Saturday, 11 December 2021

Tu Wisła

 

Już po szóstej. Zamknąłem stoisko, znalazłem hostel za 110 i usiadłem w barze, żeby coś ciepłego zjeść. Tak że w sumie cały utarg z dzisiaj wydaję. Innymi słowy, bardzo kiepsko. Wisła. Potwierdza moje przekonanie o góralskich miejscowościach. Od dzieciństwa mieszkałem właśnie w góralskiej wiosce i Boże, jak miałem tego dość. Ludzie mali, zamknięci, źli, skąpi, ograniczeni. Wiem, że źle to brzmi, ale tak tu jest. Poczułem to mocno dziś na kiermaszu. Dosłownie garstka osób jakoś się połączyła. Rozdałem może 10 ulotek. Ludzie odmawiali wzięcia darmowej ulotki, fuck:)
Piłem grzane wino, ktoś mnie poczęstował wódką, więc powrót do domu nie wchodził w grę. W parę minut znalazłem pokój jednoosobowy w hotelu w centrum. Zostawiłem rzeczy i poszedłem coś zjeść, napić się piwa. Wylądowałem w czesko-polskiej knajpie. Zamówiłem standard wegetariański w naszych okolicach: ser smażony z frytkami i zestaw surówek.
Więc mam miejsce do spania, najadłem się (jedzenie wyszło po 10 minutach, wow:), piję piwo, jest ok. Nie martwię się słabym utargiem, już widzę jak to działa: czasami jest super, czasami kaszana. Ale smutno mi. Brakuje mi towarzystwa, rozmowy, kobiety, ciepła, seksu. 
Co dalej? Dopiję czeskie piwo, jakieś ciemne, nie pamiętam nazwy, ale nalali w pięknym, pękatym kuflu. Później mały spacer, ot zobaczę, czy jeszcze ludzie łażą...
O kurde, jaka sympatyczna kelnerka. Kochana, ma małą wadę wymowy, trochę brzydula, super sympatyczna, szczera, nie spieszy się, zachęca do deseru, rozmawia, pyta. No aż się chce siedzieć. Przemyśluję, czy mam dość kasy na napiwek. Ale chyba tak.
Ciekawe jest to przyzwyczajanie się do siebie. Z jednej strony ma to jakiś smutek w sobie, brakuje jak chuj kogoś teraz, naprzeciwko mnie. Kogoś, komu mógłbym postawić obiad, podać płaszcz, powiedzieć komplement, poczuć zapach perfum... Z drugiej strony... Miałem powiedzieć jakieś plusy, ale się zawahałem:) No więc z drugiej strony mniej wydaję ;) Nie muszę się nikim martwić, mogę siedzieć, albo iść, wrócić do hotelu, albo szwendać się bez końca. Mogę śnić, marzyć, być biedakiem albo przedsiębiorcą, kierowcą, artystą albo bezdomnym. I nikt nie może powiedzieć mi ani słowa.
Jestem nażarty, ale wezmę tę szarlotkę z lodami.


No comments:

Post a Comment