Hej koledzy i koleżanki. Już prawie pierwsza. Skończyłem właśnie nagrywać kawałek, który uważam za najlepszy ze wszystkich dotąd. Nie wiem dokładnie, jak to opisać. Wiecie, jak to jest, kiedy chodzi wam coś twórczego po głowie, ale kiedy już duch oblecze się w materię, to nie jest to, czegoś brakuje. Tym razem udało mi się złapać to, co chciałem. Pracowałem nad tym od wczoraj, z małą przerwą na sen. Dobrze, że mama przyniosła mi ruskich pierogów, bo bym padł:)
Kiedy tworzę, to na chwilę udaje mi się wydostać z trywialności istnienia, z poczucia własnej bezużyteczności i miałkości. Dzięki ci Boże, za te rzadkie chwile:)
PS. Maluchy od Łukasza dały się namówić na chórki:)
Stary niedźwiedź mocno śpi
intro
Mówi: nie bój się, jestem obok tuż,
Milion Dolar Hotel,
jeśli chcesz, zapal papierosa,
nie powiem ani słowa.
Gdzieś w dole klakson taksówki,
odganiam nachalny dźwięk,
ona schyla się i szepce,
jej głos odgania lęk
ref.
Tańczymy w środku lasu, nie ma granic, zniknął czas,
Om Namo Sivayah, Kryszna, Alleluja.
Głowy wolne od słów, serca pełne, jestem zdrów
Trzymam twoją dłoń, bracie, siostro, graj to znów.
Stary niedźwiedź stary niedźwiedź stary mocno śpi,
w jego głowie, starożytne o wolności sny,
o tyranach co przelali całe morze krwi,
gdy obudzi się obudzi, będzie bardzo zły.
1
Spójrzcie za okno, co zrobili nam,
ja te ich bzdury, bardzo dobrze znam,
karzeł i małpa, w ręku błyszczy nóż,
chciałbym już uciec stąd, ale przecież nie jestem tchórz
Jak w Hiszpanii w 36, znów podnoszą łeb,
narodowe hasła, wolność sprzedana za chleb.
Nienawiścią mordy skrzywione, niech was liże pies,
krzyżem zasłaniacie waszą pustkę, w końcu przyjdzie wasz kres.
ref
W lesie rośnie drzewo,
niedźwiedź mocno śpi,
zaraz zaczniemy sabat,
księżyc jasno lśni.
Nasz bóg nie żąda krwi,
naszą matką jest Ziemia,
i wolność nam się śni,
stary niedźwiedź mocno śpi.
2
Świnie u władzy, znowu wybuchł strajk.
Nowa wojna, a oni liczą zyski, zamiast strat.
W Polsce narodowe bagno, katolicki raj,
a na świecie banki, rzeźnie, Syria, USA
Wczoraj w radiu usłyszałem, ludźmi rządzi strach.
Komuś zależy, w telewizji bla bla bla bla bla.
Z Damaszku chłopiec, ciemna twarz we łzach.
Mieszkam w pobożnym kraju, o zamkniętych drzwiach.
ref.
Tańczymy w środku lasu, nie ma granic, zniknął czas,
Om Namo Sivayah, Kryszna, Alleluja.
Głowy wolne od słów, serca pełne, jestem zdrów
Trzymam twoją dłoń, bracie, siostro, graj to znów.
Stary niedźwiedź stary niedźwiedź stary mocno śpi,
w jego głowie, starożytne o wolności sny,
o tyranach co przelali całe morze krwi,
gdy obudzi się obudzi, będzie bardzo zły
Friday, 3 June 2016
Wednesday, 1 June 2016
Życie
Może powoli wychodzę ze skorupy? Dzięki Adam za wyciągnięcie mnie za uszy:)
Dziś dosyć dobry dzień, choć z lekkim kacem. Wczoraj ściągnąłem sobie wszystkie odcinki Pitbulla i oglądałem do pierwszej w nocy, sącząc piwo (pięć sztuk Desperado). Dziś pojechałem zarejestrować się w urzędzie pracy. Liczyłem tylko na ubezpieczenie zdrowotne, ale okazało się, że jest szansa na zasiłek. Przydałoby się parę dodatkowych groszy. Za pracę na razie nie zamierzam się brać, mam silny wstręt do zorganizowanej roboty, a jak na razie ze "sztuki" wpływa tyle co na jedzenie i napoje.
