Tuesday, 26 August 2014

Warstwa po warstwie

 
 Kolejne rozstanie. Jakieś dwie godziny temu wyjechała Petia. Wraca do Czech. Tak się skończyła ta dziwna przygoda. Popłakaliśmy się na pożegnanie. To dobra dziewczyna, choć czasami walnięta, życzę jej szczęścia.
   Dziwnie tak było wrócić do domu samemu. Nie byliśmy parą już od dłuższego czasu, ale dzieliliśmy pokój i pozostaliśmy przyjaciółmi. Pusta szafa, kilka pozostawionych kosmetyków, ale ogólnie nieskazitelny porządek. Miała bzika na punkcie sprzątania.
   Tak że teraz jestem już zupełnie sam. Nie piszę tego narzekająco. Jest coś dziwnie przyjemnego w tym uczuciu. Jakby warstwa po warstwie odrywały się stare ubrania i jestem coraz bardziej nagi, przejrzysty, nieuwikłany.
   Ale jest sprawa mieszkania. Do końca miałem nadzieję, że uda mi się tu zostać jeszcze jakiś czas, nawet pomimo braku kasy, Maryam (właścicielka) jest bardzo wyrozumiała. Okazało się jednak, że wraca w poniedziałek i muszę się wynieść. Ma mieć operację i potrzebuje miejsca, żeby wydobrzeć przed powrotem do Szwajcarii. Mam tylko kilka dni na znalezienie nowego lokum. Nie jest to łatwe, zważywszy, że zostało mi jeszcze tylko jakieś 80 funtów na koncie. Wysłałem dziś kilka maili do znajomych (miałem powiedzieć bliższych i dalszych, ale zdałem sobie sprawę, że tak się złożyło, że nie mam chyba bliższych) z sygnałem S.O.S. Piotr ma znajomego, który być może miałby kąt dla mnie, mamy się spotkać jutro albo pojutrze. Oprócz tego Tadas odpisał, że u nich na skłocie mógłbym się zatrzymać na jakiś tydzień, ale sami zmagają się z przeludnieniem. Tydzień mnie nie urządza.
   Przyznam, że ta mieszkaniowa sprawa nie ułatwia mi życia. To, co teraz potrzebuję, to spokój, jakiś mały azyl, gdzie mógłbym się schować przed światem, wyciszyć i jakoś dojść do siebie przed rozpoczęciem pracy (już za dwa tygodnie). No ale co zrobić? Mimo wszystko nie łamie mnie to zbyt bardzo. Udaje mi się jak na razie utrzymać trochę filozoficzno-artystycznego dystansu, patrzeć na to wszystko jak na przygodę i ostatecznie na źródło inspiracji, impuls do rozwoju. Poza tym ten smutek, który teraz czuję nie jest depresyjnym, suchym smutkiem, ale raczej czymś głębszym, "soczystym". Tak smakuje życie:)
   Co poza tym?

   Lista chybcikowa:
   1. Słucham Trójki, to radio ma coś kojącego.
   2. Trafiłem dziś w sieci na Polish Artists in London, napisałem do nich, być może mógłbym się jakoś zaangażować w polonijnym środowisku artystycznym.
   3. Doszła jedna z dwóch melodyk, które kupiłem na eBayu. Piękny dźwięk. Zrobiona przez Hohnera, kiedy jeszcze był niemiecki, a nie ten chiński szajs, który produkują teraz.
   4. Wczoraj troszkę zwarzyłem się w lokalnym pubie, zrobiliśmy pożegnalny wieczorek z Petrą. Dosiedliśmy się do miejscowych i gadaliśmy o życiu.
   5. Zacząłem oglądać Star Treka "The Next Generation". Wybrałem ten sezon, bo kiedyś, w latach 90tych oglądałem. Obejrzałem pierwszy odcinek. Trąci myszką, ale podoba mi się.

   No dobra, kładę się do spania. Trzymajcie się.

No comments:

Post a Comment