Drugie skojarzenie to samotność. Wiele razy gdzieś tam uciekałem, im bardziej zagubiony, tym dalej. W jakimś lichym pokoiku chciałem odetchnąć po dniach wśród hałasu, tłumu, obcości, zimna. Ale pokoje hotelowe nie są najlepszym miejscem na ciepło. Bezosobowe, tymczasowe. Po chwilowej uldze (że już cicho), zaczynają się myśli, rozkminy, wątpliwości.
Wczoraj zasnąłem wcześnie, pewnie koło ósmej. Obudziłem się przed północą. Kac zupełnie mnie otrzeźwił. Wiedziałem, że szybko nie zasnę. Przepłukałem usta zimna wodą, zapaliłem papierosa i obejrzałem jakiś kiepski film na Netflixie. Jeden z tych, które kojarzą mi się z długimi podróżami autokarem: jakaś banalna akcja, sensacja, jeszcze banalniejszy happy end. Kiedy lata temu, zanim jeszcze loty stały się niewytłumaczalnie tanie, jeździłem autobusem do Danii, Anglii, Holandii, a nawet Hiszpanii. Zawsze zastanawiałem się, czy istnieje jakiś osobny wydział w Hollywood, który produkuje filmy dla polskich firm autokarowych. No bo nigdzie indziej na te filmy nie trafiałem.
Wreszcie koło 4 rano zasnąłem. Rano spłukałem z siebie sen i pot, używając taniego hotelowego mydła do rąk. Szczoteczka i pasta zostały w samochodzie więc nie umyłem zębów. Zrobiłem mocną kawę w hotelowej "kuchni" na korytarzu i już nie czułem, że coś zdechło mi w ustach. Wypaliłem dwa papierosy przed hotelem. Główna ulica była mroźna i pusta. Miałem nadzieję, że miasto się zaludni. Przydałoby się trochę utargu, żeby choć zwróciło się paliwo. Więcej nie oczekuję.
No comments:
Post a Comment