Saturday, 3 November 2012

Fantazje poterapeutyczne


















03.11.2012 
Sanatorium
pod Księżycowym Kraterem

     Drogi Pankracy

     Nie da się ukryć, że sztuka pisania listów dogorywa i raczej nie ma co oczekiwać jej odrodzenia. No ale mam to gdzieś. Brakuje mi zapachu papieru i odcisków od długopisa. Więc na złość będę pisał, a Twoim, mój drogi, psim obowiązkiem jest odpisywanie. Nie mów, że nie podnieca Cię myśl o wizytach listonosza, który miałby dla Ciebie nie tylko rachunki, broszury oraz książki z allegro, ale i żywy list. Dla mnie to by było coś.

     Długo się nie odzywałem, wiem. Mógłbym pewnie podać trochę rzeczy na usprawiedliwienie, ale ma to sens? Nie pisałem i już. 

     Ciekaw jestem, co u Ciebie. To znaczy coś tam mnie dobiegło. Że się rozwiodłeś (przykro mi, stary), że restauracja padła, że zaszyłeś się w Madrycie, pędząc życie wygnańca. Ale czy to wesołe życie uwolnionego wygnańca, czy też smutna wegetacja wygnańca-straceńca, tego już nie wiem. A chciałbym.

     U mnie było trochę cięższych lat. Nie będę podsumowywał wszystkiego, w końcu nasza ostatnia rozmowa telefoniczna trwała prawie godzinę. Kiedy to było? Dwa lata temu? Chyba jeszcze przed wyjazdem do Hrabstwa Miscatonic. 

     Właśnie skończyłem terapię dla nerwicowców. Już widzę, że się uśmiechasz z politowaniem, ale uwierz mi, wcale nie było mi do śmiechu. Ciężki czas. 

     Jak to się stało? W Miscatonic nie poszło. Wpadłem w długi, nie mogłem znaleźć pracy, mieszkania i co najważniejsze, przyjaciół. Bez ludzi usycham. To nie pierwszy raz ugrzązłem w bagnie, ale zwykle nie dawałem się złamać. Krok po kroku wychodziłem na prostą, bez większych blizn. Tym razem jednak rozsypałem się na kawałki. Wiesz, rzeczy, o których się czyta w Kierkegaardzie albo w żurnalach psychiatrycznych – ból istnienia, niepewność, niepokój, lęk egzystencjalny, strach przed szaleństwem, brak sensu, wszechświat widziany jako czarna, pusta przestrzeń, strach przed śmiercią, myśli samobójcze. To tak w skrócie, żeby cię nie męczyć, ha, ha. 

     Powiem szczerze, że przeraziłem się nie na żarty. Sam wiesz, że zawsze miałem skłonności do melancholii, zamartwiania się, widziałeś mnie w gorszych chwilach. Pamiętasz jak odwiedziłem Cię po wyprawie do Barcelony, gdzie o mały włos nie ukatrupiła mnie banda marokańskich rzeziemieszków? Tak, to był dół i utrata wiary w ludzi. Albo ten mój durny romans z Lucitą, kiedy z powodu tej sprytnej argentyńskiej księżniczki o mały włos nie posypało się moje małżeństwo? Był też niewypał z moją podróżą w czasie, kiedy ubzdurałem sobie, że anarchiści będą w stanie wygrać hiszpańską rewolucję z moją pomocą. Eh…

    Tak więc znasz moje upadki. Ten jednak był inny. Tamte historie rozgrywały się w jakimś kontekście, to ja byłem bohaterem przeżywającym przygody. Bolesne, to fakt, ale moje, barwne, mające smak. Natomiast ostatnie dwa lata były pozbawione kontekstu. Mój świat i ja rozsypaliśmy się na pstrokatą drobnicę, która zatraciła jakikolwiek sens. Wiesz, coś jak uświadomienie sobie, że na sto procent nie ma Boga. Albo odkrycie, że twoja ukochana żona jest agentką CIA, której jedynym zadaniem jest pisanie raportów na twój temat. Straciłem grunt pod nogami i zacząłem się miotać. Próbowałem samemu układać sobie ten sens. Próbowałem różnych rodzajów twórczości. Na przykład rysowanie. Widziałeś mój miscatoński blog? „Obcy w Hrabstwie Miscatonic”. Nie przeczę, dawało mi to przez chwilę frajdę. Nauczyłem się grać na ukulele. Dużo czytałem. Dąbrowski, spiritual emergency, Thomas Moore, Scott Peck, archetypy, mistycy, od poradników dla nerwicowców do traktatów o symbolach Tarota. Jak mały pyłek próbujący nadmuchać się do dawnych rozmiarów. I mimo wszystko pozostawałem pyłkiem. 

     Nie będę się rozwodził nad tym, jak myślałem o samobójstwie, bo uważam, że to głupie. Nie będę też pisał o romansach, nocnych bójkach, haszyszowych fajkach, skacowanych porankach, małżeńskich kłótniach, wywoływaniu opiekuńczych (głuchych) duchów. Znasz ten cały pakiet młodego Wertera (a wiesz, że w lutym uderzy mi już 37?! Już bliżej niż dalej). 

     No i jak wspominałem, w końcu wylądowałem na terapii. To był dobry ruch. Spotkanie się z grupą ludzi podobnie popieprzonych jak ja, pozwoliło mi nabrać dystansu do swojego stanu. Nie obyło się bez problemów, to fakt. Przede wszystkim oczekiwałem, że mądrzy ludzie z dyplomami lekarzy zaaplikują mi genialną metodę i moja dusza będzie uleczona. „Wstań Łazarzu, jesteś zdrów”. Jak się domyślasz, to nie zadziałało. Ale stało się coś innego. Nauczyłem się nie walczyć. Wbrew pozorom, to potwornie ciężka umiejętność, tak sobie przestać walczyć. To po pierwsze. Po drugie, nauczyłem się doceniać swój stan, uważać go nie za przekleństwo, lecz za błogosławieństwo. Dlaczego? Facet, ile ja odkryłem rzeczy o sobie. Wspomnienia, które wróciły, uczucia, które zagrzebałem, a teraz znów się odezwały. Nie mogłem uwierzyć, ile ja tam tego pochowałem, i mówię tutaj o cennych rzeczach. Kilkuletni rycerz Jedi, walczący z biedakiem opętanym przez demona alkoholu, i to jak świetlny miecz malca okazywał się spróchniałym kijkiem, a demon zawsze wygrywał (ta metafora mówi o pijaństwie w domu, nie wiem, czy dość jasna dla Ciebie, różnie u Ciebie z bystrością... Żartuję przecież!). Noce w lesie, z rozpuszczalnikiem, szukając przejścia do innych, lepszych światów. Prawdziwe miłości rozsypane po wioskowych chatkach. Sny o przyjaznych wampirach i dalekich rozwiązłych krewniaczkach.

     Uświadomiłem sobie, że chcę się zaprzyjaźnić ze swoją ciemnością, zamiast próbować rozproszyć ją za wszelką cenę. I to była dobra decyzja. Nerwy wyciszyły się, przestałem czuć się bezsilnym pyłkiem, zamiast tego poczułem się pełniejszy, zharmonizowany, silniejszy. Bo nie można być tylko ze światła, albo tylko z ciemności. Żeby być sobą, trzeba przyjąć wszystko, cały pakiet, który ułożył dla nas Najwyższy.

     Ha, ha, chyba zacząłem przesadzać z patosem, co? Zdarza mi się. Na terapii dowiedziałem się, że zbyt poważnie podchodzę do życia. Akurat tę cechę z chęcią bym złagodził, bo męczy mnie czasami.

     Co więcej? Może na razie starczy? Zaczekam na Twoją odpowiedź, jeśli oczywiście dasz się namówić na to zacofane epistolarne zboczenie. Ostrzegam, że na żadne emaile nie będę odpowiadał. Śmierdzi mi ten XXI wiek i nie zamierzam poddawać się mu bez walki. Zresztą powiedz sam – czyż nie będziesz się czuł lepiej opisując swoje madryckie przygody na zwykłej kartce papieru? Jakby wyglądałyby na ekranie komputera pojedynki na szpady z dumnymi Cyganami, schadzki w Retiro z czarnookimi Henriettami i Peppitami, ciemne interesy z arabskimi handlarzami ziół i wonności, przesiadywanie pod Puerta del Sol, pijąc Don Simona z kartonu, za sześćdziesiąt centów? Bo na ile Cię znam, to wierzę, że jesteś jednak wygnańcem przygodowym, a nie złamanym. 

     Trzymaj się, Pankraceńku, pozdrawiam Cię serdecznie i czekam na list.

