Jeśli ktoś rzucał fajki z desmoksanem, to wie o pewnym efekcie ubocznym, który ja osobiście uwielbiam - mocne, realistyczne sny. Dzisiejszy był... Wow:)
Inne światy niż ten
(sen)
Byłem częścią organizacji, która zajmowała się podróżowaniem między rzeczywistościami. Nazywaliśmy się Gildią Podróżników. Brzmi fajnie, ale w praktyce było tam sporo biurokracji, zasad, raportów. Wszystko musiało być zmapowane, opisane, skatalogowane. Trochę mnie to uwierało, bo dla mnie to nigdy nie było tylko o mapowaniu, chodziło mi o przygodę.
Miałem swoją uczennicę - Iwę. Choć „uczennica” to nie do końca dobre słowo. Bardziej przyjaciółka, tylko że na początku drogi. Po prostu ja byłem osobą, która zwerbowała ją do Gilidii. Też nie interesowały jej procedury, ale głębszy sens.
Któregoś dnia wpadła do mnie w środku nocy.
Drzwi otworzyły się z hukiem. Stała w progu, potargana, zdyszana, oczy szeroko otwarte.
- Co się stało? - zapytałem.
Rozejrzała się nerwowo, jakby ktoś mógł ją śledzić.
- Trafiłam na coś… - powiedziała cicho. - Na coś, czego nie powinnam była znaleźć.
- Na co?
Zawahała się chwilę, po czym spojrzała mi w oczy.
- Rzeczywistość Zero.
Zrobiło się cicho.
Każdy podróżnik znał legendę o rzeczywistości, która jest źródłem wszystkich pozostałych. Ale nikt nigdy jej nie znalazł. Historia ta była traktowana raczej jako baśń.
- Znalazłam mapę - dodała. - I ktoś mnie teraz ściga. Nie wiem kto. Może Gildia. Może ktoś ponad nią.
- Daj to - powiedziałem siląc się na spokój. - Musimy schować to w bezpiecznym miejscu. A później zastanowimy się co dalej - dodałem.
Wyciągnęła torbę.
-Zostań tutaj. Nie wychodź. Niedługo wrócę - powiedziałem i wybiegłem w noc.
Znałem miejsca, o których Gildia nie wiedziała. Chociaż mieliśmy obowiązek zmapować każdy odkryty świat, to nielegalnie zachowałem kilka w tajemnicy. Właśnie na takie okazje.
Jednym z nich był świat, do którego zawsze wracałem z przyjemnością. Coś na kształt średniowiecza. Miałem tam dwójkę przyjaciół, parę, niesamowitych ludzi. Głodnych wiedzy, podróżników, naukowców.
Kiedy się pojawiłem, przywitali mnie jak zawsze, ciepło, bez pytań.
- Potrzebuję pomocy - powiedziałem od razu. - To ważne.
Uśmiechnęli się z troską ale i z ekscytacją, wyczuwając przygodę.
- Czego potrzebujesz?
- Przechowajcie coś dla mnie.
Wtedy z torby wypadła mapa.
Oboje pochylili się nad nią.
- Co to za ziemie? - zapytał on, marszcząc brwi. - Nie znam żadnego z tych miejsc.
Zawahałem się...
- To nie są ziemie z tego świata - powiedziałem w końcu.
- Jak to?
- Są inne rzeczywistości. Można się między nimi poruszać.
Zapadła cisza. Ich oczy zaczęły błyszczeć.
- Ile ich jest?
- Czy każdy może się tam dostać?
- Czy są podobne do naszego świata?
Uśmiechnąłem się lekko.
- Kiedy wrócę, pokażę wam wszystko. Nauczę was.
Spojrzeli po sobie, jak dzieci, które właśnie usłyszały, że istnieje coś większego niż wszystko, co znali.
- Zostaw to u nas - powiedział on. - Będziemy tego pilnować jak skarbu.
Skinąłem głową.
- Wrócę po to. I po was.
Kiedy wróciłem do swojej rzeczywistości Iwy już nie było.