Thursday, 28 August 2014

Znów w drogę

   Już spakowany. Jutro przeprowadzam się na skłot w Streatham. Najpierw pojechałem do Colliers Wood do znajomego Piotra, który zaoferował mi miejsce. Człowiek jest w porządku, przynajmniej jego serce jest we właściwym miejscu, ale kompletnie szalony (mam na myśli zupełnie odjechany, niedawno wrócił ze szpitala dla umysłowo chorych). Nie wytrzymałbym tam za długo. Na szczęście zaprosił mnie na jakiś czas Tadas na skłot. Na razie gościnnie, ale może uda się zostać dłużej. Chciałbym, bo fajne miejsce, dobrze by mi zrobiło być wśród ludzi o podobnym nastawieniu do życia. No i Tadas jest świetny, myślę, że moglibyśmy się zaprzyjaźnić. Bardzo otwarty, wrażliwy człowiek. Zobaczymy, co z tego wyjdzie. Jest w tym łut szczęścia (paradoksalnie). Okazało się, że mają inwazję pluskiew i nie wiedzą, jak sobie poradzić, a jako że wygrałem kilkutygodniową wojnę ze swoimi pluskwami, mogę użyczyć im doświadczenia. Może dzięki temu udało by mi się zdobyć serca lokatorów i pozwoliliby zostać na dłużej:) Okazało się też, że Radhika wróciła z Kolumbii na jakiś czas, kolejna znajoma twarz.
   Nie zabiorę się za jednym razem. Dwa razy autobusem z bagażami i trzeci raz po rower.
   Smutno było trochę przy pakowaniu. Znowu wystrzelony w nieznane. Zostawiam za sobą miejsce, gdzie przeżyłem trochę dobrych chwil. Znalazłem kilka zapomnianych pamiątek po Tani i Petrze. Myślę, że na dłuższy czas mam dosyć spraw męsko-damskich. Za bardzo jestem poobijany. Czas zwrócić się bardziej do środka, przetrawić doświadczenia.
   Reszta dnia ze Star Trek:)

Wednesday, 27 August 2014

Song of a friend

   Pusty dom. Za oknem szum silników, klaksony, kilka świateł w biurze po drugiej stronie. Tani Budweiser, jakaś rozmowa na Trójce, nie wiem nawet o czym, ale dobrze czuć czyjąś obecność. Byłem w Sainsbury po tytoń. Odkładam jednak rzucanie na później. Poszedłem w potarganym dresie i koszulce do spania. Dziwnie patrzyło się na roześmianych, dobrze ubranych ludzi przed pubem. Pod dworcem autobusowym trzech policjantów aresztowało szaloną staruszkę, która płakała i stawiała opór. Nadłożyłem trochę drogi, żeby pójść wzdłuż Tamizy, popatrzeć na rozświetlone barki i budynki po drugiej stronie rzeki, odbijające się w wodzie. W oddali błyszczał Westminster i London Eye. Papieros mi nie smakował, ale dopaliłem do filtra, szukając komfortu w znajomych przyzwyczajeniach. Odcinek Star Treka, "Our Idiot Brother", ugotowałem ryż z dynią, frytki, ryżu zostanie na jutro. Nieoswojenie z samotnością.
   Hey, little chap. "You're only here for a short visit. Don't hurry, don't worry. And be sure to smell the flowers along the way" said someone. Another guy said "it is a tale told by an idiot, full of sound and fury, signifying nothing". You'll find out, little chap, you'll find out soon enough. In the meanwhile keep looking for love. Keep your big ears up, listening for the song of a friend.

