Showing posts with label księżycowy terrorysta. Show all posts
Showing posts with label księżycowy terrorysta. Show all posts
Sunday, 13 November 2016
Balladka Miłosna
Niedzielna balladka miłosna. Jest nawet namiętna przemowa po hiszpańsku;) Dobrej nocy.
Stuletnia
Pod księżycem nad rzeką idziemy,
mamy sto lat i trzymam cię za rękę,
myślę, że to sen.
Z gwiazd utkałaś nam ciepłe papucie,
ja wyszyłem na nich nuty,
nikt nie nuci ich jak ty.
Szum wody nam drogę wskazuje,
stuletnie oczy już słabe,
księżyc z czułością spogląda,
do twarzy ci w zmarszczkach, mon amour.
Choć nogę za nogą wleczemy,
już wkrótce polecisz do nieba,
mój plecak z milionem wspomnień,
jak balon uniesie nas do gwiazd.
Sunday, 20 October 2013
Wywiad w "Innym Świecie"
W ostatnim numerze "Innego Świata" ukazał się wywiad z Księżycowym Terrorystą, zapraszam do lektury:)
Skąd się wziął Księżycowy Terrorysta? No i dlaczego Księżycowy i to w dodatku Terrorysta?
Zanim zacznę, chciałbym powiedzieć, jak bardzo ucieszyliście mnie propozycją wywiadu. „Inny Świat” znam od dawna, robicie świetną robotę, cieszę się, że mogę w jakiś sposób być częścią tego projektu.
No więc Księżycowy terrorysta. Kiedy napisałem już kilka piosenek i zdecydowałem się nagrać je w lepszej jakości, może jeszcze nie „studyjnej”, ale już przynajmniej nie w jakości z nadpsutej kamery dziesięcioletniego aparatu fotograficznego, pojawiła się kwestia nazwy. To nie taka prosta rzecz. Wiedziałem, że kiedy raz się na coś zdecyduję, to już przylgnie i będę się musiał tego trzymać. Chciałem zawrzeć w tej nazwie klimat tego, co mi gra w sercu.
Gałczyński to mój ulubiony poeta, a u niego wszystko jest księżycowe, srebrzyste, gwiezdne. Czuję w nim bratnią duszę, kogoś zagubionego w tym często nieprzyjaznym świecie. W poezji Gałczyńskiego widać eskapizm, ale jest to eskapizm transcendentalny – nie bierny, pełen rezygnacji, ale twórczy. Poeta stwarzał sobie swój własny, idealny świat, który inspirował innych. Przymiotnik „księżycowy” w nazwie to mój hołd dla Gałczyńskiego no i pewna deklaracja mojego nastawienia do świata.
Co do „terrorysty”, to było kilka wersji. Miał być „księżycowy zbój”, „księżycowy pirat”, „księżycowy łotrzyk”, ale ostatecznie zdecydowałem się na „terrorystę”. Podobał mi się prowokacyjny oddźwięk tego słowa, szczególnie w kontekście naszej epoki, gdzie termin „terrorysta” stał się przysłowiowym młotem na czarownice. Nie oznacza już tylko faceta z brodą, w turbanie, obwiązanego ładunkami wybuchowymi. Nie, teraz terrorystą jest każdy, kto w najdelikatniejszy nawet sposób kwestionuje władzę państwa. To co większość czytelników „Innego świata” pewnie nazwałaby postawą obywatelską, nazywa się teraz terroryzmem. Zapał z jakim jest obecnie używane, powinien być ostrzeżeniem dla ludzi wierzących w demokrację. Cnotą demokracji jest niezależność myślenia obywateli i zdolność kwestionowania autorytetów. Kiedy te cechy zostają napiętnowane, to trzeba zacząć się zastanawiać, w jaką stronę idziemy. I czy da się jeszcze zawrócić.
Twoim głównym instrumentem jest ukulele a nie gitara klasyczna, jak to bywa u większości bardów. Nie wszyscy zapewne nawet kojarzą ten instrument – możesz więc powiedzieć dlaczego akurat ukulele?
Ha, ha, już któryś raz z kolei ktoś nazywa mnie bardem. Nie myślałem, że zasłużę kiedyś na tak zaszczytne miano.
Dlaczego ukulele? Nie ma tu większej tajemnicy. Do gitary robiłem kilka podejść jeszcze za szczeniaka, ale brakowało mi determinacji. Później zakochałem się w akordeonie. Obiecałem sobie, że zostanę wirtuozem. Po paru latach stwierdziłem, że daleko nie zajdę, to jednak skomplikowany instrument, a ja szczególnego talentu nie wykazywałem. Przez jakiś czas dałem sobie spokój z muzyką, aż pewnego razu trafiło mi w ręce ukulele. I wtedy zdałem sobie sprawę, że cztery struny to nawet taki ignorant muzyczny, jak ja, opanuje. I faktycznie, z ukulele poczułem się w domu. Mieszkałem wtedy w Kopenhadze, miałem paskudną pracę (dwunastogodzinne zmiany w restauracji), czułem się obcy w obcym kraju, więc z radością powitałem rozproszenie uwagi. Przez kilka miesięcy spędzałem długie godziny, ucząc się instrumentu, frustrując przy tym współlokatorów, jak również moją żonę, z którą mieszkaliśmy w jednym małym pokoju.
W Polsce nie mamy zbyt bogatej tradycji pieśniarzy wolnościowych. Za PRL-u byli co prawda Kaczmarski, Gintrowski, Kelus czy Kleyff. No i jeszcze Zespół Reprezentacyjny ze swymi pieśniami Brassensa i Lluisa Llacha. Później jakby nurt ten zanikł poza może wyjątkami Janusza Reichla - który skupiał się bardziej na aspektach ekologicznych, czy Maćka Roszaka – który z kolei bardziej wpisywał się w nurt pieśni socjalistycznych. Czy czujesz się w jakiś sposób kontynuatorem tej tradycji?
Przyznam się, że czuję się trochę oderwany od polskiej tradycji. Przez kilkanaście ostatnich lat w Polsce byłem tylko gościem, a i to nie za często. Mieszkałem w Anglii, Irlandii, Danii, Hiszpanii, Holandii, więc dla mnie wolnościowe idee są mocno zakorzenione w kosmopolityzmie. Oczywiście znam Gintrowskiego, czy Kaczmarskiego, ale o większości artystów, których wymieniłeś, nigdy nie słyszałem. Na Janusza Reichla trafiłem kilka miesięcy temu, kiedy ktoś porównał z nim Księżycowego terrorystę. To już prędzej mogę wymienić wpływy z moich czasów punkowych, z lat dziewięćdziesiątych, tutaj nie będzie żadnej niespodzianki: Dezerter, KSU, Defekt Muzgó, Smar SW, Brygada Kryzys, Armia, Ga-Ga. Na tym wyrastałem. Tyle tylko, że wtedy mój anarchizm nie był pozytywny, nastawiony na aktywizm, ale to było raczej „no future”, nie było w tym głębszej filozofii. Ostatecznie sfrustrowałem się „punkowaniem” i zostałem… mnichem Hare Kryszna. No ale to już inna historia.
A co z inspiracjami nie wywodzącymi się z polskiej tradycji? Bliżsi są ci klasyczni wolnościowi bardowie, pieśniarze folkowi czy może młodzieżowy buntu spod znaku riot folk?
Moja główna inspiracja to anarchizm latynoski. Chodzi mi bardziej o inspirację światopoglądową, niż muzyczną. Mieszkałem w Hiszpanii przez prawie dwa lata, z okresami przerw. Wśród Hiszpanów, jak również mieszkańców Ameryki Łacińskiej, dążenia wolnościowe, anarchizm są naturalne i spontaniczne. Tak był przynajmniej mój odbiór. Mieszkając tam błyskawicznie nawiązywałem przyjaźnie, rozmowy same schodziły na temat albo wolności albo miłości (to są dwa nierozerwalne składniki latynoskiej mentalności). Wystarczy zresztą popatrzeć na historię Hiszpanii. Nigdzie na świecie ruch anarchistyczny nie rozwinął się tak, jak tam. Z tego, co wiem było to jedyne państwo, gdzie od samego początku Bakuniniści byli silniejsi od Marksistów. A później rewolucja z 1936. Coś pięknego. Jak naturalnie hiszpańscy chłopi i robotnicy przyjmowali anarchizm, jakby to nie było coś nowego, ale raczej powrót do naturalnego stanu rzeczy. Myślę, że ślady tego można zobaczyć u nich do dzisiaj.
A muzycznie? Oczywiście Manu Chao. On zawsze będzie dla mnie bardem numer 1. Ale nie tylko on. Amparanoia, Quinto Parpadeo, Macaco, G-5, Sargente Garcia, lista jest długa. Nie są tą stricte anarchistyczni artyści, ale mają to coś, “freedom quality”.
Masz w swym repertuarze również kilka coverów – co musi mieć w sobie wykonawca/zespół byś sięgnął po jego repertuar?
Ciężko byłoby mi wskazać coś konkretnego. Przede wszystkim muszę czuć wewnętrzną więź z konkretnym artystą. Wiem, brzmi to dosyć enigmatycznie, ale trudno określić to dokładniej. Mówiłem już o Manu Chao. On to ma. Ostatnio zasłuchuję się Gogolem Bordello, pracuję właśnie nad polską interpretacją piosenki „When Universes Collide”. On też to ma. Kiedy go słucham, to czuję, że tak, ten facet nadaje na tych samych falach, myśli podobnie, ma to, czego potrzebuję. Od razu zaskakuje w odpowiednie miejsce. Kiedy wyczuwam u kogoś choć odrobinę pretensjonalności, fałszu, nieszczerości, to nie jestem w stanie słuchać jego muzyki. Proces obcowania z czyjąś sztuką oznacza dla mnie zupełne otwarcie serca na przekaz i wibrację artysty. To nie jest tania rzecz.
Jak w Twoim przypadku wygląda proces twórczy? Najpierw pojawia się motyw muzyczny czy może pierwszy jest tekst piosenki? Wszystko nagrywasz przeważnie sam – nie jest to chyba łatwe zadanie?
Piosenki zacząłem pisać w szczególnym okresie życia (który do pewnego stopnia ciągle trwa). Wylądowałem na terapii nerwic. Po latach podróży, szukania sensu, szukania łączności z ludźmi, z ideami, poczułem, że natknąłem się na twardą ścianę. W wieku trzydziestu sześciu lat zrozumiałem, że mimo tylu prób ciągle nie mam swojego miejsca na Ziemi, nie mam pojęcia, czym się zajmować, nie znalazłem swojego plemienia, a świat dookoła mnie wydaje się staczać coraz szybciej. Zamiast wchodzić w erę coraz szerzej pojmowanej wolności i odpowiedzialności za siebie, za swoją społeczność, ludzkość radykalizuje się, dobrowolnie oddaje władzę państwu, pogrąża w bezrefleksyjnym konsumpcjonizmie, karmiąc kapitalistyczne molochy. Poczułem się na rozdrożu. Nie był to przyjemny moment. Okres wewnętrznego wyjałowienia. Postanowiłem wtedy, mimo przeciwności, zrobić coś twórczego, coś co pokazałoby mi, że nie jestem jałowy, czy złamany. Chciałem też, żeby było to coś, z czym mogę dotrzeć do większej ilości ludzi. Wtedy powstała moja pierwsza piosenka, „Polska”. To był pierwszy krok, ale naprawdę poczułem bluesa, kiedy napisałem „Tajemnicę”. Odzew zupełnie mnie zaskoczył.
Proces twórczy? Przyznaję się tutaj bez bicia, że nie czuję się naprawdę muzykiem. Wiecie, takim gościem, który zamyka oczy i nagle zalewają go melodie, nuty, rify i rytmy. Dobrze czuję się ze słowem pisanym. Co do muzyki, część moich piosenek powstała w ten sposób, że słuchałem jakiejś muzyki i nagle poczułem, że tak, ten określony kawałek brzmiałby świetnie po polsku, jest w nim jakaś wibracja, która doskonale dopasowałaby się do przekazu, który chodzi mi po głowie. W przypadku takich utworów, zawsze wskazuję na oryginał.
W innych przypadkach najpierw układam muzykę, melodię i dopiero na bazie tego piszę tekst. Słowa zawsze dopasowuję do muzyki.