     Zawsze Twój,
     Montresor Amontillado

Monday, 15 October 2012

Afganistan


Melodię zapożyczyłem od Manu Chao z piosenki "Carreteiro"


1
Jaka w moich żyłach płynie krew, no jaka
Jaka w moich żyłach płynie krew, no jaka

Jaką kołysankę, jaką kołysankę
Zna zza muru wróg

Czyje moje serce, czyje moje ciało
Komu zawsze mało, kto chce władzę całą

Czy ci ludzie spali, czy ci ludzie spali,
Gdy spadł na nich gruz

Szukam zawsze domu, kiedy go odnajdę
Szukam zawsze domu, kiedy go odnajdę

Boję się o ciebie, boję się o ciebie,
Idzie ostry mróz

Jak brzmi słowo kocham, co czytasz wieczorem
Kiedy pada deszcz, czy idziesz z parasolem

Czy te dzieci spały, czy te dzieci spały
Gdy spadł na nie gruz

2
Afgańska jesień z latawcem, starzec na kabulskiej ławce,
Sklepikarka mąkę waży, jak się gra w Bujala Bazi

Ref:
Pozwólcie mi tam pójść i pobyć z nimi chwilę
Czy kogoś tam zastanę, gdy już opadnie mgła,
Pozwólcie mi tam pójść i napić się herbaty,
Czy tam gdzie były kraty, wyrośnie jeszcze kwiat
Pozwólcie mi iść

3
Cały świat odwrócił oczy, człowiek się już całkiem stoczył
Nikt nie zwraca już uwagi, wielkich nikt nie lubi droczyć
Co się z wami ludzie stało, jak długo to będzie trwało
A tym draniom ciągle mało, a tym draniom ciągle mało

Ref:
Pozwólcie mi tam pójść i pobyć z nimi chwilę
Czy kogoś tam zastanę, gdy już opadnie mgła,
Pozwólcie mi tam pójść i napić się herbaty,
Czy tam gdzie spadły bomby, wyrośnie jeszcze kwiat
Pozwólcie mi iść

Oj la la la laj lo laj lo…

Thursday, 11 October 2012

Vlad - wampiryczny tren


Była już (anty)polityka, była też miłość, a dziś trochę kabaretu. Zresztą wampir to jest temat na topie obecnie...;) Uprzedzam, że cholernie długie mi to wyszło.















1.
Pochodził z Rumunii
Nazywał się Vlad
Przeleżał w mogile
Prawie siedemset lat

Lecz pewnej mrocznej nocy
Gdy znudził mu się grób
Otworzył brzydkie ślepia
I strząsnął z siebie bród

Ref:
Na na na
Historia ta obudzi dreszcze w was
Na na na
Nie zaśnie brzdąc, dorosły ani dziad

2.
Pierwszą ofiarę
Wypatrzył już po chwili
Na widok dziewczyny
Jak się nie zaślini

W księżycu zabłysły
Nagie Vlada kły
Nic tu nie pomogą
Najrzewniejsze łzy

Ref:
Na na na
Jeśli słabe serce masz, to odwróć twarz
Na na na
Postmodernistyczna, straszna, krwawa kaźń

3.
Na widok łysej czaszki
I szpetnej gęby Vlada
Buchnęło dziewczę śmiechem
I tak przez łzy powiada:

„Wnioskuję, żeś pan wampir
Ale starej daty
Dzisiaj dzieci nocy
Są jak dzieci kwiaty”

Ref:
Na na na
Litości nie zna Vlad
Na na na
Już wkrótce się przekona cały świat

4
Nie łatwo wampirem
W czasach hollywoodu być
Już lepiej dla Vlada
Było w grobie rzezie śnić

Lecz serce chociaż zimne
Odważnie w nim biło
Ppoza tym, co tu kryć
Strasznie chciało mu się pić

Ref:
Na na na
Za chwilę się poleje ciepła krew
Na na na
Wśród drzew w wampirze wzbiera zimny gniew

5
„Posłuchaj głupia kwoko
Nie obchodzi mnie
Zachowaj dla siebie
Głupie swe idee \

Nie potom wyszedł z grobu
Coby słuchać bzdur
Przygotuj się na śmierć
Zaraz wyssie cię wampir-gbur”

Ref:
Na na na
Dokąd zmierza historia dziwna ta
Na na na
Sam dobrze nie wiem… tra la la la la

6.
Na nieuprzejme słowa
I słów tych gniewny ton
Ściemniało żeńskie lico
Aż się wystraszył on

A kiedy z ust dziewczęcia
Wyszły kły wielkie dwa
To biedny Vlad oniemiał
I zgłupiał aż do cna

Ref:
Na na na
Czy wciąż końcówka krwawa czeka nas?
Na na na
I na co mu to było, biedny Vlad.

7.
Od nocy tej strasznej
Zaczęły się zmiany
Zamiast Vlada w baranicy
Jest Vlad ładnie ubrany

Na łysinie wyhodował
Modne, gęste loki,
Nocą, miast polować,
Pija marchewkowe soki

Lecz kiedy piękna żona
Tuż obok w trumnie śpi
Wspomina wampir biedny
Kawalerski zapach krwi…
Tssss…..

Ref:
Na na na
Wampir też człowiek - do kobiety lgnie
Na na na
To już jest koniec, jasny wstaje dzień



Sunday, 7 October 2012

Onirka Eskapistyczna 2


Tym razem piosenka miłosna, dedykowana mojej Tani. Wciągnęło mnie to pisanie, pozwala fajnie spędzić weekend i nie czuć się, że zmarnowałem czas, albo że nic nie jestem wart (co czuję większość czasu). Pozdrowienia dla wiernych czytaczy\słuchaczy.


1
Przyznam się, że wolałbym śnić
Czarnym kotem z twoich rysunków być
Łapać myszy w nocy, biesić się i drwić
Na twoich kolanach czułych z psich gróźb kpić

W innym scenariuszu byłbym groźnym muszkieterem
Złego kardynała przebiłbym rapierem
Później wyznałbym ci miłość w Paryżu pod drzewem
Rano pojechalibyśmy do naszej Polski rowerem

ref
Hej, hej, nie wiem sam, czy się cieszyć mam,
czy nie wiem czy cie mam, czy mi cie odbierze czas
zapłacić rachunki, raty, prąd i gaz,
a ja na to chwytam cię za rękę, nie puszczam

2
Niby coś tam mówię, staram się, próbuję,
Jakieś plany snuję, życie porządkuję, ale
Prawdę mówiąc wolę zamieniać się w wilka
I z moją wilczycą po lesie grać w berka

Nie mam nic przeciwko baśniom Andersena
Nie przeszkadza mi też z Kamasutry scena
Moja miłość nie z tej Ziemi, nie masz się co bać
Polecimy na Marsa. Już tam są? Kurwa mać.

ref
Hej, hej…

3
Ale dzisiaj koniec z narzekaniem
Chodź, zrobimy sobie razem pranie
Upieczemy jagodowy placek
Kuchnia z tobą lepsza niż pałace

Gdyby nie ty byłbym narkomanem
Z książek przez nos wciągałbym utkane
Ze słów światy, z palca wyssane,
W twoich oczach się opamiętałem

ref
Hej, hej…

Tuesday, 2 October 2012

Anarchia

Takie małe manifesto (anty)polityczne. Wartości artystycznych to bardzo nie ma, ale naszło mnie po lekturze Tołstoja.


Ref:
Mówią, taki czas
To ciemność siedzi w nas
I oni po to są, byśmy nie dotknęli dna
I po to dają prawa nam
I muszą strzec
Byśmy nie zabili się

1.
Nie wierzę temu nie
Bo wcale nie jest źle
Tam gdzie życie własnym torem toczy się
No powiedz przecież sam
Czy kary boisz się
Czy dobrym wolisz być
Bo ze złem się czujesz źle

Popatrz wreszcie dookoła, czy zobaczyć to zdołasz,
Mądrzy ludzie w garniturach, w telewizji puste słowa,
Na ulicy tłum sam nie wie po co
Ktoś się karmi jego krwią

Ref:
Mówią, taki czas…

2.
Ty wierzysz nadal im
Gdy mówią: „podnieś broń,
Ojczyzna potrzebuje twojej krwi”
Kryzys, kryzys, kryzys to nie my,
Kryzys to zrobiliście wy.

Więc bracie mój, z tej czy tamtej strony
Nie trony, nie salony, ani banków szpony,
Lecz tylko plon zielony,  nie daj ogłupić się, ogłupić się
I praca twoich dłoni, nie daj ogłupić się, ogłupić się

Mówią – ekonomia to jest temat nie dla wszystkich
Milionerzy z Wall Street nie są w ciemię bici
A nad tobą niewidzialny bat
Taka twoja dola psia

To nie nowość jest, tak od tysięcy lat,
Nadszedł czas by brat bratu ofiarował kwiat
Wtedy cały świat, w niewoli od wielu lat
Każdy będzie wiedział kto przyjaciel a kto kat

Powiedz nie ołowianej kuli
Powiedz nie patriotycznej czci
Moją ojczyzną moja rodzina
Powiedz nie finansjery drwinie

Powiedz nie ołowianej kuli
Powiedz nie patriotycznej czci
Moją ojczyzną cała Ziemia
Powiedz nie finansjery drwinie


Ref:
Mówią, taki czas…

Monday, 1 October 2012

Przekłady z angielskiego

Jak w temacie.
Kończą się nam oszczędności, a przed końcem terapii nie będę rozglądał się za pracą, tak że szukam coś dorywczego w międzyczasie.
Macie coś do przełożenia z angielskiego (na studia, do pracy, itp.), albo znacie kogoś, albo macie jakiś pomysł, gdzie mógłbym użyć znajomość języka, to dajcie znać.
kalpatarudasa@gmail.com
Dzięki!
Marcin

Sunday, 23 September 2012

Mądre i głupie



1
Słowa mądre słowa głupie
Martwa mucha w zimnej zupie
Kropla czaju z samowara
Zapatrzona w siebie para

Chciałbyś sensu się dopatrzeć,
Przebrnąć przez metafor sie-eć
Ale widok czyjejś gęby
Sprawia, że się nie chce chcieć

ref
Laj, laj, laj, sie opamiętaj
Daj, daj, daj, wszystkiego nie zjedz sam
Naj, naj, naj, chłopcy dwaj
Jeden to dobry ja, a drugi – moje drugie ja

2
Szukasz w sercu potwierdzenia
Swej ważności docenienia
Ktoś ci mówi pył i marność
A ktoś: bierz, bo nigdy zadość

Pytasz – czy sens w szlachetności
W pokonaniu sła-abości
No a może w bezczynności
Bądź też w ciała żądz radości

ref
Laj, laj, laj, chłopie graj
Posprzątaj, nikt nie pozbiera szkła
Zawracaj, coś zostawiłeś tutaj
Jeden to dobry ja, a drugi – moje drugie ja

3
Szedłem raz ulicą w mieście
Dookoła ludzi z dwieście
Ale smutno w sercu było
Bo każdemu się spieszyło

Za to problem inny na wsi
Jakby sobie wszyscy poszli
Tylko w barze garstka gości
Spija nektar śmiertelności

ref
Laj, laj, laj, posłuchaj
To ktoś cię woła z dala i odejść nie pozwala
Naj, naj, naj, chłopcy dwaj
Jeden to dobry ja, a drugi – moje drugie ja

Tuesday, 18 September 2012



W tej piosence

1.
W tej piosence o dziewczynie
Burza loków, lat dwadzieścia, smutnych oczu gwiazdy dwie
Dość wcześnie swą miłość znalazła,
Ona jego, on ją, uczuciem czystym lśnią,
Po pół roku pierwszy raz uderzył ją,
Otarła nos, nie powiedziała nic,
Później więcej złych słów i więcej krwi,
Choć miłość nie zgasła, w końcu zamknęła drzwi,
I być może jakoś by to szło, nie stało by się nic,
Każdy swoją drogą poszedłby, otworzył nowe drzwi,
Ale on zrobił duży błąd, z dziesiątego piętra na suchy ląd,
Teraz ona siedzi sama wieczorami
I się rani wspomnieniami, żyletkami
La, la, la, la, laj laj, laj, laj, laj

Ref:
Co prawdą jest, a co nie
Zanim zbawisz świat
Ratuj siebie, wyjrzyj zza swych krat

Gdy idzie źle
Pamiętaj że
W twoim sercu ogień życia wre

Na samym dnie
W gęstej mgle
Dostaniesz odpowiedź, nie martw się

A twoje dni
W których głośno klniesz
Rozluźnij pięści, ktoś się zbliżyć chce.

2.

