Idziemy obok siebie przez jakąś starą, piękną ulicę. Może Kraków, może Madryt. Jest piękny dzień, a nie noc, jak ostatnio we wszystkich moich wizjach i snach. Gadamy o bzdurkach. Nagla ona zaczyna rozpaczliwie płakać.
- Co się dzieje? - pytam ją miękko.
- Bo ja cię tak bardzo kocham - jąka się przez łzy.
Chwytam ją za rękę i idziemy dalej. Wszystko jest jak dawniej. Znów jestem cały.
No comments:
Post a Comment