Jestem w domu, w górach. Po powrocie z włóczęgi autostopowej, lekko straumatyzowany czerpię radość z prostych wygód: wanny, pieca, prądu. Zrobiłem ogródek warzywny. Codziennie odwiedzam, patrzę jak rosną dynie, cukinie, botwinka, fasolka, zioła. Uspakaja mnie to na maksa.
W zeszłym tygodniu byłem w Warszawie, w Trójce. Nie jestem zadowolony z wywiadu. Byłem spięty, nie czułem się sobą, rozmowa się nie kleiła. Miałem wrażenie, że pan Deblessem z Gitarą i piórem miał inne oczekiwania. Że pojawi się wesoły, swobodny chłopak podróżnik, wiedzący, o co chodzi w życiu. A przyszedłem ja, zamotany, lekko wycofany, nieprzekonany. "Czy czuje się pan wolny?", "Czy jest pan szczęśliwy?" Nie wiedziałem, co odpowiedzieć. Przecież nie zacznę na antenie walić z grubej rury o moim prywatnym życiu. No i zresztą, jak jednoznacznie odpowiedzieć? Czuję się wolny: nie ograniczają mnie ludzkie opinie, w każdej chwili mogę iść gdzie chcę, robić co chcę, mówić co chcę. I robię. Ale częścią dorosłości jest uświadomienie sobie swoich ograniczeń. I w tym sensie, do wolności mi daleko. Albo z tym szczęściem. Czasami nie chce się żyć. Ale czasami patrzę na to życie i cieszy mnie. To co zrobiłem, kogo spotkałem, kim jestem.
Troszkę zmieszany powiedział na koniec, że coś z tego spróbuje złożyć, ale skupi się bardziej na muzyce.
W weekend wchodzę w góry, pomóc Szymkowi w schronisku. Wezmę ukulele, jakąś książkę na wieczory.
To jest ciekawe. Czy można być szczęśliwym i nieszczęśliwym jednocześnie? Chyba tak właśnie mam. Leci Trójka, pali się w piecu, woda się grzeje na kąpiel, za oknem właśnie przestało lać, nikt mi dupy nie truje, kupiłem sobie w mieście słoiczek jalapenos i nowy olejek do e-papierosa, dostaję miłe maile od słuchaczy mojej muzyki i w ogóle ludzie ostatnio do mnie lgną (choć ja uciekam przed nimi, chowam się i wychodzę dopiero przyciśnięty do muru). Jestem dziś zadowolony z życia.
Monday, 30 May 2016
Kilka słów wieści i jest PŁYTA!
Cześć wszystkim. Długo się nie odzywałem, wiem, ale nie chciało mi się. Taki okres. Niby dużo się dzieje, ale energii nie mam, introwertyzm mi się włączył ostrzej niż zwykle. Niedługo wrzucę relację z podróży autostopem do Portugalii. No ale jeśli mnie weźmie, to zacznę pisać więcej. Póki co, jest jak jest.
Ale ja nie tylko o tym. Zrobiłem płytkę z muzyką Księżycowego Terrorysty. Zebrałem na niej najlepsze moim zdaniem utwory, zgrałem w dobrej jakości, zaprojektowałem okładki i teraz wysyłam, jeśli ktoś jest zainteresowany. Jako niespodzianka: każda płytka jest ilustrowana ręcznie, więc można powiedzieć, że każda ma obrazkowy autograf. W tym momencie to moje jedyne źródło utrzymania, więc nie krępować się, zamawiać:) O szczegóły pytajcie na maila: kalpatarudasa@gmail.com.