Co do nagrywania, to chciałem być niezależny. Zastanawiałem się, jak zabrać się za nagranie. Stwierdziłem, że najlepiej to kupić własny mikrofon, program do nagrywania, zbudować własne studio (mam na myśli położenie gąbek na ścianie pokoju i skonstruowanie pop-filtra ze starych rajstop i sitka), no i zrobić wszystko samemu. Na szczęście mam kolegę, który zajmuje się miksowaniem i masteringiem, dał mi wiele cennych rad, resztę nauczyłem się z internetu oraz metodą prób i błędów. Ci z was, którzy słyszeli, wiedzą, że nie jest to nagranie najwyższej jakości, ale ja jestem zadowolony.
Większym problemem była sama muzyka. Każdą ścieżkę nagrywam sam. Z ukulele nie ma problemu, czuję się dosyć pewnie z tym instrumentem, ale nagrywałem też ścieżki akordeonowe, czy basowe, a na tych instrumentach niezbyt się znam. Nieraz zdarzało się, że nagrywałem ścieżki po kilkanaście razy, a później i tak musiałem poprawiać już wirtualnie, szatkując i układając dźwięki w odpowiednich miejscach myszką.
„Anarchia” to wyraźna deklaracja Twojego anarchizmu. Czym więc dla Ciebie jest anarchizm?
Pytanie rzeka. Nie wiem, z której strony zacząć. Jestem zakorzeniony w Kropotkinie i jego idei naturalnej skłonności gatunków do wzajemnej pomocy. Anarchizm oznacza dla mnie dążenie do naturalnego stanu równowagi, który obecnie zakłócony jest przez sztywne struktury i idee państwa oraz kapitalizmu. Państwo samym swoim istnieniem stwierdza, że naturalnym stanem ludzkości jest chaos, entropia i żądza krwi, dlatego instytucja państwa potrzebna jest, żeby kontrolować i powstrzymywać ludzką zwierzęcość. Z drugiej strony mamy kapitalizm, który również uważa, że człowiek to istota z natury zdziczała, samolubna i okrutna, tyle tylko, że kapitalizm podjudza tę dzikość w człowieku. Kapitalizm promuje współzawodnictwo i egocentryzm jako najwyższe wartości. W ten sposób napędza się ekonomiczna maszyna.
Prawda wygląda jednak tak, że są to „samospełniające” się przepowiednie. Państwo budzi w ludziach strach przed nimi samymi, kapitalizm rozdmuchuje w nich egoizm i rywalizację. W takich warunkach ciężko na rozwinięcie naturalnych, pozytywnych cech człowieka. Zwolennicy nieodzowności egzystencji państwa i kapitalizmu podają jako argument przeciwko anarchizmowi istnienie u ludzi aspołecznych, niebezpiecznych cech, które przecież zostały rozdmuchane właśnie przez państwo i kapitalizm! Co za hipokryzja (albo głupota).
Anarchizm ma dla mnie również metafizyczny oddźwięk. Mówiłem o kropotkinowskim dążeniu do wolności i współpracy w świecie natury, uważam jednak, że to dążenie jest naturalną cechą duszy. Wiem, że tutaj posypią się na mnie gromy, ale nie będę ukrywał, że nie jestem ateistą. Anarchizm jest dla mnie nierozerwalnie związany ze sferą duchową. No ale myślę, że nie będę tutaj wchodził w filozoficzne dyskusje na temat istoty ducha i jego dążenia do wyzwolenia się z materii. To zbyt obszerny temat.
Czy kończące utwór „Wilcze szczenię” słowa: „Nie pomogą szubienice, To już było, już za dużo krwi” można odebrać jako krytykę krwawej rewolucji, która zawsze zjada swoje dzieci?
Tak, dobrze to odczytałeś. Jestem pod dużym wpływem Tołstoja. Nie zaprzeczam, pociągają mnie bakuninowskie idee rewolucji, szczególnie kiedy włączę czasami wiadomości i widzę w telewizji te aroganckie, zadowolone z siebie gęby, czy kiedy słyszę o kolejnych ofiarach propagandy państwowej albo chciwości korporacji. Co jednak zmieniłaby krwawa rewolucja? Po pierwsze w obecnych czasach środki przemocy w rękach państwa są niewspółmiernie większe od tego, czym mogą kiedykolwiek dysponować zwykli ludzie. Epoka masowej rewolucji skończyła się z rewolucją hiszpańską z 1936 i nie zmienią tego współczesne porywy, których ostatnio trochę jest, jak choćby obecne niepokoje w Turcji. Im większa agresja obywateli, tym więcej usprawiedliwienia dla zwiększenia swojej agresji znajduje państwo. Powiedzmy jednak, że ludziom udałoby się obalić struktury państwa. Co wtedy? Czym byśmy je zastąpili? Jak bardzo ludzie przygotowani są do budowania nowego, lepszego świata?
Tutaj znowu powołam się na wojnę domową w Hiszpanii. Kiedy anarchiści obalili władzę państwa w Katalonii, okazało się, że lokalne, niezależne, nieoficjalne struktury, zarówno wiejskie jak i miejskie działają lepiej, niż wcześniejsze struktury państwowe. Dlaczego? Po pierwsze na wsi wzajemna pomoc była naturalnym stanem świadomości chłopów. Co do miast, to przez kilkadziesiąt lat działały wolnościowe organizacje robotnicze, wydawano setki czasopism anarchistycznych, nie wspominając o socjalistycznych. Istniały trupy artystów, pisarzy, poetów, które podróżowały do najodleglejszych krańców kraju, i uświadamiały ludzi. Jak mówiłem – kilkadziesiąt lat ciężkiej pracy, od lat sześćdziesiątych XIX wieku, kiedy Bakunin wysłał Giuseppe Fenelliego do Madrytu aż do 1936 roku.
A czego my oczekujemy? Że społeczeństwo przez dziesięciolecia żyjące pod dyktando neoliberalnej propagandy z jednej strony, bądź też pod ciepłym płaszczykiem państwa w postępowych socjaldemokracjach z drugiej, nagle pochwyci idee samorządności, niezależności i odpowiedzialności? Nie ma szans.
Przede wszystkim edukacja – edukowanie zarówno historyczne, filozoficzne jak i praktyczne, czasopisma wolnościowe, ale nie skupiające się tylko na ataku na państwo i kapitał, ale prezentujące alternatywy, ponadto niezależne grupy samopomocy, samorządy, spółdzielnie. I dopiero kiedy te idee zakorzenią się w ludziach, wtedy można zacząć mówić o rewolucji. Mam nadzieję, że przy takim rozwoju świadomości byłaby to już rewolucja bezkrwawa.
Kawałek „Apokaliptyczny dowcip” zadedykowałeś jednemu z „ojców anarchizmu” – Michałowi Bakuninowi. Czyżby ta dedykacja nawiązywała do jego słów, iż „duch zniszczenia jest zarazem duchem tworzenia”?
Tak. Do Bakunina mam ogromną sympatię, mam jednak na tyle optymizmu, żeby wierzyć, że nie trzeba wszystkiego zburzyć, aby zbudować coś mądrego, mocnego, pięknego. Bakunin mówił, że ciężko budować na zgniłych fundamentach, lepiej zbudować nowe. Coś w tym jest, ale z drugiej strony być może ludzie mają w sobie więcej dobra i energii, niż się wydaje. Wybieram tutaj optymizm Kropotkina.
Z kolei w utworze „Afganistan” w pięknych słowach opisałeś dramat tego nękanego przez możnych tego świata kraju. Co cię zainspirowało w tym przypadku?
Politycy, a za nimi media lubią operować czarno-białymi schematami, uogólnieniami. „Muzułmanie to, chrześcijanie tamto, czarni, biali, pierwszy świat, trzeci świat, Amerykanie, Irakijczycy” itd. Ale co ze zwykłymi ludźmi? To jest największa porażka zachodniej cywilizacji. Nie dostrzegamy, że „obcy” to tak naprawdę my, tyle że po drugiej stronie lustra. W piosence śpiewam: „Jaką kołysankę, jaką kołysankę zna zza muru wróg” i to jest ironiczne ale i smutne podsumowanie całej tej głupoty – agresji podsycanej przez rządzących tym światem. Wróg po drugiej stronie muru również był dzieckiem, również miał matkę, siostrę, jeździł na rowerze, łowił ryby, zakochał się, podbił komuś oko, czytał książkę, może nawet tą samą co my (może jako dziecko emocjonował się Tomkiem Sowyerem albo Juliuszem Verne?). Nam jednak każe się wierzyć, że to nieprawda. Że określa nas religia, narodowość, pochodzenie etniczne. Obcy nigdy nie będzie taki jak my, a jeśli nie będziemy ostrożni, to grozi nam zalew obcości, która nas zniszczy. Ta sama propaganda od tylu lat. Ludzie z Zachodu są tak bardzo nadęci swoim postępem technicznym, a nie zdają sobie sprawy, że znajdują się na tym samym poziomie co sto lat temu, kiedy Tołstoj pisał o propagandzie i szkodliwości państwa, patriotyzmu i kapitalizmu.
Ciężko się nie zgodzić z tekstem twojej piosenki „Polska” – obraz naszego kraju nie napawa optymizmem, jednak na samym końcu utworu wyrażasz pewne nadzieje na przyszłość… Czy naprawdę wierzysz w to, że w tym kraju da się jeszcze coś naprawić?
Zobaczyłeś tam nadzieję na przyszłość? Gdzie?:) „Usiądź ze mną ma dziewczyno, napijmy się wina, może kiedyś się przemieni smutna ta kraina”? Hmm. To raczej było stwierdzenie, że czasami trzeba przestać się szarpać, dać sobie spokój, bo i tak tego bajzlu już się nie da opanować. Czasami tak myślę. Na szczęście nie zawsze.
Nie obce są ci też utwory bardziej osobiste, czasem nawet o miłosnym charakterze… Czy powstają ona na bazie własnych doświadczeń życiowych, zasłyszanych historii czy po prostu, są wytworem twojej wyobraźni?
Zwykle piszę o tym, czego doświadczam. Domyślam się, że chodzi ci o „Onirkę eskapistyczną”? Napisałem tą piosenkę dla mojej żony, która towarzyszy mi w tej burzliwej wędrówce życiowej od ponad czternastu lat. Kiedyś napisałem też tekst o historiach życiowych osób z mojej terapii, które bardzo mnie poruszyły („W tej piosence”). Nie udało mi się tego jeszcze nagrać studyjnie, ale można znaleźć to na youtube, w wersji garażowej.
Utwory zamieszczone w Sieci zapowiadane były jako zwiastun większego materiału. Czy nagranie i wydanie pełnej płyty nadal znajduje się w Twoich planach?
Taki był plan. Najpierw chciałem wrzucać swoje nagrania, utwór po utworze, przyzwyczajać do siebie słuchaczy, a później nagrać to gdzieś w studio, z muzykami, dołożyć kilka dodatkowych piosenek i spróbować dotrzeć do szerszego grona. Na razie plan utknął. Mam trochę niestabilną sytuację materialną w tym momencie. Po powrocie zza granicy ponad rok temu nie mogę przyzwyczaić się do sytuacji w Polsce. Bezrobocie, marne zarobki, arogancja pracodawców, biurokracja, ciągłe współzawodnictwo, nieufność. Męczące. Mieszkając na Zachodzie tęskniłem za Polską, wyobrażałem sobie, że zamieszkam w Krakowie albo Wrocławiu, znajdę jakąś spokojną pracę, będę mógł zająć się twórczością, aktywizmem na rodzimym polu. Doznałem sporego szoku.
Ciągle piszę piosenki, ale rzadziej no i nie mam energii, żeby zrobić z tego coś większego. No ale wierzę, że przyjdzie taki czas, że pozbieram się do kupy.
Czy Księżycowy Terrorysta stanie się kiedyś zespołem bądź solistą koncertowym? Wydaje mi się, że wciąż nam brakuje takich właśnie wykonawców na scenie?
Solistą koncertowym raczej nie będę. Ukulele to jednak dosyć spokojny, cichy instrument, nie widzę siebie przebijającego się z nim do większej grupy ludzi. Myślę jednak, że Księżycowy terrorysta mógłby świetnie funkcjonować jako zespół. Gitara basowa, perkusja, akordeon, może gitara. Myślałem nad zebraniem zespołu. No ale jak pisałem wcześniej, muszę najpierw ogarnąć swoją sytuację materialną.
Wspomniałeś o swym epizodzie w Hare Kryszna. Podejrzewam, iz była to wtedy odtrutka nanegatywy i nihilistyczny tyryb punkowego życia. Co dało ci zagłebienie sie w zorganizowanej - jakby nie było - regilii? Czy okres ten uważasz za czas stracony z pekrspektywy swego dzisiejszego anarchizmu?
