Saturday, 9 January 2010

Spóźnione podsumowanie



Spóźnione podsumowanie
(życia, nie filmu)

Obejrzał „Avatara”. Serce zatęskniło za miłością, prawością, życiem zgodnym z naturą, wiarą za kimś, kto czuwa nad nami, przekonaniem, że dobro wygrywa nad złem, miłość triumfuje nad nienawiścią, braterstwo zwycięża pieniądze...

Każdy marzy o wolności. Czasami, kiedy czytam i myślę o tym zbyt wiele, słowo to staje się tylko symbolem, reprezentacją idei, której niemożliwość istnienia w tym świecie wzbudza jedynie gniew i poczucie bezsilności.

Indianie wymordowani kilkaset lat temu, korporacje wycinające odwieczne dżungle, kapitaliści wynajmujący w swoich fabrykach dzieci, wojny o ropę, wpływy, bazy militarne, kiedy giną zwykli ludzie, jak my, rodzice, dzieci, kochankowie, przyjaciele, miłośnicy szachów, kustosze muzeów (rozgrabionych przez żołnierzy), bywalcy kawiarni, czytelnicy książek... Jak nie czuć gniewu i bezsilności? Gdyby tylko wszyscy ludzie zrozumieli, że jest to niewłaściwe, wypaczone i chore, można by zmienić świat...

Ale nie można tylko żyć gniewem, można? Z gniewu nie powstanie miłość, wibracje złości, nie przekształcą się magicznie w wibracje przyjazne, gościnne i godne. Czasami więc odwracam się do środka, próbuję zapomnieć o reszcie świata i zastanawiam się, co ja osobiście mogę znaleźć, jaką wolność, miłość, przyjaźń.

Nie będę owijał w bawełnę – jest ciężko. Łatwo wskazać co jest nie tak na zewnątrz. Ten świat jest tak popier..., że trudno jest nie widzieć tego chaosu i bezsensu. Zobaczyć natomiast co nie gra w środku – to jest wyzwanie.

Marzę o spokoju i harmonii. Zawsze marzyłem. Dlatego zostałem kiedyś mnichem, szukając tego w modlitwie, dlatego później zostawiłem to dla mojej miłości, dlatego wylądowałem w różnych miejscach, próbując znaleźć swoje plemię, pieniądze, wyjście ze ślepej uliczki – tak często ostatnio wydaje mi się, że zabrnąłem gdzieś, zgubiłem się w dziwnym miejscu i za cholerę nie ma tutaj szans na szczęście. Szukanie.

Zaczynam chyba ględzić. Tak to jest, kiedy człowiek pisze o abstraktach, zamiast o konkretach...

No więc konkrety. Mieszkam w miłym, angielskim miasteczku. Nie pracuję dla kapitalistycznego wyzyskiwacza – zamiast tego opiekuję się niepełnosprawnymi dziećmi. Praca najlepsza z tych, które do tej pory miałem. Moja małżonka dołączyła do mnie kilka miesięcy temu. Wynajmujemy przyjemne mieszkanko, jeździmy na rowerach, czasami wyskakujemy do wegetariańskiej restauracji, czasem obejrzymy film, zaprosimy znajomych, ale...

Jesteśmy kompletnie nieszczęśliwi. Jesteśmy przesiąknięci brakiem satysfakcji, nie potrafimy pozbyć się uczucia, że nic nie jest fair, że życie przemyka obok, że opuściły nas duchy opiekuńcze – tak! Kiedyś wierzyliśmy w duchy opiekuńcze! :). Staliśmy się zgorzkniali, krytykujemy innych... unikamy innych – tak bardzo mamy dosyć, że unikamy innych ludzi, a kiedy już mamy z nimi coś do czynienia, wynajdujemy w nich wady i męczą nas swoją obecnością, gadaniem... Ufff... Trochę tego jest mr. Ebenezer Scrooge.

Jakby tego było mało, sami też mamy problemy między sobą. Kiedyś, nawet w najgorszych momentach (oj, były takie momenty, że myśleliśmy, że już gorzej być nie może) trzymaliśmy się razem, ale ostatnio coś się psuje. Za dużo stresu, za mało nadziei. Ja się boję, że sobie nie poradzę w byciu głową rodziny, ona boi się mi zaufać. Mi umarł niedawno ojciec i mam za złe Wszechświatowi, bo jeszcze przecież mógł sobie żyć, mieliśmy jeszcze tyle rzeczy do pogadania, a jej umarła mama i w gniewie podarła kalendarz z Kryszną, wołając, że już się do Niego nie odzywa i niech sobie gdzieś włoży wiarę w Siebie i miłość, bo jest niesprawiedliwy i głuchy...
Chociaż nie jest tak źle. Dziś tylko trochę ciężko...



Może zdefiniuj, czym jest dla ciebie szczęście.
Szczęście... Nie wiem. Zmieniają mi się koncepcje z roku na rok. Kiedyś myślałem, że będę szczęśliwy odrzucając świat. Później pomyślałem, że co mi tam – teraz obejmę świat (tak na marginesie – trochę się sparzyłem).
A teraz?
Ale co? Plany, czy marzenia?
Może najpierw marzenia.

To lubię – z planami jest różnie, ale marzenia sobie mogę mieć... No więc...
Kiedyś miałem taki sen. To była jesień, 1998 roku. Jako młody mnich, razem z kilkoma przyjaciółmi mieszkałem w Irlandii, w małym miasteczku, próbując założyć tam mały klasztor Hare Kryszna... No więc sen – W tym śnie obudziłem się. Stałem u podnóża ośnieżonej góry, chyba gdzieś w Himalajach. Obok mnie stało dwóch mężczyzn. Uśmiechali się. „Witaj, wreszcie się doczekałeś” – powiedział jeden z nich. Nabrałem w płuca mroźnego powietrza. Czułem się wolny i lekki. Zrozumiałem, że skończyło się zamieszanie, zmaganie, wyścig, problemy. Doszedłem do końca ścieżki, przeżyłem swoje życie, w miarę wyprostowany, większość czasu nie na kolanach, mogę spojrzeć w lustro prawie bez wstydu i teraz wreszcie doszedłem do miejsca, gdzie zaczyna się wolność.

Zaczęliśmy wchodzić do góry. Choć było mroźnie, choć powietrze było rzadkie, to nie czułem zmęczenia, ani zimna. Zamiast tego rozpierała mnie radość oczekiwania, wszechogarniające poczucie swobody, wiara, że świat nie jest już bezpańskim chaosem, ale harmonijnym, pięknym, mającym głębszy sens miejscem.

Szliśmy wiele dni. Pewnego wieczoru, w przededniu dotarcia do celu (domu?), rozbiliśmy obóz. Mogłem z niego widzieć szczyt, wiedząc, że po drugiej stronie zacznie się coś nowego, ekscytującego, ważnego.

Rozpaliliśmy ognisko. Moi towarzysze uśmiechali się tajemniczo, przyjaźnie. W pełni im ufałem. Spytałem jak tam jest, jacy są ludzie... Odpowiedzieli, że jutro sam zobaczę.
Gdy zasypiałem plecami do ogniska, wpatrując się w tysiące jasnych gwiazd, usłyszałem jeszcze, jak mówią do siebie – „Ten chłopak to ma szczęście” – i zasnąłem.
To było szczęście. Metafizyczne, kompletne, ciepłe szczęście, trwające do porannej pobudki.



Teraz plany.
Niedawno odziedziczyłem kawałek ziemi w górach. Było to całkowicie nieoczekiwane wydarzenie, które zabłysło, jak światełko w tunelu. Czy wreszcie będziemy mieć swoje miejsce?
Obliczyliśmy ile będziemy jeszcze musieli siedzieć na obczyźnie, żeby zbudować choć najmniejszy, najlichszy domek (czyli najtańszy), żeby choć łóżko weszło, stół, parę krzeseł i pokoik dla gości. Przynajmniej dwa lata. Dwa lata. Prawie siedemset dni. Niby nie wydaje się dużo, ale kiedy człowiek ma wrażenie, że dobił już do granic swojej wytrzymałości, to uwierzcie, jest to paskudnie długi kawał czasu.



No ale właśnie – własny domek w górach, w lesie – cholernie piękna wizja. A co potem? Ho, ho – spokojnie – nie zamierzamy planować całego życia. Na razie chatka na kurzej łapce, a czym ją nakarmimy i ogrzejemy, zobaczy się później. Może ten Facet u góry nie obraził się na nas za bardzo (za ten zniszczony kalendarz i w ogóle za obojętność) i ma coś w zanadrzu, albo przynajmniej wyśle jednego, czy dwa, akurat bezrobotne duchy opiekuńcze. W końcu już za długo musieliśmy radzić sobie sami, bez głosu szepczącego do ucha, że wszystko będzie dobrze, wszystko jest pod ochroną, że nie jest z nami jeszcze tak źle.

