Saturday, 14 November 2009

Skąd pochodzą piosenki...



Skąd pochodzą piosenki...

Jestem dziś bardzo pobudzony. Doszedłem do punktu, w którym desperacko szukam wyciszenia. Myślę, że w dużej mierze powodem mojego niepokoju jest moje zanurzenie się w wolnościowej literaturze – Peter Marshall, Noam Chomsky, Hiszpańska Wojna Domowa. Wchodząc w ten temat, człowiek uświadamia sobie, jak bardzo wykrzywiony i szalony jest świat, w którym żyje. Nic tutaj nie jest tak, jak powinno być. Może oprócz smaku bigosu i „Friendsów”.

Druga rzecz, która budzi we mnie smutek, to fakt, że żyjemy w czasach wielkiej hipokryzji i coraz bardziej scentralizowanych systemów, które szybko tracą pozory demokracji, a słowo „liberalizm” staje się synonimem drapieżnego, niekontrolowanego kapitalizmu. Jednak jakimś cudem wydaje się, że większa część ludzkości nie zdaje sobie z tego sprawy. Czasami myślę, że może to ze mną coś jest nie tak.

Lepiej czułbym się w końcu XIX wieku, kiedy ciągle młode oświecenie wspierane było przez wspaniałych myślicieli i artystów, jak Oscar Wild, Edward Carpenter, William Morris, czy najbardziej chyba przeze mnie ulubiony Henry David Thoreau. Tęsknię za utraconym rajem. Nie ma znaczenia, że nigdy go nie doświadczyłem.

Próbuję więc łagodzić egzystencjalne lęki. Spokojna muzyka gdzieś na granicy słyszalności (moja miłość nazywa ten rodzaj muzyki „plumkaniem’). Zasłona oddziela mnie od strug deszczu uderzających o szybę i podmuchów wiatru z entuzjazmem szarpiących plandeki, pod którymi schowały się rowery. Tania czyta Tolkiena, napychając się makaronem i sałatką z ogórków.
- Nie czytaj już tych anarchistów – radzi mi z troską. – Zwariujesz od tego. Weź się lepiej za jakąś powieść.
Ma rację. Potrzebuję przerwy.
Wyciągam karty Tarota. Może one pomogą mi odwrócić się od zewnętrznego chaosu do wewnątrz. Chyba tylko tam możliwa jest harmonia.

Rozkładam na stoliku brązowy, kwiecisty materiał i jak zwykle kładę na nim Najwyższą Kapłankę. Gęsty, biały dym splata się z jej włosami. Nagie piersi wysuwają się z niebieskiej sukni. To bogini, więc w jej seksualności jest coś transcendentalnego. Najwyższa Kapłanka patrzy na mnie przenikliwie, z ulotnym uśmiechem.

- Coś cię boli, chłopcze? – pyta z leciutką drwiną. – Czyżbyś spędzał zbyt wiele czasu z moim bratem, Magiem? Uważaj na niego. Zawsze chce zmieniać świat, zawsze chce przekuć idee w czyny, a rewolucje mają to do siebie, że łatwo zgubić w nich duszę; zapatrzywszy się w horyzont, przestać widzieć swoje serce.



- Lubię przychodzić do ciebie, Bogini Snów. Oprócz tego, że jesteś piękna, to zawsze powiesz coś mądrego.
- Próbujesz być zabawny? – Najwyższa Kapłanka podnosi brew.
Kręcę głową.
- Mówię z serca. Przy tobie czuję się w domu. Jesteś moją przystanią, spokojną wodą, gwiazdą...

Dłonie Najwyższej Kapłanki kreślą w kłębach pachnącego dymu magiczne znaki. To nie są potężne czary Maga. To magia kobieca – tak zostały stworzone motyle, letnia bryza i zapach jaśminu w nocy.

- Szukasz porządku w chaotycznym świecie – mówi w końcu. – Równocześnie uważasz, że to porządek Cesarza jest zabójcą harmonii. Myślisz, że szczęście ukryte jest w całkowitej wolności, a dobre rzeczy rodzą się z pozornego nieporządku, kiedy upada Cesarz, zastąpiony przez miłość. Miłość uosabianą przez Cesarzową i jej kobiecą anarchię, opartą na uczuciach, zaufaniu i sztuce. Równocześnie widzisz jaki świat jest naprawdę i to nie pozwala ci odetchnąć. Dlatego przyszedłeś tutaj, szukając ukojenia we mnie.



Kiwam głową.
- Znasz mnie lepiej, niż ktokolwiek inny, bogini.
- I czego ode mnie oczekujesz, zagubiony podróżniku?

Milczę przez chwilę, niepewny odpowiedzi. Dym we włosach Najwyższej Kapłanki przybiera fantastyczne formy. Kształty dziecięcych wspomnień, namiętnych pocałunków, snów o utraconych, rodzinnych wioskach, których nigdy nie było.
- Pokaż mi drugą stronę...
- Och, więc jesteś pewny, że ona istnieje?
- A skąd przychodzą sny? Skąd wiara w harmonię, skoro nigdy jej nie doświadczyłem? Gdzie rodzą się bogowie, anioły i piosenki, które czasami słyszymy, tuż przed obudzeniem, i których później nie potrafimy wyrzucić z serca przez cały dzień?
- Może to wszystko rodzi się w tobie, mój chłopcze?
- A ja skąd pochodzę? – Kręcę głową. – Nie graj ze mną. Nie dzisiaj. Już i tak myślę za dużo. Poza tym czuję nienawiść. Nienawidzę Cesarza i Arcykapłana. Nie lubię nienawiści.

Uśmiech Najwyższej Kapłanki jest bardziej kojący niż blask księżyca. Wyciąga dłoń.
- Więc chodź – mówi cicho, prawie szepcząc. Zasłona za jej plecami lekko drży. Wydaje mi się, że słyszę szum fal. – Dziś możesz zapomnieć o kłopoczących cię kamiennych tronach i złoconych tiarach. Dziś w nocy będziemy pływać nago w jeziorze.
- Gdzie jest to jezioro?
- Tuż za mną. W krainie, z której pochodzą piosenki, słyszane czasami tuż zanim skończy się sen.
Dotykam jej dłoni i już...


10 comments:

  1. Very beautiful blog, congratulations.

    ReplyDelete
  2. Taka troszkę zarozumiała ta kapłanka:P

    ReplyDelete
  3. Małgorzata - mam te karty. Ten wpis i zdjęcie z początku jest z dziś.

    Słodko-winna - wcale nie jest:). To Bogini Snów.

    ReplyDelete
  4. Dziękuję Jaskółko. Literatura jest taka, jakie są serca, w których się dobija:).

    ReplyDelete
  5. Marcin, jak ja lubię tu do Ciebie przychodzić....Popływałabym też...tyle mam w sercu od kilku dni lęku - o kogoś bardzo mi bliskiego,o jego zdrowie...popływałabym po prostu.
    I nie martw się - wszystko z Tobą jest tak, mamy z Pawłem dokładnie takie same przemyślenia. Uściski.

    ReplyDelete
  6. Cześć Green Canoe. Dobrze wiedzieć, że jest nas więcej:).
    U ciebie też bywam.

    ReplyDelete