Na razie.
Wasz
Edgar Montresor Cthulhu
PS. W czwartek byłem w Warszawie, miałem wywiad w Trójce. Będziecie mnie mogli posłuchać w Gitarą i piórem w tę albo przyszłą środę. Dam znać:)
Sunday, 20 March 2016
Jaya Śri Caitanya
Skończyłem dziś wreszcie zamówienie dla mojej siostry duchowej. Caitanya Mahaprabhu w falach Yamuny, medytujący o Radharani i Krysznie. Dziewczyna chce to wydrukować na płótnie i sprezentować mężowi na urodziny. Myślę, że fajnie będzie wyglądać w dużym formacie.
Następne zamówienie to Kryszna grający w piłkę z chłopcami pasterzami. Wyzwanie, ale powinienem dać radę.
Lubię tworzyć w duchowych klimatach. Czuję wtedy, że dla mnie to też jest mocna medytacja. Wycisza mnie.
Poza tym to noc miałem paskudną. Koszmary, te same od dwóch lat. Ale jakoś się rano pozbierałem. Znalazłem spokój w codziennych czynnościach. Palenie w piecach, mycie garów, gotowanie. Dziś zrobiliśmy z Petią duszonki na ognisku. Wziąłem kąpiel, ale ciągle śmierdzę dymem.
Zastanawiamy się, czy nie pojechać stopem do Portugalii na Rainbow Gathering. Jeśli byśmy się zdecydowali, to ruszylibyśmy za tydzień z kawałkiem. Walczy we mnie lenistwo i błogość domowego ogniska, z chęcią włóczęgi i spotkania z ludźmi.
Friday, 18 March 2016
Taki dzień
Obrazek Wiktorii, mojej bratanicy. Odlot!
Obudziłem się o pierwszej w nocy. Dołożyłem do kominka, później czytałem z dwie godziny Marukamiengo "Przygodę z owcą". To jedyny współczesny pisarz, którym się dosłownie delektuję.
Wstałem około siódmej rano. Poczytałem Bhagavatam, próbując zrozumieć wyższe, transcendentalne uczucia i wznieść się choć trochę ponad materialny, nudny, antropocentryczny paradygmat. I tak po prostu, obudzić w sobie choć trochę oddania dla Stwórcy. Po lekturze napaliłem w kuchni i w kominku, przez pół godziny podnosiłem ciężarki, wreszcie spłukałem z siebie pot i ugotowałem gnocchi z sosem pieczarkowym. Palce lizać.
Teraz psychodelicznie słucham Pretty Lights i czekam na Toma. Całą paczką idziemy do sauny i ruskiej bani, wymoczyć się i lekko opić winem, w ten chłodny słoneczny dzień. Później będziemy siedzieć z Tomem do późna i gadać. Mam jeszcze trochę zioła i cały hard drive dobrej muzy.
Coraz częściej jest mi dobrze z samotnością.
Sunday, 13 March 2016
Lista przykominkowa
Lista przykominkowa
1. Chcę się nauczyć grać i śpiewać dwie ulubione kołysanki. „Był sobie król” i „Iskierka”. Kojarzą mi się jakoś tak miło. Coś tam przez mgłę wspominam, że tata mi je śpiewał, kiedy byłem jeszcze niewielkim pacholęciem.
2. Rejs odwołany. Tzn. nie sam rejs, ale nasze w nim uczestnictwo. Chemia między nami a Beretem nie była, jak trzeba. Po tygodniu wspólnej włóczęgi (Łódź – Kraków - Kamień Pomorski) spakowaliśmy się i uciekli w góry, do mojej małej chatki nad rzeką w górach.
3. Nie jestem podłamany. Raczej poczułem ulgę. No i dzięki temu pomysłowi wyrwałem się wreszcie z Londynu. Gdyby nie rejs, to pewnie dalej bym tam siedział. A tak to mogę spróbować (znów:) się zadomowić. Kasy nie mam, może na jakiś miesiąc życia, nie więcej, ale nie martwię się. Szymek powiedział, że czasami możemy pomagać mu w schronisku, parę groszy wpadnie. Do tego mam kilka zamówień na obrazki. No i kilka pomysłów.
