Sunday, 21 December 2025

Dzisiaj ciemność (i List pisany dynamitem)

Nikt prawie nie czyta tego bloga (oprócz Ciebie, Adam:), więc mogę napierdalać szczerze.

Jestem strasznie zmęczony. To jak czuję się dzisiaj, to praktycznie powrót do stanów z przełomu wiosny/lata. Myśli rezygnacyjne i...

Przyjechałem do swojej wioski na Święta. Kuba napalił mi w kominku, ale zanim się rozgrzeją mury, to minie trochę czasu, więc dzisiaj zostaję na noc we Włóczędze.
Posiedziałem na chwilę z mamą, pokazała mi nowe panele na ścianę i jak ktoś tam odnowił pięknie piec w kuchni. I jeszcze nową lampkę nocną koło łóżka i termofor w kształcie pieska.
Zrobiłem sobie kanapkę z serem i pomidorem, mama zalała barszczyk w proszku i poczęstowała krokietem z pieczarkami.


Nie dałem rady posiedzieć długo. Ciemność rozlewa się dziś we mnie od rana. Najgorzej było w trasie, pod koniec, kiedy zaszło słońce. Przełączałem prawie każdą piosenkę na Spotify, szukajac czegoś, co rozproszyłoby mrok, ale bez skutku. Nie wiem, jak to się stało, ale niechcący zjechałem z trasy i przez pół godziny błąkałem się po jakichś wioskach, nawigacja odmówiła współpracy, więc musiałem szukać drogi na oko. Jakoś się udało. Ale i tak mam wrażenie, że całą drogę z Wrocławia byłem w jakimś półśnie. W ogóle nie pamiętam momentu zjazdu z ekspresówki.


Teraz siedzę u siebie. Nie włączyłem nawet muzyki do pisania. I'm raw dogging it. Lęk, niepokój, poczucie samotności i izolacji. Nie chcę, żeby ktoś widział mnie w tym stanie. Za jakieś dwie godziny przyjeżdża z Krakowa siostra z rodziną, myślę, że dam rady z kwadrans pobyć z nimi. Spróbuję się nawet uśmiechnąć. Nie chcę, żeby się martwili. I tak zrobiłem błąd, że powiedziałem jej ostatnio, jak była we Wro, że miałem Próbę w lecie. Niepotrzebnie.


Próbuję intelektualnie zrozumieć, skąd taki regres. Podejrzewam, że to kontakt z Z. Kilka wymian na grupie w sprawie używania sprzętu radiowego. Przedwczoraj to zimne, bezsłowne spotkanie na ulicy, a wczoraj przy jednym stole na wigilijce dla aktywistów.


Usiadłem z grupką outsajderów, ludzi, którzy z jakiegoś powodu trzymają się na uboczu środowiska: z Eryk, Anabel i Nitka. Każde z nas wzięło Xanax (Anabel pregabalinę), żeby jakoś przetrwać. Po kolacji szybko się zwinąłem, wsiadłem na rower, wróciłem do Włóczęgi i korzystając, że byłem na lekach uspakajających, spróbowałem szybko zasnąć, ale się nie udało.


Ale to nie tylko Z. Ciężar ostatnich miesięcy jest ze mną cały czas. Jestem osobą wrażliwą, czułą, potrzebującą akceptacji, uczucia, przyjaźni, a zamiast tego muszę większość czasu być silny, niezależny, niedotknięty społeczną atmosferą wokół mnie. A jak mam być niedotknięty? Wszyscy chcemy być widziani takimi, jakimi jesteśmy naprawdę.


A nawet te przychylne relacje nie są tak głębokie, jakbym chciał.
Wiem, że to przejściowe. Mam ostatnio więcej dobrych momentów i rzeczy wyglądają jaśniej. No ale dzisiaj jest tak. 

Nagrałem ostatnio piosenkę: List pisany dynamitem

 

No comments:

Post a Comment