W tej piosence o chłopaku
Mówię wam, dobrze go znam,
Gdy dzieckiem był
W swej małej głowie wiele krwawych bitew stoczył
To nie tylko o to chodzi, że go ojciec pasem bił,
Lecz o to, że ten chłopiec w sercu miłość do ojca krył
Po całych wiekach na odwagę zebrał się
Powiedział o tej nienawiści, co go żre
I tego właśnie dnia, tak sprawił dziwny los
Nie wytrzymało serce ojca, to był cios,
Od tego dnia, każdego dnia, długiego dnia,
Ten chłopak łka, a jego dusza pełna rozbitego szkła
Lecz w nocy w ciepłych snach odwiedza go przyjazny duch
I mówi: „synu, kocham cię, prawdziwy z ciebie zuch”
La, la, la…

Ref.
Co prawdą jest a co nie…

3.
W tej piosence niczym w lustrze możesz przejrzeć się
Nieraz zaplątałeś się w te ulice
Podnosisz rękawicę, chociaż wcale nie chcesz
A przecież pokój to jest wszystko, czego pragniesz
Więc nie bój się, choć dzisiaj źle,
Jutro dobrze będzie, musisz mocno tylko chcieć,
I jeszcze jedna rzecz, samotnością nie dręcz się,
Prawda taka jest, że moim bratem, moją siostrą
Jesteś

Ref.
Co prawdą jest a co nie…

Friday, 31 August 2012

Tajemnica - piosenka

     Hej znajomi
     Ostatnio nic się nie odzywam, wiem, ale jakoś tak jest z tą terapią (skończyłem właśnie drugi tydzień), trochę też pisałem na moim nowym angielskim blogu, no i jakoś tak nie znajdywałem drogi do Garści Drobnych. Wczoraj napisałem piosenkę, chciałem się z wami podzielić. Pozdro.
    Marcin
    PS. Kiepsko u mnie z wymyślaniem melodii "pożyczyłem" więc muzykę w dużej części od zespołu Raappana z utworu Maasta maahan (polecam zespół, świetne fińskie reggae.)



Tajemnica 


ref:
Zdarza się, że głowę byś odwrócił,
głowie powiesz w rozmowie, że się boisz
chodźmy już panowie, mądrej głowie dość po słowie, ale
kto opowie, kto kłamstwo odrzuci

1
Włączyłem telewizor na chwilę, przysięgam
zwykle chronię serce, po pilota nie sięgam,
na jedynce podawali wiadomości
na ulicach zwłoki, krew zamiast miłości,
w Afryce brak żywności, w Ameryce gościnności
we Wrocławiu skin lewaka, lewak skina bez litości
przez chciwość do nicości, pogrążamy się w ciemności
długa droga do miłości, kiedy broń jest w gotowości

ref:
Zdarza się…

2
Siedzę raz w pociągu, w drodze na terapię
obok siedzi facet, chyba górnik, smacznie chrapie,
naprzeciwko trzy dziewczyny, lat może szesnaście,
każda w ręce ma iPoda, taka moda, ale szkoda,
no bo przecież dusza młoda, Bóg nas stworzył w swych ogrodach,
przecież życie to przygoda, a nie pusty wzrok w iPodach,
a ten górnik się obudził, popatrzył spod byka,
przecież praca uszlachetnia, skąd więc jego mina szpetna

ref.
Zdarza się…

3
Teraz kilka słów o Bogu, albo raczej o religii,
nie rozumiem całej dziwnej, głupiej tej rozterki,
jak Go zwał tak Go zwał, przecież Facet nie jest głupi
szczerze wołaj z serca, On na pewno cię usłyszy,
nie masz po co się więc pienić, że ktoś woła Go inaczej,
Kryszna, Jah, Mahomet, najważniejsze serce twoje,
zamiast głosić świętą jihad, palić czarownice,
popatrz w oczy brata twego, a zrozumiesz tajemnicę

ref.
Zdarza się…


Wednesday, 1 August 2012

Are you a friend?


















„Are you a friend?”
she wrote on the piece of newspaper
I’ve wrapped my sandwich with.
“Of course I am”
I almost said.
But instead I handed her a slice of bread.
She tore off a piece and started to chew
in this cute, annoying way I like
or don’t like,
depending on the moment.

And then we went downtown.

As usually
we showed each other
the flowery balconies
in the old town.
“It would be so cool to live here”
“Yeah, cool, but it must be so expensive”
“Lucky bastards”
Little rituals,
yes, we have those.

Then we kissed
friendly kiss,
just with the lips,
no tongues.
We’ve created a very closed circle of friends.
Just two of us
in that weird unfriendly town.

If anyone asks,
we didn’t
go to
bed.