Friday, 17 April 2015

Monsieur Il de Fons et son belle solitude sous la lune

























   Monsieur Il de Fons wypatrywał rozbitków na Drodze Mlecznej. Jak zwykle, po późnej kolacji (dzisiejsza składała się z galaktycznego jesiotra, karczochów w sosie z mleka dinozaura oraz marsjańskiego wina), siedział na parapecie i pluł z miłością na dachy domów u stóp. Wieczór był spokojny. Ciepła bryza wiała od oceanu, przynosząc zapach słonej wody i latających ryb. Żaden rozbitek nie upadł z gwiazd. Tylko ta bryza, marsjańskie wino i ciche dźwięki z katarynki nocnego kataryniarza.
   "Il de Fonsie! Il de Fonsie!" zawołał Lucyfer, Gwiada Poranna, jeden ze starożytnych (i Pierwszy Rozbitek). Il de Fons wychylił się z okna. Lucyfer zadzierał głowę i machał wesoło.
   "Przyjacielu, dziś już nic nie wyczekasz. Chodźmy się napić do gospody Pod Zdechłym Kotem."
   Il de Fons westchnął. Zawahał się. Jeszcze raz zerknął z nadzieją na gwiazdy. Wreszcie wzruszył ramionami.
   "Już schodzę"
   I wyszedł w noc.

2 comments:

  1. Ptaszysko, które przycupnęło na drzewie ma wieeeelkieeee oczy. ciekawe, co zobaczyło, że je az tak wybałuszyło:)))
    Opowiastka super.

    ReplyDelete