Tuesday, 26 August 2014

Warstwa po warstwie

 
 Kolejne rozstanie. Jakieś dwie godziny temu wyjechała Petia. Wraca do Czech. Tak się skończyła ta dziwna przygoda. Popłakaliśmy się na pożegnanie. To dobra dziewczyna, choć czasami walnięta, życzę jej szczęścia.
   Dziwnie tak było wrócić do domu samemu. Nie byliśmy parą już od dłuższego czasu, ale dzieliliśmy pokój i pozostaliśmy przyjaciółmi. Pusta szafa, kilka pozostawionych kosmetyków, ale ogólnie nieskazitelny porządek. Miała bzika na punkcie sprzątania.
   Tak że teraz jestem już zupełnie sam. Nie piszę tego narzekająco. Jest coś dziwnie przyjemnego w tym uczuciu. Jakby warstwa po warstwie odrywały się stare ubrania i jestem coraz bardziej nagi, przejrzysty, nieuwikłany.
   Ale jest sprawa mieszkania. Do końca miałem nadzieję, że uda mi się tu zostać jeszcze jakiś czas, nawet pomimo braku kasy, Maryam (właścicielka) jest bardzo wyrozumiała. Okazało się jednak, że wraca w poniedziałek i muszę się wynieść. Ma mieć operację i potrzebuje miejsca, żeby wydobrzeć przed powrotem do Szwajcarii. Mam tylko kilka dni na znalezienie nowego lokum. Nie jest to łatwe, zważywszy, że zostało mi jeszcze tylko jakieś 80 funtów na koncie. Wysłałem dziś kilka maili do znajomych (miałem powiedzieć bliższych i dalszych, ale zdałem sobie sprawę, że tak się złożyło, że nie mam chyba bliższych) z sygnałem S.O.S. Piotr ma znajomego, który być może miałby kąt dla mnie, mamy się spotkać jutro albo pojutrze. Oprócz tego Tadas odpisał, że u nich na skłocie mógłbym się zatrzymać na jakiś tydzień, ale sami zmagają się z przeludnieniem. Tydzień mnie nie urządza.
   Przyznam, że ta mieszkaniowa sprawa nie ułatwia mi życia. To, co teraz potrzebuję, to spokój, jakiś mały azyl, gdzie mógłbym się schować przed światem, wyciszyć i jakoś dojść do siebie przed rozpoczęciem pracy (już za dwa tygodnie). No ale co zrobić? Mimo wszystko nie łamie mnie to zbyt bardzo. Udaje mi się jak na razie utrzymać trochę filozoficzno-artystycznego dystansu, patrzeć na to wszystko jak na przygodę i ostatecznie na źródło inspiracji, impuls do rozwoju. Poza tym ten smutek, który teraz czuję nie jest depresyjnym, suchym smutkiem, ale raczej czymś głębszym, "soczystym". Tak smakuje życie:)
   Co poza tym?

   Lista chybcikowa:
   1. Słucham Trójki, to radio ma coś kojącego.
   2. Trafiłem dziś w sieci na Polish Artists in London, napisałem do nich, być może mógłbym się jakoś zaangażować w polonijnym środowisku artystycznym.
   3. Doszła jedna z dwóch melodyk, które kupiłem na eBayu. Piękny dźwięk. Zrobiona przez Hohnera, kiedy jeszcze był niemiecki, a nie ten chiński szajs, który produkują teraz.
   4. Wczoraj troszkę zwarzyłem się w lokalnym pubie, zrobiliśmy pożegnalny wieczorek z Petrą. Dosiedliśmy się do miejscowych i gadaliśmy o życiu.
   5. Zacząłem oglądać Star Treka "The Next Generation". Wybrałem ten sezon, bo kiedyś, w latach 90tych oglądałem. Obejrzałem pierwszy odcinek. Trąci myszką, ale podoba mi się.

   No dobra, kładę się do spania. Trzymajcie się.

Sunday, 24 August 2014

Księżycowy Terrorysta - Autobiografia



Autobiografia
(dedykuję Mamie i Tacie)

W 93 w radiu leciał Jarocin,
słuchałem z wypiekami
przy ogniu pod gwiazdami

W 86 po szkole w samotności
czytałem  Robinsona
kraina wymyślona

W 95, ale nie tylko wtedy
ojciec pił dużo wódki
ja też w niej topię smutki

W 76, to było w lutym
wyszedłem z matki łona
mała dusza wystraszona

W 81 w niedzielę, nie było teleranka
ja tego nie pamiętam, wiem tylko z opowieści,
że ojciec był w ZOMO, z przymusu, wiadomo,
a matka robiła co mogła dla domu,
dwie kury, indyki i krowa na nabiał,
ta młoda dziewczyna ledwo co wyrabia

W 96 w wakacje, woreczek z klejem i ciągłe libacje
nie wiedzą co czynią, mkną, śnią i ucieczką salwują się z tego padołu żałości
w roku tym samym ogoliłem głowę i życia zacząłem nowego budowę,
w klasztorze szukając spokoju i światła
co rano modlitwa, om hari om padma

W 99 na wiosnę spotkałem dziewczynę, i wpadłem po uszy,
rok później dokładnie w dzień prima aprilis, zawarliśmy święty małżeński związek
W 2001 już była Hiszpania, w 2004 Irlandia i Dania, a później  Birmingham, Bristol oraz Londyn, emigracyjny, zwariowany życia młyn

daj daj daraj

Na tym samym wózku jedziemy wszyscy razem i się bawimy albo też smucimy
Nie szukajmy winnych, winnych nie ma w tej sprawie, żyj jak ci dobrze a jak ci źle to co?
Jeden zbiera znaczki, drugi bije żonę, trzeci to profesor studiuje anatomiędzynarodowe spięcia i szarpaniny co za głupota, każdy się miota

Friday, 22 August 2014

Lista jako taka albo memento mori



















Lista jako taka:

   1. Jesień coraz bliżej. Na przejażdżkę rowerową po Londynie musiałem ubrać już kilka warstw. Wiatr, chłód, zieleń już bledsza. Cieszę się, że koniec upałów. Za dużo słońca mnie męczy.
   2. Zjadłem darmowy obiad w świątyni na Soho. Bardzo dobre warzywka, ryż, dahl, w nieograniczonych ilościach. Będę się starał jeździć częściej.
   3. Wysprzątałem pokój, odkurzyłem wreszcie proszek na pluskwy, który leżał już ponad tydzień. Wydaje się, że udało się powstrzymać inwazję tych skurczybyków.
   4. Przedwczoraj, wczoraj i dzisiaj maraton X-men'a. Została mi jeszcze jedna część do obejrzenia (z siedmiu).
   5. Dziś rano znów gimnastyka ("Killer" Chodakowskiej) + medytacja/modlitwa.
   6. Kolejny dzień bez papierosów. Łaknienie coraz mniejsze. Poza tym kolejny dzień bez alkoholu. Za to żrę słodycze, owoce, czipsy, ser, chleb, dżem, masło orzechowe - wszystko, co mi w ręce wpadnie.
   7. Czekam z niecierpliwością na melodykę (czy też, jak piszą na Wikipedii "harmonijkę klawiszową" lub "melodyjkę":). Co i rusz zjeżdżam windą na dół i sprawdzam skrzynkę pocztową. Lubię się uczyć nowych instrumentów. Dużą część wczorajszego wieczoru czytałem o skalach muzycznych, teorii akompaniamentu i improwizacji. Uczenie się nowych rzeczy uspakaja mnie i utrzymuje mój umysł w "sprężystości".
   8. I jeszcze jest ona. Bez żadnych w sumie przerw. Czasami jest to lekka tęsknota, a czasami dopada wodospad tysięcy wspomnień, wspólnych emocji, przygód, i to wszystko z wewnętrznym żalem, rozczarowaniem i ciągłym zdziwieniem: "Jak to możliwe? Posady wszechświata są tak kruche, że mały zbieg okoliczności i trochę błędów może je zachwiać, ot tak sobie?"

Wednesday, 20 August 2014

Lista z Krainy Deszczowców

Lista z Krainy Deszczowców:

   1. Na obiad były placki ziemniaczane z sosem pieczarkowym i goście. Trochę się nie kleiło, na szczęście szybko się zwinęli.
   2. Największe wyzwanie po obiedzie - nie zapalić. Ci, co palą, wiedzą jak nieodzowny jest papieros po sutym, tłustym obiedzie. Udało się. Puściłem po prostu South Parka (ignorując niegrzecznie gości) i jakoś odwróciłem uwagę od łaknień.
   3. Co do palenia - dziś obudziłem się o czwartej rano i już nie mogłem zasnąć. Umacniałem się w postanowieniu rzucania fajek. Po co mi to teraz, kiedy wszystko się tak bardzo rypło? Myślę, że właśnie w tej czarnej dupie potrzebuję zrobić coś konstruktywnego, pozytywnego, co podbuduje trochę moją samoocenę. Obejrzałem na youtube kilka motywujących do rzucenia filmików. No więc już prawie ósma wieczorem, czyli około 24 godzin bez papierosa. Czuję się trochę rozgorączkowany, rozdrażniony, drapie mnie w oskrzelach i kłuje w płucach, ale ogólnie to czuję jednak satysfakcję. Rano wywaliłem wszystkie gadżety palacza - całą paczkę American Spirit, do połowy pełną paczkę Pall Malli, bibułki, filtry, z trzy zapalniczki i jeszcze kilka niedokończonych paczek tytoniu. Masakra jakaś.
   4. Skończyłem "Powiedział mi wróżbita" Terzaniego. Fajna książka. Prosta, rozsądna, idealistyczna. Na stoliku obok łóżka leży już jego następna, "Dobranoc panie Lenin", biorę się za nią dziś albo jutro. Reszta, co się dało ściągnąć z chomika, już na kindlu.
   5. Kilka godzin ćwiczyłem na ukulele nową palcówkę do День рождения.
   6. Tęskniłem za Tanią. Narysowałem nas na palcach od stóp:)
   7. Na zewnątrz byłem dziś tylko tyle, co w Tesco na dole, po ziemniaki i cebulę. Nie chce mi się ludzi. To jest też problem na dłuższą metę. Jedynie z Tanią czułem się w harmonii i spokojnie, wszystko pasowało. Reszta ludzi... Nie chce mi się po prostu. Ludzie mnie albo męczą, albo nudzą, a nawet jeśli coś w nich jest, to jednak są po drugiej stronie wszechświata, ich doświadczenie jest zupełnie oddzielone od mojego doświadczenia. Ciężko koegzystować z ludzkością, kiedy ma się tak wygórowane oczekiwania - kiedy interesuje mnie tylko doskonała, zupełna harmonia i zrozumienie, haha. Trochę to piszę z przymrużeniem oka. Gdzieś tam pewnie są ci potencjalni przyjaciele.
   8. Kilka dni temu zamówiłem na ebayu melodykę Hohnera, nieprodukowany już od lat instrument. W środku bankructwa wydałem trzydzieści funtów na nowy sprzęt. Cały ja:) Ale nie mogę się już doczekać, ma przyjść w piątek. Może się zainspiruję do napisania nowych piosenek.















