Thursday, 12 November 2009

Biblioteka Światów




Część z was czytała całość, ale dla tych, którzy nie czytali, wrzucam jeden z moich ulubionych fragmentów. W pewnej części oparty na pięknym śnie, który jeszcze długo po przebudzeniu "świecił" pod moimi powiekami, w innej części w tym fragmencie mieści się lekko ufantastyczniony światopogląd o życiu i wszechświecie, jaki rozwinąłem przez lata.

Biblioteka Światów
(fragment minipowieści)

Krzyś śnił o bibliotece. W niekończącym się holu, pod sklepieniem z pojedynczych gwiazd i całych galaktyk, w ich złotym, migoczącym świetle, stały regały z książkami. Półki pełne zakurzonych, masywnych ksiąg, jak i nowych, pachnących jeszcze drukiem wydań, sięgały tak wysoko, że ich szczyty nikły w ciemnościach kosmosu. „A może szczyt nie istnieje i drewniane regały nigdy się nie kończą, rosnąc i rosnąc w poszukiwaniu sufitu wszechświata?” – pomyślał chłopiec, patrząc z szeroko otwartymi ustami w górę.

- Witaj w Bibliotece Światów – powiedziała Złota Kropelka, pojawiwszy się nie wiadomo skąd.
- To ty! – Ucieszył się Krzyś i wyciągnął ręce. Złocista, mała istota objęła go i wtuliła się policzkiem w szyję. – Tak długo nie przychodziłaś – poskarżył się. Złota Kropelka odsunęła się trochę i popatrzyła mu ze smutkiem w oczy.
- Musimy porozmawiać Krzysiu. O bardzo ważnych rzeczach.
- Ja też chciałem z tobą porozmawiać. - Ściszył głos. - Dzieje się coś złego... - Złota Kropelka pokiwała ze zrozumieniem głową.
- Wiem, mój malutki, wiem, wszystko się łączy.
- Wiesz o dzieciach, Panu Złym Szelągu i Świecie Studni?

- Przejdźmy się. – Złota Kropelka spłynęła z objęć Krzysia i unosząc się nad ziemią, chwyciła go za rękę, po czym poszli przed siebie, po czerwonym, wytartym, ale ciągle miękkim dywanie. Krzyś z zapartym tchem rozglądał się dookoła. Choć książek były miliony, czuł każdą z osobna i jeśli skupiał się na konkretnej okładce, wydawało się, że książka woła i chce mu opowiedzieć historię. To było piękne i pociągające, ale trochę też się bał. Ścisnął mocniej dłoń Złotej Kropelki. Kątem oka zobaczył spadającą gwiazdę.
- Pomyślałeś sobie życzenie? – spytała jego towarzyszka.
- Tak. Chciałbym, żeby Małgosia...
- Tsss – Złota Kropelka przyłożyła palec do nosa. – Jeśli powiesz, to się nie spełni. Nie wiedziałeś?
Krzyś zamknął buzię i pokiwał głową z przejęciem. Znów rozejrzał się po pełnych półkach.
- Co to za miejsce? Jeszcze nigdy mi go nie pokazywałaś.
- Biblioteka Światów. Zwykle nie przyprowadzam tutaj gości.
- Dlaczego?
- Ponieważ... to nie jest zwykłe miejsce.
- A czy jakieś miejsce, które do tej pory z tobą odwiedziłem, było zwykłe?
Złota Kropelka uśmiechnęła się tajemniczo.
- Masz racje, ale Biblioteka Światów jest inna.
- Opowiesz mi o niej?
- Dlatego tu jesteś.
- I to ma jakiś związek z zaginionymi dziećmi?
- Mówiłam ci, że wszystko się łączy.
- Czasami nie wiem czy mówisz konkretnie, czy filozoficznie.
- Tym razem konkretnie.
Krzyś zmarszczył czoło.
- Ale czy ja tego nie zapomnę? Jest tyle rzeczy, które pamiętam będąc z tobą, a po przebudzeniu nie zostaje z nich nic i znów jestem tylko małym, głupim chłopcem.
- Nigdy nie jesteś głupi.
- Wiesz, o co mi chodzi. Kiedy wracam ze spacerów z tobą, świat staje się mniejszy... albo ja widzę mniej. Znów oglądam rzeczywistość z perspektywy dziecka.
- Tak to już jest, Krzysiu. Musimy stosować się do zasad naszych światów. Nie ma na to rady.
- Więc znowu zapomnę?
Złota Kropelka pokręciła przecząco głową.
- Nie teraz. Tym razem musisz pamiętać. To ważne.
- No to opowiedz mi.