Na pewno była to odtrutka na nihilizm, z którym nie czułem się szczęśliwy, potrzebowałem poczucia głębszego sensu, harmonii, a mój wczesny anarchizm nie dawał mi tego. Wręcz przeciwnie - świat wydawał się chaotycznym, nieprzyjaznym, niesprawiedliwym i bezsensownym miejscem. Ale zostanie mnichem Hare Kryszna nie było wówczas dla mnie przyłączeniem się do zorganizowanej religii, nie odczuwałem tego w ten sposób, nie była ucieczka, czy rezygnacja z siebie na rzecz religii. Dla mnie wówczas było to wyzwanie i szansa na rozwinięcie swojego potencjału. Potrzebowałem skupienia, zadedykowania, dyscypliny. Mogłem iść na ochotnika do wojska, ale wolałem jednak coś głębszego (to żart z tym wojskiem). Mnichem byłem przez trzy lata i jest to ważny okres w moim życiu. To wtedy rozwinąłem określoną wizję świata i pojęcia wolności, rozumianej jako wolność nie tylko od zewnętrznych czynników, jak np. państwo, ale również wolność od swoich wad, egoizmu. Obecnie patrzę na to trochę inaczej, mam większą akceptację swoich słabości, no ale mówimy o czasach, kiedy miałem niecałe 20 lat. W tak młodym wieku istnieje tendencja do radykalizmu, trudno tego uniknąć. Z czasem jednak zaczęły uwierać mnie dosyć ciasne ramy instytucji. Po trzech latach poznałem moją żonę (która również była mniszką:) i wspólnie zdecydowaliśmy zacząć niezależne życie.
Pewnego razu, kiedy mieszkałem w Bristolu, w Anglii. Zrobiłem sobie spacer po mieście. Wszedłem do Oxfamu, żeby kupić jakąś książkę z drugiej ręki i poczytać przy piwku. Trafiłem na jakąś książkę Petera Marshala, zdaje się Demanding Impossible. I wtedy przyszła dla mnie druga fala anarchizmu, tym razem dojrzalszego, bardziej doinformowanego, nastawionego na pozytywne zmiany,alternatywy i w moim przypadku połączonego z duchowością. Po prostu nie mogę oddzielić dążenia do wolności od spraw ducha. To jest dla mnie właśnie owoc doświadczenia z ruchem Hare Kryszna.
Poza graniem tworzyłeś również e-pismo Jasna Polana. Twór ten wydaje się dziś być już przeszłością… Czy definitywnie zakończyłeś ten projekt? Wydaje mi się, że zainteresowanie nim było dość spore…?
Jasna Polana to moje ukochane dziecko:) Spędziłem nad nim ponad pół roku, dzień w dzień, głównie robiąc przekłady tekstów, które uważałem za bardzo cenne, a nieznane przeciętnemu polskiemu czytelnikowi. Po pewnym czasie zacząłem odczuwać ciężar samodzielnej pracy. Byłem redaktorem, autorem i tłumaczem w jednym, każdy numer miał ponad sto stron i po prostu nie wyrabiałem. Zainteresowanie czasopismem był jednak duże, otrzymywałem sporo listów, a nawet propozycji współpracy. Siódmy numer, który już się nie ukazał, miał powstać przy współpracy chyba trzech osób.
Co się stało? Mieszkałem wtedy w Polsce po dłuższym pobycie w Anglii. Wreszcie skończyły mi się oszczędności i musiałem wyjechać „za chlebem”. Wylądowałem w Kopenhadze i tam niestety nie miałem już czasu na Jasną Polanę. Nie wiem, co dalej. Myślę, że przy odpowiedniej atmosferze i sytuacji życiowej mógłbym reaktywować magazyn.
Jasna Polana była pod silnym wpływem takich zacnych postaci jak Lew Tołstoj czy Edward Abramowski. Wpisywała się przez to jednoznacznie w taki bardziej duchowy, etyczny czy wreszcie pokojowy nurt anarchizmu. Są jednak anarchiści, którzy nie mają zamiaru „nadstawiać drugiego policzka” i na przemoc Państwa, odpowiadają własną.
Anarchizm pokojowy wcale nie oznacza nadstawiania drugiego policzka, choć może się tak wydawać na pierwszy rzut oka. Popatrz na Gandhiego i ruch obywatelskiego nieposłuszeństwa. Czy była w tym bierność? Wręcz przeciwnie. Ludzie zaczęli bojkotować Anglików – ich przemysł, handel, kulturę. Nie musieli stawać przeciwko nim z bronią. Wystarczył bojkot i rozwój niezależnych struktur, a potężne imperium brytyjskie musiało zrezygnować z Indii.
Moje doświadczenie jest takie, że często zwolennicy krwawej rewolucji przeciwko państwu są bardzo młodzi, nie znają przy tym historii ani nie wiedzą nic o anarchistycznych alternatywach społecznych. Dla nich, kto nie idzie na barykady, to reformista, zdrajca. Barykady, walka – rozumiem to, ale chciałbym, żeby te same osoby pogłębiały też swoje zrozumienie idei wolnościowych, żeby nie był to tylko bunt. Bunt karmi się łatwo, jest tyle rzeczy, które chciałoby się zniszczyć na zawsze, rzeczy przynoszących wstyd ludzkości, ale trzeba pamiętać, że równie ważna, jeśli nie ważniejsza jest umiejętność budowania.
Innym Twoim projektem ściśle związanym z anarchizmem był blog Un Libertario, gdzie przedstawiałeś „idee anarchistyczne z osobistej perspektywy”. Dlaczego prace na tym blogiem stanęły w miejscu?
Wiesz, bywa że jestem hiperaktywnym człowiekiem. Mam sto pomysłów, zaczynam sto projektów. Z czasem niektóre z tych projektów gasną, inne żyją, a po drodze pojawiają się nowe. Staram się podchodzić to tego z dystansem – nie martwić się inicjatywami, którym nie udało się poszybować, ani nie ograniczać twórczej fali, która czasami mnie ogarnia. Inna sprawa, że obecnie mam okres lekkiego „wycofania”. Ciągle interesują mnie kwestie społeczne, wolnościowe, ale nie jestem w stanie wejść w to zbyt głęboko – moja (nad)wrażliwość sprawia, że zbyt przeżywam niektóre sprawy, dlatego świadomie odgradzam się od niektórych form aktywizmu. Na ten moment pisanie piosenek wychodzi mi lepiej niż pisanie zaangażowanych artykułów.
Poza muzykowaniem zajmujesz się również innymi rzeczami – o których piszesz na kolejnym blogu – Garść Drobnych. Możesz opowiedzieć co cię jeszcze kręci, poza muzyką?
Zaskoczyłeś mnie z Garścią Drobnych. Nie myślałem, że tak łatwo trafić od Księżycowego terrorysty do tego bloga:) Jest to blog dosyć osobliwy, niezorganizowany i miejscami zakręcony. Prowadzę go jakieś cztery lata. Można tam znaleźć codzienne narzekanie na szarość (albo radości) życia, zdjęcia z uprawy ogródka, wiersze, rysunki, relacje z włóczęgi, eseje o tarocie, Bogu, anarchizmie, o wszystkim. Jeśli ktoś chce wpaść, to zapraszam, ale nie oczekujcie spójności i oczywistości. Garść drobnych to czysta improwizacja.
Jednym z moich ulubionych zajęć jest pisanie. Głównie piszę fikcję. W Jasnej Polanie zamieściłem kilka opowiadań, byłem też publikowany w Akcencie i Magazynie Fantastycznym.
Obecnie pracuję nad książką, powieścią. Żmudnie mi to idzie, ale myślę, że jeżeli doprowadziłbym to do końca, to mogłoby to być coś fajnego. Jeżeli ktoś lubi fantastykę, podróże w czasie, inne wymiary, oraz nadmierną ilość zwariowanych odniesień literackich, to zapraszam kiedyś w przyszłości do lektury.
A poza tym? Kręci mnie rower, przywiozłem z Kopenhagi mój ulubiony, stary, czasami robię dłuższe, czy krótsze wycieczki po okolicznych wioskach. Uwielbiam Neila Gagmana, podróże autostopem, choć z tym akurat mam ostatnio zastój. Bardzo kręci mnie Tatiana (moja małżonka) oraz wegetariańskie jedzenie. Czasami wkręcam się w seriale (nie, nie żartuję), ale później staram się nadrobić większą aktywnością w plenerze, np. w ogródku. Niekiedy, gdy nie mam już kompletnie nic do powiedzenie, rysuję.
Jakieś plany na przyszłość związane z muzyką i poza nią?
Planuję ciągle pisać piosenki, daje mi to dużo radości. Wspominałem już o książce. No a na teraz muszę sobie znaleźć jakie zajęcie, które zapewniłoby mi podstawy egzystencji. Ciężko żyć z głową w chmurach, kiedy nie ma na rachunki.
Dzięki. Zapraszam do słuchania, no i do zobaczenia gdzieś w realu.
Pozdro!
Skąd się wziął Księżycowy Terrorysta? No i dlaczego Księżycowy i to w dodatku Terrorysta?
Zanim zacznę, chciałbym powiedzieć, jak bardzo ucieszyliście mnie propozycją wywiadu. „Inny Świat” znam od dawna, robicie świetną robotę, cieszę się, że mogę w jakiś sposób być częścią tego projektu.
No więc Księżycowy terrorysta. Kiedy napisałem już kilka piosenek i zdecydowałem się nagrać je w lepszej jakości, może jeszcze nie „studyjnej”, ale już przynajmniej nie w jakości z nadpsutej kamery dziesięcioletniego aparatu fotograficznego, pojawiła się kwestia nazwy. To nie taka prosta rzecz. Wiedziałem, że kiedy raz się na coś zdecyduję, to już przylgnie i będę się musiał tego trzymać. Chciałem zawrzeć w tej nazwie klimat tego, co mi gra w sercu.
Gałczyński to mój ulubiony poeta, a u niego wszystko jest księżycowe, srebrzyste, gwiezdne. Czuję w nim bratnią duszę, kogoś zagubionego w tym często nieprzyjaznym świecie. W poezji Gałczyńskiego widać eskapizm, ale jest to eskapizm transcendentalny – nie bierny, pełen rezygnacji, ale twórczy. Poeta stwarzał sobie swój własny, idealny świat, który inspirował innych. Przymiotnik „księżycowy” w nazwie to mój hołd dla Gałczyńskiego no i pewna deklaracja mojego nastawienia do świata.
Co do „terrorysty”, to było kilka wersji. Miał być „księżycowy zbój”, „księżycowy pirat”, „księżycowy łotrzyk”, ale ostatecznie zdecydowałem się na „terrorystę”. Podobał mi się prowokacyjny oddźwięk tego słowa, szczególnie w kontekście naszej epoki, gdzie termin „terrorysta” stał się przysłowiowym młotem na czarownice. Nie oznacza już tylko faceta z brodą, w turbanie, obwiązanego ładunkami wybuchowymi. Nie, teraz terrorystą jest każdy, kto w najdelikatniejszy nawet sposób kwestionuje władzę państwa. To co większość czytelników „Innego świata” pewnie nazwałaby postawą obywatelską, nazywa się teraz terroryzmem. Zapał z jakim jest obecnie używane, powinien być ostrzeżeniem dla ludzi wierzących w demokrację. Cnotą demokracji jest niezależność myślenia obywateli i zdolność kwestionowania autorytetów. Kiedy te cechy zostają napiętnowane, to trzeba zacząć się zastanawiać, w jaką stronę idziemy. I czy da się jeszcze zawrócić.
Twoim głównym instrumentem jest ukulele a nie gitara klasyczna, jak to bywa u większości bardów. Nie wszyscy zapewne nawet kojarzą ten instrument – możesz więc powiedzieć dlaczego akurat ukulele?
Ha, ha, już któryś raz z kolei ktoś nazywa mnie bardem. Nie myślałem, że zasłużę kiedyś na tak zaszczytne miano.
Dlaczego ukulele? Nie ma tu większej tajemnicy. Do gitary robiłem kilka podejść jeszcze za szczeniaka, ale brakowało mi determinacji. Później zakochałem się w akordeonie. Obiecałem sobie, że zostanę wirtuozem. Po paru latach stwierdziłem, że daleko nie zajdę, to jednak skomplikowany instrument, a ja szczególnego talentu nie wykazywałem. Przez jakiś czas dałem sobie spokój z muzyką, aż pewnego razu trafiło mi w ręce ukulele. I wtedy zdałem sobie sprawę, że cztery struny to nawet taki ignorant muzyczny, jak ja, opanuje. I faktycznie, z ukulele poczułem się w domu. Mieszkałem wtedy w Kopenhadze, miałem paskudną pracę (dwunastogodzinne zmiany w restauracji), czułem się obcy w obcym kraju, więc z radością powitałem rozproszenie uwagi. Przez kilka miesięcy spędzałem długie godziny, ucząc się instrumentu, frustrując przy tym współlokatorów, jak również moją żonę, z którą mieszkaliśmy w jednym małym pokoju.