    9. Dziś rano drugi dzień gimnastyki. Lubię dać sobie wycisk.
   10. To tyle ze środy. Wczesna godzina. Biorę się za czytanie.

Tuesday, 19 August 2014

W Brockley, szukając pustostanów

 



















Siedzę w jakimś parku w Brockley. Miłe miejsce, na wzgórzu, widok na Londyn. Najpierw byłem w Camden Town wymienić buty (trzeci raz - znów zrobiła się dziura), później u Charliego (mój fryzjer). Nie chciałem wracać od razu do domu, znów utknąłbym w serialach, pomyślałem więc, że powłóczę się na rowerze i rozejrzę za jakimś potencjalnym skłotem. Po drodze zgłodniałem, zjadłem lunch za cztery funty, teraz relaksuję się przez chwilę. W oddali widzę wieżowiec na Vauxhall, pod którym mieszkam. Spory kawał drogi mnie czeka.
   Miałem mieć dzień bez papierosa. Rano poćwiczyłem, zastrzyk energii, super, ale później z godziny na godzinę coraz bardziej mnie ssało w płucach, aż wreszcie po jedzeniu nie wytrzymałem i kupiłem fajki. To jest problem. Powtarzam sobie, że kiedy choć trochę "osiądzie" się ta cała sytuacja, to poszukam inspiracji, żeby rzucić. Teraz wszystko jest zbyt tymczasowe, nieogarnięte. Jak liść na wietrze.
   Skończyłem Six Feet Under, mocne. Dziś poczytam Terzaniego, wycisza mnie.
   Na razie.

Sunday, 17 August 2014

Śri Kryszna Janmastami






















   Rzadko piszę tutaj o religii, tym bardziej, że to słowo może mieć wiele różnych znaczeń dla różnych osób. No ale dziś urodziny Kryszny, więc parę słów naskrobię o swojej koncepcji religii/duchowości/Boga.
   Absolut ma wiele twarzy, każda inna, jednak tak naprawdę to jak patrzenie na wielką górę z różnych stron. Stąd, gdzie jesteśmy, wydaje się, że różne koncepcje Boga zaprzeczają sobie nawzajem. Utknięci w świecie dualizmów skupiamy się na różnicach. Ten klęczy, ten składa pokłony, tamten tańczy, ktoś wielbi czarny kamień, ktoś krzyż, tam święty kolor to biały, a tam czarny. Dla osób, które wspięły się wyżej, te różnice zacierają się i coraz wyraźniej widać, że Absolut jest jeden, a nasze definicje, wyznania, rytuały to sposób w jaki ludzie z różnych kultur i na różnych poziomach próbują uchwycić to, co nie jest łatwe (może nawet niemożliwe) do uchwycenia na naszym etapie, a co jest jednością.
   Skoro więc wszystko jest jednością, to dlaczego Kryszna? Skoro już jakiś język do opisu Boga musiałem wybrać, dlaczego nie Chrześcijaństwo, w którym wyrosłem? Nie potrafię podać logicznego argumentu. Myślę, że duchowość, choćbyśmy próbowali wynaleźć dziesiątki argumentów, to jednak bardzo indywidualna sprawa i opiera się nie na rozumowaniu, ale na uczuciu. Później możemy nasze uczucie podbudować logiką, ale pierwszy impuls to będzie uczucie. Zauroczyła mnie koncepcja osobowego, zwyczajnego Boga, chłopca, z którym mogę się zaprzyjaźnić, zbliżyć, schronić. Chrześcijaństwo ma kilka bardzo bliskich mi postaci, jak święty Franciszek, albo bardziej współcześnie Thomas Merton, którego czytam i który pomaga mi bardzo dużo. Nie odrzucam tego, podobnie jak znajduje dużo inspiracji w Sufizmie. Ale to już temat na inna okazję.
   No więc dziś urodziny Kryszny (takie Boże narodzenie:) i z tej okazji chciałem wam wszystkim życzyć wszystkiego, co dobre, żebyście odnaleźli spokój i miłość, i żeby udało wam się zachować równowagę na tej chwiejnej łodzi, zwanej życiem i jeszcze, żebyście znaleźli harmonię w podążaniu waszymi duchowymi (bądź ateistycznymi;) ścieżkami.
   Hare Kryszna:)

    

Friday, 15 August 2014

Smuty, rower, kanał i barykady

Lista smutasowa

   1. Wieczór dosyć ciężki. Zresztą każdy dzień jest ciężki teraz. Czasami wydaje mi się, że nie dam rady dalej, ale jakoś z dnia na dzień udaje się. Nigdy wcześniej nie doświadczyłem tak intensywnej samotności.
   2. Ostatnie dwa dni spędziłem w Grow Heathrow. Farmowa, niezależna społeczność, grupa młodych ludzi uprawiających zaskłotowaną ziemię. Dowiedziałem się o nich z powodu przewidzianej na dziś rano eksmisji. Pojechałem pomóc powstrzymać komornika. Było dużo ludzi, muzyka, dobre jedzenie, spałem w namiocie. Komornik został odparty. 
   3. Trasa do Grow Heathrow rowerem to ponad 20 mil. Większość wzdłuż kanału (Grand Union Canal). Pierwszy raz od przyjazdu do Londynu, czułem się bliżej natury. W ostatniej minucie dopadł mnie deszcz i trochę zmokłem.
   4. Całą drogę tam i dzisiaj z powrotem słuchałem Nohavicy - czeskiego autora piosenek. Świetny klimat. Zainspirował mnie do pracy nad moją muzyką.
   5. Na kolację mrożona pizza i sok pomarańczowy na kaca.
   6. Za dwa tygodnie kończy mi się wynajem mieszkania, muszę się skupić na znalezieniu czegoś.














Największe wyzwanie to było zapakować się na ten rower z plecakiem, ukulele i prowiantem. Udało mi się zbudować chwiejną konstrukcyję. Wytrzymała, choć miotało mną trochę, parę razy o mały włos nie wjechałem do kanału.














Na śniadanie bułka z sojowym burgerem, Dr Pepper. Wygrałem też na loterii. 4 funty.















Na bramie w Hyde Parku grupa protestantów, zablokowane przejście, dużo policji. Nie wiem, o co protestowali, ale sympatia oczywiście po stronie rewolucjonistów. Musieli wyczuć moje wsparcie, bo pomachali.




 Selfik na rowerze w Hyde Park.


















Grand Union Canal


















Dosłownie na ostatniej ulicy, w ostatnich pięciu minutach podróży (po ponad dwóch godzinach słońca) dostałem w kość od deszczu.


















Miejsce relaksu, obok kuchni.



















Chatka ulepiona z gliny















Zgłosiłem się do robienia banerów. Powiedzieli mi, żebym był kreatywny. Stwierdziłem, że zaapeluję do człowieczeństwa komorników i policji:)














Nasza muzyczna barykada. Okazała się nie do przejścia:)














Muzyczna barykada w akcji.



















I moje pięć groszy.

I jeszcze dwa krótkie filmiki:

Wednesday, 13 August 2014

Baletnica - Księżycowy Terrorysta



1
Hej kochanie, zgaś światło w kuchni
Pora już spać
Wyłącz komputer, zamknij na klucz drzwi
Po co się bać

za oknem jasno od księżyca
w porcelanie tańczy baletnica
ukradłem noc i pławię się w zdobyczach
i to wszystko zachwyca, zachwyca

spokojem

Zabiorę latem cię na Marsa, poszukamy w piasku dróg
Zabiorę zimą cię na wojnę, nie pozwoli skrzywdzić Bóg
Zabiorę dzisiaj jeśli chcesz, jest tyle ścieżek, proszę wierz,
Niech tylko zachwyca, zachwyca

spokojem

ref
To taki tydzień, taki miesiąc
Ostatnio nie pomaga los
Już nawet nie o kasę chodzi
choć to też daje w kość
Tylko jakoś dość mam ludzi
tacy głupi i zmęczeni
Chciałbym rano się obudzić
i usłyszeć jak śpiewasz... /x2

2
zachwyca zachwyca
ksiezyca ksiezyca
ulica ulica
zachwyca zachwyca
spokojem