Tuesday, 29 November 2016

Krótkie 666

   Jeden z tych dni. Wrażenie zmarnowanej szansy, straty, tęsknoty, bezsensu, samotności. Obejrzałem ostatni odcinek Walking Dead, ale serial nie pozwolił się wyłączyć, dopiero książka trochę uspokoiła. Ciągle czytam Cobena. Facet ma spory dorobek, starczy na długo.
   Kiedy wynajdę maszynę czasu, wszystko naprawię. Wymażę błędy, przywołam uśmiech na twarzy, z której go brutalnie starłem, nie pozwolę, żeby zgniłe pnie zawaliły ścieżkę, powstrzymam swoją rękę przed zatruciem rzeki, nie rozgniewam starożytnych bogów, naniosę drewna do kominka i tym razem ogień nie zgaśnie i krasnale nie zamarzną na śmierć w swoich puchowych pierzynach, zabiję złą Czarownicą, a Jaś i Małgosia znajdą drogę do domu.
   Tęsknię za utraconym rajem.

 

Upadate z następnego dnia: uff, weltschmerz zelżał...

Monday, 28 November 2016

Siódme niebo


























SIÓDME NIEBO
Mistrz Il de Fons

Zima była, gdy wysiadłem z autobusu
i rzuciłem się w twoje ramiona,
i twych włosów, twych wieczornych włosów
ogarnęła mnie woń niezmierzona.

Księżyc zniżył się, błysnął nad klamką,
potem odszedł i wplątał się w drzewo.
Pierścień nocy nad nami się zamknął
i zaczęło się siódme niebo.

1945

Sunday, 27 November 2016

Chichoty wszechświata

 
















   Weekend przeminął jak zwykle niepostrzeżenie. W sobotę leczyłem kaca po piątku; po pracy spotkaliśmy się z Fernandą i ludźmi z poprzedniej pracy w Tigerze w Camberwell. Z Fernandą świetnie, a z innymi ludźmi ok:) Po prostu nie jarzą tych samych tematów, co ja, czuję się jak na innej planecie. O północy lekko zawiany pomknąłem na rowerze do domu, jakieś pięć mil, bez większych problemów.
   W sobotę, czyli wczoraj, jak już mówiłem, lekki kac, podleczyłem go winem. Wieczorem postanowiłem wreszcie przeinstalować system, bo laptop już się poruszał jak babcia z Alzheimerem. Zeszło mi do trzeciej rano, bo oczywiście nic nie szło, jak powinno. Sterowniki, które kiedyś działały, tym razem nie mogły zaskoczyć, a programy nie chciały łyknąć cracka. Nieważne, dziś już chodzi jak złoto (zważywszy, że to dziewięcioletni weteran).
   Nad ranem wzięła mnie zazdrość, bo Petra poszła w Czechach na dyskotekę z koleżankami i już wyobrażałem sobie spocone cielska jędrnych chłopaków, starające się przycisnąć ją do ściany, obłapić, wykorzystać, zbrukać, obślinić, wymacać. Zabawna sprawa taka zazdrość. Nie wiem, czy to biologiczna sprawa, czy jakiś dziwny mentalny konstrukt. Wreszcie zasnąłem koło czwartej, przewracając się z boku na bok, dręczony wizjami.
   Dziś dwie godzinki na grze w pokera, przegrałem piętnaście funtów. Jestem prawie jak Dostojewski z tym nałogiem. Kiedyś wygram. A póki co, zostałem bez kasy na jedzenie do końca tygodnia, dobrze, że są obiady w stołówce szkolnej, no i jeszcze mam zgrzewkę fasolki w sosie pomidorowym i pół bochenka czerstwego chleba. Ale jakoś nie martwię się niczym dzisiaj.
   A nawet więcej: mam odczucie spokoju, przymrużenia oka, zabawy, mistycyzmu. Jak bycie tuż obok cienkiej ściany, samemu, prawie słysząc dobiegające zza niej sympatyczne chichoty wszechświata.

PS. A zdjęcie pstryknąłem w zeszłym tygodniu z roweru w drodze do pracy, koło ósmej rano. Rzadko takie fajne zdjęcia mi wychodzą. ustawiłem nawet na fejsie jako cover picture.

Wednesday, 23 November 2016

Krótkie 3999


























   Nie mam instagrama więc tu wrzucę (taki żart, typu suchar). Po pracy nie chciało mi się gotować, więc wyskoczyłem do wegetariańskiego bufetu chińskiego. Żarłem w takich ilościach (jak zwykle), że kelnerki zaczęły wyglądać na wystraszone;)

Tuesday, 22 November 2016

Ogólnie jest w porządku - lista

   1. Ostatniej nocy sen o locie w rozklekotanej lotniczej taksówce (przypominającej komunistyczny autobus ze skrzydłami) nad oceanem w towarzystwie pterodaktyla. Piękne to wszystko było, majestatyczne, oczy syciły się pięknem, a serce wolnością. W tym samym śnie, trochę później fruwałem w nocy nad rzeką koło domu.
   2. Wieczorem długi, wymykający się spod kontroli czat na fejsie z koleżanką, który poprawił mi humor.
   3. Dziś rano małe okienko między deszczami, więc ryzykuję i jadę na rowerze. Wyjazd za dziesięć minut.
   4. W autobusie w drodze z pracy postanowiłem posłuchać radia. Na BBC4 leciała audycja "Beyond Belief". Chrześcijanin, Judaista i Hinduistka (Wajsznawi) rozmawiali o idei oblicza Boga. Odleciałem. Rozmówcy okazywali sobie ogromny szacunek, rozmawiali z humorem, zamiast szukać różnic, szukali podobieństw i doceniali aspekty religii rozmówców, z którymi nie w pełni się zgadzali. W międzyczasie odwoływali się do literatury, sztuki, filozofii, historii. Tak wygląda debata na poziomie. Czasami dochodzi do mnie, jak się cieszę z życia w cywilizowanym kraju.
   5. Ogólnie jest w porządku.

Saturday, 19 November 2016

Chile, biegun południowy i dziewczynka w śpiączce - sen



























   Ostatniej nocy nieźle pojechałem we śnie. Mógłby być niezły film, albo książka.

   Akcja rozpoczyna się w Chile w niedalekiej przyszłości. Świat ogarnia niezrozumiała histeria. Zamieszki, wojny, rozwijają się dziwne sekty. Na południu Chile w jednej z grup religijnych matka trójki dziewczynek ćwiczy z nimi długie przebywanie w lodowatej wodzie, wierząc, że osiągną w ten sposób zbawienie, przechodząc do równoległego świata. W czasie jednej z tych prób matka tonie. Dziewczynki ocalały, ale jedna  znich wpada w śpiączkę. Kontaktuje się z nimi daleki krewny ze Stanów, który ma się nimi zająć. Tak naprawdę to milioner uważający, że w wierzeniach matki tych dziewczynek było coś więcej niż szaleństwo.
   Dziewczynki czekają na lotnisku w Chile w prywatnym samolocie. Ta w śpiączce ma zapewnioną profesjonalną opiekę medyczną. Mają już startować, ale nagle kapitan umiera na serce. To trucizna. Zjawiają się czarno ubrani ludzie, porywają dziewczynki.
   Kolejna scena na biegunie południowym. Chilijska wyprawa archeologów odkrywa doskonale zachowane miasto wśród lodu. To dziwne miejsce, niepodobne do niczego, co stworzył człowiek. Bania wskazują, że miasto ma miliony lat. To odkrycie może unieważnić całą dotychczasową naukę. Ekspedycja próbuje połączyć się radiowo z kontynentem, ale coś zakłóca łączność. Nagle zjawiają się postacie na czarno i jednego po drugim rozstrzeliwują archeologów. Zabójcy pracują dla tego samego tajemniczego człowieka, który zabił kapitana samolotu i porwał dziewczynki.
   Następne ujęcie jest w mieście wśród lodu. Tylko że tym razem miasto jest zamieszkałe. Ludzie, którzy tam żyją, choć fizycznie nam podobni, są zupełnie inni. Całe spłeczeństwo ma rozwinięte zdolności parapsychiczne, są w stanie poruszać się między wymiarami, zaginać przestrzeń, a przede wszystkim są zupełnie nieludzcy, ich emocje nie mają nic wspólnego z emocjami ludzi współczesnych. Są bardziej obcy, niż mogliby być mieszkańcy innej planety.
   W mieście panuje wzburzenie: pojawił się gość z innego wymiaru i innego czasu: dziewczynka (ta która jest w śpiączce). To zetknięcie obydwu światów grozi czymś niewyobrażalnie złym.

   Koniec.

   Tylko, ze to nie mógłby być film hollywoodzki. Widzę Jodorowskiego.

Friday, 18 November 2016

Wstydliwe radości:)

   Możecie mnie osądzać, ale bardzo lubię Major Lazer:) Niewielki joint, szklanka wina, słuchawki i można lecieć...


Tuesday, 15 November 2016

Krótkie 8

   Dobrze, że są Friendsi. Półleżę w łóżku, wciągam spagetti, oglądam i śmieję się do łez:)

Krótkie 36

   Paskudne wczoraj, paskudna noc i paskudny ranek. To chyba będzie jeden z "tych" tygodni. Cały dzień czułem się off. Wieczorem poszperałem za grupami wsparcia dla rozwodników. Jest kilka spotkań w weekend, zastanowię się. Później na jednej stronie, którą omylnie wziąłem za stronę terapeutyczną, a okazała się spędem zdradzonych partnerów, zostałem zlinczowany przez jakieś dwieście osób z całego świata. Zająłem wiekopomne miejsce obok Teda Bundy'ego, Adolfa Hitlera i chłopaka z sąsiedztwa, który zamęczył szczeniaka. Niezapomniane wrażenie.

Sunday, 13 November 2016

Balladka Miłosna



   Niedzielna balladka miłosna. Jest nawet namiętna przemowa po hiszpańsku;) Dobrej nocy.

Stuletnia

Pod księżycem nad rzeką idziemy,
mamy sto lat i trzymam cię za rękę,
myślę, że to sen.

Z gwiazd utkałaś nam ciepłe papucie,
ja wyszyłem na nich nuty,
nikt nie nuci ich jak ty.

Szum wody nam drogę wskazuje,
stuletnie oczy już słabe,
księżyc z czułością spogląda,
do twarzy ci w zmarszczkach, mon amour.

Choć nogę za nogą wleczemy,
już wkrótce polecisz do nieba,
mój plecak z milionem wspomnień,
jak balon uniesie nas do gwiazd.