Na zakończenie może coś... nie wiem. Chyba już na dziś wszystko powiedziałem. Może coś do was. Wiem, że jesteśmy podobni (ja i wy). Może nasze problemu różnią się w szczegółach (na przykład nie mam problemu z pryszczami, czy nadwagą, ale za to łysieję i nie mogę porządnie rzucić fajek:), ale jestem pewny, że takich jak my jest tysiące. Niby biegamy, szukamy lepszej pracy, czasami wyjeżdżamy za nią aż za granicę, niektórzy szukają dziewczyny, chłopaka, martwimy się straconym życiem, samotnością, bezsensem, chorobami, śmiercią.

A w sumie wszystkim nam marzy się spokój, bliskość, przyjaźń, bezpieczeństwo, wiara w coś wyższego (come on – nawet ateista marzy, że chciałby wierzyć :), w sens, w sprawiedliwość, dom...

Pozdrawiam wszystkich czytelników.

Z głębokiego dołu, gdzie wolność i szczęście wydaje się tylko odległym światełkiem i gdzie samotność jest bratem syjamskim Marcinsen



PS. Jeszcze trochę pozytywów (podobno ludzie nie czytają tego, co małym druczkiem na końcu):
1. Friendsi - wiem, petit burgoise, nie ma żadnych czarnych, itd., ale ci goście potrafią wzbudzić uśmiech na mojej twarzy.
2. Stać mnie na kupowanie sobie książek.
3. Rozkręcam się z pisaniem.
...
Myślałem, że będzie więcej, ale się zaciąłem:).
No to nara.

Saturday, 2 January 2010

2012 - nowe opowiadanie



Wreszcie udało mi się zmobilizować i zacząć coś nowego. Na dobry początek roku. Już całe trzy strony. Jak zwykle nie zadbałem o wymyślenie całej fabuły przed rozpoczęciem pisania, tak że nie mam pojęcia gdzie pójdzie moja historia. Tak lubię najbardziej i ta niewiedza zwykle pozwala mi utrzymać entuzjazm potrzebny do skończenia opowiadania. Będzie o roku 2012 (zwykle nie jestem modny w tematyce, ale tym razem samo jakoś poszło w tym kierunku:), podróżach w czasie (w pewnym sensie), reinkarnacji, krysznowcach, wąchaniu kleju i wielu innych ciekawostkach (dużo wątków autobiograficznych ;). Jak zwykle, po skończeniu poproszę pokornie moich stałych edytorów o pomoc.
Pozdrowienia.

PS. Przy okazji zapraszam na un libertario, gdzie zacząłem nową serię "Z esejów Lwa Tołstoja", Wrzucam tam mało znane, wolnościowe wypowiedzi tego pisarza. Teksty tłumaczę z angielskiego.

Sunday, 27 December 2009

Tarotowe poetriki - Smutny czworokącik



Tarotowe poetriki - Smutny czworokącik

Naiwny naukowiec – cyrkowiec,
anarchista i wierszokleta
ujrzał w machinie księżniczkę,
istotę słodką, przepiękną,
mądrą i smakowitą.
Zdając się na obliczenia
i wizje z aparatury
smutny i biedny poeta
ruszył w beznadziejną podróż,
żeby księżniczkę wziąć sobie
za żonę.



Po drugiej stronie królestwa
żył dumny rycerz – najemnik,
wierny przyjaciel przyjaciół
i mściwy wrogów wróg.
Raz ujrzał księżniczki portrecik,
gdy u kolegi grał w wista.
Mężne serce osłabło z miłości
i rzuciwszy karty na stół
napalony chłopiec pojechał
się żenić.



Księżniczka – to fakt – niedościgła
w urodzie, w dowcipie i w słowach
niedociągnięcia miała w swej cnocie
(takie są życia realia)
i gdy żarliwi młodzieńcy
ścigali marzenia i sny,
gorliwe ręce markiza
du Fuę Fuą Fiją
ściskały talię dziewczyny,
która chichocząc słuchała
nieładnych, niegrzecznych... no
świńskich po prostu szeptanek.

(Ostatecznie wyszła za poetę - naukowca
– takie rzeczy się
w bajkach zdarzają.
Po czem żyli długo i szczęśliwie.)

* * *
wszystkie ilustracje w tym wpisie
są dziełem i własnością
pani Pauliny Cassidy i pochodzą
ze stworzonej przez nią talii
Paulina Tarot.