4. Odnawianie domku zajęło nam kilka dni. Od trzech lat nikt tu nie mieszkał. Trzeba było naprawić kominek, wodę, odgracić. Jestem zadowolony z efektu. Przytulnie, ciepło. Z Łukaszem porżnęliśmy starą jabłonkę i konkretny konar, który odpadł od brzozy. Drewna starczy może do końca miesiąca. Później mamy na oku jeszcze jedną uschniętą jabłonkę.
5. Próbuję zwracać się codziennie do Boga. Rano palę w piecu w kuchni, później mantruję przy domowym ołtarzyku i czytam kilka stron ze Śrimad Bhagavatam. Lepiej mi z tym. Uspakaja mnie myśl, że poza tym chaosem, zmaganiami, trywialnością, jest coś pięknego, czystego, przyjaznego. Tym jest dla mnie Bóg.
6. Kilka dni przed wyjazdem z Londynu poszliśmy z Petią do Muzeum Historii Naturalnej. W dziale o człekokształtnych wpadłem na pomysł powieści SF. Rzeczywistość alternatywna. Oprócz Homo Sapiens Ziemię zamieszkują jego kuzyni, którzy w tej wersji historii nie wyginęli. Jak by to wyglądało? Jakie problemy stanęłyby przed ludzką rodziną? Jak wzbogaciłaby się nasza kultura? Na razie to tylko mglisty zarys pomysłu, ale może kiedyś się bardziej wkręcę?
Sunday, 14 February 2016
Bazgroły z nowego dziennika
Do wyruszenia na wyprawę jeszcze dwa tygodnie, ale zacząłem już pisać w nowym notatniku/szkicowniku.
Tuesday, 26 January 2016
A Resting Place
1. Dwa tygodnie na chorobowym. Nic mi nie jest. W sumie to był przypadek (do pewnego stopnia). Odwiedziła mnie w zeszły poniedziałek Sybila (dawna szefowa z Birmingham). Zadzowniłem do pracy, że bolą mnie plecy, inaczej nie dałbym rady się spotkać. We wtorek też mi się nie chciało iść, znów zadzowniłem, a później wyskoczyłem do doktora. I dostałem dwa tygodnie zwolnienia. Czułem się przez chwilę winny, ale jednak radość z wyrwania się z rutyny i paskudnej atmosfery zwyciężyła.
2. Większość wolnego czasu poświęcam na naukę gry na darbuce. Pięć, sześć godzin dziennie. Idzie coraz lepiej. To jest tajemnica nauki gry na instrumencie. Ćwiczyć, powtarzać te same sekwencje milion razy, godzinami, do zrzygania, i wtedy coś się przemienia i człowiek nie wie nawet kiedy już umie i teraz może czerpać radość z gry. Lubie to uczucie.
3. Do tego maraton serialowy: "Doktor Who". Siedem sezonów w tydzień. Dziś zacząłem z kolei "Mozart in the Jungle". Dobre.
4. Dziś trochę zaczęła mnie chwytać nuda i chandra. Przezwyciężyłem lenistwo, wziąłem do ręki kredki i papier, i narysowałem powyższą ilustrację. Myślę nad tytułem. Na deviantart wpisałem "A Resting Place". Ruszam na wyprawę, zaczyna się przygoda, ale dla mnie to w sumie jest dalszy ciąg niekończącego się poszukiwania spokoju i harmonii. Tak jak od lat. Nie chodzi mi o dreszczyk emocji, wir wydarzeń i ludzi, ale właśnie o "resting place". Zresztą sam nie wiem, czego chcę.