W Polsce nie mamy zbyt bogatej tradycji pieśniarzy wolnościowych. Za PRL-u byli co prawda Kaczmarski, Gintrowski, Kelus czy Kleyff. No i jeszcze Zespół Reprezentacyjny ze swymi pieśniami Brassensa i Lluisa Llacha. Później jakby nurt ten zanikł poza może wyjątkami Janusza Reichla - który skupiał się bardziej na aspektach ekologicznych, czy Maćka Roszaka – który z kolei bardziej wpisywał się w nurt pieśni socjalistycznych. Czy czujesz się w jakiś sposób kontynuatorem tej tradycji?
Przyznam się, że czuję się trochę oderwany od polskiej tradycji. Przez kilkanaście ostatnich lat w Polsce byłem tylko gościem, a i to nie za często. Mieszkałem w Anglii, Irlandii, Danii, Hiszpanii, Holandii, więc dla mnie wolnościowe idee są mocno zakorzenione w kosmopolityzmie. Oczywiście znam Gintrowskiego, czy Kaczmarskiego, ale o większości artystów, których wymieniłeś, nigdy nie słyszałem. Na Janusza Reichla trafiłem kilka miesięcy temu, kiedy ktoś porównał z nim Księżycowego terrorystę. To już prędzej mogę wymienić wpływy z moich czasów punkowych, z lat dziewięćdziesiątych, tutaj nie będzie żadnej niespodzianki: Dezerter, KSU, Defekt Muzgó, Smar SW, Brygada Kryzys, Armia, Ga-Ga. Na tym wyrastałem. Tyle tylko, że wtedy mój anarchizm nie był pozytywny, nastawiony na aktywizm, ale to było raczej „no future”, nie było w tym głębszej filozofii. Ostatecznie sfrustrowałem się „punkowaniem” i zostałem… mnichem Hare Kryszna. No ale to już inna historia.
A co z inspiracjami nie wywodzącymi się z polskiej tradycji? Bliżsi są ci klasyczni wolnościowi bardowie, pieśniarze folkowi czy może młodzieżowy buntu spod znaku riot folk?
Moja główna inspiracja to anarchizm latynoski. Chodzi mi bardziej o inspirację światopoglądową, niż muzyczną. Mieszkałem w Hiszpanii przez prawie dwa lata, z okresami przerw. Wśród Hiszpanów, jak również mieszkańców Ameryki Łacińskiej, dążenia wolnościowe, anarchizm są naturalne i spontaniczne. Tak był przynajmniej mój odbiór. Mieszkając tam błyskawicznie nawiązywałem przyjaźnie, rozmowy same schodziły na temat albo wolności albo miłości (to są dwa nierozerwalne składniki latynoskiej mentalności). Wystarczy zresztą popatrzeć na historię Hiszpanii. Nigdzie na świecie ruch anarchistyczny nie rozwinął się tak, jak tam. Z tego, co wiem było to jedyne państwo, gdzie od samego początku Bakuniniści byli silniejsi od Marksistów. A później rewolucja z 1936. Coś pięknego. Jak naturalnie hiszpańscy chłopi i robotnicy przyjmowali anarchizm, jakby to nie było coś nowego, ale raczej powrót do naturalnego stanu rzeczy. Myślę, że ślady tego można zobaczyć u nich do dzisiaj.
A muzycznie? Oczywiście Manu Chao. On zawsze będzie dla mnie bardem numer 1. Ale nie tylko on. Amparanoia, Quinto Parpadeo, Macaco, G-5, Sargente Garcia, lista jest długa. Nie są tą stricte anarchistyczni artyści, ale mają to coś, “freedom quality”.
Masz w swym repertuarze również kilka coverów – co musi mieć w sobie wykonawca/zespół byś sięgnął po jego repertuar?
Ciężko byłoby mi wskazać coś konkretnego. Przede wszystkim muszę czuć wewnętrzną więź z konkretnym artystą. Wiem, brzmi to dosyć enigmatycznie, ale trudno określić to dokładniej. Mówiłem już o Manu Chao. On to ma. Ostatnio zasłuchuję się Gogolem Bordello, pracuję właśnie nad polską interpretacją piosenki „When Universes Collide”. On też to ma. Kiedy go słucham, to czuję, że tak, ten facet nadaje na tych samych falach, myśli podobnie, ma to, czego potrzebuję. Od razu zaskakuje w odpowiednie miejsce. Kiedy wyczuwam u kogoś choć odrobinę pretensjonalności, fałszu, nieszczerości, to nie jestem w stanie słuchać jego muzyki. Proces obcowania z czyjąś sztuką oznacza dla mnie zupełne otwarcie serca na przekaz i wibrację artysty. To nie jest tania rzecz.
Jak w Twoim przypadku wygląda proces twórczy? Najpierw pojawia się motyw muzyczny czy może pierwszy jest tekst piosenki? Wszystko nagrywasz przeważnie sam – nie jest to chyba łatwe zadanie?
Piosenki zacząłem pisać w szczególnym okresie życia (który do pewnego stopnia ciągle trwa). Wylądowałem na terapii nerwic. Po latach podróży, szukania sensu, szukania łączności z ludźmi, z ideami, poczułem, że natknąłem się na twardą ścianę. W wieku trzydziestu sześciu lat zrozumiałem, że mimo tylu prób ciągle nie mam swojego miejsca na Ziemi, nie mam pojęcia, czym się zajmować, nie znalazłem swojego plemienia, a świat dookoła mnie wydaje się staczać coraz szybciej. Zamiast wchodzić w erę coraz szerzej pojmowanej wolności i odpowiedzialności za siebie, za swoją społeczność, ludzkość radykalizuje się, dobrowolnie oddaje władzę państwu, pogrąża w bezrefleksyjnym konsumpcjonizmie, karmiąc kapitalistyczne molochy. Poczułem się na rozdrożu. Nie był to przyjemny moment. Okres wewnętrznego wyjałowienia. Postanowiłem wtedy, mimo przeciwności, zrobić coś twórczego, coś co pokazałoby mi, że nie jestem jałowy, czy złamany. Chciałem też, żeby było to coś, z czym mogę dotrzeć do większej ilości ludzi. Wtedy powstała moja pierwsza piosenka, „Polska”. To był pierwszy krok, ale naprawdę poczułem bluesa, kiedy napisałem „Tajemnicę”. Odzew zupełnie mnie zaskoczył.
Proces twórczy? Przyznaję się tutaj bez bicia, że nie czuję się naprawdę muzykiem. Wiecie, takim gościem, który zamyka oczy i nagle zalewają go melodie, nuty, rify i rytmy. Dobrze czuję się ze słowem pisanym. Co do muzyki, część moich piosenek powstała w ten sposób, że słuchałem jakiejś muzyki i nagle poczułem, że tak, ten określony kawałek brzmiałby świetnie po polsku, jest w nim jakaś wibracja, która doskonale dopasowałaby się do przekazu, który chodzi mi po głowie. W przypadku takich utworów, zawsze wskazuję na oryginał.
W innych przypadkach najpierw układam muzykę, melodię i dopiero na bazie tego piszę tekst. Słowa zawsze dopasowuję do muzyki.
Co do nagrywania, to chciałem być niezależny. Zastanawiałem się, jak zabrać się za nagranie. Stwierdziłem, że najlepiej to kupić własny mikrofon, program do nagrywania, zbudować własne studio (mam na myśli położenie gąbek na ścianie pokoju i skonstruowanie pop-filtra ze starych rajstop i sitka), no i zrobić wszystko samemu. Na szczęście mam kolegę, który zajmuje się miksowaniem i masteringiem, dał mi wiele cennych rad, resztę nauczyłem się z internetu oraz metodą prób i błędów. Ci z was, którzy słyszeli, wiedzą, że nie jest to nagranie najwyższej jakości, ale ja jestem zadowolony.
Większym problemem była sama muzyka. Każdą ścieżkę nagrywam sam. Z ukulele nie ma problemu, czuję się dosyć pewnie z tym instrumentem, ale nagrywałem też ścieżki akordeonowe, czy basowe, a na tych instrumentach niezbyt się znam. Nieraz zdarzało się, że nagrywałem ścieżki po kilkanaście razy, a później i tak musiałem poprawiać już wirtualnie, szatkując i układając dźwięki w odpowiednich miejscach myszką.
„Anarchia” to wyraźna deklaracja Twojego anarchizmu. Czym więc dla Ciebie jest anarchizm?
Pytanie rzeka. Nie wiem, z której strony zacząć. Jestem zakorzeniony w Kropotkinie i jego idei naturalnej skłonności gatunków do wzajemnej pomocy. Anarchizm oznacza dla mnie dążenie do naturalnego stanu równowagi, który obecnie zakłócony jest przez sztywne struktury i idee państwa oraz kapitalizmu. Państwo samym swoim istnieniem stwierdza, że naturalnym stanem ludzkości jest chaos, entropia i żądza krwi, dlatego instytucja państwa potrzebna jest, żeby kontrolować i powstrzymywać ludzką zwierzęcość. Z drugiej strony mamy kapitalizm, który również uważa, że człowiek to istota z natury zdziczała, samolubna i okrutna, tyle tylko, że kapitalizm podjudza tę dzikość w człowieku. Kapitalizm promuje współzawodnictwo i egocentryzm jako najwyższe wartości. W ten sposób napędza się ekonomiczna maszyna.
Prawda wygląda jednak tak, że są to „samospełniające” się przepowiednie. Państwo budzi w ludziach strach przed nimi samymi, kapitalizm rozdmuchuje w nich egoizm i rywalizację. W takich warunkach ciężko na rozwinięcie naturalnych, pozytywnych cech człowieka. Zwolennicy nieodzowności egzystencji państwa i kapitalizmu podają jako argument przeciwko anarchizmowi istnienie u ludzi aspołecznych, niebezpiecznych cech, które przecież zostały rozdmuchane właśnie przez państwo i kapitalizm! Co za hipokryzja (albo głupota).
Anarchizm ma dla mnie również metafizyczny oddźwięk. Mówiłem o kropotkinowskim dążeniu do wolności i współpracy w świecie natury, uważam jednak, że to dążenie jest naturalną cechą duszy. Wiem, że tutaj posypią się na mnie gromy, ale nie będę ukrywał, że nie jestem ateistą. Anarchizm jest dla mnie nierozerwalnie związany ze sferą duchową. No ale myślę, że nie będę tutaj wchodził w filozoficzne dyskusje na temat istoty ducha i jego dążenia do wyzwolenia się z materii. To zbyt obszerny temat.
Czy kończące utwór „Wilcze szczenię” słowa: „Nie pomogą szubienice, To już było, już za dużo krwi” można odebrać jako krytykę krwawej rewolucji, która zawsze zjada swoje dzieci?
Tak, dobrze to odczytałeś. Jestem pod dużym wpływem Tołstoja. Nie zaprzeczam, pociągają mnie bakuninowskie idee rewolucji, szczególnie kiedy włączę czasami wiadomości i widzę w telewizji te aroganckie, zadowolone z siebie gęby, czy kiedy słyszę o kolejnych ofiarach propagandy państwowej albo chciwości korporacji. Co jednak zmieniłaby krwawa rewolucja? Po pierwsze w obecnych czasach środki przemocy w rękach państwa są niewspółmiernie większe od tego, czym mogą kiedykolwiek dysponować zwykli ludzie. Epoka masowej rewolucji skończyła się z rewolucją hiszpańską z 1936 i nie zmienią tego współczesne porywy, których ostatnio trochę jest, jak choćby obecne niepokoje w Turcji. Im większa agresja obywateli, tym więcej usprawiedliwienia dla zwiększenia swojej agresji znajduje państwo. Powiedzmy jednak, że ludziom udałoby się obalić struktury państwa. Co wtedy? Czym byśmy je zastąpili? Jak bardzo ludzie przygotowani są do budowania nowego, lepszego świata?
