Tuesday, 28 October 2014

Bzdurka i Kłopotek - Magiczna sztuczka

















   Nowa seria, liryczno-abstrakcyjno-przygodowa-filozoficzna. Trzeba kliknąć w komiks, żeby był większy. To miał być nasz wspólny projekt z Tanią (Bzdurka i Kłopotek), ale inaczej się potoczyło. Nie chce mi się w sumie pisać o niczym.
   Dobrej nocy.

Sunday, 19 October 2014

Smutna piosenka



Rano, ale ciągle ciemno.
"Find a place where there's joy, 
and the joy will burn out the pain."
powiedział Joseph Campbell
i tak właśnie planuję.
Słychać zza okna deszcz i wiatr,
już za chwilę będzie widać mokro szary świat.
Śniłem dziś sen o starej miłości,
przykleiło się wspomnienie spokojności,
normalności, cichej słodyczy, bezpieczności.
Z deszczem przyszedł więc smutek.
Ile wszystkiego może pomieścić serce?
Czasem myślę, że jest tak pełne,
że bardzo niedługo pęknie
i rozleją się te wszystkie uczucia po Wszechświecie.
Przyjdzie spokój.




 

Wednesday, 15 October 2014

Parę myśli przed i po północy

   Zaraz północ, powinienem już spać, jutro przecież do pracy, ale nie chcę jeszcze kończyć dnia. Parę słów napiszę. Karel Kryl śpiewa o Salome, ciepło i czysto mi pod nową kołdrą. Skończyłem odcinek serialu, w którym kapitan Jean Luc Picard przeżył pięknie całe życie na planecie, która umarła tysiąc lat wcześniej. Miał żonę, dzieci, poświęcił się dla swojej społeczności i nauczył się grać na flecie. A później obudził się na Enterprise. Dobry odcinek.
   Życie jakoś szybciej biegnie. Czasami nawet czuję, że ucieka. Niedługo czterdziestka. Dziwnie tak myśleć o sobie, że jest się człowiekiem w średnim wieku. Ale w sumie tak nie myślę. Czuję się młodszy o dziesięć lat, może więcej. Nie w tym rzecz jednak. Często pojawiają się myśli o przemijaniu. Czasami czuję, że chcę chwytać życie i czerpać z niego, ile się jeszcze da, dorzucać do tego wewnętrznego ognia, żeby ciągle był mocny i silny. Uczę się nowych języków, instrumentów, rysowania, rzucam się na nową miłość. Nie chcę się zatrzymać.
   Zakończyło się piękne małżeństwo, któremu bardzo niewiele brakowało do doskonałości. Zresztą doskonałość jest przereklamowana. Piękne były nawet te niedoskonałości. Ale skończyło się coś, choć w nagrodę pozostała głęboka przyjaźń. No i nie muszę się już martwić, że miłość do Tani się strywializuje, rozpłynie. Teraz będę miał ją już zawsze, we wspomnieniach, w sercu, tak świeżą i doskonałą, jak piętnaście lat temu, kiedy zakochałem się w tej pięknej, mądrej dziewczynie, z którą przeszedłem później kawał drogi i przeżyłem całą bibliotekę najcudniejszych przygód.
   A teraz nowa opowieść. Zanurzam się w niej z chciwością, spragniony i trochę gorączkowo, żeby jeszcze przeżyć młodość, namiętność, miłość, zanim wiek dorosły przejdzie niezauważalnie w starość.
   Nie chcę, żeby mi przeszłość ciążyła, ale też nie chcę jej odrzucić. Myślę, że udaje mi się to jakoś, próbuję.
   No więc Petia, dziwna dziewczyna, tak inna ode mnie, od Tani. Nie wiem, czy to wyjdzie, ale nie spędza mi to snu z powiek. Chyba wreszcie dochodzi do mnie, że nic nie ma na stałe, trzeba każdy dzień, nasze "teraz", przeżywać i cieszyć się nim, ile się da, kochać, próbować być odważnym, dobrym (na tyle, ile możemy), nie zawieszać się na przeszłości, ani nie martwić o przyszłość.
   Smutno mi, że życie takie krótkie, boję się tego, co będzie później, nienawidzę myśli, że będę musiał zostawić ludzi, których kocham, wyobrażam sobie, jak będę zazdrościł tym, co zostają, żeby cieszyć się miłością, przyjaźnią, dobrym seksem z fajną, miłą dziewczyną, itd, itd. Ale też wdzięczny jestem za wszystko. Za ludzi, których spotkałem, miłość, której dostałem naprawdę dużo, za to, że szedłem pod prąd, że choć się bałem to jednak rzucałem się odważnie w przygody, podróże, związki, głodny autentyczności, pełni i jakiegoś zrozumienia całości. Kurna, naprawdę nieźle to wszystko poszło. Nie zamieniłbym się z nikim.
   Haha, brzmi to jak jakieś rozliczenie. Czasami dopada mnie taki rozliczeniowy nastrój. Ale prawda jest taka, że jestem podekscytowany tym, co teraz się dzieje. Cieszy mnie, że niedługo, już w niedzielę, przytulę moją małą přítelkyně, że będziemy dobrze jeść, pić wino, kochać się, chodzić na spacery, że znajdziemy jej pracę. Cieszę się, że pojadę na święta do Polski (choć kasy nie ma, ale Bóg może pomoże), że pogadamy sobie tam z Tanią, że posiedzimy przy kominku z całą rodziną, przy swojskich trunkach i domowym jedzeniu, ze starymi psami drzemiącymi i pierdzącymi w kącie. Cieszy mnie, że końcu spłacę długi, a później odłożę trochę pieniędzy i będziemy mogli zjeść coś dobrego w restauracji, albo polecieć do Hiszpanii i powłóczyć się po starych uliczkach jakiegoś andaluzyjskiego miasta...
   A na koniec nostalgicznie Nohavica:)

Monday, 13 October 2014

Bezsenność

   Bezsenna noc. Łzy, żal, smutek, zagubienie. Pragnienie, żeby już skończyło się wszystko i żeby została tylko cisza..

























Sunday, 12 October 2014

Hordy Aniołów - Księżycowy Terrorysta

Kawałek napisałem po wyjeździe Tani. Jakoś nie udało mi się go skończyć, to wersja surowa, ale straciłem entuzjazm, tak że wrzucam go, jak jest.

 

1
Przyzwyczaiłem się i nawet kiedy śpię
trzymam cię za rękę i prowadzę przez mgłę w moim śnie.

Patrzę na drzwi i nic, ktoś zrobił mi herbatę,
myślę o tych czasach kiedy byłaś moim światem, a ja byłem twoim światem.

Mówią, że czas leczy rany, zamieć łzy pod dywany.
Trudno się nie zgodzić, jednak życie to nie budzik nakręcany.

Nawet pierogów smak, już wcale nie jest ten sam,
W takim dziwnym świecie dziwię się i nie rozumiem, ale trwam

ref:
Wynieście swoich zmarłych,
Rzućcie na stos stare listy,
Niech hordy aniołów jak sępy opadną,
Niech z niebios spadnie deszcz ognisty.

Zabijce proroka, co z góry ostrzegał,
Wygnajcie przyjaciół, co współczuciem gnębią
Nie ten jest lekarzem, co wie, co dolega,
Ten kto jest sobą, nie może być mną

2
Widocznie tak już jest, nic nie jest tu na stałe,
choć buntuję się i wołam w mojej sprawie, moje krzyki niesłyszalne

Niejedną parę butów, zdarliśmy w drodze wspólnie
Ciebie nie ma, droga ciągle jest, a na niej twoich stóp zatarty ślad

Chciałem poetą być, na stronach życia nektar pić,
Życie daje mi materiał, skrzydła, trwogę, drżenie, to wszystko pic

Tak już z miłością jest, szepnął do ucha Bóg
Kiedy jest, myślisz, że wiecznie, kiedy poszła, jakby nigdy jej nie było

ref:
Wynieście swoich zmarłych,
Rzućcie na stos stare listy,
Niech hordy aniołów jak sępy opadną,
Niech z niebios spadnie deszcz ognisty.

Głupcy, żebracy, święci i dziwki,
Dzieci i mędrcy, mordercy, psubraty,
Klękam przed wami w pokorze i dumie,
Myślę, że teraz lepiej rozumiem

Saturday, 11 October 2014

Ucieczka z tonącego okrętu oraz kilka zdjęć

   Ufff, jestem zmęczony. Dziś miałem przeprowadzkę. W ogóle z tym, to była niezła sprawa. Byłem już spakowany, rower odprowadziłem do warsztatu, bo złapałem kilka dni temu gumę i czekam na Andy'ego z samochodem, rysuję w dzienniku, gdy nagle słyszę panikę na korytarzu. Krzyki, bieganie, poddenerwowane głosy. Wyjrzałem na korytarz i pytam Basi, co jest grane. Okazało się, że zjawiła się właścicielka budynku z prawnikiem i kazała wszystkim iść w diabły. Nie pomogło pokazanie listu z sądu, który zapowiadał eksmisję na wtorek. kobieta miała inny list. Nie miałem czasu zobaczyć, jak rozwinie się sytuacja, bo zjawił się Andy. Zapakowałem walizki do samochodu i ruszyliśmy do nowego mieszkania. Nie miałem nawet okazji się pożegnać z resztą ludzi.
   Później rozpakowywanie się w nowym mieszkaniu, pogawędka z Mariuszem i Sylwią, piwo, później spacer na Lewisham po kołdry i poduszki, pranie, no i teraz leżę już w łóżku i powoli składam się do spania.
   Nowy obrazek wrzucę może jutro.

Wednesday, 8 October 2014

Homesick

   Już po pracy. prysznic, szklanka cydru, dobry tytoń, Nohavica i pusty dom (marzenie). Tęskno mi za domem. Ponad rok już siedzę w Londynie, bez żadnej przerwy, trochę klaustrofobicznie się czuję. Tęsknię za górami, za moją chatką w górach, rzeką, ogródkiem. Dużo się wydarzyło tego roku, czuję głęboko w środku, że czas by było odpocząć, zostawić zmagania na jakiś czas, posiedzieć przy kominku, napić się swojskiego wina, poleżeć w wannie, zapalić ognisko z rodziną, z kuzynami, pograć muzykę, pomodlić się wieczorem, patrząc na zaśnieżoną Łysicę, obejrzeć Masterszefa, odśnieżyć ścieżkę do drogi, narąbać drewna. Pograć w karty z Łukaszem o kasę, pokazać Kubie jakiś chwyt na ukulele, nakarmić psy, popuszczać kaczki na rzece, podroczyć się z Nadią i Wiki, spić się z Tomem i wspominać punkowe czasy, poczytać stare listy i dzienniki, zjeść pierogów, pomantrować przed starym, znajomym ołtarzykiem, pójść do schroniska, poczytać stare numery Fantastyki, posłuchać starych wiązanek na kasetach. Rzygam Londynem:)

 

Sunday, 5 October 2014

Wieczór, harmonia, Nohavica

   O wiele lepiej dzisiaj, wczorajsze doły odeszły. Rano pojechałem spotkać się z landlady, podpisać kontrakt, później z Greenwich na rowerze do miasta. Trochę męczył smutek, pomimo słońca, złotej jesieni, lśniącej Tamizy i roweru. Wpadłem do świątyni na chwilę, pomodlić się przed Kryszną, o opiekę i bliskość. Miałem zostać na uczcie, ale byłem lekko ubrany, a temperatura spadała z minuty na minutę, w końcu to już październik, więc dałem sobie spokój.
   W domu udało mi się złapać jakiś zabłąkany sygnał internetowy. Pogadaliśmy na skypie z Petią. Kupiła dzisiaj bilet, przyjeżdża autobusem w niedzielę za dwa tygodnie. Szybko zleci. Mama zafarbowała jej brwi na czarno. Miał być brązowy, wyszedł czarny, wstydzi się bidulka, mówi, że będzie dzisiaj szorować, żeby choć trochę zjaśniało.
   Teraz siedzę w living roomie. Obok Jake, japoński włóczęga skłotowy, bez przedniego zęba dojada czyjeś resztki z obiadu, Raki z Mayą siedzą u siebie, tripując na grzybach, Basia gdzieś zniknęła z psem. Zaraz idę do łóżka, obejrzeć z dwa, trzy odcinki Star Treka i jutro znów do pracy. Fajny wieczór, harmonijny.

Saturday, 4 October 2014

Vila Amalka i garść drobnych (dołów)

 





















Eh, dawno nie byłem tak daleko od magii. Świat się skurczył, zwinął jak stary dywan, ktoś by go mógł rozwinąć i wytrzepać, ale kto taki zawinięty, długi, ciężki rozwinie? Chyba jakiś siłacz, a siłaczy nie znam. Siedzę w pokoju, na materacu, zęby trochę bolą, ale nie jeden, porządnie, ale wszystkie, po trochu. Leci jakaś romantyczna mieszanka, miks od Ewy. Była Iza, spaliliśmy coś, napiliśmy się cydru, później poszła w jesienną noc, na stację Honoru Dębowego, a ja zostałem ze smutkami. Tęsknota za Tanią, zalew wspomnień. Ale skończyłem obrazek Vila Amalki latającej, poćwiczyłem na nim nową technikę (odwracanie kolorów), ćwiczyłem też skale, a teraz już chyba nic nie zostało. Tylko serial, żeby jakoś uwagę odwrócić. Jutro podpisuję kontrakt na pokój, ale jakoś zszedł mi entuzjazm. Wszystko wydaje się jakimś dziwnym snem, z obcymi ludźmi, którzy zachowują się, jakby cię znali. Albo jak w książkach braci Strugackich, kiedy główny bohater przypadkiem trafia w środek jakiejś akcji, intrygi, biurokratycznej wojny, i nie widząc w ogóle, o co chodzi, musi sobie jakoś poradzić. Ale, że to nie jego świat, czuje smutek, próbuje się uwolnić. Strugaccy... Dawno nie czytałem. Może zrobić sobie powtórkę? Piknik na skraju drogi, Ślimak na zboczu, Mój przyjaciel z piekła. To była dobra literatura.
   Tak się więc czuję. Jakbym nagle wpadł do dziwnego, podziemnego świata, gdzie nie należę.
   Chciałbym po prostu, żeby wszystko było jak dawniej.

***

  Porysowałem, pokombinowałem na photoshopie i zrobilo mi się lepiej. Potrzebowałem prostej, angażującej, ale nie męczącej czynności. Zrobiło sie dosyć spokojnie, wyciszenie. Powoli mnie ścina, ostatniej nocy spałem jakieś trzy godziny. Dobrej nocy.


Friday, 3 October 2014

Przegląd tygodnia

 



















 Wreszcie weekend. Ciągnął się ten tydzień niemiłosiernie. Nerwów też trochę za dużo. Głównie chodzi o szukanie mieszkania, męczące. No i brak internetu. Trochę za dużo zioła paliłem w tym tygodniu. Wczoraj wieczorem zdałem sobie sprawę, że dobrze zrobić sobie przerwę. Za dużo wtedy myślę, martwię się, przeżywam stare i nowe traumy. Przy tym całym zamieszaniu życiowym, powinienem raczej budować sobie jakieś małe schronienie, przysłowiową „budkę”, a nie jeszcze podkręcać hałas.
   Na fejsie czatowaliśmy z Tanią, opowiadała o Indiach. Bardzo za nią tęsknię.
   Wczoraj z paroma ludźmi wyskoczyliśmy po pracy do pubu. Olga, Fernanda, James i Lukas (młody chłopak, który, jak się okazało, gra na trąbce w Zion Train!), no i ja. Posiedzieliśmy z dwie godziny, pośmialiśmy się, poobgadywali tych, co nie lubimy:) Fajna paczka.
   Dziś po pracy wyskoczyłem do kawiarni podłączyć się do wifi i pooglądać ogłoszenia. Pogadaliśmy chwilę z Petią. Trochę się stresuję, bo dziś wychodzi z koleżanką na jakąś imprezę. Odezwał się wewnętrzny maczo, zazdrość i kontrola, ale przydusiłem i starałem się jak najszczerzej życzyć jej dobrej zabawy.
   Później oglądałem pokój niedaleko (Lewisham). Nawet spoko, dosyć tanio (530 na miesiąc, wszystko wliczone), mieszka tam tylko para Polaków. Jutro oglądam jeszcze jeden na Nunhead. Muszę się przyłożyć, jeszcze tylko tydzień mi został.
   Teraz wczesny wieczór. Choć to piątek, nic nie planuję. Nie chce mi się. Obejrzę parę odcinków Star Treka, może coś poczytam do poduszki, posłucham muzyki.
   Obrazek z przedwczoraj. To właśnie to palenie i rozmyślanie o wszystkim. Za dużo:)