5. Ostatnie dwa lata zmieniły moje podejście do śmierci. Już się nie boję. Tzn. oczywiście boję się bólu, całej tej nudy i bezsensownego, ciągnącego się umierania, ale nie przeraża mnie już myśl o zostawieniu tego świata. Kiedy byłem z Tanią, nie potrafiłem nawet pomyśleć, że mógłbym umrzeć i się z nią rozstać. A teraz, kiedy wszystko się skończyło, jakoś mnie ta myśl już nie męczy. Czuję, że niewiele mnie tu trzyma. Zmęczenie ogólne światem, tym hałasem, bezsensownym szumem głupich rozmów, krzyków, szarpań. Nie jest to uczucie depresyjne. Raczej ulga, że nie czuję parcia, żeby się starać dopasować, coś osiągnąć, marzeń materialnych wielkich też nie mam. Chcę po prostu zwinąć się i iść (jechać, płynąć) gdzieś przed siebie. Jak kiedyś w snach, z których budziłem się podekscytowany, ale też z ulgą, że to tylko sen, że mam swój dom, swoją miłość i to jest mój sens życia. Teraz jest tak zupełnie inaczej. Nic mnie nie powstrzymuje, nic nie mam. Dziwnie tak. Lekko i smutno jednocześnie.
6. Czyżbym smęcił? :) Wczoraj nie spałem do czwartej rano. Po prostu mi się nie chciało. Oglądałem Doctor Who do rana. Teraz już prawie północ. Zmęczony jestem, spróbuję się kimnąć.
Thursday, 7 January 2016
Smuteczkowy wiersz
Smuteczki.
Martwisz się, wiem,
ja też się martwię.
Zmarszczki na czole,
i pod oczami,
policzki trochę okrąglesze,
brzuch też.
Co zrobić, starzejemy się.
Widziałem ostatnio twoje zdjęcie,
starowinko.
Smuteczki.
Jedyne, co żałuję,
to że nie zestarzejemy się razem.
Ktoś inny będzie kupował nam
większe spodnie,
krem na zmarszczki,
lekarstwa na wątrobę,
maść na stawy.
Smuteczki.
Czytam nowe książki
i łapię się na tym,
że odwracam się podekscytowany,
żeby podzielić się jakimś fragmentem,
który tylko ciebie i mnie by ruszył.
Ale obok tylko ściana
i zimna poduszka.
Więc wrzucam na fejsa,
a tam nikt nie wie, o co mi chodzi.
Smuteczki.
Nie oglądam starych zdjęć.
Bo tyle szczęścia tam było,
skondensowanego, przecudnego,
dziecinnego i niezauważanego,
że się boję o siebie.
Bo gdybym tam zerknął,
to mógłbym spaść
i połamać sobie nogi i ręce.
Smuteczki.
Ukradłem ci poduszkę z przedszkola.
Czasami w nocy przytulam się do niej,
i wyobrażam sobie małą dziewczynkę,
która leżakowała z nią pod głową
i śniła o księciu,
takim prawdziwym,
co ją uratuje na zawsze,
od samotności.
Smuteczki.
Monday, 4 January 2016
Sześć tygodni - odliczam i słucham Beaty
1. Dziś pierwszy dzień w pracy. Na szczęście jeszcze bez dzieciaków, więc spokojnie. Trochę szkoleń, prezentacji multimedialnych, herbat. Rano złożyłem na ręcę menadżerki rezygnację. To było cudne uczucie. Jeszcze sześć tygodni i jestem wolny!
2. Po pracy zamiast paść na wyro z piwem, wziąłem dupę w troki i dałem sobie czterdziestominutowy wycisk na rowerze do ćwiczeń, oglądając Dwie prawdy. Obserwacja: choć moje poglądy w dużej mierze pokrywają się z poglądami Kurkiewicza, to o wiele bardziej podoba mi się styl Jana Wróbla. Bardzo kulturalny, wyważony facet. Kurkiewicz przerywa mu za dużo i co i rusz przejmuje konwersację. Napisać do Romana, czy nie napisać?:)
3. Ostatnie kilka dni (wliczając Sylwestra) byłem trochę w dole. Tęskniłem za Tanią bardzo, zakopałem się w przeszłość, a to najlepsza recepta na deprechę. Dziś jest dobrze. Rano obudziłem się jeszcze zmulony, a do tego miałem kolejny, chyba już tysięczny sen z Tanią. Ale później zeszło, ulga.
4. Nie wiem, czy to powiązane, ale rano, przed wyjściem do pracy, trafiłem przypadkiem na fejsie na Dziewczynę w Czerwonej Sukience. Jeden z moich znajomych polajkował jej zdjęcie. I wreszcie wiem, jak ma na imię. Ładnie. Pasuje do niej:) Przypomniałem sobie wakacyjne emocje i raźniej mi się zrobiło na sercu. Że świat to nie tylko ja i moje cierpienia już nie tak młodego Wertera. Są inni ludzie, miejsca, przygody.
5. No i tak właśnie myślę o nie tak odległej już wyprawie. Za niecałe dwa miesiące nowe życie. Żaglówka, świat, setki nowych miejsc, ludzi, przygód, wyzwań. Serce mi się wyrywa z piersi, odliczam dni, żeby się wreszcie wyrwać, uwolnić i żyć tak, jak się powinno, wolnością, miłością.
6. Skończyłem Szkice piórkiem Bobkowskiego, teraz połykam resztę jego pozycji. Kocham gościa. Zaprzyjaźniłbym się z nim, wiem.
7. Słucham Beaty Bocek. Świetna czeska artystka. Śpiewa po polsku i czesku. Muzyka, głos i teksty współgrające z moim wewnętrznym światem.
2. Po pracy zamiast paść na wyro z piwem, wziąłem dupę w troki i dałem sobie czterdziestominutowy wycisk na rowerze do ćwiczeń, oglądając Dwie prawdy. Obserwacja: choć moje poglądy w dużej mierze pokrywają się z poglądami Kurkiewicza, to o wiele bardziej podoba mi się styl Jana Wróbla. Bardzo kulturalny, wyważony facet. Kurkiewicz przerywa mu za dużo i co i rusz przejmuje konwersację. Napisać do Romana, czy nie napisać?:)
3. Ostatnie kilka dni (wliczając Sylwestra) byłem trochę w dole. Tęskniłem za Tanią bardzo, zakopałem się w przeszłość, a to najlepsza recepta na deprechę. Dziś jest dobrze. Rano obudziłem się jeszcze zmulony, a do tego miałem kolejny, chyba już tysięczny sen z Tanią. Ale później zeszło, ulga.
4. Nie wiem, czy to powiązane, ale rano, przed wyjściem do pracy, trafiłem przypadkiem na fejsie na Dziewczynę w Czerwonej Sukience. Jeden z moich znajomych polajkował jej zdjęcie. I wreszcie wiem, jak ma na imię. Ładnie. Pasuje do niej:) Przypomniałem sobie wakacyjne emocje i raźniej mi się zrobiło na sercu. Że świat to nie tylko ja i moje cierpienia już nie tak młodego Wertera. Są inni ludzie, miejsca, przygody.
5. No i tak właśnie myślę o nie tak odległej już wyprawie. Za niecałe dwa miesiące nowe życie. Żaglówka, świat, setki nowych miejsc, ludzi, przygód, wyzwań. Serce mi się wyrywa z piersi, odliczam dni, żeby się wreszcie wyrwać, uwolnić i żyć tak, jak się powinno, wolnością, miłością.
6. Skończyłem Szkice piórkiem Bobkowskiego, teraz połykam resztę jego pozycji. Kocham gościa. Zaprzyjaźniłbym się z nim, wiem.
7. Słucham Beaty Bocek. Świetna czeska artystka. Śpiewa po polsku i czesku. Muzyka, głos i teksty współgrające z moim wewnętrznym światem.
Subscribe to:
Posts (Atom)





