Tutaj znowu powołam się na wojnę domową w Hiszpanii. Kiedy anarchiści obalili władzę państwa w Katalonii, okazało się, że lokalne, niezależne, nieoficjalne struktury, zarówno wiejskie jak i miejskie działają lepiej, niż wcześniejsze struktury państwowe. Dlaczego? Po pierwsze na wsi wzajemna pomoc była naturalnym stanem świadomości chłopów. Co do miast, to przez kilkadziesiąt lat działały wolnościowe organizacje robotnicze, wydawano setki czasopism anarchistycznych, nie wspominając o socjalistycznych. Istniały trupy artystów, pisarzy, poetów, które podróżowały do najodleglejszych krańców kraju, i uświadamiały ludzi. Jak mówiłem – kilkadziesiąt lat ciężkiej pracy, od lat sześćdziesiątych XIX wieku, kiedy Bakunin wysłał Giuseppe Fenelliego do Madrytu aż do 1936 roku.
A czego my oczekujemy? Że społeczeństwo przez dziesięciolecia żyjące pod dyktando neoliberalnej propagandy z jednej strony, bądź też pod ciepłym płaszczykiem państwa w postępowych socjaldemokracjach z drugiej, nagle pochwyci idee samorządności, niezależności i odpowiedzialności? Nie ma szans.
Przede wszystkim edukacja – edukowanie zarówno historyczne, filozoficzne jak i praktyczne, czasopisma wolnościowe, ale nie skupiające się tylko na ataku na państwo i kapitał, ale prezentujące alternatywy, ponadto niezależne grupy samopomocy, samorządy, spółdzielnie. I dopiero kiedy te idee zakorzenią się w ludziach, wtedy można zacząć mówić o rewolucji. Mam nadzieję, że przy takim rozwoju świadomości byłaby to już rewolucja bezkrwawa.
Kawałek „Apokaliptyczny dowcip” zadedykowałeś jednemu z „ojców anarchizmu” – Michałowi Bakuninowi. Czyżby ta dedykacja nawiązywała do jego słów, iż „duch zniszczenia jest zarazem duchem tworzenia”?
Tak. Do Bakunina mam ogromną sympatię, mam jednak na tyle optymizmu, żeby wierzyć, że nie trzeba wszystkiego zburzyć, aby zbudować coś mądrego, mocnego, pięknego. Bakunin mówił, że ciężko budować na zgniłych fundamentach, lepiej zbudować nowe. Coś w tym jest, ale z drugiej strony być może ludzie mają w sobie więcej dobra i energii, niż się wydaje. Wybieram tutaj optymizm Kropotkina.
Z kolei w utworze „Afganistan” w pięknych słowach opisałeś dramat tego nękanego przez możnych tego świata kraju. Co cię zainspirowało w tym przypadku?
Politycy, a za nimi media lubią operować czarno-białymi schematami, uogólnieniami. „Muzułmanie to, chrześcijanie tamto, czarni, biali, pierwszy świat, trzeci świat, Amerykanie, Irakijczycy” itd. Ale co ze zwykłymi ludźmi? To jest największa porażka zachodniej cywilizacji. Nie dostrzegamy, że „obcy” to tak naprawdę my, tyle że po drugiej stronie lustra. W piosence śpiewam: „Jaką kołysankę, jaką kołysankę zna zza muru wróg” i to jest ironiczne ale i smutne podsumowanie całej tej głupoty – agresji podsycanej przez rządzących tym światem. Wróg po drugiej stronie muru również był dzieckiem, również miał matkę, siostrę, jeździł na rowerze, łowił ryby, zakochał się, podbił komuś oko, czytał książkę, może nawet tą samą co my (może jako dziecko emocjonował się Tomkiem Sowyerem albo Juliuszem Verne?). Nam jednak każe się wierzyć, że to nieprawda. Że określa nas religia, narodowość, pochodzenie etniczne. Obcy nigdy nie będzie taki jak my, a jeśli nie będziemy ostrożni, to grozi nam zalew obcości, która nas zniszczy. Ta sama propaganda od tylu lat. Ludzie z Zachodu są tak bardzo nadęci swoim postępem technicznym, a nie zdają sobie sprawy, że znajdują się na tym samym poziomie co sto lat temu, kiedy Tołstoj pisał o propagandzie i szkodliwości państwa, patriotyzmu i kapitalizmu.
Ciężko się nie zgodzić z tekstem twojej piosenki „Polska” – obraz naszego kraju nie napawa optymizmem, jednak na samym końcu utworu wyrażasz pewne nadzieje na przyszłość… Czy naprawdę wierzysz w to, że w tym kraju da się jeszcze coś naprawić?
Zobaczyłeś tam nadzieję na przyszłość? Gdzie?:) „Usiądź ze mną ma dziewczyno, napijmy się wina, może kiedyś się przemieni smutna ta kraina”? Hmm. To raczej było stwierdzenie, że czasami trzeba przestać się szarpać, dać sobie spokój, bo i tak tego bajzlu już się nie da opanować. Czasami tak myślę. Na szczęście nie zawsze.
Nie obce są ci też utwory bardziej osobiste, czasem nawet o miłosnym charakterze… Czy powstają ona na bazie własnych doświadczeń życiowych, zasłyszanych historii czy po prostu, są wytworem twojej wyobraźni?
Zwykle piszę o tym, czego doświadczam. Domyślam się, że chodzi ci o „Onirkę eskapistyczną”? Napisałem tą piosenkę dla mojej żony, która towarzyszy mi w tej burzliwej wędrówce życiowej od ponad czternastu lat. Kiedyś napisałem też tekst o historiach życiowych osób z mojej terapii, które bardzo mnie poruszyły („W tej piosence”). Nie udało mi się tego jeszcze nagrać studyjnie, ale można znaleźć to na youtube, w wersji garażowej.
Utwory zamieszczone w Sieci zapowiadane były jako zwiastun większego materiału. Czy nagranie i wydanie pełnej płyty nadal znajduje się w Twoich planach?
Taki był plan. Najpierw chciałem wrzucać swoje nagrania, utwór po utworze, przyzwyczajać do siebie słuchaczy, a później nagrać to gdzieś w studio, z muzykami, dołożyć kilka dodatkowych piosenek i spróbować dotrzeć do szerszego grona. Na razie plan utknął. Mam trochę niestabilną sytuację materialną w tym momencie. Po powrocie zza granicy ponad rok temu nie mogę przyzwyczaić się do sytuacji w Polsce. Bezrobocie, marne zarobki, arogancja pracodawców, biurokracja, ciągłe współzawodnictwo, nieufność. Męczące. Mieszkając na Zachodzie tęskniłem za Polską, wyobrażałem sobie, że zamieszkam w Krakowie albo Wrocławiu, znajdę jakąś spokojną pracę, będę mógł zająć się twórczością, aktywizmem na rodzimym polu. Doznałem sporego szoku.
Ciągle piszę piosenki, ale rzadziej no i nie mam energii, żeby zrobić z tego coś większego. No ale wierzę, że przyjdzie taki czas, że pozbieram się do kupy.
Czy Księżycowy Terrorysta stanie się kiedyś zespołem bądź solistą koncertowym? Wydaje mi się, że wciąż nam brakuje takich właśnie wykonawców na scenie?
Solistą koncertowym raczej nie będę. Ukulele to jednak dosyć spokojny, cichy instrument, nie widzę siebie przebijającego się z nim do większej grupy ludzi. Myślę jednak, że Księżycowy terrorysta mógłby świetnie funkcjonować jako zespół. Gitara basowa, perkusja, akordeon, może gitara. Myślałem nad zebraniem zespołu. No ale jak pisałem wcześniej, muszę najpierw ogarnąć swoją sytuację materialną.
Wspomniałeś o swym epizodzie w Hare Kryszna. Podejrzewam, iz była to wtedy odtrutka nanegatywy i nihilistyczny tyryb punkowego życia. Co dało ci zagłebienie sie w zorganizowanej - jakby nie było - regilii? Czy okres ten uważasz za czas stracony z pekrspektywy swego dzisiejszego anarchizmu?
Na pewno była to odtrutka na nihilizm, z którym nie czułem się szczęśliwy, potrzebowałem poczucia głębszego sensu, harmonii, a mój wczesny anarchizm nie dawał mi tego. Wręcz przeciwnie - świat wydawał się chaotycznym, nieprzyjaznym, niesprawiedliwym i bezsensownym miejscem. Ale zostanie mnichem Hare Kryszna nie było wówczas dla mnie przyłączeniem się do zorganizowanej religii, nie odczuwałem tego w ten sposób, nie była ucieczka, czy rezygnacja z siebie na rzecz religii. Dla mnie wówczas było to wyzwanie i szansa na rozwinięcie swojego potencjału. Potrzebowałem skupienia, zadedykowania, dyscypliny. Mogłem iść na ochotnika do wojska, ale wolałem jednak coś głębszego (to żart z tym wojskiem). Mnichem byłem przez trzy lata i jest to ważny okres w moim życiu. To wtedy rozwinąłem określoną wizję świata i pojęcia wolności, rozumianej jako wolność nie tylko od zewnętrznych czynników, jak np. państwo, ale również wolność od swoich wad, egoizmu. Obecnie patrzę na to trochę inaczej, mam większą akceptację swoich słabości, no ale mówimy o czasach, kiedy miałem niecałe 20 lat. W tak młodym wieku istnieje tendencja do radykalizmu, trudno tego uniknąć. Z czasem jednak zaczęły uwierać mnie dosyć ciasne ramy instytucji. Po trzech latach poznałem moją żonę (która również była mniszką:) i wspólnie zdecydowaliśmy zacząć niezależne życie.
Pewnego razu, kiedy mieszkałem w Bristolu, w Anglii. Zrobiłem sobie spacer po mieście. Wszedłem do Oxfamu, żeby kupić jakąś książkę z drugiej ręki i poczytać przy piwku. Trafiłem na jakąś książkę Petera Marshala, zdaje się Demanding Impossible. I wtedy przyszła dla mnie druga fala anarchizmu, tym razem dojrzalszego, bardziej doinformowanego, nastawionego na pozytywne zmiany,alternatywy i w moim przypadku połączonego z duchowością. Po prostu nie mogę oddzielić dążenia do wolności od spraw ducha. To jest dla mnie właśnie owoc doświadczenia z ruchem Hare Kryszna.
Poza graniem tworzyłeś również e-pismo Jasna Polana. Twór ten wydaje się dziś być już przeszłością… Czy definitywnie zakończyłeś ten projekt? Wydaje mi się, że zainteresowanie nim było dość spore…?
Jasna Polana to moje ukochane dziecko:) Spędziłem nad nim ponad pół roku, dzień w dzień, głównie robiąc przekłady tekstów, które uważałem za bardzo cenne, a nieznane przeciętnemu polskiemu czytelnikowi. Po pewnym czasie zacząłem odczuwać ciężar samodzielnej pracy. Byłem redaktorem, autorem i tłumaczem w jednym, każdy numer miał ponad sto stron i po prostu nie wyrabiałem. Zainteresowanie czasopismem był jednak duże, otrzymywałem sporo listów, a nawet propozycji współpracy. Siódmy numer, który już się nie ukazał, miał powstać przy współpracy chyba trzech osób.
Co się stało? Mieszkałem wtedy w Polsce po dłuższym pobycie w Anglii. Wreszcie skończyły mi się oszczędności i musiałem wyjechać „za chlebem”. Wylądowałem w Kopenhadze i tam niestety nie miałem już czasu na Jasną Polanę. Nie wiem, co dalej. Myślę, że przy odpowiedniej atmosferze i sytuacji życiowej mógłbym reaktywować magazyn.
Jasna Polana była pod silnym wpływem takich zacnych postaci jak Lew Tołstoj czy Edward Abramowski. Wpisywała się przez to jednoznacznie w taki bardziej duchowy, etyczny czy wreszcie pokojowy nurt anarchizmu. Są jednak anarchiści, którzy nie mają zamiaru „nadstawiać drugiego policzka” i na przemoc Państwa, odpowiadają własną.
Anarchizm pokojowy wcale nie oznacza nadstawiania drugiego policzka, choć może się tak wydawać na pierwszy rzut oka. Popatrz na Gandhiego i ruch obywatelskiego nieposłuszeństwa. Czy była w tym bierność? Wręcz przeciwnie. Ludzie zaczęli bojkotować Anglików – ich przemysł, handel, kulturę. Nie musieli stawać przeciwko nim z bronią. Wystarczył bojkot i rozwój niezależnych struktur, a potężne imperium brytyjskie musiało zrezygnować z Indii.
Moje doświadczenie jest takie, że często zwolennicy krwawej rewolucji przeciwko państwu są bardzo młodzi, nie znają przy tym historii ani nie wiedzą nic o anarchistycznych alternatywach społecznych. Dla nich, kto nie idzie na barykady, to reformista, zdrajca. Barykady, walka – rozumiem to, ale chciałbym, żeby te same osoby pogłębiały też swoje zrozumienie idei wolnościowych, żeby nie był to tylko bunt. Bunt karmi się łatwo, jest tyle rzeczy, które chciałoby się zniszczyć na zawsze, rzeczy przynoszących wstyd ludzkości, ale trzeba pamiętać, że równie ważna, jeśli nie ważniejsza jest umiejętność budowania.
Innym Twoim projektem ściśle związanym z anarchizmem był blog Un Libertario, gdzie przedstawiałeś „idee anarchistyczne z osobistej perspektywy”. Dlaczego prace na tym blogiem stanęły w miejscu?
Wiesz, bywa że jestem hiperaktywnym człowiekiem. Mam sto pomysłów, zaczynam sto projektów. Z czasem niektóre z tych projektów gasną, inne żyją, a po drodze pojawiają się nowe. Staram się podchodzić to tego z dystansem – nie martwić się inicjatywami, którym nie udało się poszybować, ani nie ograniczać twórczej fali, która czasami mnie ogarnia. Inna sprawa, że obecnie mam okres lekkiego „wycofania”. Ciągle interesują mnie kwestie społeczne, wolnościowe, ale nie jestem w stanie wejść w to zbyt głęboko – moja (nad)wrażliwość sprawia, że zbyt przeżywam niektóre sprawy, dlatego świadomie odgradzam się od niektórych form aktywizmu. Na ten moment pisanie piosenek wychodzi mi lepiej niż pisanie zaangażowanych artykułów.
Poza muzykowaniem zajmujesz się również innymi rzeczami – o których piszesz na kolejnym blogu – Garść Drobnych. Możesz opowiedzieć co cię jeszcze kręci, poza muzyką?
Zaskoczyłeś mnie z Garścią Drobnych. Nie myślałem, że tak łatwo trafić od Księżycowego terrorysty do tego bloga:) Jest to blog dosyć osobliwy, niezorganizowany i miejscami zakręcony. Prowadzę go jakieś cztery lata. Można tam znaleźć codzienne narzekanie na szarość (albo radości) życia, zdjęcia z uprawy ogródka, wiersze, rysunki, relacje z włóczęgi, eseje o tarocie, Bogu, anarchizmie, o wszystkim. Jeśli ktoś chce wpaść, to zapraszam, ale nie oczekujcie spójności i oczywistości. Garść drobnych to czysta improwizacja.
Jednym z moich ulubionych zajęć jest pisanie. Głównie piszę fikcję. W Jasnej Polanie zamieściłem kilka opowiadań, byłem też publikowany w Akcencie i Magazynie Fantastycznym.
Obecnie pracuję nad książką, powieścią. Żmudnie mi to idzie, ale myślę, że jeżeli doprowadziłbym to do końca, to mogłoby to być coś fajnego. Jeżeli ktoś lubi fantastykę, podróże w czasie, inne wymiary, oraz nadmierną ilość zwariowanych odniesień literackich, to zapraszam kiedyś w przyszłości do lektury.
A poza tym? Kręci mnie rower, przywiozłem z Kopenhagi mój ulubiony, stary, czasami robię dłuższe, czy krótsze wycieczki po okolicznych wioskach. Uwielbiam Neila Gagmana, podróże autostopem, choć z tym akurat mam ostatnio zastój. Bardzo kręci mnie Tatiana (moja małżonka) oraz wegetariańskie jedzenie. Czasami wkręcam się w seriale (nie, nie żartuję), ale później staram się nadrobić większą aktywnością w plenerze, np. w ogródku. Niekiedy, gdy nie mam już kompletnie nic do powiedzenie, rysuję.
Jakieś plany na przyszłość związane z muzyką i poza nią?
Planuję ciągle pisać piosenki, daje mi to dużo radości. Wspominałem już o książce. No a na teraz muszę sobie znaleźć jakie zajęcie, które zapewniłoby mi podstawy egzystencji. Ciężko żyć z głową w chmurach, kiedy nie ma na rachunki.
Dzięki. Zapraszam do słuchania, no i do zobaczenia gdzieś w realu.
Pozdro!
Thursday, 5 September 2013
Don Kiszoty (Piosenka dosyć miłosna)
Obudziłem się, z przyjemnego snu, szuru buru szuru buru
Zaginiony skarb, różnorodność barw, calavera calavera
Byłaś też w nim ty, uciekaliśmy przez płoty, donkiszoty donkiszoty
A anioły Rafaela przyglądały się z wysoka, kawa mocca kawa mocca
Myślę sobie, że jesteśmy normalni
Może to tylko ten świat jest nierealny
A kiedy widzę cię, jak idziesz w sukience
To prawdę mówiąc niczego nie chcę więcej
Och, nie włączę wiadomości, choćby
ktoś porachował wszystkie moje kości,
coś, coś ci powiem moja droga więc
let’s go, miłość to droga do wieczności
Myślę sobie, że jesteśmy nienormalni
Ten świat jest w gruncie rzeczy w miarę idealny
A kiedy widzę cię, jak tańczysz w piżamie
To mam ochotę zatańczyć ramię w ramię
Och, nie włączę wiadomości, choćby
ktoś porachował wszystkie moje kości,
coś, coś ci powiem moja droga więc
let’s go, miłość to droga do wieczności
Monday, 1 July 2013
Modlitwa 1 - Księżycowy terrorysta
1
Ojcze, który jesteś w niebie
nie wiem jaki adres, więc listów nie piszę
Imię twoje rzadko święcę
Mam wrażenie, że czasami wolisz ciszę.
Kiedyś miałem cię zapytać
Czy się gniewasz kiedy palę papierosy
Czy się denerwujesz kiedy piję piwo,
kiedy mówię brzydkie słowa, twoja twarz, czy jest surowa
nie wiem sam...
ref
Myślę sobie, że dobry z ciebie facet
Czasem w samotności, modlę się i płaczę
Czasem myślę, że może cię nie ma
W nocy marzę jednak, że kiedyś zobaczę
Zobaczę, jak idziesz w parku pochylony
Jak karmisz gołębie i jak obserwujesz wrony
Jak dajesz cukierki małym brzdącom na huśtawce
później czytasz „Małego księcia” albo puszczasz latawce.
Boże mój...
2.
Mówią „bądź wola twoja”, „przyjdź królestwo twoje”
Szczerze mówiąc wielkie słowa, trochę się ich boję,
Dookoła tylu zna każdą odpowiedź,
Ale mi się zdaje każdy mówi swoje
No bo przecież,
jest tylu ludzi na tym świecie
Każdy chce
Każdy plecie
Co mu ślina na język,
każdy wszystko wie.
Ja pytam więc, czy mogę mówić ci na ty,
Czy jesteś boski, czy też jesteś zwyczajny,
Czy kiedy w piasku widać odcisk dwóch stóp
To niesiesz mnie, czy raczej
tylko głupio śnię
Nie wiem sam...
Thursday, 13 June 2013
En la plaza de mi pueblo
"En la plaza de mi pueblo" to stara hiszpańska pieśń rewolucyjna, popularna wśród anarchistów podczas rewolucji hiszpańskiej z 1936. Był to szczególny okres w historii, nigdy wcześniej ani później ludzkość nie była tak blisko normalności. Nagraliśmy to z Tatianą, żeby ludzie nie zapomnieli o tamtej walce i ludziach, którzy poświęcili życie wolności.
En la plaza de mi pueblo
dijo el jornalero al amo:
"Nuestros hijos nacerán
con el puno levantado."
Esta tierra que no es mía,
esta tierra que es del amo,
la riego con mi sudor,
la trabajo con mis manos.
Pero dime, companero,
si estas tierras son del amo,
?por qué nunca lo hemos visto
trabajando en el arado?
Con mi arado abro los surcos
con mi arado escribo yo
páginas sobre la tierra
de miseria y de sudor.
a w wolnym tłumaczeniu idzie to tak:
Na środku wioski
chłop powiedział panu:
"Nasze dzieci urodzą się
z podniesioną pięścią"
Tą ziemię, która nie jest moja
Tą ziemię, która jest pana
zraszam moim potem
orzę swoimi rękami
Ale powiedz mi przyjacielu,
skoro ta ziemia jest pana
dlaczego nigdy
nie widzieliśmy go z pługiem?
Moim pługiem orzę ziemię
Moim pługiem piszę
Zapisuję strony ziemi
opowieścią o cierpieniu i znoju
Monday, 10 June 2013
The Waltz of Emptiness - cover
Вальс пустоты
Запах степи, ветер и небо – мой путь.
Перемещение в пространстве – мой сон.
То рельсы, то воздух, то корабли...
И пустота непривязанности.
Но я уже не помню, что я ищу.
Смысла ведь нет ни в чем все равно.
Запах степи, ветер, небо и ты...
И пустота непривязанности.
А если светлое небо тучи закроют,
Послышатся всюду звуки грозы,
Любовь да свобода,
А не то, что скажут люди,
Пусть греют мне сердце.
Сомнение, молчи!
Все это просто любовь и тоска.
Вот бы осесть и уснуть навсегда.
Так, чтобы снились порою мне сны
О пустоте непривязанности.
А если светлое небо тучи закроют,
Послышатся всюду звуки грозы,
Любовь да свобода,
А не то, что скажут люди,
Пусть греют мне сердце.
Сомнение, молчи!
(Dla mojej ukochanej Zulyi Kamalovej:)
Friday, 7 June 2013
Saturday, 1 June 2013
Sun Is On My Side - ukulele cover
Piękna piosenka, smutna jak ten diabeł, Gogol Bordello:)
Poniżej mój cover.
Sun Is On My Side
What was here now is gone
Up and down like everyone
Walk the earth in lonesome cry
But when the sun comes up
When the sun comes up
It will be on your side
It will be on your side
To the song of wheels
All demons die
Rays of joy they multiply
Harmony you will be my bride
But when the sun comes up
I'll let out last breath
And slumber softly
Into the death
My half breed odyssey
Your orphan prophecy
Our destiny we will not hide
When the sun comes up
When the sun comes up
It will be on your side
It will be on our side
When the sun comes up
I'll let out last breath
And I'll slumber softly
Into the death
Poniżej mój cover.
Sun Is On My Side
What was here now is gone
Up and down like everyone
Walk the earth in lonesome cry
But when the sun comes up
When the sun comes up
It will be on your side
It will be on your side
To the song of wheels
All demons die
Rays of joy they multiply
Harmony you will be my bride
But when the sun comes up
I'll let out last breath
And slumber softly
Into the death
My half breed odyssey
Your orphan prophecy
Our destiny we will not hide
When the sun comes up
When the sun comes up
It will be on your side
It will be on our side
When the sun comes up
I'll let out last breath
And I'll slumber softly
Into the death
Sunday, 24 February 2013
Polska - Księżycowy terrorysta
1
Ponad dwadzieścia lat przeszło
Jak nastała wolność
Zrzuciliśmy obce jarzmo
Rozpędzili ciemność
Buha ha ha, wolny rynek,
Misja pokojowa,
Z Waszyngtonu przybył cesarz
A w Krakowie zamilkł dzwon
2
Gdzieś tam w radiu populiści
Krzyczą o ojczyźnie
Że zdradzona, że tu Żydzi
Geje, komuniści,
Unia, krzyże i mohery,
Zwolennicy ganji
Z jednej strony mord katyński
A w mtv soft porn gra
3
Na uniwersytach rosną
Chciwi konformiści
Nikt nie czyta już Homera
Nie zna Kropotkina
Coca-cola, diablo cztery,
McDonalds, Tupolew,
Polska nie zagra w finale,
A w Toruniu lata cyrk
4
Z polskiej ziemi globtrotterzy
Funty i dolary
Na Londyńskiej ławce kloszard,
Przybył spod Warszawy
Tralalala, Wieża Eiffla,
Golonka i piwo,
Magda Gessler, Wojewódzki,
Ciemny Cygan czyli Rom
5
Usiądz ze mną ma dziewczyno
Napijmy się wina
Kiedyś może się przemieni
Smutna ta kraina
Pif paf hej ho, hej dziecino
Marzenia nie giną
Niech nas jutro uratuje
Tytus albo Janek Kos
* * *
Muzycznie to interpretacja kawałka finskiego artysty, Paleface - Helsinki - Shangri-la, tekst i wykonanie własne.
Thursday, 7 February 2013
Mr. Bobby (Manu Chao cover)
Po dłuższej przerwie mam dla was coś nowego: cover mojej ulubionej piosenki Manu Chao - "Mr. Bobby". Tekst w dosyć wolnym tłumaczeniu, jeśli chodzi o ducha Manu, to mam nadzieję, że zachowałem wiernie:)
Mr Bobby (Manu Chao)
1
Czasami śnię, że nie mogę zbudzić się
Czasami czuję się tak sam
Czasami śnię o tym dzikim świecie
Czasami czuję, że mnie nie ma, nie
Ref:
E, Bobby Marley
Zaśpiewaj mi jeszcze raz
To jest szalony świat
I tak tak szybo ucieka czas
2
Dziś wieczorem śnię o miłości i przyjaźni
Dziś wieczorem mówię: pewnego dnia
Pewnego dnia spełnią się wszystkie marzenia
Jak Bobby powiedział mi w moim śnie
Ref:
E, Bobby marley…
Mr Bobby (Manu Chao)
1
Czasami śnię, że nie mogę zbudzić się
Czasami czuję się tak sam
Czasami śnię o tym dzikim świecie
Czasami czuję, że mnie nie ma, nie
Ref:
E, Bobby Marley
Zaśpiewaj mi jeszcze raz
To jest szalony świat
I tak tak szybo ucieka czas
2
Dziś wieczorem śnię o miłości i przyjaźni
Dziś wieczorem mówię: pewnego dnia
Pewnego dnia spełnią się wszystkie marzenia
Jak Bobby powiedział mi w moim śnie
Ref:
E, Bobby marley…
Monday, 7 January 2013
Anarchia - Księżycowy terrorysta
Muzycznie jest to przeróbka jednego z moich ulubionych kawałków reggae: fantan mojah -nuh build great man, koniecznie sprawdźcie w sieci, jest moc, tekst własny.
Anarchia
Ref:
Mówią, taki czas
To ciemność siedzi w nas
I oni po to są, byśmy nie dotknęli dna
I po to dają prawa nam
I muszą strzec
Byśmy nie zabili się
1.
Nie wierzę temu nie
Bo wcale nie jest źle
Tam gdzie życie własnym torem toczy się
No powiedz przecież sam
Czy kary boisz się
Czy dobrym wolisz być
Bo ze złem się czujesz źle
Popatrz wreszcie dookoła, czy zobaczyć to zdołasz,
Mądrzy ludzie w garniturach, w telewizji puste słowa,
Na ulicy tłum sam nie wie po co
Ktoś się karmi jego krwią
Ref:
Mówią, taki czas…
2.
Ty wierzysz nadal im
Gdy mówią: „podnieś broń,
Ojczyzna potrzebuje twojej krwi”
Kryzys, kryzys, kryzys to nie my,
Kryzys to zrobiliście wy.
Więc bracie mój, z tej czy tamtej strony
Nie trony, nie salony, ani banków szpony,
Lecz tylko plon zielony, nie daj ogłupić się, ogłupić się
I praca twoich dłoni, nie daj ogłupić się, ogłupić się
Mówią – ekonomia to jest temat nie dla wszystkich
Milionerzy z Wall Street nie są w ciemię bici
A nad tobą niewidzialny bat
Taka twoja dola psia
To nie nowość jest, tak od tysięcy lat,
Nadszedł czas by brat bratu ofiarował kwiat
Wtedy cały świat, w niewoli od wielu lat
Każdy będzie wiedział kto przyjaciel a kto kat
Powiedz nie ołowianej kuli
Powiedz nie patriotycznej czci
Moją ojczyzną moja rodzina
Powiedz nie finansjery drwinie
Powiedz nie ołowianej kuli
Powiedz nie patriotycznej czci
Moją ojczyzną cała Ziemia
Powiedz nie finansjery drwinie
Ref:
Mówią, taki czas…
Anarchia
Ref:
Mówią, taki czas
To ciemność siedzi w nas
I oni po to są, byśmy nie dotknęli dna
I po to dają prawa nam
I muszą strzec
Byśmy nie zabili się
1.
Nie wierzę temu nie
Bo wcale nie jest źle
Tam gdzie życie własnym torem toczy się
No powiedz przecież sam
Czy kary boisz się
Czy dobrym wolisz być
Bo ze złem się czujesz źle
Popatrz wreszcie dookoła, czy zobaczyć to zdołasz,
Mądrzy ludzie w garniturach, w telewizji puste słowa,
Na ulicy tłum sam nie wie po co
Ktoś się karmi jego krwią
Ref:
Mówią, taki czas…
2.
Ty wierzysz nadal im
Gdy mówią: „podnieś broń,
Ojczyzna potrzebuje twojej krwi”
Kryzys, kryzys, kryzys to nie my,
Kryzys to zrobiliście wy.
Więc bracie mój, z tej czy tamtej strony
Nie trony, nie salony, ani banków szpony,
Lecz tylko plon zielony, nie daj ogłupić się, ogłupić się
I praca twoich dłoni, nie daj ogłupić się, ogłupić się
Mówią – ekonomia to jest temat nie dla wszystkich
Milionerzy z Wall Street nie są w ciemię bici
A nad tobą niewidzialny bat
Taka twoja dola psia
To nie nowość jest, tak od tysięcy lat,
Nadszedł czas by brat bratu ofiarował kwiat
Wtedy cały świat, w niewoli od wielu lat
Każdy będzie wiedział kto przyjaciel a kto kat
Powiedz nie ołowianej kuli
Powiedz nie patriotycznej czci
Moją ojczyzną moja rodzina
Powiedz nie finansjery drwinie
Powiedz nie ołowianej kuli
Powiedz nie patriotycznej czci
Moją ojczyzną cała Ziemia
Powiedz nie finansjery drwinie
Ref:
Mówią, taki czas…
Wednesday, 2 January 2013
Wilcze szczenię - Księżycowy terrorysta
Pomimo coraz gorszego przeziębienia udało mi się skończyć "Wilcze szczenię", choć wokale musiałem nagrywać kilka dobrych razy:) Jest to mój biedny tribute dla Akli D. Ma taką genialną piosenkę, której nie mogłem wyrzucić z głowy (Anfas Tranquil), i z tego wzięło się Wilcze szczenię.
Wilcze szczenię
1
Spytał chłopiec Pana Boga:
Jak tak może być?
Czemu Panie nic nie zrobisz
Czemu świata nie naprawisz, nie?
Gniewam się na ciebie Boże
Że ten świat jest zły
Jak dorosnę, jak dorosnę
To pokażę, to pokażę kły
Dan, da ri di du du dan dar dej
Dan da ri di du du dej
Dan, da ri di du du dan dar dej
Dan da ri di du du
Dan da ri di da da dej
Ło joj, ło joj, ło joj, ło joj
Jak dorosnę, jak dorosnę
To pokażę, to pokażę kły
2
Generałów powiesimy
Na lufach ich dział
A nafciarzy napoimy
W gardła ropę nalejemy im
Ziemię bankom odbierzemy
Zasiejemy plon
Polityków podpalimy
Z ich kłamstw ułożymy piękny stos
Dan, da ri di du du dan dar dej…
Ło joj, ło joj, ło joj, ło joj
Polityków podpalimy
Z ich kłamstw ułożymy piękny stos
3
Spytał chłopiec Pana Boga:
Jak tak może być?
Czemu Panie nic nie zrobisz
Czemu świata nie naprawisz, nie?
Gniewam się na ciebie Boże
Że ten świat jest zły
Jak dorosnę, jak dorosnę
To pokażę, to pokażę kły
Dan, da ri di du du dan dar dej
Ło, joj, ło joj, ło joj, ło joj
Jak dorosnę, jak dorosnę
To pokażę, to pokażę kły
4
Bóg popatrzył smutno z nieba
Deszcz to jego łzy
Chociaż chłopiec długo czekał
Nie usłyszał, nie usłyszał nic
A świat nadal w dół się stacza
Nie pomogły łzy
Nie pomogą szubienice
To już było, już za dużo krwi
Ło, joj, ło joj, ło joj, ło joj
Nie pomogą szubienice
To już było, już za dużo krwi
Wilcze szczenię
1
Spytał chłopiec Pana Boga:
Jak tak może być?
Czemu Panie nic nie zrobisz
Czemu świata nie naprawisz, nie?
Gniewam się na ciebie Boże
Że ten świat jest zły
Jak dorosnę, jak dorosnę
To pokażę, to pokażę kły
Dan, da ri di du du dan dar dej
Dan da ri di du du dej
Dan, da ri di du du dan dar dej
Dan da ri di du du
Dan da ri di da da dej
Ło joj, ło joj, ło joj, ło joj
Jak dorosnę, jak dorosnę
To pokażę, to pokażę kły
2
Generałów powiesimy
Na lufach ich dział
A nafciarzy napoimy
W gardła ropę nalejemy im
Ziemię bankom odbierzemy
Zasiejemy plon
Polityków podpalimy
Z ich kłamstw ułożymy piękny stos
Dan, da ri di du du dan dar dej…
Ło joj, ło joj, ło joj, ło joj
Polityków podpalimy
Z ich kłamstw ułożymy piękny stos
3
Spytał chłopiec Pana Boga:
Jak tak może być?
Czemu Panie nic nie zrobisz
Czemu świata nie naprawisz, nie?
Gniewam się na ciebie Boże
Że ten świat jest zły
Jak dorosnę, jak dorosnę
To pokażę, to pokażę kły
Dan, da ri di du du dan dar dej
Ło, joj, ło joj, ło joj, ło joj
Jak dorosnę, jak dorosnę
To pokażę, to pokażę kły
4
Bóg popatrzył smutno z nieba
Deszcz to jego łzy
Chociaż chłopiec długo czekał
Nie usłyszał, nie usłyszał nic
A świat nadal w dół się stacza
Nie pomogły łzy
Nie pomogą szubienice
To już było, już za dużo krwi
Ło, joj, ło joj, ło joj, ło joj
Nie pomogą szubienice
To już było, już za dużo krwi
Tuesday, 18 December 2012
Onirka eskapistyczna 2 - Księżycowy terrorysta
Po trochu zgrywam te piosenki w nowych aranżacjach. Onirkę eskapistyczną napisałem dla Tani i jest to chyba mój ulubiony kawałek. Tania śpiewa również w chórkach. Zapraszam na stronę fejsbukową: http://www.facebook.com/ksiezycowy.terrorysta
Onirka Eskapistyczna 2
1
Przyznam się, że wolałbym śnić
Czarnym kotem z twoich rysunków być
Łapać myszy w nocy, biesić się i drwić
Na twoich kolanach czułych z psich gróźb kpić
W innym scenariuszu byłbym groźnym muszkieterem
Złego kardynała przebiłbym rapierem
Później wyznałbym ci miłość w Paryżu pod drzewem
Rano pojechalibyśmy do naszej Polski rowerem
ref
Hej, hej, nie wiem sam, czy się cieszyć mam,
czy nie wiem czy cie mam, czy mi cie odbierze czas
zapłacić rachunki, raty, prąd i gaz,
a ja na to chwytam cię za rękę, nie puszczam
2
Niby coś tam mówię, staram się, próbuję,
Jakieś plany snuję, życie porządkuję, ale
Prawdę mówiąc wolę zamieniać się w wilka
I z moją wilczycą po lesie grać w berka
Nie mam nic przeciwko baśniom Andersena
Nie przeszkadza mi też z Kamasutry scena
Moja miłość nie z tej Ziemi, nie masz się co bać
Polecimy na Marsa. Już tam są? Kurwa mać.
ref
Hej, hej…
3
Ale dzisiaj koniec z narzekaniem
Chodź, zrobimy sobie razem pranie
Upieczemy jagodowy placek
Kuchnia z tobą lepsza niż pałace
Gdyby nie ty byłbym narkomanem
Z książek przez nos wciągałbym utkane
Ze słów światy, z palca wyssane,
W twoich oczach się opamiętałem
ref
Hej, hej…
Onirka Eskapistyczna 2
1
Przyznam się, że wolałbym śnić
Czarnym kotem z twoich rysunków być
Łapać myszy w nocy, biesić się i drwić
Na twoich kolanach czułych z psich gróźb kpić
W innym scenariuszu byłbym groźnym muszkieterem
Złego kardynała przebiłbym rapierem
Później wyznałbym ci miłość w Paryżu pod drzewem
Rano pojechalibyśmy do naszej Polski rowerem
ref
Hej, hej, nie wiem sam, czy się cieszyć mam,
czy nie wiem czy cie mam, czy mi cie odbierze czas
zapłacić rachunki, raty, prąd i gaz,
a ja na to chwytam cię za rękę, nie puszczam
2
Niby coś tam mówię, staram się, próbuję,
Jakieś plany snuję, życie porządkuję, ale
Prawdę mówiąc wolę zamieniać się w wilka
I z moją wilczycą po lesie grać w berka
Nie mam nic przeciwko baśniom Andersena
Nie przeszkadza mi też z Kamasutry scena
Moja miłość nie z tej Ziemi, nie masz się co bać
Polecimy na Marsa. Już tam są? Kurwa mać.
ref
Hej, hej…
3
Ale dzisiaj koniec z narzekaniem
Chodź, zrobimy sobie razem pranie
Upieczemy jagodowy placek
Kuchnia z tobą lepsza niż pałace
Gdyby nie ty byłbym narkomanem
Z książek przez nos wciągałbym utkane
Ze słów światy, z palca wyssane,
W twoich oczach się opamiętałem
ref
Hej, hej…
Saturday, 15 December 2012
"Tajemnica" - Księżycowy terrorysta
Zapraszam do posłuchania nowego kawałka Księżycowego terrorysty. Tym razem zrobiłem "Tajemnicę", niektórzy z was może natknęli się tutaj na te piosenkę wcześniej, w wersji na ukulele. Tym razem gościnnie wystąpili : Nadia, Monia, Wiki, Kuba i Tania:) Muzycznie jest to dosyć luźna przeróbka utworu Raappana - Maasta maahan.
No i tradycyjnie już zapraszam na fan page na fejsbuku.
Tajemnica
ref:
Zdarza się, że głowę byś odwrócił,
głowie powiesz w rozmowie, że się boisz
chodźmy już panowie, mądrej głowie dość po słowie, ale
kto opowie, kto kłamstwo odrzuci
1
Włączyłem telewizor na chwilę, przysięgam
zwykle chronię serce, po pilota nie sięgam,
na jedynce podawali wiadomości
na ulicach zwłoki, krew zamiast miłości,
w Afryce brak żywności, w Ameryce gościnności
we Wrocławiu skin lewaka, lewak skina bez litości
przez chciwość do nicości, pogrążamy się w ciemności
długa droga do miłości, kiedy broń jest w gotowości
ref:
Zdarza się…
2
Siedzę raz w pociągu, w drodze na terapię
obok siedzi facet, chyba górnik, smacznie chrapie,
naprzeciwko trzy dziewczyny, lat może szesnaście,
każda w ręce ma iPoda, taka moda, ale szkoda,
no bo przecież dusza młoda, Bóg nas stworzył w swych ogrodach,
przecież życie to przygoda, a nie pusty wzrok w iPodach,
a ten górnik się obudził, popatrzył spod byka,
przecież praca uszlachetnia, skąd więc jego mina szpetna
ref.
Zdarza się…
3
Teraz kilka słów o Bogu, albo raczej o religii,
nie rozumiem całej dziwnej, głupiej tej rozterki,
jak Go zwał tak Go zwał, przecież Facet nie jest głupi
szczerze wołaj z serca, On na pewno cię usłyszy,
nie masz po co się więc pienić, że ktoś woła Go inaczej,
Kryszna, Jah, Mahomet, najważniejsze serce twoje,
zamiast głosić świętą jihad, palić czarownice,
popatrz w oczy brata twego, a zrozumiesz tajemnicę
ref.
Zdarza się…
No i tradycyjnie już zapraszam na fan page na fejsbuku.
Tajemnica
ref:
Zdarza się, że głowę byś odwrócił,
głowie powiesz w rozmowie, że się boisz
chodźmy już panowie, mądrej głowie dość po słowie, ale
kto opowie, kto kłamstwo odrzuci
1
Włączyłem telewizor na chwilę, przysięgam
zwykle chronię serce, po pilota nie sięgam,
na jedynce podawali wiadomości
na ulicach zwłoki, krew zamiast miłości,
w Afryce brak żywności, w Ameryce gościnności
we Wrocławiu skin lewaka, lewak skina bez litości
przez chciwość do nicości, pogrążamy się w ciemności
długa droga do miłości, kiedy broń jest w gotowości
ref:
Zdarza się…
2
Siedzę raz w pociągu, w drodze na terapię
obok siedzi facet, chyba górnik, smacznie chrapie,
naprzeciwko trzy dziewczyny, lat może szesnaście,
każda w ręce ma iPoda, taka moda, ale szkoda,
no bo przecież dusza młoda, Bóg nas stworzył w swych ogrodach,
przecież życie to przygoda, a nie pusty wzrok w iPodach,
a ten górnik się obudził, popatrzył spod byka,
przecież praca uszlachetnia, skąd więc jego mina szpetna
ref.
Zdarza się…
3
Teraz kilka słów o Bogu, albo raczej o religii,
nie rozumiem całej dziwnej, głupiej tej rozterki,
jak Go zwał tak Go zwał, przecież Facet nie jest głupi
szczerze wołaj z serca, On na pewno cię usłyszy,
nie masz po co się więc pienić, że ktoś woła Go inaczej,
Kryszna, Jah, Mahomet, najważniejsze serce twoje,
zamiast głosić świętą jihad, palić czarownice,
popatrz w oczy brata twego, a zrozumiesz tajemnicę
ref.
Zdarza się…
Tuesday, 11 December 2012
Afganistan - Księżycowy terrorysta
Hej
Na stronie Księżycowy terrorysta wrzuciłem nowy kawałek, "Afganistan". Już wcześniej go tutaj wrzucałem, na ukulele, ta wersja jest jednak bardziej studyjna (no, prawie;)
Pozdrowienia dla wszystkich włóczęgów życiowych (bo czy wszyscy nie jesteśmy trochę włóczęgami?)
1
Jaka w moich żyłach płynie krew, no jaka
Jaka w moich żyłach płynie krew, no jaka
Jaką kołysankę, jaką kołysankę
Zna zza muru wróg
Czyje moje serce, czyje moje ciało
Komu zawsze mało, kto chce władzę całą
Czy ci ludzie spali, czy ci ludzie spali,
Gdy spadł na nich gruz
Szukam zawsze domu, kiedy go odnajdę
Szukam zawsze domu, kiedy go odnajdę
Boję się o ciebie, boję się o ciebie,
Idzie ostry mróz
Jak brzmi słowo kocham, co czytasz wieczorem
Kiedy pada deszcz, czy idziesz z parasolem
Czy te dzieci spały, czy te dzieci spały
Gdy spadł na nie gruz
2
Afgańska jesień z latawcem, starzec na kabulskiej ławce,
Sklepikarka mąkę waży, jak się gra w Bujala Bazi
Ref:
Pozwólcie mi tam pójść i pobyć z nimi chwilę
Czy kogoś tam zastanę, gdy już opadnie mgła,
Pozwólcie mi tam pójść i napić się herbaty,
Czy tam gdzie były kraty, wyrośnie jeszcze kwiat
Pozwólcie mi iść
3
Cały świat odwrócił oczy, człowiek się już całkiem stoczył
Nikt nie zwraca już uwagi, wielkich nikt nie lubi droczyć
Co się z wami ludzie stało, jak długo to będzie trwało
A tym draniom ciągle mało, a tym draniom ciągle mało
Ref:
Pozwólcie mi tam pójść i pobyć z nimi chwilę
Czy kogoś tam zastanę, gdy już opadnie mgła,
Pozwólcie mi tam pójść i napić się herbaty,
Czy tam gdzie spadły bomby, wyrośnie jeszcze kwiat
Pozwólcie mi iść
Oj la la la laj lo laj lo…
Na stronie Księżycowy terrorysta wrzuciłem nowy kawałek, "Afganistan". Już wcześniej go tutaj wrzucałem, na ukulele, ta wersja jest jednak bardziej studyjna (no, prawie;)
Pozdrowienia dla wszystkich włóczęgów życiowych (bo czy wszyscy nie jesteśmy trochę włóczęgami?)
1
Jaka w moich żyłach płynie krew, no jaka
Jaka w moich żyłach płynie krew, no jaka
Jaką kołysankę, jaką kołysankę
Zna zza muru wróg
Czyje moje serce, czyje moje ciało
Komu zawsze mało, kto chce władzę całą
Czy ci ludzie spali, czy ci ludzie spali,
Gdy spadł na nich gruz
Szukam zawsze domu, kiedy go odnajdę
Szukam zawsze domu, kiedy go odnajdę
Boję się o ciebie, boję się o ciebie,
Idzie ostry mróz
Jak brzmi słowo kocham, co czytasz wieczorem
Kiedy pada deszcz, czy idziesz z parasolem
Czy te dzieci spały, czy te dzieci spały
Gdy spadł na nie gruz
2
Afgańska jesień z latawcem, starzec na kabulskiej ławce,
Sklepikarka mąkę waży, jak się gra w Bujala Bazi
Ref:
Pozwólcie mi tam pójść i pobyć z nimi chwilę
Czy kogoś tam zastanę, gdy już opadnie mgła,
Pozwólcie mi tam pójść i napić się herbaty,
Czy tam gdzie były kraty, wyrośnie jeszcze kwiat
Pozwólcie mi iść
3
Cały świat odwrócił oczy, człowiek się już całkiem stoczył
Nikt nie zwraca już uwagi, wielkich nikt nie lubi droczyć
Co się z wami ludzie stało, jak długo to będzie trwało
A tym draniom ciągle mało, a tym draniom ciągle mało
Ref:
Pozwólcie mi tam pójść i pobyć z nimi chwilę
Czy kogoś tam zastanę, gdy już opadnie mgła,
Pozwólcie mi tam pójść i napić się herbaty,
Czy tam gdzie spadły bomby, wyrośnie jeszcze kwiat
Pozwólcie mi iść
Oj la la la laj lo laj lo…
Wednesday, 5 December 2012
Księżycowy terrorysta
Hej
Zapraszam wszystkich do polubienia mojej muzycznej strony facebookowej. Od kilku miesięcy piszę swoje piosenki. Od początku znajomi zachęcają mnie, żeby wziął się za to na poważnie. Nie wiem, na ile poważnie chcę się za to wziąć, ale jednak zmobilizowałem się, żeby zrobić cały album. Na razie na stronie jest jeden kawałek promo, po Nowym Roku powinien być już cały album. Póki co posłuchajcie. Jeśli podoba wam się muza, czy przekaz, to udostępniajcie u siebie na fejsie, czy blogu, czy gdziekolwiek, dzięki:)
Księżycowy terrorysta facebook
Księżycowy terrorysta facebook
Jeśli ktoś nie ma facebooka, to niedługo będzie też strona internetowa, a póki co można posłuchać próbki tutaj. Salud!
Apokaliptyczny dowcip
(Michaiłowi Bakuninowi)
1
Dzisiaj miałem sen prześwietny
Wyśnił mi się świata kres
Pierdyknęło coś z kosmosu
Trzeba zwijać interes
Płoną miasta, płoną wsie
Ludzkość już na samym dnie
Apokaliptyczny dowcip
Ale nikt się nie śmieje
2
Z Wall Street płynie fala lawy
Nie pomogły im dolary
Nie najlepiej też w Londynie
Ile w dół tam poszedł funt
Czemu nie śpiewam o Polsce
Z polskiej ziemi jest mój ród
No bo tam gdzie była Polska
Zbyt się podniósł poziom wód
3
Wyobraźcie tylko sobie
Już nie będzie gnębił ZUS
Już nie będzie Guantanamo
W Izraelu runął mur
Trochę szkoda tylko zwierząt
Kotów, psów, antylop gnu,
Żubrów, słoni i delfinów,
Nawet muchów oraz kun
4
Szkoda mi też pizzy, wina,
Dziewczyn oraz KSU
Z drugiej strony gdy w niebycie
Wyśnię sobie to co chcę
Dobre książki, dobrzy ludzie,
Wolna miłość, wolny świat,
Z trzeciej strony po co znowu
Człowiek już swą szansę miał
5
Siedzę sobie na balkonie
Widok stąd przepiękny mam
Lecz najbardziej to się cieszę
Że się w TV skończył Klan
Koniec wreszcie z aferami
Nadszedł wreszcie wojen kres
Lecz najbardziej to się cieszę
PO z PiSem liż was pies
6
Przyszedł sąsiad, przyniósł wódkę
Mówi, że nie lubi sam
Mówi mi, że mówić Lesiu
Nie ma co se mówić pan
W tym momencie jeszcze jeden
Meteoryt z nieba spadł
Obudziłem się, a niech to,
Wcale się nie skończył świat
Subscribe to:
Posts (Atom)

