Tuesday, 6 December 2016

Londyńskie epizody 1

   Londyn to miasto cywilizowane. Dwupiętrowe autobusy, wegetariańskie restauracje, przytulne puby, joggersi, uśmiechnięci policjanci, uprzejmość, tolerancja.
   Ale pod warstwą cywilizacji czai się, jak w każdym z nas, atawistyczny zwierz.
   Dziś w Sheperd's Bush, w drodze z pracy, przechodziłem na światłach przez ulicę. Gęste, popołudniowe korki, samochody próbują wywalczyć kilka metrów, przeciskając się w ostatniej chwili na żółtym, wszyscy spieszą sę do koloacji, prysznica, piwa i wieczornego serialu. 
   Jeden kierowca nie zdążył i utknął na przejściu dla pieszych. Zamiast siedzieć cicho i pokornie unikać potępiającego wzroku przechodniów, nieszczęśnik zatrąbił. 
   Rozpętało się piekło. Twarze zmęczonych po dniu pracy ludzi wykrzywiła niczym nieskażona nienawiść. Tłum zatrzymał się i zaczął okłądać pięściami i parasolami maskę samochodu. Podobnej sceny nie powstydziłaby się Kalkuta. Starszy pan w garniturze i z teczką, zaczął wściekle kopać boczne drzwiczki, dwie nastoletnie dziewczyny wskoczyły na maskę i wyszczerzyły wilcze zęby, korpulentna pani z siatkami zakupów rozbiła lewe światło puszką zielonego groszku. 
   Po dziesięciu sekundach było po wszystkim. Tłum ucichnął i spokojnie ruszył dalej.

1 comment: