Tuesday, 19 August 2014

W Brockley, szukając pustostanów

 



















Siedzę w jakimś parku w Brockley. Miłe miejsce, na wzgórzu, widok na Londyn. Najpierw byłem w Camden Town wymienić buty (trzeci raz - znów zrobiła się dziura), później u Charliego (mój fryzjer). Nie chciałem wracać od razu do domu, znów utknąłbym w serialach, pomyślałem więc, że powłóczę się na rowerze i rozejrzę za jakimś potencjalnym skłotem. Po drodze zgłodniałem, zjadłem lunch za cztery funty, teraz relaksuję się przez chwilę. W oddali widzę wieżowiec na Vauxhall, pod którym mieszkam. Spory kawał drogi mnie czeka.
   Miałem mieć dzień bez papierosa. Rano poćwiczyłem, zastrzyk energii, super, ale później z godziny na godzinę coraz bardziej mnie ssało w płucach, aż wreszcie po jedzeniu nie wytrzymałem i kupiłem fajki. To jest problem. Powtarzam sobie, że kiedy choć trochę "osiądzie" się ta cała sytuacja, to poszukam inspiracji, żeby rzucić. Teraz wszystko jest zbyt tymczasowe, nieogarnięte. Jak liść na wietrze.
   Skończyłem Six Feet Under, mocne. Dziś poczytam Terzaniego, wycisza mnie.
   Na razie.

No comments:

Post a Comment