Złota Kropelka puściła dłoń chłopca i usiadła mu na ramieniu.
- Twój świat nie jest jedynym światem – zaczęła.
- To już wiem. Zabrałaś mnie przecież do tylu miejsc. Ogrodów, planet, pałaców. Poznałem duszki i elfy. Zjeżdżaliśmy wspólnie po zjeżdżalniach utkanych z gwiezdnego pyłu. Uczyłaś mnie języka Marsjan...
Złota Kropelka pokręciła głową.
- Nie, nie. To ciągle był twój świat.
- Naprawdę? – Chłopca zamurowało.
- Tak. Zawsze pokazywałam ci twój własny świat, po prostu z trochę innej perspektywy. A czasami w większej skali, niż przyzwyczajeni są ludzie. Nigdy jednak nie opuściłeś swojego domu.

Kilka książek, wyraźnie nowych i świeżych, sfrunęło z półki i z głośnym trzepotem przeleciało nad ich głowami, aby wzlecieć wyżej, gdzie w końcu stopiły się z czernią nieboskłonu. Kiedy prawie dotykały włosów chłopca, poczuł powiew czegoś nowego, radosnego i pełnego młodzieńczej energii. Krzyś zatrzymał się na chwilę, próbując wytropić je pośród gwiazd, ale Złota Kropelka pociągnęła go za ucho.
- Skup się, Krzysiu. To ważne.
Chłopiec uśmiechnął się przepraszająco.

- Zanim zaczął się czas, Opiekunowie pisali książki, a każda z nich stała się światem. Bo musisz wiedzieć, że wszechświat nie składa się z atomów - a przynajmniej nie naprawdę, ale z historii, idei oraz słów. Opiekunowie pisali więc swoje dzieła, a trwało to tak długo, że gdyby czas już wtedy istniał, nigdy by nie skończyli. Na szczęście czas jeszcze spał, czekając na chwilę, aż czytelnicy przewrócą pierwszą stronę pierwszej napisanej książki. A kiedy wreszcie to się stało, czas przeciągnął rozespane kości, wstał i ruszył przed siebie. Będzie tak szedł już zawsze.
- I nigdy znów nie zaśnie? – zapytał ze współczuciem Krzyś.
Złota Kropelka pogładziła go po włosach.
- Oczywiście, że zaśnie. Każdy musi kiedyś odpocząć. Ale kiedy zaśnie, nie będzie już czasu, więc śmiało można powiedzieć, że będzie szedł zawsze. Tam gdzie nie ma czasu, nie ma też „zawsze”, ani „nigdy”.
Krzyś zrozumiał, choć był przekonany, że kiedy się obudzi, to z pewnością nie będzie tego pamiętał. Westchnął bezsilnie:
- Co dalej?
- Opiekunowie przynieśli książki tutaj. Ułożyli je na półkach, choć ręce im drżały, kiedy musieli się rozstać z ukochanymi dziełami.
- A później odeszli?
- Nie. Kiedy już wszystkie książki leżały na półkach, Opiekunowie spojrzeli na nie, jak się zdawało, ostatni raz. Pomyśleli wtedy o milionach opowieści, zapisanych na nieskończonych stronach, o swoich bohaterach, ich miłości, nienawiści, przyjaźniach, problemach i triumfach... i okazało się, że nie mogą odejść. Łzy płynęły im z oczu i już wiedzieli, że nigdzie nie pójdą. Opiekunowie pożegnali się ze sobą, po czym weszli do książek, żeby już zawsze być z postaciami, którym dali życie. Właśnie tak – uświadomili sobie wtedy, że ich książki nie były zwykłymi książkami, ale światami, w których słowa stały się duszą. Zrozumieli, że stworzyli życie. Dlatego nie byli w stanie odejść.
Kropelka nachyliła się do ucha chłopca.
- To jest właśnie Biblioteka Światów – wyszeptała. – A jedną z tych książek jest twój świat.



7 comments:

  1. bardzo mi się podoba :-)
    macham przyjaźnie kartką przez wielką wodę!

    ReplyDelete
  2. Przy okazji chciałem publicznie podziękować osobom, które pomogły mi z doszlifowaniem tekstu. Nie wymieniam ich, bo się boję, że kogoś opuszczę:). Dziękuję!

    ReplyDelete
  3. Pięknie doszlifowany kawałek :)

    ReplyDelete
  4. Podciągnąłeś pięknie ten fragment :) A swoją drogą to jest materiał na oddzielne opowiadanie, nie sądzisz?

    ReplyDelete
  5. Z pewnością. Ale obecnie mam mnóstwo pomysłów, a żadnego czasu. Nic prawie nie piszę. Jedyne co robie, to zbieranie materiałów i dokształcanie się w temacie, który chcę użyć na kiążkę. Nie wiem, czy coś z tego wyjdzie, ale lepiej tak, niż żebym całkiem tracił czas.

    ReplyDelete