Sunday, 8 November 2015

Kryszna, sny i oceany


























   Dzień spędziłem z Kryszną. Słuchałem bhajanów, rysowałem, później słuchałem Red Hots Chili Peppers, z albumu By the Way, mój ulubiony, też związany z czasami bhaktowskimi, z farmy w Hiszpanii. Kupiłem na ulicy w Madrycie, pirat od Nigeryjczyków z prześcieradłami, w które zwijali płyty, kiedy musieli uciekać przed policją. Szkoda mi ich było.
   Serce boli, myślę, że następny tydzień będzie tak ciężki, jak poprzedni, no ale nie narzekam. Wszystko, co się dzieje, to życie.
   W domu mieliśmy wspólną kolację. Ugotowałem pyzy ze smażoną cebulką, kiełbasą sojową i sałatką z czerwonej kapusty.
   Jutro praca, a za pięć tygodni święta w domu, na wsi.
   Ogromny szmat czasu do lutego. Chciałbym już wypłynąć i zostawić wszystko za sobą. Odliczam. Może ta cała woda, rzeki, morza, oceany, spłukają ze mnie zmęczenie, sny i wspomnienia.



4 comments:

  1. Czego wiosna, lato i jesień załatwiły to moze żywioł trzeba żywiołem. A moze wręcz odwrotnie, jak z tymi ludźmi, którzy jak /niepotrzebne skreślić/ schudną, zmienią pracę, partnera, fryzurę, wyzrowieją lub nauczą się szwedzkiego trwają w przekonaniu, że tam za nową bramą czeka na nich szczęście i nowe życie. Nie wiedzą, że wejdą nią dokładnie takie same jakimi były, a klucz zmian, który trzeba przekręcić jest i bedzie w takiej zielonej wewnętrznej przestrzeni. Let it go.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Umiesz, jeszcze jak umiesz. Tylko za bardzo się przywiązałeś do wspomnień. Tak, jak bardzo kochasz wolność i niezależność, tak trzeba ją sobie zwrócić i nie dać się kontrolować przeszłości. Miłość to wolność, right? Głowa do góry, jak mawi Urszula D., 'what you pay attention to, grows". :)

      Delete
    2. Dzięki, mądrze piszesz. Spróbuję nad tym pomedytować:)

      Delete