Paulina Tarot - droga przez życie. cz. 2



Dalszy ciąg podróży przez małe arkana. Najpierw trzeba czytać to, co czarną czcionką - od góry, ku dołowi (czyli normalnie), ignorując to, co napisane zieloną czcionką. Na dole, po dziesiątce zaczynamy czytać zielone podpisy, idąc karta po karcie ku górze. W ten sposób odsłonią się nam dwie historie. Mam nadzieję, że to będzie czytelne.

Miecze


Miecze od asa do 10 - droga zimnego rozumu:

As- oschłość intelektu,



As- chroniąc tajemnice Najwyższego Poznania.

*

2 - ogranicza dostęp do świata uczuć (morze),



2 - a tam, za barierą intelektu leży szerokie morze,

*

3 - w związku z tym zostają podjęte decyzje "przeciwko sercu",



3 - ale odczuwa ból serca kontrolowanego przez rozum,

*

4 - dlatego w chłodnym (wymuszonym) spokoju zbiera się siły,



4 - musi odnaleźć spokój,

*

5 - do decydującej walki,



5 - przybity po wyczerpujących walkach,

*

6 - co prowadzi wprawdzie do nowego brzegu, jednak,


6 - i opuszcza miejsce przerażających doświadczeń,

*

7 - i tam rozum używany jest tylko po to, by przechytrzyć innych,



7 - jednak dzięki chłodnemu rozumowi wyrywa się z opresji,

*

8 - więc żeńska (uczuciowa) strona zostaje stłumiona,



8 - że nie zostało w nim prawie nic żywego,

*

9 - i przejawia się tylko nocą w koszmarach,




9 - człowiek spostrzega z przerażeniem,

*

10- po których rozum ostatecznie przejmuje władzę nad uczuciami.



10- opanowany morderczym, zimnym rozumem,


Miecze od 10 do asa - droga od zimnego intelektu do wyższego poznania (kolorem zielonym, czytać od dołu ku górze):

* * *

Denary

Denary od asa do 10 - droga pieniędzy i pracy:

As- marzenia o dobrobycie,



As- a do tego, co leży głębiej od materialnych wartości.

*

2 - przyjmowane najpierw jak zabawa,



2 - że dążyć trzeba nie dostatku,

*

3 - prowadzą jednak do konsekwentnej pracy,



3 - jednak po dalszych doświadczeniach zaczyna rozumieć,

*


4 - i dumy z osiągnięć, które jednak muszą być chronione,



4 - i przerażony człowiek kurczowo trzyma to, co mu jeszcze zostało,

*

5 - ale i tak trzeba będzie to stracić,



5 - jednak zmiana przychodzi nocą,

*

6 - pomoc przychodząca z zewnątrz umożliwia rozpoczęcie od nowa,



6 - i umożliwia dostatnie życie,

*

7 - pojawia się cierpliwość,



7 - które wydaje plon,

*

8 - i sumienna nauka,



8 - człowiek buduje własne życie,

*

9 - co prowadzi do dobrobytu,



9 - i znając uroki dobrobytu,

*


10- oraz rodzinnego bezpieczeństwa.



10- pochodząc z bogatej rodziny,


Denary od 10 do asa - droga od zewnętrznego do wewnętrznego bogactwa (kolorem zielonym, czytać od dołu ku górze):

Saturday, 26 December 2009

Paulina Tarot - droga przez życie. cz. 1



Tania kupiła mi pod choinkę nową talię tarota. Karty, które mam teraz, zawsze sam sobie wybierałem, ale dziewczyna zdecydowała, że zaryzykuje i tę sama mi wybrała. Trafiła na całej linii - zakochałem się w ilustracjach, przypominających mi w klimacie stare baśniowe obrazki z książek dla dzieci, szczególnie Marcina Szancera. Artystka ma na imię Paulina Cassidy i wszystkie ilustracje, jakie użyję pochodzą z jej strony i są jej własnością (żeby nie było, że piratuję;).

Jak już nieraz pisałem, tarot nie jest tylko wróżeniem, zgadywaniem przyszłości, itd - czyli tak jak widzi to większość ludzi, znających karty tylko z telewizyjnych, podejrzanych wróżek, albo z lektury "Czwartego wymiaru". Niektórzy teoretycy tarota uważają, że karty, szczególnie duże arkana są odbiciem podróży człowieka przez życie. Niektórzy, jak Hajo Banzhaf dopatrzyli się również takiej metafory ludzkich losów w małych arkanach. Właśnie taką wizję chciałbym teraz przedstawić, opierając się na talii Pauliny i filozofii Hajo Banzhafa.

