Sunday, 6 December 2009

Na lotnisku w Poznaniu (wpis nihilistyczny)

Na lotnisku w Poznaniu (wpis nihilistyczny)



Uff – to był dopiero „urlop”. Mama Tani zmarła. We wtorek był pogrzeb. Później Tania z bratem i siostrą jeździła po różnych urzędach, bankach, itd., załatwiając pośmiertne sprawy.

Kupiłem „Lód” Dukaja. Jestem po jakichś trzystu stronach. Ciekawa książka. Trudna i powolna, plus trochę eksperymentów językowych, ale z klimatem. Ma smak książki napisanej sto lat temu.

Samopoczucie? Zmęczony i wyobcowany. Siedzimy w poczekalni na lotnisku. Przywiózł nas Łukasz. Kochany chłopak. Kiedy jego kiwająca się na boki sylwetka zniknęła w drzwiach terminalu, poczułem się jeszcze samotniej niż zwykle.

Zmęczenie. Nie tylko ostatnimi tygodniami, ale ogólnie, życiem. Nie potrafię przestać myśleć o kruchości życia, o śmierci, boję się jej i nienawidzę za jej nieuchronność. Ciężko jest mi ot tak żyć, nie myśląc o tym. Dziwię się (i zazdroszczę) ludziom, którzy zadowoleni, w pogodzie ducha, żyją po prostu, codziennie, bez rozterek.

Tak to wygląda w mojej łepetynie. Do tego dochodzi niechęć do pracy. Tzn. nie do pracy jako takiej, ale struktury miejsca pracy, hierarchii autorytetów, bezosobowości oficjalnych relacji, niepewności rezultatu kontaktów opartych nie na osobistych, nieformalnych „transakcjach”, ale na bezdusznej literze prawa, podatnej na arbitralną interpretację biurokratów. Brr... Praca wysusza mi duszę.
No dobra – bardziej konkretnie i na temat. Jakbym ocenił ten urlop? Bilans zysków i strat.

- Skazany na ekstremalnie słaby internet, na nowo odkryłem rozkosze lektury. W sumie, połknąłem w te dwa tygodnie około 1500- 1700 stron. Skończyłem „Demanding Impossible” Marshalla, „Dude, Where is My Country” M. Moora, „Rzeczy ulotne” Gaimana i około 300 stron „Lodu” Dukaja.

- Przez dwa tygodnie paliłem fajki. Winowajcy? Nerwy, zamieszanie, oraz towarzystwo dwóch wielkich palaczy - teścia i Łukasza (a moja słabość? Nie, nie. Jestem bez winy.)

... Nic więcej nie przychodzi mi do głowy.

W Bristolu będziemy około północy. Jutro jeszcze wolne, czyli choć jeden dzień na dojście do siebie.

* * *

Eh, do diabła z ludźmi! Niech się gapią. Rzuciłem kurtkę na podłogę i walnąłem się w kącie poczekalni, odgrodziwszy się od świata słuchawkami. Moja łódź nurza się w melancholii. Jestem nieskończenie małą solipsystyczną planetą. Skrawki wspomnień z poprzednich żyć przelatują przez zmęczoną głowę. A może to tylko sny z dzieciństwa? Świat Młodych, Kajko i Kokosz na ostatniej stronie, wyprawa na strych u dziadków, stare gazety, książki, rupiecie-skarby, dziadek gasi światło i mrucząc zrzędliwie, przegania nas na słoneczne podwórko. Zostało po nim tylko trochę wspomnień. Podobnie jak po pradziadku. Pamiętam jego rosyjski akcent, grę na skrzypcach, wyprawy na jagody o czwartej rano. Później tata. Wspomnień trochę więcej, ale jaka różnica? Nawet ten ja, który z wypiekami na twarzy, przekopuje graty, czając się przed dziadkiem - ile z niego zostało? Ile jest prawdziwości we wszystkim? Ile sensu? Ile jest substancji w tej dziwnej egzystencji, łudzącej trwałością, a która tak naprawdę jest niewiele uchwytniejsza od snu?

Jako siedmioletni chłopaczek mam taki sen – podróżuję pomiędzy planetami, z przyjaciółmi, misją, sensem, ukochaną. Srebrzą się nasze podniebne statki, migocą wielkie gwiazdy, obracają się pierścienie planet i zapierają dech w piersiach. Któregoś dnia ukochana znika wśród gwiazd. Umiera, odlatuje, odchodzi, nie wiem. Poczucie straty, żal, że dlaczego chociaż nie mogłem się pożegnać... Budzę się z poduszką mokrą od łez. Kilkuletni dzieciak. Sen pozostał ze mną, dwadzieścia sześć lat już, a może więcej. Nieprzemijające, niewyjaśnione uczucie straty i przemijalności, zakorzenione głęboko, bezlitośnie i w pewnym sensie słodko. W jakim? Bo skoro wszystko przemija, to co by się nie zrobiło jest się samemu, a będąc samemu, jest się całkowicie wolnym.

2 comments:

  1. Bardzo mi przykro z powodu śmierci teściowej. Gorąco Cię wspieram i życzę powodzenia w konkursie, ja niestety nie startuję, bo kompletnie nie mam pomysłu na takie opowiadanie. Trudno jest nie popaść w kicz, a jak się nie ma pomysłu to tym bliżej do kiczu.

    ReplyDelete
  2. Dzięki Małgorzata. Co do konkursu, to przy takim śliskim temacie, to ciężko powiedzieć gdzie sztuka, gdzie kicz, a gdzie jeszcze coś innego:))

    ReplyDelete