Kopiec Kraka, wiosna i tramwaje
05.03.2013 Kraków
W Krakowie wreszcie wiosna, słońce bez trudu przebija się przez smog. Zamiast skupić się na szukaniu pracy, postanowiliśmy z Tanią poszwendać się po ciekawych miejscach, oddać się naszej ulubionej czynności – bezcelowemu łażeniu (eh, żeby tak była praca z takim stanowiskiem!).
Chciałem Tani pokazać Podgórze. Wczoraj odwiedziłem chłopaków z Federacji Anarchistycznej, wzięliśmy psa na spacer i pokazali mi park w kamieniołomie, Kopiec Kraka i Krakusa – bar mleczny, gdzie można się wegetariańsko najeść już za pięć zeta! Dziś powtórzyłem tur, tyle że z nią.
Najpierw autobusem wydostaliśmy się z Olszy, podjechaliśmy pod Galerię Krakowską, stamtąd już na nogach do Rynku, później Grodzką (będę się starał o pozwolenie na granie muzy na Grodzkiej, podoba mi się najbardziej), a stamtąd tramwajem na Podgórze. Tani się bardzo spodobało. Pochodzi z małego, typowego miasteczka na Pomorzu i skojarzyło się jej tutaj – ryneczek, kościół, niskie, obłupane kamieniczki, trochę komuną czuć w powietrzu. Stwierdziliśmy, że kiedy będziemy szukać mieszkania, to najpierw spróbujemy tutaj.
Do parku w kamieniołomie trafiłem, ale trochę pomieszały mi się kierunki na Kopiec Kraka. W końcu spytałem przechodnia, pokierował nas odpowiednio. Po drodze dużo sikaliśmy pod drzewami, a to przez nowy produkt na rynku – pięciolitrowy karton prawdziwego soku jabłkowego za szesnaście złotych, ciężko się oprzeć, żłopiemy bez umiaru. Tania oczywiście pozazdrościła mi łatwości i dyskretności męskiego sposobu pozbywania się uryny, no ale co jej na to poradzę?
Kopiec Kraka zafascynował mnie. Przede wszystkim wiekiem i tajemniczością pochodzenia. Ma jakieś 2000 lat, a co do budowniczych, to nie do końca wiadomo. Podobno mogli to być nawet Celtowie. Przez środek idzie drewniany słup, od którego odchodzę drewniane przęsła i to tworzy szkielet kopca (wierzę na słowo Piotrkowi z FA). Kiedy się stoi na szczycie i patrzy na panoramę Krakowa, człowiek uświadamia sobie ile oni musieli włożyć w to pracy. I co ich popychało do takiego wysiłku? Religijne uniesienie? Miłość? Strach?
Dochodziło już południe, wymantrowaliśmy więc Gayatri (mantra, którą otrzymaliśmy od naszego guru maharaja), patrząc na miasto. Zjadłem pajdę z humusem i ogórkiem kiszonym, no i zeszliśmy. Przez most na Starowiślną, do Plant, stamtąd tramwajem pod Galerię. Tania skoczyła po przecenione truskawki, a ja kompletnie wykończony padłem na ławkę i obserwowałem ludzi (na pół drzemiąc). Autobus do Olszy, surówka owocowa, i tyle.
Prezentacja buta
Pod Kościołem św. Józefa
W drodze na Kopiec Kraka
Dochodziło już południe, wymantrowaliśmy więc Gayatri, patrząc na miasto
Ledwo już żyłem.



