Znalazłem ilustracje kart na stronie autorki, ale nie jestem jeszcze pewny, jak to wrzucić na bloga. Zobaczę, co z tego wyniknie:). Miłej lektury.

Najpierw trzeba czytać to, co czarną czcionką - od góry, ku dołowi (czyli normalnie), ignorując to, co napisane zieloną czcionką. Na dole, po dziesiątce zaczynamy czytać zielone podpisy, idąc karta po karcie ku górze. W ten sposób odsłonią się nam dwie historie. Mam nadzieję, że to będzie czytelne.

Buławy

Buławy od asa do 10 - droga woli, wzrostu i sławy:

As - odwaga, inicjatywa i radość przedsięwzięć,



As- by możliwa była samorealizacja.

*

2 - żądają zaangażowania i jasnego punktu widzenia,



2 - oraz wymagają świadomości i jasności,

*

3 - które gwarantują stabilne zakończenie,



3 - nowe plany powstają na stabilnej postawie,

*


4 - i doprowadzenie do pożądanego celu,



4 - cel zostaje osiągnięty,

*

5 - zaś ambicja pobudza do nowych walk,



5 - i po dalszych próbach,

*


6 - i przynosi sławę,



6 - ale zwycięstwo jest blisko,

*

7 - ale i krytykę oraz zawiść innych,



7 - i przez krytykę innych,

*

8 - wydarzenia zaczynają iść automatycznie,



8 - zmieniają się pod wpływem wydarzeń,

*

9 - dlatego trzeba bronić to, co się osiągnęło,



9 - nawykowa gotowość do obrony,

*


10- lecz ten wysiłek przynosi sławę i sukces.



10- przygniatający obowiązek,


Buławy od 10 do asa - droga z niewoli obowiązku do swobodnej samorealizacji (kolorem zielonym, czytać od dołu ku górze):

* * *

Kielichy

Kielichy od asa do 10 - droga miłości i uczuć:

As - siła miłości,



As- prowadzącego do głębokiego, wewnętrznego szczęścia.

*

2 - prowadzi do spotkania,



2 - z niespodziewanego spotkania,

*

3 - najpierw radośnie uczczonego,



3 - jednak przychodzi nieoczekiwana radość,

*

4 - lecz wkrótce następuje przesyt,



4 - i niezadowolenie z tego, co osiągnął,

*

5 - i lekkomyślnie traci się to, co osiągnięto,



5 - człowiek czuje tęsknotę za utraconym rajem dzieciństwa,

*

6 - potem we wspomnieniach budzi się tęsknota za pięknymi czasami,



6 - ale i tęsknot za dawnymi czasami,

*

7 - które kuszą obrazami w snach,



7 - pełen marzeń,

*

8 - więc z bolesnym sercem człowiek wyrusza w nieznane,



8 - następuje z ciężkim sercem wymarsz w nieznane,

*

9 - gdzie czeka na niego nakryty stół,



9 - od zawsze nakrytego stołu,

*

10- i odnalezione szczęście.



10- od szczęśliwego dzieciństwa,

Kielichy od 10 do asa - droga od szczęścia domu dzieciństwa do własnego szczęścia (czytać od dołu strony do góry, zielonym kolorem czcionki):

* * *

Wędrówka przez Miecze i Denary w następnym wpisie, najprawdopodobniej jutro.

Thursday, 24 December 2009

Życzenia



Wpis wigilijny. Właśnie skończyłem zupę grzybową, moja miła zrobiła gołąbki i sałatkę jarzynową, choinka świeci na złotozielono, zaraz przyjdzie Nick... Jest dobrze. Kameralnie, ale dobrze.
Dziś robimy eksperyment – ściągnęliśmy angielskie napisy do „Co mi zrobisz jak mnie złapiesz” Bareji i zobaczymy jak angielski umysł zareaguje w zetknięciu z PRLowską rzeczywistością. Mam nadzieję, że Nick nie wyniesie z tego jakiejś traumy;)
Wszystkich was pozdrawiam i życzę najlepszego. Najchętniej pozdrowiłbym indywidualnie, ale boję się, że kogoś opuszczę, a że jestem roztargnioną osobą, na pewno bym to zrobił. Wesołych Świąt!

Z dedykacją świąteczną "Me llaman calle" Manu Chao: