziemniaczane, zza okna dźwięk ulicy. Nie jest źle, uwierz mi, w jakiś sposób lubię już to miejsce, Bóg chyba dba o mnie trochę, tak że nie masz się co martwić. Tylko Ciebie mi brakuje.

    Tyle czasu już minęło. Czasami pytasz przez telefon: „Czy ty istniejesz, czy to tylko twój odcieleśniony głos, moje marzenie, stary, miły sen?” Istnieję, Księżniczko, bez obaw. Dla Ciebie zawsze będę istniał. Czasami wprawdzie tylko jako głos, stare zdjęcie, co wypadnie z książki, dziurawa skarpetka za łóżkiem, no ale miłość podobno nie ma granic. W skarpetce też może się kryć. To tak na pocieszenie. Ale prawdę mówiąc czasami to przykucnąłbym w nocy na parapecie i zawyłbym z rozpaczą do Księżyca, na skargę, że Cię tu nie ma, że świat taki oporny, że czas taki bezlitosny, że ludzie nieprzeniknieni, że jakoś zawsze nam pod wiatr, pod prąd, pod górę, dziurawe kieszenie i w ogóle.

     Słucham sobie Cranberries. Jak kiedyś, wiesz przecież, wieczorami, kiedy siadałem w kącie, pisałem wiersze i czasami zerkałem na Ciebie, jak siedzisz przy biurku i rysujesz coś na marginesie pamiętnika. Lata temu, kiedy jeszcze myślałem, że będziemy żyć wiecznie...
     Eh, przepraszam, nie chciałem Cię zdołować. Jasne, że będziemy żyć wiecznie, Księżniczko. A bo to tylko jedno życie nas czeka? No i w tym jeszcze przecież niejedno nas spotka. Burza już cichnie, powietrze oczyszczone, słychać nawet świerszcze i ziemia ładnie pachnie. Obiecuję.

     Co jeszcze u mnie? Dziś śmigając na rowerze z pracy znalazłem karton starych papryk, wcale nie takich jeszcze złych. Mam puszkę fasoli, trochę koncentratu, oregano, będzie pyszna zupa. Oprócz tego mieszka tu Ricote, Hiszpan, miły chłopak. Pedałuje po Londynie i znajduje darmowe jedzenie. Wieczorem robi małe paczuszki i zostawia pod naszymi drzwiami. Zawsze mamy chleb, owoce, czasami nawet kawałek sera. Czasem, kiedy wpadnie, opowiadam mu o Tobie.

     O rowerze trochę Ci już mówiłem. Nazywa się Iskra, jest niemożliwie zielony, przymocowałem do niego koszyczek z lodówki, ma nawet pompkę i bardzo go lubię. Choć to dopiero trochę ponad tydzień, juz zostaliśmy bliskimi przyjaciółmi. Kiedy wreszcie się tu zjawisz, też znajdziemy ci rumaka. Wyczaiłem trochę miejsc, w które Cię zabiorę. Pierwsze kilka razy będziesz mogła nawet jechać chodnikiem, jeśli będziesz się bała londyńskiego ruchu, nie masz się co wstydzić. Ja też trochę spięty jeździłem na początku.

     A co u Ciebie? Wyobrażam sobie, jak siedzisz w naszej chatce, przy oknie, zerkasz na MasterChefa, chrupiesz paluszki i rysujesz nas, dwójkę szczęśliwych dzieciaków, jak zawsze w Twoich dziełach. Chodzisz na jesienne spacery? Jak to tam wszystko teraz wygląda? Rzeka przybrała? Ciepło, czy dżdżysto? Jakaś dynia uchowała się w ogródku, czy rozdałaś już wszystkie? Bawisz się z dziećmi? Czytasz coś fajnego? Zdrowo się odżywiasz? Mantrujesz od czasu do czasu? Śnią Ci się lwy w ogródku? Mam nadzieję, że nie, bo do kogo się masz wtedy przytulać ze strachu? Piec nie dymi? Myszy nie ma? A pająki? (dziś jednego wytrzepałem z nogawki, olbrzyma, umarłabyś, gdybyś go zobaczyła) Jesteś częściej smutna, czy wesoła?

     Nie odzwyczaj się za bardzo ode mnie, Księżniczko.
     Posyłam ten list odrzutowym balonem,
     napędzanym księżycowym blaskiem,
     steruje nim mistrz Il de Fons,
     możesz mu w pełni zaufać,
     to stary, rodzinny przyjaciel.
     Z najszczerszymi wyrazami miłości

     Kłapouchy